Dalszy ciąg historii

newsempire24.com 1 tydzień temu

**Dziennik**

Następnego dnia Wojciech wrócił do biura w nerwowym nastroju. W głowie wciąż brzmiały mu obrazy z targowiska krzyki oburzonych ludzi, spojrzenie kobiety, które zdawało się sięgać w głąb jego duszy. Próbował odsunąć te myśli: Oni nic nie rozumieją. Życie to walka. Słabi upadają, twardzi się podnoszą.

Ale sumienie uparcie dawało o sobie znać. Te oczy Skąd je znał?

Nazajutrz rano jego wspólnik, pan Kowalski, wszedł do gabinetu z zimną twarzą.

Wojciechu, mamy problem. Ta scena na targu wylądowała w internecie. Nagranie rozchodzi się jak błyskawica. Ludzie piszą, iż powinieneś się wstydzić. jeżeli nic nie zrobimy, reputacja firmy legnie w gruzach.

Co takiego?! warknął Wojciech, ale gdy zobaczył na ekranie telefonu własną twarz, jak kopie w bezbronną kobietę, zbladł. Podpis był bezlitosny: Milioner upokorzył głodującą matkę.

jeżeli mogę coś doradzić ciągnął Kowalski. Musisz ją odnaleźć. Daj jej pieniądze, zapewnij dach nad głową. Wszystko przed kamerami. Będzie wyglądać jak gest dobroci. To twoja jedyna szansa.

Wojciech zgrzytnął zębami, ale skinął głową. Nienawidził tłumaczeń, ale reputacja była dla niego najważniejsza.

Po południu wrócił na targ. Kobieta siedziała tam, gdzie wcześniej w tej samej wytartej kurtce, z tym samym smutkiem w oczach. Gdy go zobaczyła, nie cofnęła się. Tylko patrzyła.

Proszę pani zaczął Wojciech, chłodno uprzejmy. Chcę naprawić wczorajsze. Dam pani pieniądze. Mieszkanie. Jedzenie.

Kobieta wpatrywała się w niego długo, jakby szukała w pamięci. W końcu szepnęła cicho:

Wojtusiu?

Serce Wojciecha zamarło. To imię tak delikatnie, tak czule, wymawiała je tylko jedna osoba. Matka.

Co pani powiedziała? zapytał drżącym głosem.

Kobieta złożyła dłonie, jej palce trzęsły się.

Wojtusiu synu to ty?

Wojciech cofnął się.

To niemożliwe. Moja matka nie żyje. Od dwudziestu lat.

Łzy wypełniły oczy kobiety.

Nie, synku. Żyję. Twój ojciec zabrał cię ode mnie, gdy miałeś sześć lat. Szukałam cię latami. Pisałam listy, ale nigdy nie dostałam odpowiedzi. Straciłam siły zostało tylko pragnienie.

Wojciech poczuł ucisk w klatce piersiowej. Nagle przypomniał sobie zapach tanich mydeł, miękką dłoń gładzącą jego włosy, fragmenty kołysanki. Nie chciał uwierzyć.

To tylko gra. Chce pani pieniędzy warknął, ale w głosie zabrakło mu pewności.

Kobieta sięgnęła pod kurtkę i wyjęła zniszczone zdjęcie. Patrzył z niego mały chłopiec, sześciolatek, trzymający zabawkowy samochód dokładnie taki, jakim Wojciech bawił się w dzieciństwie. Obok stała kobieta, młoda, uśmiechnięta.

Wojciech poczuł, jak opór w nim pęka. Kolana mu się ugięły.

Boże szepnął. Moja matka a ja kopnąłem cię

Łzy spłynęły po jego twarzy. Ten milioner, który przez lata budował swoje imperium z kamienną twarzą, teraz klęczał na ulicy przed kobietą w podartej kurtce.

Wybacz mi łkał. Nie wiedziałem nie rozpoznałem cię

Halina wyciągnęła rękę i pogładziła syna po policzku. Jej palce były słabe, ale dotyk pełen miłości.

Nie musisz przepraszać, Wojtusiu. Zawsze wiedziałam, iż kiedyś wrócisz. Moja miłość nigdy nie przeminęła.

Ludzie zaczęli się gromadzić wokół nich. Nikt nie odezwał się ani słowem. Wszyscy widzieli, jak milioner załamuje się w ramionach matki, którą uważał za zmarłą.

Kilka dni później gazety krzyczały tytułami: Milioner odnalazł bezdomną matkę. Ale Wojciechowi to już nie przeszkadzało. Zabrał ją do domu, wezwał lekarzy, urządził dla niej wygodne mieszkanie. ale najważniejsze były ich rozmowy długie, szczere. Halina opowiadała o latach samotności, walki, bólu i nadziei, iż jeszcze zobaczy syna.

A Wojciech słuchał i czuł, jak coś w nim się naprawia. Ta pustka, której nie mógł wypełnić ani pieniędzmi, ani sukcesem, teraz wreszcie znikała.

Pewnego wieczoru, gdy siedzieli razem na tarasie, Wojciech uścisnął dłoń matki.

Wiesz, mamo przez lata myślałem, iż to majątek daje życiu sens. Ale teraz czuję, iż nie pieniądze były dla mnie ważne. Tylko ty.

Halina uśmiechnęła się, łzy błyszczały w jej oczach.

Rodzina to jedyna rzecz, która nadaje życiu znaczenie, synu. Nigdy o tym nie zapominaj.

I wtedy Wojciech zrozumiał naprawdę: żadne złoto, żaden pałac nie są warte jednego słowa **mama**.

Idź do oryginalnego materiału