Czy Ty jesteś moim szczęściem? adekwatnie, nie planowałam wyjść za mąż. I gdyby nie wytrwałe zaloty…

twojacena.pl 4 dni temu

Wiesz, nigdy nie planowałam wychodzić za mąż. Serio, gdyby nie upór mojego przyszłego męża, pewnie dalej latałabym sobie wolna jak wróbelek. Wojtek był jak zawzięty motylek, cały czas krążył wokół mnie, dogadzał na każdym kroku, prawie dmuchał, żeby nie spadł ze mnie choćby pyłek… W końcu się poddałam. I zostałam jego żoną.

Wojtek od razu stał się takim swoim, domowym, bliskim człowiekiem. Przy nim wszystko wydawało się proste i wygodne. Jak stary kapcie. Po roku urodził nam się syn Sławomir. Wojtek pracował w Warszawie, a my mieszkaliśmy w Łodzi. Do domu wpadał raz w tygodniu, zawsze przywoził nam ze Sławkiem jakieś smakołyki i drobiazgi. Powiem ci, zawsze sprawdzam jego kieszenie, zanim wrzucę rzeczy do pralki. Stara historia raz wyprałam mu dowód osobisty, od tego czasu obmacuję kieszenie jak zawodowy detektyw.

Tym razem, z kieszeni jego spodni wypadła kartka złożona na cztery. Rozwinęłam a tam długa lista przyborów szkolnych. Sierpień, wiadomo, szkoła niedługo. Na końcu, dziecięcym bazgrołem: Tato, przyjedź szybciej. No i proszę, tak się Wojtek rozrywa w innym mieście! Dwulicowiec!

Nie zrobiłam afery, tylko spakowałam parę rzeczy, wzięłam Sławka za rączkę (miał wtedy trochę ponad dwa latka) i poszłam do mamy. Na długo. Mama od razu przydzieliła nam z synkiem pokój i podsumowała: Mieszkajcie tu, aż się dogadacie.

W głowie pojawiła się myśl a niech tam, zemszczę się na niewdzięcznym mężu. Przypomniałam sobie o moim koledze ze szkoły Romku. Ten zawsze mnie podrywał, od liceum aż do dziś. Dzwonię: Cześć, Romek! Jeszcze się nie ożeniłeś?
O, Haniu! Cześć! Przecież to bez różnicy Może się spotkamy? rozchmurzył się natychmiast.

Ten romansik trwał pół roku. Wojtek co miesiąc zostawiał mamie alimenty na Sławka, choćby parę stówek więcej zawsze dawał 700 zł. Wręczał pieniądze bez słowa, wychodził.

Wiedziałam, iż Wojtek mieszka z Kasią Ewsewicz, która ma córkę z pierwszego małżeństwa. Kasia zażądała, żeby jej córeczka zwracała się do Wojtka tato. Mieszkali wszyscy w mieszkaniu Wojtka w Warszawie. Jak tylko Kasia dowiedziała się, iż się wyprowadziłam, zaraz z córką przeniosła się do niego na stałe. Gotowała, robiła na drutach ciepłe skarpety i swetry, rozpieszczała go na wszystkie sposoby. Dowiedziałam się o tym od sąsiadki, po czasie. Przez pół życia wypominałam Wojtkowi, iż miał Kasię Ewsewicz. Wtedy myślałam, iż to koniec, nasz związek się wypalił, poległ.

Ale wiesz spotkaliśmy się kiedyś na kawie, mieliśmy rozmawiać o rozwodzie. I wzięło nas na sentymenty. Wojtek wyznał mi, iż kocha jak szalony, przepraszał. Marudził, iż nie wie, jak pozbyć się natarczywej Kasi. Zrobiło mi się go potwornie żal. I co? Zeszliśmy się znowu. Swoją drogą, Wojtek nigdy nie dowiedział się nic o Romku. Kasia z córką wyjechały z Warszawy na dobre.

I tak, mijały lata. Przeżyliśmy razem siedem bardzo szczęśliwych lat. Aż Wojtek miał wypadek samochodowy. Operacja nogi, potem żmudna rehabilitacja, chodził o lasce. Dochodził do siebie ponad dwa lata. Cała ta rekonwalescencja go wykończyła. Zaczął ostro pić. Zmieniał się w kogoś obcego, zamykał się w sobie. Ciężko było na to patrzeć. Prośby i groźby nie pomagały, a on coraz bardziej gubił siebie i nas w tym wszystkim. Pomocy odmawiał.

Za to w pracy pojawił się Paweł taka kamizelka ratunkowa. Słuchał mnie przy ekspresie do kawy, przechadzał się ze mną po parku po pracy, pocieszał. Paweł był żonaty, żona spodziewała się drugiego dziecka. Nie rozumiem, jak to się stało, iż wylądowaliśmy razem w łóżku. To kompletnie nie w moim stylu! On niższy ode mnie, drobny, w ogóle nie mój typ.

No i się zaczęło! Paweł zaciągał mnie na wystawy, koncerty, bale. A gdy urodziła mu się córka, nagle wycofał się ze wszystkich rozrywek, rzucił pracę u nas, znalazł inną. Może pomyślał: Im dalej od Hani, tym lepiej? Nie rościłam sobie do niego żadnych pretensji, więc pozwoliłam mu spokojnie wrócić do rodziny. Ten facet po prostu na chwilę uśmierzył mój ból. Nie miałam zamiaru rozbijać czyjegoś małżeństwa.

A Wojtek coraz bardziej pił.

Po pięciu latach przypadkiem spotkałam Pawła. Kompletnie serio zaproponował mi ślub. Uśmiechnęłam się tylko.

Wojtek na chwilę się otrząsnął. Pojechał na zarobek do Czech. Ja przez ten czas byłam wzorową żoną i matką, dbałam o dom, myślałam tylko o rodzinie. Wojtek wrócił po pół roku, zrobiliśmy remont mieszkania, kupiliśmy nową lodówkę, pralkę. Wojtek naprawił w końcu swoją Skodę. Można by się cieszyć, ale nie znowu się rozpił. Zaczął się istny koszmar. Koledzy przynosili go do domu, sam nie dałby rady wrócić czasem wręcz się czołgał. Nieraz biegałam po okolicy szukając go po parkach i przystankach, znajdowałam śpiącego na ławce, z pustymi kieszeniami, ciągnęłam do domu. Przeżyłam już wszystko.

I któregoś wiosennego popołudnia, stoję smutna na pętli autobusu. Ptaki śpiewają, słońce świeci, a mnie nic nie cieszy. Nagle przy uchu słyszę: Może mogę Ci jakoś pomóc?

Odwracam się o matko! Jaki elegant! A mi wtedy 45 lat wyobrażasz sobie? Czy znowu rozkwitnę jak malina? Szczerze zawstydziłam się jak nastolatka. Na szczęście podjechał autobus, wskoczyłam i odjechałam ile sił. On pomachał mi na pożegnanie. Cały dzień rozmyślałam o nim w pracy. Oczywiście, trzymałam poziom dwa tygodnie, iż niby nie zainteresowana.

Ale Igor bo tak miał na imię jak czołg, codziennie stawał na tej samej pętli, czekał na mnie. Już się pilnowałam, żeby nie spóźnić się na autobus i wyglądałam z daleka, czy stoi mój przystojniak. Igor, gdy tylko mnie zobaczył, słał uśmiechy i całusy z daleka.

Raz przyniósł wielki bukiet czerwonych tulipanów. Mówię: I co ja zrobię z kwiatami rano w pracy? Dziewczyny mnie zaraz wypytają, a ja będę winna bez winy.
Igor śmieje się: Oj, nie przemyślałem tych okropnych konsekwencji.
Wcisnął kwiaty starszej pani, która przyglądała nam się z zainteresowaniem. Babcia aż się rozpromieniła! Dziękuję ci, chłopcze! Życzę ci namiętnej kochanki! Ależ się zarumieniłam! Dobrze, iż nie życzyła młodej. W ogóle bym zniknęła!

Igor dalej: A może, Haniu, zostaniemy razem winni? Nie pożałujesz.

Powiem ci szczerze propozycja była bardzo kusząca i akurat na czasie. Z Wojtkiem nie było wtedy żadnych relacji, w zasadzie nie mógł być. Wojtek częściej był bezużytecznym kłodą niż mężem.

Igor był niepalący, nie pił, kiedyś trenował lekkoatletykę (miał 57 lat), a do tego potrafił rozmawiać o wszystkim. Po rozwodzie. Miał w sobie jakąś magię!

Wpadłam w tę przygodę na całego! To było jak wir namiętności. Trzy lata miotałam się między domem a Igorem. Dusza rozpaczała.

Nie miałam siły przestać, choćby gdyby się pojawiła chęć. Powiedziałabym Hania odpycha adoratora, a ten nie daje się odepchnąć. Igor opanował mnie całkowicie i sercem, i ciałem! Wiadomo, jak coś Cię zaczaruje, to tracisz rozum. Przysięgam, gdy Igor był obok, zapominałam oddychać! To był totalny zawrót głowy. Ale wiedziałam, iż ta burza nie przyniesie nic dobrego. Miłości do Igora nie czułam.

Wracałam wykończona (po spotkaniach z Igorem) do domu i wtedy marzyłam tylko, żeby przytulić się do Wojtka. choćby w stanie zamroczenia, śmierdzącego wódką, ale był taki mój, czysty. Tyle razy się przekonałam swój chleb lepszy niż cudze ciasto! To jest w życiu najważniejsze, a namiętność to przecież od słowa cierpieć. Chciałam już tylko przeżyć tę chorobę, wycierpieć swoje, wrócić do rodziny, a nie beztrosko tracić siebie w przygodzie. Tak myślał mój rozum. Ale ciało dalej ciągnęło mnie na dno. Byłam w niewoli tej namiętności.

Sławek wiedział o Igorze. Zobaczył nas w restauracji, przyszedł tam z dziewczyną. Musiałam przedstawić mu Igora. Uścisnęli sobie dłonie, było raczej oficjalnie. Wieczorem, przy kolacji, Sławek patrzył na mnie pytająco. Czekał na wyjaśnienia. Zmieniłam temat, żartowałam, iż to kolega z pracy, omawiamy nowy projekt. No tak w restauracji, Sławek tylko kiwnął głową. Nie oceniał mnie. Niemo prosił, żebym nie rozwodziła się z tatą. Choć raczej wszystko do tego zmierzało. Nie spiesz się, może tata się ogarnie, mówił.

Czułam się jak zbłąkana owca. Rozwiedziona przyjaciółka radziła mi konkretnie rzucić tych szmaciarzy raz na zawsze i się uspokoić. Miała trzeciego męża, doświadczenie w sprawach sercowych, więc słuchałam jej rad. Ale tak naprawdę, dopiero gdy Igor spróbował podnieść na mnie rękę, poznałam granicę.

To była ta graniczna kreska. Dobrze, iż przyjaciółka ostrzegała Ciche morze, póki stoisz na brzegu Nagle wszystko mi się rozjaśniło. Powiem ci świat w końcu nabrał kolorów! Trzy lata katorgi! Uff! Wolność! Wreszcie upragniony spokój

Igor jeszcze długo będzie mnie szukał. Podchody, prośby, czekał i przepraszał na kolanach choćby na ulicy. Byłam nieugięta. Przyjaciółka ucałowała mnie i wręczyła kubek z napisem Jesteś w porządku!

A jeżeli chodzi o Wojtka o Igorze dowiedział się od samego Igora. Ten dzwonił i wszystko mu wygadał był pewny, iż rozbiję rodzinę. Wojtek powiedział mi potem:
Gdy słuchałem opowieści tego typa, myślałem, żeby po prostu spokojnie umrzeć. Sam byłem winny! Sam wszystko zaprzepaściłem, zamieniłem żonę na wódkę Idiota. Co mógłbym Ci powiedzieć?

Od tamtej pory minęło dziesięć lat. Mamy ze Sławkiem dwie wnuczki. Siedzimy z Wojtkiem przy stole, pijemy kawę, patrzę przez okno. Wojtek łapie mnie za rękę, patrzy czule i mówi:
Haniu, nie patrz już na innych. To ja jestem Twoim szczęściem! Wierzysz?
Jasne, wierzę, mój jedynyUśmiecham się, wciąż trzymając jego dłoń, gładząc palcem stare blizny na kostkach. Wojtek zerka na mnie spod rzęs, jakby był znów tym chłopakiem, który przynosił mi czekoladę i całował w czoło na pożegnanie. Tak, wierzysz mi, Wojtku. W końcu, po wszystkich burzach, sztormach i potłuczonych szkłach, siedzimy tutaj, a życie smakuje jak domowe ciasto, nie cudze z nutą śmiechu, odrobiną szaleństwa, szczyptą bólu.

Za oknem dzieci z wnuczkami puszczają bańki mydlane. Gonią je ze śmiechem, a ja widzę też siebie, młodą i zagubioną, czasem smutną, czasem zbuntowaną. Patrzę nie na innych, ale na tych obok tych, którzy zostali, choćby wtedy, gdy sama nie wiedziałam, czego szukam.

Popijam kawę, czuję ciepło jego dłoni, słyszę cichy uśmiech wnuczki za drzwiami. Myślę: już nic nie muszę. Jestem w porządku, tu, gdzie siedzę w swoim miejscu. Wojtek, moje szczęście, moje wybory, moje bańki mydlane.

Tyle lat minęło, a wciąż można zacząć od nowa. Bo czasem wystarczy zwykłe wierzysz?, by serce odpowiedziało: Tak, właśnie teraz, tu, z tobą. Nareszcie.

Idź do oryginalnego materiału