Razem z moim chłopakiem wynajmujemy pokój u pewnej starszej pani w Warszawie. Już od ośmiu miesięcy dzielimy z nią mieszkanie.
Korzystamy razem z lodówki, ale jej półki zawsze były niemal puste. Jedyną rzeczą, która stała na jej półce, był garnek z owsianką gotowaną na wodzie. Mydło miała tylko do prania, a olej zawsze wybierała najtańszy i najbardziej nieprzyjemny w zapachu. Buty w przedpokoju były noszone i wielokrotnie łatane. Całe mieszkanie aż biło po oczach ubóstwem.
Pani Stanisława nigdy nie wtrącała się w nasze sprawy od rana do nocy chodziła po mieście, zbierając puszki i przyklejając ogłoszenia na słupach. W każdą niedzielę przygotowywała sobie ucztę z nadgniłych owoców kupionych tanio na bazarze.
Było mi jej tak żal, aż serce ściskało. A kiedy przyszedł do niej gość, płakałam niemal z bezsilności.
Masz przygotowane pieniądze? zapytała kobieta w średnim wieku, która weszła do mieszkania własnym kluczem.
Mam, córeczko, bierz, ile mogę odpowiedziała gospodyni.
To za mało. Jutro przyprowadzę córkę.
Czy to są ubrania twoich lokatorów? Kogo tu goszczę?
Wynajmuję pokój, muszę mieć z czego żyć, całą moją emeryturę i tak ci oddaję zaczęła tłumaczyć się starsza pani.
To pójdę zobaczyć, kogo tu masz. Słyszałam o jakichś podejrzanych. Kobieta weszła do naszego pokoju bez pytania.
No właśnie, kim państwo są?
Takie wejście prosto w nasze życie odebrałam z niedowierzaniem:
Proszę pani, zamknij drzwi po drugiej stronie!
A ty kim jesteś, żeby mi rozkazywać? Ja tu zarządzam! Teraz mi płacicie czynsz, tu jest mój numer telefonu, tu rachunek bankowy. Położyła na stole dwie kartki i dodała: Bez opóźnień, bo was wyrzucę! Kiedy ostatnio była wpłata?
Córciu, zostaw ich, proszę! Dług za światło spłaciłam z tych pieniędzy, nie miałam wyjścia, grozili mi odłączeniem. Jak mam żyć bez prądu? Stanisława niemal zaczęła płakać.
Nie bierz już od nich czynszu, niech mi przelewają bezpośrednio. Tak postanowiłam. Jutro wrócę z córką.
Kiedy wyszła, starsza pani usiadła w korytarzu i rozkleiła się. Podeszłam do niej, objęłam mocno i próbowałam pocieszyć:
Proszę nie płakać, będzie dobrze, obiecuję.
Zaparz mi, dziewczyno, herbaty…
Nigdy nie widziałam u niej prawdziwej herbaty zaparzała sobie suszone liście malin i czarnej porzeczki, które wisiały w kuchni w pękach.
Stanęła z kubkiem i opowiedziała mi swoją historię:
Wychowywałam córkę sama. Mąż porzucił rodzinę i nigdy nie wrócił. Dałam jej wszystko, co miałam. Wyrosła na wyniosłą, zawsze goniącą za mężczyznami kobietę. Wyszła za mąż dopiero po trzydziestce, urodziła mi wnuczkę. Ale zięć jest bardzo skąpy. Pieniędzy zawsze mu brak, więc zaczęłam im pomagać.
I od chwili, gdy zaczęłam im wspierać, przekształciło się to w obowiązek. Córka zabiera całą emeryturę, a jak nie dam pieniędzy, nie wolno mi widywać wnuczki. Myślałam, iż wynajmę pokój i chociaż na jedzenie mi wystarczy, ale ona tego też chce. Czasami pytam sama siebie: co ja wychowałam…
Stanisława rozpłakała się zupełnie, zapominając choćby o ziołowej herbacie. Szkoda mi jej było bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.
Teraz jeszcze chce mnie wyrzucić znaleźć kawalerkę na obrzeżach Warszawy albo zostawić na ulicy. O tym już mówi otwarcie. A jeżeli się nie zgodzę, grozi, iż już nigdy nie zobaczę wnuczki. Dla niej oddałabym choćby własne mieszkanie…
Kiedy mój chłopak, Marcin, wrócił z zajęć na uczelni studiuje prawo na Uniwersytecie Warszawskim, spytałam go, jak można pomóc starszej pani.
Przeszliśmy się po sąsiadach, kilka starszych osób słyszało awantury i oskarżenia o pieniądze. Rozmawialiśmy z nimi, potem poprosiliśmy, by byli świadkami na sprawie w sądzie. Złożyliśmy wniosek o ustalenie kontaktów babci z wnuczką.
Poradziliśmy pani Stanisławie, by załatwiła zaświadczenie od psychiatry nie wiadomo, co jej córka jeszcze wymyśli.
Wygraliśmy dla pani Stanisławy. Teraz widuje wnuczkę legalnie, raz na dwa tygodnie przez trzy godziny. Córka nie może już szantażować jej emeryturą. Pani Stanisława zaczęła jeść normalnie na stole pojawia się mięso, świeże owoce już nie tylko raz w tygodniu. Pomagamy jej też trochę w remontach: malujemy ściany, zmieniamy stare tapety.
W ramach wdzięczności starsza pani nie chce od nas pieniędzy za wynajem. Ale i tak jej płacimy uparcie i dyskretnie.
Jak można tak postępować wobec własnej matki? Zabierać jej i tak już skromną emeryturę, nie martwiąc się o to, co będzie jeść kobieta, która cię urodziła i wychowała? To jawna niewdzięczność.
Dbajcie o swoich rodziców! Jesteśmy im winni więcej, niż zdołamy się kiedykolwiek odwdzięczyć.













