Razem z moim chłopakiem, Piotrem, wynajmowaliśmy pokój u pewnej pani Grażyny. Od ośmiu miesięcy mieszkaliśmy w jej mieszkaniu w Gdańsku, w bloku z lat 70.
Wspólna lodówka była niemal pusta na jej półce stał jedynie garnek z owsianką na wodzie, która wyglądała, jakby została tam na zawsze. Szare mydło tylko do prania, olej najtańszy, o ostrym zapachu. W korytarzu na linoleum stały stare, zreperowane buty. Całe mieszkanie było przepełnione cichym smutkiem biedy.
Nasza gospodyni nigdy nie wnikała w nasze sprawy. Od rana do wieczora przebierała przez miasto zbierała puszki po napojach i przylepiała na słupach ogłoszenia. Co niedziela robiła sobie ucztę z nadgniłych owoców przyniesionych z bazarku na Zaspie.
Serce mi się krajało, kiedy na nią patrzyłam. Gdy ktoś do niej przychodził, czułam w sobie złość na niesprawiedliwość świata.
Masz te pieniądze, które miałaś przygotować? zapytała pewnego dnia kobieta, która nagle weszła do mieszkania, otwierając drzwi własnym kluczem. Miała może czterdzieści pięć lat i twarz ściągniętą niezadowoleniem.
Tak, Aniu, oczywiście, tutaj są, weź odpowiedziała cicho Grażyna.
To za mało. Jutro przyjdę z córką.
Czyje są te ubrania? Kto tu mieszka?
Wynajmuję pokój, muszę z czegoś żyć Całą emeryturę ci oddaję tłumaczyła się z trudem Grażyna.
Zobaczę sobie, co to za lokatorzy. Podobno oszuści. Ania bezceremonialnie rozerwała drzwi do naszego pokoju.
No dobrze, kogo tu mamy?
Wdarcie się na naszą przestrzeń było jak sztorm na spokojnym jeziorze.
Proszę pani, proszę zamknąć drzwi za sobą! powiedziałam z niedowierzaniem.
Kim ty jesteś, by mnie pouczać? Ja tu jestem właścicielką! Teraz będziecie mi wysyłać czynsz na konto, tu jest numer telefonu, a tu konto do przelewu. wręczyła nam papiery, po których zawisła w pokoju ciężka cisza. Proszę się nie spóźniać, bo eksmituję! Kiedy ostatnio był czynsz?
Aniu, zostaw ją, błagam. Dług za prąd spłaciłam, bo grozili, iż wyłączą światło. Jak mogę żyć bez światła? głos Grażyny się łamał.
Nie bierz więcej gotówki, niech przelewają mi. To tyle, wychodzę. Jutro, jak mówiłam, przyjdę z dzieckiem.
Kiedy drzwi się zatrzasnęły, Grażyna osunęła się na krzesło w korytarzu i wtuliła twarz w dłonie. Podeszłam do niej, objęłam ją i próbowałam pocieszyć.
Niech pani nie płacze, wszystko się ułoży.
Zaparz mi herbatę, proszę wyszeptała.
Nigdy nie widziałam zwykłej herbaty u Grażyny. Zawsze parzyła sobie suszone liście malin i czarnej porzeczki, wiszące w zeschniętych pęczkach w kuchni.
Gdy trzymała w dłoniach gorący kubek, zaczęła cicho opowiadać:
Wychowywałam Anię sama, mąż wyszedł kiedyś do sklepu po chleb i nie wrócił. Całe serce jej oddałam. Wyrosła, znalazła męża dopiero po trzydziestce, urodziła moją wnuczkę. Ale jej mąż jest sknerą, cały czas brakuje im pieniędzy. Zaczęłam im pomagać.
A potem głos jej się załamał moja pomoc zamieniła się w przymus. Zabiera mi emeryturę, a jak się nie zgodzę, nie daje widywać wnuczki. Myślałam, iż wynajem pokoju da mi trochę luzu, ale Ania i tego chce mi zabrać. Co ja zrobiłam źle?
Z jej policzków popłynęły łzy. Patrzyłam na nią ze ściskiem w gardle.
Teraz chce sprzedać mieszkanie, kupić mi klitkę na peryferiach, a czasem wspomina, iż mogę wylądować na ulicy. jeżeli nie zgodzę się sprzedać szantażuje mnie wnuczką. Ja wyprzedam cały świat, by móc ją zobaczyć.
Wieczorem Piotr wrócił z uczelni, gdzie studiował prawo na czwartym roku. Opowiedzieliśmy mu wszystko.
Zaczęliśmy rozmawiać z sąsiadami, którzy często słyszeli awantury o pieniądze. Zebraliśmy ich jako świadków do sądu. Złożyliśmy pismo o ustalenie praw do widzeń z wnuczką.
Poradziliśmy Grażynie, żeby zdobyła zaświadczenie od lekarza psychiatry, by zabezpieczyć się przed oskarżeniami Anny.
Wygraliśmy sprawę. Teraz Grażyna widuje swoją wnuczkę legalnie co dwa tygodnie, przez trzy godziny. Emerytura została z nią, szantaż się skończył. Nasza gospodyni zaczęła jeść mięso, na stole zagościły świeże jabłka i porządne jedzenie. Poza tym pomagamy jej z Piotrem w drobnych remontach: raz przemalujemy stare drzwi, raz zerwiemy odchodzącą tapetę.
Grażyna nie chciała brać od nas pieniędzy za pokój, ale i tak jej je zostawiamy.
Jak można tak żyć? Okradać własną matkę, zabierać jej renty, nie pytając, co je kobieta, która cię urodziła i wychowała? To czysta niewdzięczność.
Pamiętajcie o swoich rodzicach. Jesteście ich światłem gdyby nie oni, was by po prostu nie było.













