W Londynie trwa gorąca dyskusja na temat bezpieczeństwa kobiet w transporcie publicznym. Kampania wzywająca do wprowadzenia wagonów tylko dla kobiet w londyńskim metrze zdobyła już ponad 13 000 podpisów i z każdym dniem zyskuje na sile. Pomysł, który jeszcze kilka lat temu wielu Brytyjczykom wydawałby się kontrowersyjny, dziś coraz bardziej przypomina desperacką odpowiedź na realny problem: rosnącą skalę molestowania, nękania i nieodpowiednich zachowań wobec kobiet podróżujących komunikacją miejską.
Skąd ten pomysł? Z bardzo prostego powodu: strach nie jest biletem komunikacyjnym
Kampania powstała jako reakcja na liczne zgłoszenia kobiet, które podróżując metrem — zwłaszcza późnymi wieczorami lub poza godzinami szczytu — doświadczały:
- natarczywych spojrzeń,
- komentarzy,
- obmacywania,
- niechcianych „rozmów”,
- a w skrajnych przypadkach — otwartego molestowania.
Choć statystyki mówią jedno, kobiety wiedzą coś więcej:
czasem wystarczy jedna sytuacja, by stracić poczucie bezpieczeństwa na zawsze.
Wagony tylko dla kobiet: krok w dobrą stronę czy konieczność wynikająca z bezsilności?
Zwolenniczki inicjatywy podkreślają, iż dedykowane wagony:
- dałyby kobietom przestrzeń wolną od nękania,
- zmniejszyłyby liczbę incydentów,
- mogłyby zachęcić więcej kobiet do korzystania z transportu publicznego,
- działałyby szczególnie skutecznie w godzinach nocnych.
To rozwiązanie stosowane już w kilku krajach, m.in. w Japonii, Indiach, Egipcie czy Meksyku. Nie jest to więc pomysł nowy — ale potrzeba jego wprowadzenia w Londynie pokazuje, jak poważny jest problem.
Krytycy mówią: „To nie rozwiązuje problemu”. I mają rację — ale…
Argument przeciwników brzmi zwykle tak:
„Segregacja nie rozwiązuje przyczyny przemocy, a jedynie ją omija.”
To prawda.
Ale kobiety odpowiadają:
„Nie mamy czasu czekać, aż społeczeństwo dojrzeje. Chcemy móc wrócić do domu bez strachu.”
Wagony dla kobiet nie są rozwiązaniem idealnym.
Nie wyeliminują mizoginii, nie zmienią męskich zachowań i nie sprawią, iż cały transport stanie się magicznie bezpieczny.
Ale mogą dać kobietom realną, natychmiastową przestrzeń wolną od przemocy.
A to już jest wartość.
Dlaczego kobiety potrzebują oddzielnych wagonów? Bo dotychczasowe systemy nie działają
Mimo kampanii społecznych, plakatów ostrzegawczych, przycisków alarmowych i kamer, kobiety wciąż:
- boją się wracać same,
- udają rozmowę telefoniczną,
- zmieniają wagony,
- zakrywają ciało,
- zakładają słuchawki, by uniknąć kontaktu,
- trzymają klucze między palcami,
- udają, iż są zajęte — tylko po to, by nie być zaczepiane.
To nie jest normalność.
To strategia przetrwania.
Kobiety nie proszą o wagony dlatego, iż chcą specjalnego traktowania.
Proszą, bo chcą choć raz poczuć, iż ich bezpieczeństwo jest priorytetem, a nie dodatkiem do rozkładu jazdy.
Czy osobne wagony to porażka społeczeństwa? Może. Ale jeszcze większą porażką jest brak działania.
W idealnym świecie nie byłyby potrzebne.
W idealnym świecie mężczyźni nie zaczepiają, nie napierają, nie komentują, nie śledzą.
W idealnym świecie kobieta mogłaby wejść do pustego wagonu o północy i nie myśleć o tym, gdzie usiąść, jak wygląda i czy ktoś za nią idzie.
Ale nie żyjemy w idealnym świecie.
I właśnie dlatego petycja zdobyła ponad 13 tysięcy podpisów w kilka dni.
Bo kobiety mają dość czekania na zmiany, które nigdy nie nadchodzą.
Podsumowanie: wagon tylko dla kobiet to nie luksus — to schronienie
Ta kampania to nie kaprys.
To nie przesada.
To nie histeria.
To krzyk kobiet, które chcą wracać do domu bez obawy, iż ktoś naruszy ich bezpieczeństwo, granice i godność.
Czy wagony tylko dla kobiet są idealnym rozwiązaniem? Nie.
Czy są potrzebne tu i teraz? Dla tysięcy kobiet – tak.
I to powinno wystarczyć, by potraktować tę sprawę poważnie.
Wilczyca












