Człowiek na fotografii

polregion.pl 6 dni temu

Kiedy Jadwiga skończyła trzydzieści lat, nagle uświadomiła sobie, iż jej życie przypomina długą pauzę.

W dzień siedziała w niewielkim dziale IT w warszawskim biurowcu, poprawiała teksty na stronie, wyłuskiwała przecinki i wymyślała zwięzłe napisy przy przyciskach. Wieczorem wracała do wynajmowanego kawalerka na siódmym piętrze, z którego okna widać było jedynie szary mur sąsiedniego domu i wąską smugę nieba. Miała partnera Andrzeja, programistę z tego samego biura jednak ich związek od roku utknął w szarej strefie między spotykamy się a czymś wyraźniej określonym.

Spotykali się dwatrzy razy w tygodniu. Czasem Andrzej zostawał u niej, czasem jadła do niego, do jego schludnego, niemal bezosobowego mieszkania z białymi ścianami i telewizorem przy półścianie. Rozmowy coraz częściej krążyły wokół projektów, seriali i tego, gdzie taniej kupić zakupy. Gdy temat przyszłości pojawiał się niepostrzeżenie, Andrzej wymijająco odpowiadał, iż to nie czas na pośpiech.

Jadwiga przytaknęła, choć w środku wszystko się zaciskało. Nie potrafiła choćby jasno określić, czego chce. Z jednej strony przerażała ją myśl o małżeństwie i dzieciach, o konieczności wyboru i rezygnacji. Z drugiej ta rozciągająca się niepewność wyczerpywała ją.

Na początku kwietnia mama zadzwoniła i poprosiła, by uporządkowała stare rzeczy w domu babci. Mieszkanie miało być sprzedane, a część mebli i naczyń wystawiona na aukcję. Babcia zmarła jesienią, a od tamtej pory nikt nie odważył się otworzyć jej szafy i antresoli.

Jesteś najporządkowsza w rodzinie powiedziała mama. Ja pracuję do wieczora, ciocia Nina przyjedzie pomóc, ale ma problem z przenoszeniem kartonów. Jedź, zobacz, co da się wyrzucić.

Jadwiga zgodziła się bez entuzjazmu. Kochała babcię, ale ostatnie lata babcia żyła w swoim świecie, myliła imiona, zapominała, kto przyszedł wczoraj. Wspomnienia o niej wiązały się bardziej z zapachem domowego dżemu niż z rozmowami.

W sobotę rano pojechała do domu babci. Budynek stał w pobliskiej dzielnicy, dziewięciopiętrowy blok z szarymi korytarzami, pachnący kurzem i starymi wspomnieniami. Drzwi otworzyły się z charakterystycznym skrzypnięciem. Wewnątrz panował jesienny klimat: wyblakły dywan, szary kanapa okryta kocem, szafki z przezroczystymi drzwiczkami.

Ciocia Nina już tam była. Niska, pulchna, w ciemnoniebieskim szlafroku, stała pośrodku pokoju z ściereczką w ręku, rozkazywała, gdzie położyć książki i naczynia.

Nie wyrzucaj albumów ze zdjęciami od razu zawołała. Mama je chroniła.

Jadwiga skinęła i sięgnęła po dolną półkę szafki, gdzie w głębi leżały stare teczki i kartony. Kurz drapał nos, szkło lekko drżało, gdy wyciągała stosy żółknących kopert.

Wśród zeszytów i pocztówek znalazła małą drewnianą ramkę ze zdjęciem. Szkło było lekko zamglone, ale twarze były wyraźne. Babcia, chyba trzydziestoletnia, stała w tle jakiegoś parku, włosy związane w kok, w jasnej sukience w drobny wzór. Obok niej mężczyzna w mundurze, bez czapki, krótkie ciemne włosy. Patrzył w stronę fotografa, a babcia na niego. W jej spojrzeniu było coś, czego Jadwiga nigdy nie widziała na innych fotografiach.

Obróciła ramkę. Na odwrocie wyblakłym atramentem widniało: Lidia i Nikolaj. 1947. Poniżej nieczytelne litery, jakby ktoś miał dodać, ale się powstrzymał.

Ciociu Nino, a to kto? zapytała Jadwiga, pokazując ramkę.

Ciocia Nina spojrzała i na chwilę zamarła, jakby wstrzymała oddech.

Och, to stare odrzekła szybko, odwracając się. Połóż razem z resztą.

Ale to babcia i jakiś Nikolaj. Nie słyszałam o nim.

Babcia fotografowała się z kim popadła machnęła ręką. Później się tym zajmiemy. Najpierw sprawdź, co w dolnych szufladach, nie myl albumów z gazetami.

Ton był zbyt pośpieszny. Jadwiga poczuła, iż ciekawość zaczyna kipieć w środku. Spojrzała jeszcze raz na twarz mężczyzny. Nic nie przypominało jej znajomych cech ani wyrazu. Ale sposób, w jaki babcia na niego patrzyła, nie pozwalał odwrócić wzroku.

Resztę dnia spędziły z ciocią, przeglądając graty. Wieczorem Jadwiga wzięła do domu pudełko ze zdjęciami i listami, mówiąc, iż wszystko rozłoży w domu. Ciocia tylko skinęła ręką.

Rób, jak uważasz. Ja już nie potrzebuję tych papierków.

Wróciwszy do kawalerki, postawiła pudełko na stole i przez chwilę po prostu wpatrywała się w nie. Andrzej napisał, iż nie przyjedzie, bo ma pilny deadline. Odpisała ok i wyciszyła dźwięki.

Mieszkanie wypełnił szelest papieru, gdy przewracała fotografie. Była babcia nastolatkiem w szkolnym mundurku, matka w małej czapce, jakiś domowy stół z nieznajomymi ludźmi. Fotografia z mężczyzną w mundurze leżała nieco na uboczu, opierając ramkę o ścianę.

Jadwiga zauważyła, iż nieustannie zerka na nią. W końcu wzięła ramkę i postawiła przed sobą: Lidia i Nikolaj. 1947.

Rodzina zawsze mówiła, iż babcia Lidia poślubiła dziadka Wiktora pod koniec czterdziestych. O wojnie wspominała niewiele, jedynie ogólne frazy. Dziadek zginął, gdy matce było pięć lat. Innych opowieści o mężczyznach w życiu babci Jadwiga nie słyszała.

Zrobiła kilka zdjęć telefonem, by pokazać mamie, i odłożyła ramkę na bok. Nie mogła zasnąć. W głowie wirowały pytania, których wcześniej nie było.

Następnego dnia zawitała do mamy. Ta mieszkała dwa przystanki od metra, w dwupokojowym mieszkaniu z balkonem pełnym donic z kwiatami.

No i, rozebrałaś wszystko? zapytała mama, stawiając na stole herbatę i ciastka. Nina nie narzekała?

Narzekała, ale łagodnie odparła Jadwiga, wyciągając z torby zdjęcie. Mamo, wiesz, kto to jest?

Mama wzięła ramkę, zmrużyła oczy. Jej twarz na chwilę się zmieniła, potem gwałtownie powróciła do zwykłej maski.

To twoja babcia. Nie rozpoznajesz?

A mężczyzna?

Jaki mężczyzna? udawała, iż patrzy na tło. Ach, ten. Nie pamiętam. Pewnie jakiś znajomy. Wtedy wszyscy się fotografowali.

Tu jest podpis. Lidia i Nikolaj. Nigdy o nim nie słyszałaś.

Mama położyła ramkę na stół i wzięła kubek.

A tak? Mama miała swoją młodość, swoje przyjaźnie. Co teraz przywoływać?

Ale na pewno słyszałaś, kto to był. W mundurze, 1947 roku. Może był to towarzysz z frontu?

Po co ci to? głos mamy stał się ostry. Człowiek już nie żyje, a ja już nie ma. Dlaczego grzebiesz w przeszłości?

Jadwiga poczuła, iż wzbiera w niej upór.

Po prostu ciekawość. Zrozumiałam, jak mało wiem o babci. Prawie nic nie opowiadała.

Więc nie chciała przerwała mama. Niektóre rzeczy lepiej zostawić w spokoju.

Wstała i poszła po herbatę. Rozmowa zakończyła się.

Jadwiga siedziała, patrząc na zdjęcie. Nie tak brak odpowiedzi ranił ją, co ta nagła obrona. Gdyby to był tylko znajomy, mama nie zareagowałaby tak.

Po drodze do domu otworzyła w telefonie zdjęcie tyłu fotografii i powiększyła napisy. Pod Lidia i Nikolaj. 1947 w dolnej części wyłaniały się ledwie widoczne litery i cyfry. Wyglądały na datę: czerwiec. Nie dało się odczytać więcej.

W kolejnych dniach praca toczyła się jak zwykle, ale myśli nieustannie wracały do mężczyzny w mundurze. W przerwach między korektami tekstów łapała się na tym, iż przegląda jego twarz na ekranie telefonu, próbując odgadnąć charakter.

Andrzej wielokrotnie proponował spotkanie, ale zawsze znajdowało się coś, co mu przeszkadzało trening, znajomi, nagła poprawka kodu. Jadwiga zgadzała się przełożyć, ale każda taka wymiana wyczuwała coraz większe zmęczenie.

Pewnego wieczoru, przeglądając kolejne kartony, wpadła na kolejny trop. W jednym z albumów babcia pozowała z przyjaciółkami przy budynku z napisem Dom kultury kolejowych. Podpis brzmiał: Kalinin, 1949. To znaczyło, iż po wojnie babcia przez jakiś czas mieszkała tam.

Otworzyła laptopa i zaczęła szukać informacji o tym mieście, które dziś nosi inną nazwę. Natrafiła na forum regionalistów, gdzie dyskutowano o powojennej historii. Wśród wpisów były listy poległych i zaginionych. Jadwiga pomyślała, iż jeżeli Nikolaj był żołnierzem, jego nazwisko mogło być w tych rejestrach. Nie znała jednak nazwiska.

W weekend zadzwoniła do cioci Niny.

Ciociu Nino, a babcia po wojnie mieszkała w Kalininie?

Tak, na jakiś czas. Wywozili ich tam, zostali, dopóki nie wrócili. Coś cię trapi?

Czy pamiętasz Nikolaja na tej fotografii?

W słuchawce zapadła cisza.

Cały czas myślisz o tym Nikolaju westchnęła ciocia. Słuchaj, Jadwigo, zostaw to. Wojna, głód, ludzie przychodzą i odchodzą.

Ale wiesz coś.

Wiem, ale nie chcę mówić. Nie dlatego, iż to tajemnica, a dlatego, iż boli. A mamie nie spodobałoby się, iż grzebiesz w jej przeszłości.

Nie chcę nikogo oceniać szepnęła Jadwiga. Po prostu chcę zrozumć, kim była babcia. Nie tylko starą kobietą, którą pamiętam.

W słuchawce ponownie zapanowała cisza. Po chwili ciocia Nina zmęczonym głosem powiedziała:

Dobrze. Przyjedź w niedzielę. Samej, bez mamy. Porozmawiamy.

Cały tydzień Jadwiga chodziła na krawędzi. W pracy mechanicznie poprawiała cudze teksty, a wieczorami przeglądała listy, szukając choćby jednego wspomnienia o Nikolaju. W kartonach były głównie pocztówki od przyjaciółek i rzadkie listy od dziadka Wiktora.

W czwartek Andrzej zaproponował wakacyjny wypad nad morze.

Możemy wziąć ostatnią chwilę, dwutygodniowy pakiet mówił przez telefon. Ty i tak i tak planujesz urlop.

Planuję odpowiedziała. Co dalej?

Co dalej? nie zrozumiał.

Po prostu jedziemy, odpoczniemy. A potem?

Zamilkł.

Potem przyjdzie jesień, projekty, praca, życie.

Jadwiga poczuła, iż wznosi się w niej znane zirytowanie.

Dobra, pogadamy później odrzuciła i wyłączyła telefon, tłumacząc się obowiązkami.

W niedzielę pojechała do cioci Niny. Dom cioci stał w starym ceglaném budynku niedaleko parku. W kuchni unosił się zapach smażonej cebuli i prania. Na ścianach wisiały dywany z reniferami, zdjęcia wnuków i wnuczek.

Wejdź powiedziała ciocia, poprawiając okulary. Czy chcesz herbaty?

Poproszę, dzięJadwiga wzięła filiżankę, spojrzała na zdjęcie i po raz pierwszy od lat poczuła, iż może sama wybrać swoją przyszłość.

Idź do oryginalnego materiału