
– Ten przykład jest zaprzeczeniem powszechnie lansowanego hasła: Łączcie naukę z praktyką, dbajcie o ekologię. Sprawa ma już 34 lata i ciągle nie mogę doprowadzić do jej skutecznego zakończenia – mówi Kazimierz Bachanek.
W 1992 roku Kazimierz Bachanek opracował narzędzie do przechowywania wysterylizowanych narzędzi stomatologicznych, ale też kosmetologicznych i fryzjerskich. Jego założenie jest dosyć proste, ale niezwodne. To metalowy, przykrywany pojemnik z progami ułatwiającymi chwytanie instrumentów. Autor pomysłu uzyskał patent i wydawało się, iż droga o pomysłu do przemysłu jest otwarta. Okazało się jednak, iż nic z tego, bo na drodze stanęły przepisy, a adekwatnie ich zagmatwanie.
– Starając się o dopuszczenia urządzenia do użytku pozyskałem opinie środków klinicznych w Warszawie, Gdańsku Szczecinie i Lublinie. Zaczęto jednak dopytywać, kto wydaje atesty dopuszczające urządzenie do obrotu rynkowego. Ponieważ gabinety są kontrolowane przez Sanepid, pojechałem do Państwowego Zakładu Higieny. Tam dowiedziałem się, iż brakuje zamków, filtrów i czegoś tam jeszcze … generalnie nawarstwiło się mnóstwo problemów. Zorientowałem się, iż ustnie niczego nie załatwię, więc zacząłem pisać. Odpisywano mi, iż pojemnik nie jest szczelny, a ja argumentowałem, iż szczelny być nie może. Trwało to ze cztery lata, w czasie których udało mi się sprzedać trzech tysięcy pojemników. Żeby uruchomić produkcję, a było to już dosyć dawno, zainwestowałem, jak sobie obliczyłem, równowartość trzech samochodów skoda favorit, czyli 120 tys., złotych. Przeprowadziłem badania temperatur, mikrobiologiczne, wszystkie wyniki były pozytywne. Przyznam jednak, iż do części biznesowej projektu podszedłem trochę niepragmatycznie. Produkcję ulokowałem usługowo w PZL, gdzie wówczas pracowałem. Wiedziałem, ile jest gabinetów, które mogą być potencjalnymi klientami, ile urządzeń mogą potrzebować. Okazało się jednak, iż zamiast sprzedać 8 czy 10 tysięcy, sprzedałem 500 sztuk. Jak łatwo się domyślić, równowartości trzech favoritek nie odzyskałem – tłumaczy K. Bachanek.
W przypadku podobnych urządzeń liczą się głównie dwa czynniki: czy narzędzia wyjęte z autoklawu są sterylne i jak długo mogą być przechowywane poza autoklawem bez utraty przydatności do użycia.
– Przyszedł rok 1998 i weszliśmy w proces akcesji do Unii Europejskiej. Problem został odgórnie rozwiązany, wszystkie narzędzia są sterylizowane w specjalnych foliowo papierowych torebkach i autoklawach parowych. Torebki, po jednorazowym użyciu, naturalnie nadają się tylko do wyrzucenia. Gorzej, iż po wyjęciu z narzędzi z torebki bardzo gwałtownie tracą one adekwatności sterylności. Same torebki stanowią odpad medyczny, więc muszą być utylizowane według szczególnych procedur – wyjaśnia K. Bachanek.
W 2014 roku lek. med. Renata Pol obroniła pracę doktorską zatytułowaną „Propozycja eliminacji odpadów medycznych”, poświęcony urządzeniu opracowanemu przez Kazimierza Bachanka. Jednym z eksperymentów było porównanie skuteczności jego użycia w porównaniu z powszechnie stosowanym torebkami. Jednym z podstawowych pytań było, jak długo wysterylizowane narzędzia mogą oczekiwać na wykorzystanie. Okazało się, iż na każdym etapie testów urządzenie Kazimierza Bachanka było bardziej efektywne.
– W ogólnopolskiej gazecie ukazał się artykuł w kontekście odpadów medycznych i ochrony środowiska. Porównanie stosowanych powszechnie torebek i mojego urządzenia daje jednoznaczny wynik. Torebka, po jednorazowym użyciu nadaje się do wyrzucenia, a mój pojemnik można używać latami. Artykuł rozesłałem do wszystkich sanepidów wojewódzkich w Polsce. Nie dostałem ani jednego głosu odzewu. Przy każdej zmianie rządów ponawiałem akcję, z tym samy efektem.
W międzyczasie okazało się, iż organem dopuszczającym tego typu urządzenia do obrotu jest Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Przed zwróceniem się do niego, Kazimierz Bachanek zgromadził wszystkie dostępne dyrektywy unijne i dołączył do nich opisy, uzyskane oczywiście również nie za darmo. Procedura zajęła mu, bagatela, cztery lata. Papiery trafiły do urzędu w 2012 roku, pozytywna decyzja zapadła w 2016.
– W sumie otrzymałem dwa dokumenty. Jeden, pozytywny, od instytucji certyfikującej, drugi, z Państwowego Zakładu Higieny, negatywny, ponieważ urządzenie jest nieszczelne. Tymczasem z samej definicji metody sterylizacji z użyciem pary wodnej musi być nieszczelne. Inaczej nie dałoby się do niego pary wprowadzić, ani potem z niego wyssać. Włodzimierz Blajerski, były wiceminister sprawiedliwości doradził mi zwrócenie się do sądu w sprawie uchylenia negatywnej opinii, ponieważ Państwowy Zakład Higieny nie jest instytucją publiczną upoważnioną do wydawania takich dokumentów. Czyli formalnie mam wszystko uporządkowane. W tym stanie świadomości tkwiłem do momentu, kiedy kontrola Sanepidu przeprowadzona w jednej z miejscowości Województwa Mazowieckiego zakończyła się zakwestionowaniem możliwości stosowania urządzenia. Niestety nie zostało to wpisane do protokołu, co pozbawiło mnie możliwości interwencji na drodze prawnej.
Wiele wskazuje na to, iż maszyny do produkcji pojemników, przy braku jednoznacznych decyzji instytucji państwowych skazane są na złomowanie. Tymczasem papierowo-foliowych torebek, tylko w obszarze stomatologii zużywa się w Polsce rocznie 3,86 tys. ton. Pan Kazimierz lubi zobrazować to konkretnym przykładem: – Dla porównania, stary most w Puławach waży 2,7 tys. ton. A potem trzeba to jeszcze, jako odpad medyczny, według rygorystycznych procedur zutylizować.
– Zdaję sobie sprawę z tego, iż na swoich pojemnikach do sterylizacji nie zrobię już biznesu. Chodzi mi o to, iż z pewnością nie jestem osamotniony w staraniach o słuszną sprawę. Są ludzie, którzy, jak uderzają głową mur bałaganu kompetencyjnego, braku jasnej wykładni prawa, biurokratycznej bezradności i obojętności. Boli mnie to tym bardziej, iż mój pomysł, który powstał na długo przed wejściem Polski do Unii Europejskiej, o wiele bardziej odpowiada na wyzwania lansowanej powszechnie europejskiej polityki ochrony środowiska niż stosowane w tej chwili rozwiązania, iż jest wciąż lekceważony i odrzucany. Uważam, iż jest najwyższy czas na opamiętanie.










