Jagódko, widzimy się już za trzy dni! I nie zapomnij upiec swojego wyjątkowego schabu ze śliwką. Wychodzi ci przepysznie radośnie ćwierkała w słuchawce teściowa, Helena Gajda.
Ale Jadwiga wcale nie czuła się radosna. Dziewczyna odłożyła telefon i ciężko opadła na krzesło. Za kilka dni wypadała Wielkanoc, a cała rodzina ze strony męża, Piotra, miała się zebrać u nich.
U was tak przestronnie, dla wszystkich wystarczy miejsca. Dawniej ledwie mieściliśmy się w naszych małych pokojach. Teraz będzie gdzie się spotkać, nasza wielka rodzina już się cieszy orzekła teściowa już dwa lata temu.
Teraz Jadwiga najchętniej znienawidziłaby swoje piękne, duże trzypokojowe mieszkanie, za które jeszcze długo będą płacić kredyt. To właśnie przez to mieszkanie cała gromada bliskich wpadała do nich, robiła bałagan i zakłócała spokój.
Do kuchni wszedł Piotr i pocałował żonę w czoło.
Wszystko z mamą ustalone? zapytał.
Tak, znowu będziemy świętować u nas. Piotrek, może byś jednak pogadał z mamą? poprosiła błagalnie.
Piotr posmutniał.
Jadwiga, przecież rozmawialiśmy. Bardzo cię lubi, zachwyca się twoją kuchnią! Jak miałbym jej odmówić? Zwłaszcza iż jest już na emeryturze. Nie każesz jej przecież gotować na wszystkich? Już nie ma tyle siły. Wychowała czwórkę dzieci, należy jej się odpoczynek.
Za każdym razem Jadwiga dawała się przekonać mężowi. Ale w głębi duszy myślała: A kto się zatroszczy o mnie? Dlaczego w święta to ja muszę karmić całą gromadę?
Narzekać nie miała jednak sensu. Nie chciała kłótni z mężem ani psuć rodzinnego szczęścia. Następnego dnia ruszyła więc na zakupy, a dzień przed Wielkanocą od rana poświęciła się gotowaniu.
Stojąc do późnej nocy przy kuchni, przygotowała potrawy dla wszystkich. Miały przyjść wszystkie dzieci Heleny z rodzinami razem ponad dziesięć osób!
Dlaczego tylko ja się krzątam? Naprawdę nikt nie może pomóc? Już nie pytam o twoją mamę, ale może chociaż jedna ze szwagierek? mruczała, zagniatając ciasto na placek.
Piotr spojrzał na nią zdziwiony:
Przecież wiesz, iż bracia nie potrafią gotować, ja też nie. A szwagierki… Jedne mają dzieci, inne pracują. Nie mogę ich tak po prostu wyciągnąć, Jadwiga, byłoby to nie w porządku.
A mnie można? Ja też pracuję. To, iż zdalnie, nie znaczy, iż mniej się męczę.
Nie złość się Piotr objął ją w pasie. Wszystko się uda, wspólnie spędzimy święta, wszyscy będą zachwycać się twoimi daniami i od razu humor ci się poprawi.
I Jadwiga znów odpuściła. Gdy w nocy padła do łóżka z wyczerpania, sen nie chciał przyjść. Leżała i rozmyślała.
Na co mi te pochwały? Też bym chciała przyjść na gotowe, nie wydawać tyle czasu, pieniędzy i sił.
Nad ranem, gdy w końcu zapadła w głęboki sen, obudził ją dzwonek telefonu. Teściowa chciała być pierwsza z życzeniami, a na koniec oznajmiła:
Za godzinę będziemy u was wszyscy. Wczoraj już dałam znać dzieciom, więc zaczynaj nakrywać stół, kochana! głos Heleny był wesoły i pełen energii.
Jadwiga nie mogła się zebrać z łóżka. Nie miała już siły na kolejny dzień harówki. W głowie przewijały się obrazy, jak setny raz biega po kuchni, podaje talerze, a potem wszystko sprząta.
Nie chcę jęknęła w poduszkę.
Jadwiga, dlaczego jeszcze leżysz? Mama zaraz przyjedzie! I goście także Piotr stał w drzwiach, patrząc na nią z dezaprobatą.
Już idę mruknęła niechętnie, wstała i poszła do łazienki, powtarzając sobie: Dasz radę, Jadzia. Jesteś silna.
Mobilizowała się jak umiała. Zdołała wszystko w porę podać i podgrzać.
Przy stole panował rumor. Rodziny wymieniały się historiami, śmiały się, planowały. Obok Jadwigi siedziała teściowa, która nie szczędziła głośnych pochwał:
Jak nasza Jadzia gotuje! Wszystko wyszło cudownie, córeczko. Ja bym takiego stołu nie przygotowała Helena szeroko się uśmiechała, ściskając jej dłoń i patrząc z dumą.
Jadwiga przyjmowała komplementy, ale często wymykała się od stołu. Uciekała na balkon, żeby odpocząć od hałasu i pytań o dzieci. Oni z Piotrem postanowili się jeszcze wstrzymać, ale rodzinie to nie przeszkadzało.
Jadzia! rozległ się głos teściowej. Czas podać deser. Gdzie się podziewasz?
Drzwi na balkon się otworzyły, do środka wlazła Helena.
Palisz? zapytała zaskoczona.
Co? Nie! spłoszyła się Jadwiga. Po prostu wyszłam złapać powietrze, duszno w mieszkaniu.
No tak, dzieci w środku, okien nie otworzysz. Już się przeraziłam, pamiętaj, musisz mi jeszcze wnuki urodzić! mrugnęła żartobliwie.
Jadwiga z trudem się uśmiechnęła, ale teściowa nie zwróciła na to uwagi.
Chodź, trzeba sprzątnąć i podać deser.
Zaraz…
Kiedy wróciły do salonu, Helena od razu usiadła do stołu, a Jadwiga została sama. Pozbierała brudne talerze, wyniosła do kuchni, ułożyła słodkości, rozłożyła sztućce. Wszystko sama.
Twój sernik najlepszy na świecie powtórzyła teściowa.
Jadwiga uciekła do kuchni i zaczęła zmywać naczynia, żeby mieć zajęcie. W takich chwilach żałowała, iż jeszcze nie kupili zmywarki to zakup stale przekładany.
Po dwóch godzinach goście zaczęli się zbierać.
Piotrusiu, odwieź mnie do domu? spytała Helena.
Oczywiście, mamusiu, tylko wezmę klucze.
Kiedy Jadwiga została sama, weszła do salonu i osunęła się na kanapę. Chaos w mieszkaniu ślady bawiących się dzieci i gości były wszędzie. Po wczorajszym sprzątaniu nie pozostało śladu.
Trzeba się za to wziąć, jeżeli zostawię, jutro będę żałować westchnęła lekko do siebie.
Powoli zebrała się z kanapy. Pozbierała brudne naczynia, ściereczki i obrus wrzuciła do prania, stół schowała w odpowiedni kąt. Najpierw zmyła talerze, sztućce i szklanki. Resztki włożyła do pojemników, odkurzyła całe mieszkanie i zmyła podłogę.
Naprawdę zasłużyłam na coś miłego…
Jadwiga nalała sobie gorącą kąpiel, wrzuciła ulubioną sól, puściła muzykę. Gorąca woda odprężała zmęczone mięśnie. W końcu sięgnęła do telefonu. Tam czekała na nią wiadomość od Piotra:
Mama zaproponowała, żebym został. Wrócę jutro.
Tego się można było spodziewać. Jak zwykle…
Piotr doskonale wiedział, iż Jadwiga będzie dziś sprzątać, a jednak zgodził się zostać z matką, zamiast pomóc żonie.
Skoro oni mają mnie za służącą, ja też przestanę się starać podsumowała.
Miesiąc minął niepostrzeżenie. Zbliżała się kolejna okazja do świętowania. Telefon od teściowej nie pozwolił długo czekać:
Jadzia, szykuj stół! Przyjeżdżamy w piątek na urodziny najmłodszego brata Piotra.
Oczywiście, stół stoi, ale ktoś inny będzie musiał ugotować. Mam masę pracy, muszę być w biurze. Nie wiem, kiedy wrócę westchnęła smutno. Nie wiem nawet, czy dam radę wpaść na samego solenizanta…
Jak to?!…
No cóż, praca…
No dobrze, coś wymyślę. Szkoda… westchnęła Helena.
Do usłyszenia Jadwiga rozłączyła się i uśmiechnęła.
Ten wieczór spędziła u przyjaciółki. Następnego dnia zmusiła Piotra do sprzątania, w końcu to brat miał urodziny, nie ona.
Na zbliżający się jubileusz teściowej Jadwiga wzięła urlop i odwiedziła rodziców w innym mieście. Swój prezent wręczyła z wyprzedzeniem, przekazując przy okazji wiadomość.
Ale gdzie będziemy świętować?
Piotrek wpuści was, ale mnie nie będzie.
A gotowanie?
Możecie coś zamówić. Albo inne synowe coś przygotują. Na pewno dacie radę!
Na kolejne święta Jadwiga była już w domu, ale na stole pojawiła się tylko wędlina i kupny tort. Wciąż powtarzała:
Nie miałam czasu w gotowanie, tyle pracy! Zamówcie coś, jeżeli chcecie.
Nikt jednak nie chciał sięgnąć do portfela i wydawać pieniędzy. Do Sylwestra rodzina zrozumiała, iż Jadwiga nie będzie już robić za rodzinnego kucharza. Skończyło się zjeżdżanie do niej całą ekipą.
Ten Nowy Rok Jadwiga i Piotr spędzają we dwoje, i Jadwidze całkowicie to odpowiada. Jej plan się powiódł. Wznosząc kieliszek szampana, pomyślała z satysfakcją, iż zasłużyła na tę chwilę.












