Czas nakrywać do stołu – zaproś bliskich na wspólne biesiadowanie!

twojacena.pl 7 godzin temu

Nakryj do stołu

Marysiu, widzimy się za trzy dni! I nie zapomnij upiec swojej słynnej zapiekanki mięsnej. Jest taka pyszna radośnie świergotała przez telefon teściowa, pani Stanisława.

Ale Marii wcale nie było do śmiechu. Dziewczyna odłożyła słuchawkę i z ciężkim westchnieniem opadła na krzesło. Za kilka dni zbliżała się Wielkanoc, a cała rodzina ze strony męża, Piotra, miała się zebrać właśnie u nich.

U was jest tyle miejsca, wszyscy się pomieścimy. Kiedyś musieliśmy gnieździć się w tych naszych ciasnych mieszkaniach, a tutaj można się rozgościć! To będzie nowe miejsce spotkań naszej wielkiej rodziny orzekła dwa lata temu pani Stanisława.

Teraz Maria zaczynała wręcz nienawidzić tej dużej i jasnej trzypokojowej kwatery na kredyt hipoteczny, który będą spłacać jeszcze długie lata. To tylko z powodu mieszkania cała chmara krewnych spędzała święta u nich, zostawiała bałagan i nie pozwalała Marii odpocząć.

Do kuchni wszedł Piotr i pocałował żonę w czubek głowy.

Wszystko ustalone z mamą? zapytał.

Tak, znowu będziemy świętować u nas. Piotrek może byś ty porozmawiał z mamą?

Piotr zmarszczył brwi.

Mario, przecież już o tym mówiliśmy. Mama cię tak lubi, uwielbia twoje potrawy! Jak mogę jej powiedzieć, żeby nie przyjeżdżała? Jest już przecież na emeryturze, nie będziesz jej zmuszać, żeby gotowała na tyle osób. Wychowała czwórkę dzieci, należy się jej odpoczynek.

Zawsze ulegała prośbom męża. Ale w głębi duszy myślała: A kto się zatroszczy o mnie? Dlaczego to ja mam być kucharką i kelnerką dla całego tabunu ludzi?.

Narzekać nie było sensu. Nie chciała kłócić się z Piotrem ani psuć rodzinnej atmosfery, więc następnego dnia poszła na zakupy. A w przeddzień Wielkanocy zabrała się za gotowanie na całego.
Do późnej nocy stała w kuchni, żeby przygotować jedzenie dla wszystkich. W gości mieli przyjechać wszyscy synowie i córki pani Stanisławy z rodzinami, czyli ponad dziesięć osób!

Dlaczego wszystko spada na mnie? Czy naprawdę nikt nie może przyjść mi pomóc? Może nie twoja mama, ale któraś z żon twoich braci? Czy one też są już na zasłużonym urlopie? rzuciła Piotrowi, zagniatając ciasto na placek.

Piotr spojrzał na nią zdziwiony.

Wiesz przecież, iż bracia ani ja nie umiemy gotować. A bratowe Jedne zajęte dziećmi, drugie pracą. Nie mogę ich tak po prostu wyrwać z domu, Mario, to nie w porządku.

A ze mną można tak postępować? Ja też pracuję, choćby jeżeli z domu, to przecież nie znaczy, iż się nie męczę, Piotrek.

Nie denerwuj się mąż objął ją w pasie. Wszystko będzie dobrze. Zbierzemy się razem, zjemy, wszystkim będzie smakowało, zobaczysz, poprawi ci się humor.

I znów ustąpiła. W nocy, padając ze zmęczenia do łóżka, nie mogła zasnąć. Zamiast snu przyszły rozmyślania.

Po co mi ich pochwały? Też bym kiedyś chciała przyjść na wszystko gotowe, nie tracąc czasu, pieniędzy ani sił.

Nad ranem, kiedy Maria dopiero zaczęła mocniej spać, telefon zadzwonił ponownie. Teściowa postanowiła być pierwsza z życzeniami, a potem krótko oznajmiła:

Za godzinę wszyscy będziemy u was. Już wczoraj uprzedziłam dzieci, więc nakrywaj do stołu, kochanie głos pani Stanisławy był rześki i wesoły.

Maria nie miała siły wstać z łóżka. Przed oczami widziała siebie w kuchni, jak sto razy krąży między pokojem a kuchnią z talerzami i sztućcami, a potem wszystko sprząta.

Nie chcę wymamrotała w poduszkę.

Mario, czemu jeszcze leżysz? Mama zaraz przyjedzie! I reszta gości. w drzwiach stał Piotr, niezbyt zadowolony.

Już idę odpowiedziała niechętnie, siadając. „Dasz radę, wszystko ogarniesz, musisz” szeptała do siebie, wlatując do łazienki.

Podbudowywała się na wszelkie sposoby. Zdążyła wszystko przygotować i jeszcze podgrzać potrawy.

Przy stole gwar i śmiechy. Rodziny wymieniały się opowieściami, planami, wszędzie pełno rozmów. Obok Marii siedziała teściowa, nie szczędząc jej pochwał:

Jak nasza Marysia potrafi gotować! Wszystko wyszło pysznie, córko. Sama nigdy nie zrobiłabym takiego przyjęcia szeroko uśmiechała się pani Stanisława, ściskając dłoń synowej.

Maria odbierała życzenia z niechęcią, często uciekając na balkon, by schować się przed gwarą i pytaniami o dzieci. Z Piotrem postanowili jeszcze poczekać, aż staną lepiej na nogi, ale nikogo w rodzinie to nie interesowało.

Marysiu! zawołała teściowa. Pora na deser. Gdzie się zgubiłaś?

Drzwi na balkon otworzyły się i do wąskiej przestrzeni weszła Stanisława.

Ty palisz? spytała zaskoczona.

Co? Nigdy w życiu! aż podskoczyła Maria. Po prostu wyszłam zaczerpnąć świeżego powietrza. Duszno u nas w mieszkaniu.

No tak, przy tylu dzieciach człowiek okna boi się otworzyć. Już myślałam Ale nie kombinuj, ty mi jeszcze wnuki będziesz rodzić! wesoło pogroziła jej palcem teściowa.

Maria uśmiechnęła się blado, ale Stanisława tego nie zauważyła.

Chodź, trzeba zebrać ze stołu i podać ciasto.

Już idę

Kiedy wróciły do pokoju, Stanisława od razu rozsiadła się na swoim miejscu. Maria została sama. Pozbierała brudne talerze, zaniosła je do kuchni, potem przyniosła deser i rozłożyła nowe sztućce. Wszystko sama.

Jak twoje ciasto, to nie ma lepszego znów chwaliła teściowa.

Maria gwałtownie wróciła do kuchni. Zabrała się za zmywanie, żeby mieć zajęcie. W takich chwilach żałowała, iż wciąż nie kupili zmywarki ich zakup wiecznie odwlekali.

Po dwóch godzinach goście zaczęli się zbierać.

Piotrusiu, podwieziesz mnie do domu? spytała Stanisława.

Jasne, mamusiu, tylko skoczę po klucze.

Maria została sama w mieszkaniu. Usiadła ciężko na kanapie w salonie. Bałagan w każdym kącie tyle ludzi i dzieci zrobiło swoje. Po wczorajszych porządkach nie został ślad.

Trzeba posprzątać, bo jak zostawię, to jutro będę jeszcze bardziej zła na siebie. Eh westchnęła cicho.

Podniosła się i zabrała za robotę. Pobrudzone talerze, obrus i ścierki do prania. Stół rozłożony na bok. Najpierw starannie pozmywała wszystkie naczynia, potem jedzenie przełożyła do pojemników. Zebrała się na odkurzanie i zmyła podłogi.

Za taki trud to powinnam sobie coś miłego zafundować

Nalała sobie gorącej kąpieli, wrzuciła ulubioną sól i puściła muzykę. Wreszcie jej ciało na tyle się rozluźniło, iż sięgnęła po telefon. Tam czekała wiadomość od męża:

Mama zaproponowała, żebym został. Będę jutro.

Tego się spodziewałam. Jak zawsze

Piotr dokładnie wiedział, iż Maria dzisiaj będzie musiała sprzątać, a jednak został u mamy, zamiast jej pomóc.

Skoro oni tak mnie traktują, ja też będę robiła po swojemu. Wystarczy!

Minął miesiąc w biegu. Zbliżało się kolejne święto. Telefon od teściowej przyszedł zgodnie z przewidywaniami:

Marysiu, szykuj stół! Przyjeżdżamy w piątek, świętujemy urodziny najmłodszego brata Piotrka.

Oczywiście, stół gotowy. Ale przygotowanie jedzenia spadnie na kogoś innego mam zawal pracy, muszę zostać w biurze, nie wiem, czy zdążę wpaść na przyjęcie westchnęła Maria z udawaną troską. Nie wiem nawet, czy się pojawię…

Jak to? Ale

Praca, co zrobić.

No dobrze, coś wymyślimy Szkoda tylko rozczarowana odparła teściowa.

Do widzenia, Maria rozłączyła się z uśmiechem.

Wieczór spędziła u przyjaciółki. Rano natomiast zmusiła Piotra do posprzątania po imprezie. W końcu to u jego brata były urodziny, nie jej.

Kiedy zbliżał się jubileusz teściowej, Maria załatwiła sobie urlop i pojechała do rodziców do innego miasta. Prezent wręczyła wcześniej i od razu zakomunikowała nowinę.

No a gdzie będziemy świętować?

Piotrek was wpuści, ale mnie nie będzie.

A z jedzeniem?

Możecie coś zamówić, albo inne synowe przygotują. Na pewno sobie poradzicie!

Na kolejne święta Maria była już w domu, ale na stole jedynie wędlina i kupne ciasto. Za każdym razem powtarzała:

Kompletnie nie mam czasu gotować. Praca mnie pochłania. jeżeli chcecie, możecie coś zamówić.

Ale nikomu nie uśmiechało się wydawać pieniędzy. Gdy nadszedł Nowy Rok, wszyscy zrozumieli, iż już się na Marii nie przejadą. Chęć do wspólnego świętowania całkiem przygasła.

Tego Sylwestra Maria i Piotr spędzili razem, co dziewczynie w pełni odpowiadało. Jej plan zadziałał. Podnosząc kieliszek szampana, pomyślała: Dobra robota, należy mi się za to toast!.

Idź do oryginalnego materiału