Emilko, widzimy się za trzy dni! I nie zapomnij o swojej słynnej zapiekance mięsnej, jest taaaka pyszna… radośnie trajkotała przez telefon teściowa, Henryka Jaworska.
Jednak Emilia nie czuła się radosna. Po zakończonej rozmowie, ciężko opadła na krzesło. Za kilka dni nadchodziła Wielkanoc, a cała rodzina męża Pawła miała się znów zebrać w ich mieszkaniu.
Macie tak przestronne mieszkanie, wszystkim wystarczy miejsca. Kiedyś musieliśmy się tłoczyć po naszych ciasnych pokoikach, a tu można wreszcie się rozkręcić! Teraz to idealne miejsce na spotkania naszej wielkiej rodziny tak dwa lata temu zdecydowała teściowa.
Teraz Emilia zaczynała nienawidzić tej swojej wielkiej, trzypokojowej kwatery, na którą wciąż musiała spłacać kredyt przez następne lata. Tylko przez mieszkanie wszyscy zjeżdżali się do niej, robili rozgardiasz i nie dawali spać.
Do kuchni wszedł Paweł i pocałował żonę w czubek głowy.
Wszystko już ustaliłaś z mamą? zapytał.
Tak, znów święta u nas. Paweł westchnęła Emilia może pogadasz z mamą?
Paweł ściągnął brwi.
Emilka, przecież już o tym rozmawialiśmy. Mama cię uwielbia, zachwyca się twoją kuchnią! Jak mam jej powiedzieć, żeby nie przyjeżdżała? W dodatku mama jest już na emeryturze. Przecież nie każesz jej gotować dla wszystkich? Ona już nie ma tyle sił. Wychowała czwórkę dzieci, należy jej się odpoczynek.
Zawsze dawała się przekonać, a w duchu myślała: A kto zadba o mnie? Czemu w święta to ja mam usługiwać całej gromadzie?
Ale narzekać było bez sensu nie chciała kłótni, bała się naruszyć rodzinną harmonię. Więc już następnego dnia poszła na duże zakupy, a w wigilię Wielkanocy ruszyła z gotowaniem na całego. Do późnej nocy krzątała się przy kuchence. Przecież w gości miała przyjechać cała familia dzieci teściowej z rodzinami, razem ponad dziesięć osób!
Czemu zawsze wszystko jest na mojej głowie? Serio, nie mogłaby przyjść pomóc chociaż jedna z szwagierek? Albo bratowych? Czy one też są na emeryturze jak twoja mama? zagadnęła męża, kiedy zagniatała ciasto na swoją słynną zapiekankę.
Paweł patrzył na nią ze zdziwieniem.
Przecież wiesz, iż bracia nie umieją gotować, tak samo jak ja. A szwagierki? Jedne są zarobione z dziećmi, drugie są w pracy. Nie będę ich wyciągał od obowiązków, Emilka. To nie w porządku.
A mnie można wyciągać? Ja też pracuję. Fakt, z domu, ale zmęczona jestem tak samo.
Nie złość się, objął ją lekko w pasie. Wszystko będzie super. Zbierzemy się razem, święta będą cudowne, dostaniesz mnóstwo pochwał i od razu ci się humor poprawi.
I znów Emilia ustąpiła. Tej nocy przewracała się z boku na bok, przemęczona, zbyt zmęczona by zasnąć, mimo iż powinna paść ze zmęczenia. Myśli nie chciały odejść.
Po co mi te pochwały? Tak bardzo bym chciała przyjść na gotowe, bez wydawania czasu, pieniędzy i nerwów
Gdy tylko złapała porządny sen nad ranem, rozległ się dzwonek. Teściowa postanowiła już wcześnie złożyć życzenia rodzinie najstarszego syna. Po rytualnych życzeniach Henryka oznajmiła:
Za godzinę wszyscy będziemy u ciebie. Wszystkim już dałam znać, zacznij nakrywać do stołu jej głos był rześki i radosny.
Emilia nie była w stanie się podnieść z łóżka. Nie miała siły na nowy dzień. W głowie już snuła wizję: nakrywanie, bieganie po kuchni, noszenie talerzy, potem sprzątanie.
Nie chcę wymamrotała w poduszkę.
Emilka, czemu wciąż leżysz? Mama zaraz przyjedzie, goście też w drzwiach stanął Paweł, patrząc z dezaprobatą.
Już wstaję bąknęła i usiadła. Dasz radę, ogarniesz wszystko, jesteś silna, wyszeptała do siebie i powlokła się do łazienki.
Motywowała się jak mogła. Zdążyła na czas wszystko postawione, talerze gorące.
… Przy stole panował rumor i śmiechy. Każda rodzina opowiadała o swoich sprawach i planach. Obok Emilii siedziała teściowa, nie szczędząc jej pochwał:
No nasza Emilka gotuje jak nikt! Pyszności! Ja w życiu bym nie przygotowała takiego stołu Henryka szeroko się uśmiechała, ściskała rękę synowej i patrzyła z aprobatą.
Emilia ledwie przyjmowała gratulacje, stale wymykając się od stołu. Uciekała na balkon skryć się przed hałasem, pytaniami o dzieci. Z Pawłem postanowili, iż jeszcze trochę poczekają z powiększeniem rodziny, ale reszta jakby zapominała, iż to nie ich sprawa.
Emilko! rozległ się głos teściowej. Nie czas na ucieczki, trzeba podać deser! Gdzie się schowałaś?
Drzwi na balkon uchyliły się i do małego kącika wkroczyła Henryka Jaworska.
Palisz? zdziwiła się nagle.
Słucham? No co ty! Emilia aż się wzdrygnęła. Wyszłam zaczerpnąć powietrza. Duszno tu.
E, jasne, dzieci w środku, okien nie ma jak otwierać. Już myślałam, iż sobie folgujesz… Tylko nie kombinuj, bo jeszcze wnuków się doczekam, wiesz! zaśmiała się, grożąc palcem.
Emilia uśmiechnęła się blado. Teściowa tego nie zauważyła.
Chodź, trzeba posprzątać i podać ciasto.
Już idę
Gdy wróciły, Henryka od razu objęła swoje miejsce na kanapie, a Emilia została na posterunku. Pozbierała talerze, wyniosła do kuchni, ustawiła ciasto, rozłożyła nowe sztućce. I wszystko to sama.
Twój sernik jest najlepszy na świecie znów komplementowała teściowa.
Emilia uciekła do kuchni. Stojąc nad zlewem, z goryczą szorowała talerze. Żałowała, iż jeszcze nie kupiła zmywarki zakup stale odkładany.
Po dwóch godzinach goście zaczęli się zbierać.
Pawleńku, podwieziesz mnie do domu? pytała teściowa.
Jasne, mamusiu, tylko chwycę klucze.
Zostawszy sama, Emilia wlecząc się do salonu, opadła bezwładnie na kanapę. W mieszkaniu panował istny chaos. Stado gości i dzieci zrobiło swoje z wczorajszych porządków nie zostało nic.
Trzeba się zebrać i wszystko posprzątać, powiedziała do siebie. Inaczej jutro będę wściekła na siebie jeszcze bardziej… Ech
Westchnęła i podniosła się z trudem. Pozbierała brudne talerze, obrus i ręczniki wrzuciła do pralki. Stół złożyła w kąt. Na początek pozmywała wszystko, potem poukładała resztki jedzenia do pudełek. W końcu przejechała odkurzaczem, poodkurzała podłogi.
Zasłużyłam na coś dobrego…
Zebrała się na odwagę, nalała sobie gorącej kąpieli z ulubioną solą, puściła cichą muzykę. Ciepła woda koiła spięte mięśnie. Po raz pierwszy od kilku godzin wzięła do ręki telefon. Czekała tam wiadomość od Pawła:
Mama poprosiła, żebym został na noc. Wrócę jutro.
Nie zdziwiło mnie to. Jak zwykle…
Paweł dobrze wiedział, iż Emilia zajmuje się sprzątaniem tu i teraz. I bez wyrzutów sumienia nocuje u mamy, zostawiając ją samą.
Jak mnie traktują, tak i ja będę ich traktować. Dość tego! postanowiła.
Cały miesiąc przeleciał niepostrzeżenie. Zbliżało się kolejne święto. Telefon od teściowej nie zawiódł:
Emilko, przygotuj stół! Przyjedziemy w piątek świętować urodziny najmłodszego z Pawłowych braci.
Oczywiście, stół stoi cały czas. Ale tym razem gotuje ktoś inny. Mam zawalone w pracy, wzywają mnie do biura. Sama nie wiem, czy zdążę na imprezę westchnęła Emilia z udawaną przykrością. choćby nie wiem, czy się pojawię.
Co? Jak to
Praca, co zrobić.
No trudno. Coś wymyślimy. Szkoda… westchnęła teściowa.
Do widzenia zakończyła Emilia rozmowę z lekkim uśmiechem.
Wieczór spędziła u przyjaciółki, a rano zmusiła Pawła do sprzątania po urodzinach brata w końcu to nie jej święto.
Kiedy zbliżały się okrągłe urodziny Henryki, Emilia wzięła urlop i pojechała do swoich rodziców do Opola. Prezent wręczyła z wyprzedzeniem, od razu informując:
A gdzie będziemy świętować?
Paweł was wpuści, mnie nie będzie.
A gotowanie?
Możecie coś zamówić, albo inne synowe coś przygotują. Poradzicie sobie!
Kolejne święta Emilia spędziła już w domu. Ale na stole pojawiała się tylko wędlina i tort z cukierni. Za każdym razem powtarzała grzecznie:
Nie miałam czasu gotować, zawalona jestem pracą. Możecie coś zamówić, jeżeli chcecie.
Nikt jednak nie chciał otwierać portfela i wydawać złotówek. Przez Nowy Rok cała rodzina już wiedziała, iż na barkach Emilii nie da się długo jechać i nagle ich zapał do wspólnego świętowania wyraźnie przygasł.
Sylwestra Emilia i Paweł spędzali więc we dwoje, zupełnie im to pasowało. Plan się powiódł. Wznosząc kieliszek szampana, Emilia pomyślała: Dobra robota, dziewczyno! Za to się należy toast!W kąciku jej ust pojawił się cień uśmiechu. Po raz pierwszy od dawna Emilia czuła się lekka, wolna od ciężaru cudzych oczekiwań. Paweł spojrzał na nią pytająco, przechylając głowę:
Z czego się śmiejesz?
Po prostu dobrze mi odpowiedziała szczerze. Wiesz, myślę, iż czasami trzeba coś zmienić, żeby naprawdę być zadowolonym z życia. Nawet, jeżeli komuś się to nie spodoba.
Paweł wzruszył ramionami i nalał jej drugi kieliszek.
To pijemy szepnął. Za zmianę na lepsze, Emilko.
Z balkonu widać było migoczące fajerwerki. Emilia patrzyła, jak rozkwitają na czarnym niebie, a każdy wystrzał był jak nowe postanowienie: ani kroku wstecz. Przypomniała sobie dawne Wielkanoce i Boże Narodzenia gonitwę, zmęczenie, bezsilność. Ileż lat traciła na zadowalanie wszystkich, tylko nie siebie? Teraz już wiedziała: nie warto.
Po północy słuchali muzyki i tańczyli w salonie, śmiejąc się beztrosko jak dzieci. Odkryli, iż cisza i brak gości też mogą być świąteczne. I choć potem rodzinne telefony pełne były zdziwienia i delikatnych wyrzutów, Emilia nie dała się już wciągnąć w stare schematy. Z każdym kolejnym świętem było coraz łatwiej aż w końcu nikt już nie pytał kto gotuje, a gdzie spędzacie ten czas?.
W końcu Emilia poczuła, iż jej mieszkanie nie jest już miejscem przymusu tylko jej własnym domem.
Spojrzała przez okno na zimowe niebo, uniosła szklankę do góry i cicho, do siebie, powiedziała:
Na zdrowie, Emilko. Witaj w nowym życiu.













