Czas na ucztę – zapraszamy do stołu!

twojacena.pl 1 dzień temu

Dziennik Otylii Wielkanoc i cała reszta

Otylko, widzimy się za trzy dni! Nie zapomnij o swojej słynnej pieczeni, jest przepyszna wyśpiewywała przez telefon moja teściowa, Jadwiga Stanisławówna.

Nie potrafiłam jednak cieszyć się tak jej entuzjazmem. Odłożyłam słuchawkę i z jękiem opadłam na krzesło. Wielkanoc tuż-tuż, a cała rodzina Witka znów ma przyjechać do nas.

Macie tyle miejsca, każdy się zmieści. My dawniej gnieździliśmy się po klitkach, a Wy macie taki piękny, przestronny trzypokojowy! Idealne miejsce na rodzinne spotkania. orzekła Jadwiga już dwa lata temu.

Dziś szczerze nie znosiłam tej swojej wymarzonej trzydziestometrowej i tego kredytu, który jeszcze zbyt długo będziemy spłacać. Gdyby nie ten metraż, goście trzymaliby się z daleka, a nie zjeżdżali się grupami, zostawiając po sobie bajzel i niepozwalając mi odpocząć choćby podczas świąt.

Witek wszedł do kuchni i cmoknął mnie w czubek głowy.

Pogadałaś już z mamą? zapytał.
Tak. Wielkanoc znowu u nas. Witek poprosiłam cicho może Ty coś powiesz mamie?

Zmarszczył brwi:
Otylia, rozmawialiśmy już o tym. Bardzo cię lubi i uwielbia twoje jedzenie. Jak mam ją prosić, żeby nie przyjeżdżała? Jest już na emeryturze, nie dasz jej przecież gotować dla wszystkich. Wychowała czwórkę dzieci niech odpoczywa, należy jej się.

Zawsze łamałam się pod argumentami męża. Ale pytania w głowie nie dawały mi spokoju: A kto zadba o mnie? Czy ja w święta muszę harować jak kelnerka?

Narzekać nie chciałam, kłótnie mogłyby tylko zrujnować nasz spokój. Następnego dnia poszłam więc na zakupy, a w Wielką Sobotę od świtu do późnej nocy stałam przy garach. Mieli przyjść wszyscy rodzeństwo Witka z rodzinami. Łącznie ponad dziesięć osób!

Dlaczego znowu jestem tu sama? Naprawdę nikt nie może pomóc? Zwłaszcza któraś z żon braci? Wszyscy na zasłużonym odpoczynku? mruknęłam do męża, ugniatając ciasto.

Witek spojrzał zdziwiony:
Wiesz, iż chłopaki gotować nie potrafią, a kobiety? U jednych dzieci, u innych praca Nie mogę im kazać rzucać wszystkiego.

A ja to kto? Pracuję na zdalnym, ale przecież to nie znaczy, iż mniej się męczę.
Nie denerwuj się przytulił mnie Witek. Wszystko będzie dobrze. Wszyscy się spotkamy, posmakują twoich dań i od razu ci się poprawi humor.

I znowu poddałam się. Nocą, wykończona, nie mogłam zasnąć. Moje myśli kotłowały się: Czy naprawdę potrzebuję tych pochwał? Sama bym chętnie przyszła na gotowe, nie tracąc czasu, pieniędzy i energii

Nawet nie zdążyłam się dobrze położyć, gdy zadzwonił telefon. Teściowa koniecznie chciała być pierwsza z życzeniami dla najstarszego syna. A potem dodała:
Za godzinę wszyscy będziemy u ciebie. Już wczoraj dzieciom powiedziałam. Zacznij nakrywać stół radośnie zakomenderowała.

Nie miałam siły wstać. W myślach już układałam talerze, biegałam po kuchni, donosiłam, sprzątałam

Nie chcę jęknęłam w poduszkę.

Otylia, czemu jeszcze leżysz? Mama zaraz przyjdzie i goście! odezwał się Witek, stojąc w drzwiach z miną pełną dezaprobaty.

Już wstaję mruknęłam i podniosłam się. Dasz radę. Wytrzymasz, jesteś silna, powtarzałam sobie pod nosem w łazience.

Weszłam w tryb robota. Zdążyłam wszystko przygotować i podgrzać na czas.

Przy stole harmider, rozmowy, żarty, opowieści. Obok mnie usiadła Jadwiga Stanisławówna i nie przestawała się rozczulać:
Otylka, jak ty świetnie gotujesz! Sama nigdy takiego stołu bym nie przygotowała.

Bez entuzjazmu dziękowałam za pochwały, ale coraz częściej znikałam z salonu. Wychodziłam na balkon, by uciec od chaosu i pytań o dzieci. My z Witkiem zdecydowaliśmy się jeszcze poczekać, ale rodzina kilka sobie z tego robiła.

Otylka! dobiegło z pokoju. Czas na deser! Gdzie się zgubiłaś?
Dołączyła do mnie teściowa.
Ty palisz? zapytała zdziwiona.
Co? Oczywiście, iż nie! Po prostu duszno, musiałam wyjść na chwilę.
Dzieci w środku, okien nie otworzysz Ale patrz, choćby nie próbuj, wnusiów mi jeszcze urodzisz! żartobliwie pogroziła palcem.

Wymusiłam uśmiech. Dla Jadwigi liczył się jej świat.

Chodź, trzeba pozbierać ze stołu i podać deser.
Już idę

W salonie teściowa od razu usiadła na swoim miejscu, a ja zebrałam naczynia. Wyniosłam brudne talerze do kuchni, ustawiłam ciasto, rozłożyłam sztućce wszystko sama.

Twój sernik jest absolutnie najlepszy! po raz setny zachwycała się teściowa.
Uciekłam do kuchni, zaczęłam myć naczynia, żeby zająć czymś ręce. Marzyłam, by wreszcie dorobić się zmywarki, ale ciągle to odwlekałam.

Po dwóch godzinach goście zaczęli wychodzić.
Witek, podrzucisz mnie do domu? spytała Jadwiga.
Jasne, tylko klucze złapię.

Gdy wyszli, z ulgą opadłam na kanapę. Mieszkanie wyglądało, jakby przeszło przez nie tornado. Ze sprzątania z dnia przed świętami nie zostało nic.

Muszę się zebrać i dokończyć. Jak odłożę na jutro, będę jeszcze zła na siebie westchnęłam.

Podniosłam się i zebrałam brudne talerze, wrzuciłam obrus i ręczniki do pralki. Stół wrócił do kąta, gary do szafek, resztki schowałam do pojemników, poodkurzałam i umyłam podłogę.

Za ten wysiłek należy mi się nagroda.

Zrobiłam sobie ciepłą kąpiel z ulubioną solą do kapieli, włączyłam muzykę. Po godzinie sięgnęłam po telefon było tam tylko jedno powiadomienie od Witka:
Mama poprosiła, bym został na noc. Wrócę jutro.

No jasne parsknęłam w głowie z irytacją.

Doskonale wiedział, iż dziś będę wszystko sprzątać. A on, jak zwykle, został u mamy.

Jak mnie traktują, tak i ja ich potraktuję. Koniec!

Miesiąc minął szybko, a do kolejnego święta został tydzień. Telefon zadzwonił znów:
Otylka, przygotuj stół! W piątek u Was będziemy świętować urodziny Staszka.
Jasne, stół stoi. Ale gotowaniem zajmiecie się sami. W pracy mam urwanie głowy, na dodatek muszę pilnie jechać do biura. Nie wiem nawet, czy będę w domu
Co? Jak to?!
No, praca co zrobić?
Ech, coś wymyślę Szkoda, szkoda. zapowietrzyła się teściowa.

Rozłączyłam się i szeroko się uśmiechnęłam. Wieczór spędziłam u przyjaciółki. Rano to Witek sprzątał po gościach w końcu to święto jego brata, nie moje.

Nadszedł jubileusz teściowej. Wzięłam urlop i pojechałam do rodziców do Poznania, prezent zostawiłam tydzień wcześniej, powiadamiając teściową:
A jak będziemy świętować?
Witek Was wpuści, ale mnie nie będzie.
A jedzenie?
Zawsze można coś zamówić, albo poprosić inne synowe. Dasz radę!

Na kolejne święta już tylko wykładałam sklepową wędlinę i przynosiłam kupny tort. Wszystko wciąż z tym samym tłumaczeniem:
Nie mam czasu, zawalona jestem robotą. Najlepiej coś zamówić.

Ale nikt nie chciał wydawać pieniędzy. W końcu, przed Nowym Rokiem, wszyscy zrozumieli, iż już nie będą korzystać z mojej pracy i pieniędzy. Chęć rodzinnych imprez u nas nagle znikła.

Sylwestra spędzaliśmy sami. Było cicho, spokojnie, po mojemu. Podnosząc kieliszek z szampanem, wiedziałam, iż to był dobry plan. Zasłużyłam na takie święta. I wypijam swoje zdrowie!

Idź do oryginalnego materiału