Czas na ucztę – zapraszam do stołu!

polregion.pl 14 godzin temu

Nakrywaj do stołu

Kasiu, zobaczymy się już za trzy dni! I nie zapomnij upiec swojego słynnego pasztetu z mięsem jest taki pyszny beztrosko paplała przez telefon teściowa, Zofia Nowak.

Kasia jednak była daleka od radości. Rozłączyła się i bezwładnie opadła na krzesło. Wielkanoc była tuż-tuż. Wszystkie gałęzie rodziny męża, Piotra, miały zjawić się u nich.

U was tyle miejsca, wszyscy się pomieścimy. Kiedyś ledwie się mieściliśmy w tych małych pokojach, a tu można rozłożyć skrzydła! Wasze mieszkanie będzie idealnym miejscem na rodzinne spotkania orzekła dwa lata temu Zofia.

Od tego czasu Kasia zaczęła nienawidzić swojego dużego, nowego mieszkania, na które wciąż płacili kredyt. Przez niego cała rodzina zjeżdżała zawsze do niej, zostawiając po sobie bałagan i nie dając choćby spać.

Do kuchni wszedł Piotr. Oddał żonie buziaka w czubek głowy.

Wszystko omówiłaś z mamą? zapytał.

Tak, znowu święta u nas. Piotrek może ty porozmawiasz z mamą?

Piotr wzruszył ramionami zmartwiony.

Kasiu, rozmawialiśmy o tym tyle razy. Mama cię uwielbia, kocha twoje jedzenie! Jak mam jej odmówić? Tym bardziej, mama jest już na emeryturze. Przecież nie zmusisz jej, żeby gotowała dla wszystkich. Swoje już zrobiła wychowała czworo dzieci, należy jej się spokój.

Za każdym razem Kasia dawała się przekonać. Ale za zamkniętymi drzwiami zadawała sobie pytanie: A kto zadba o mnie? Dlaczego w święta mam dogadzać tłumowi?

Wiedziała jednak, iż sprzeciw może tylko zaszkodzić rodzinnej harmonii. Więc następnego dnia poszła na zakupy, a w przeddzień Wielkanocy od rana do nocy krzątała się przy garach.
Wszystkie dzieci Zofii z rodzinami miały się zjawić ponad dziesięć osób!

Dlaczego zawsze sama wszystko robię? Naprawdę nikomu nie można pomóc? Może chociaż żona któregoś z twoich braci? Czyżby wszystkie były na zasłużonym odpoczynku? rzuciła w kierunku męża, wygniatając ciasto na pasztet.

Piotr spojrzał na nią zdziwiony.

Serio, wiesz przecież, bracia
nie potrafią gotować, ja też nie. A szwagierki jedne mają dzieci, inne pracę. Nie wyrwę ich ot tak z obowiązków.

A mnie można? Ja też pracuję. No i co z tego, iż z domu wcale nie odpoczywam przez to więcej, Piotr!

Nie denerwuj się objął ją lekko. Wszystko będzie dobrze. Będzie rodzina, twoje jedzenie, super atmosfera, od razu lepiej się poczujesz.

I znowu ustąpiła. W nocy, choć powinna paść ze zmęczenia, nie mogła zasnąć. Myśli kłębiły się w głowie.

Po co mi te ich pochwały? Ja też chciałabym przyjść na gotowe, nie marnować czasu, pieniędzy i sił.

Rano, gdy wreszcie zmrużyła oczy, rozległ się dzwonek telefonu. Teściowa postanowiła jako pierwsza złożyć im życzenia. A potem Zofia oznajmiła:

Za godzinę wszyscy będziemy u ciebie! Wszystko już ustalone, nakrywaj ładnie stół! jej głos był rześki jakby miała dwadzieścia lat.

Kasia nie mogła podnieść się z łóżka, brakowało jej sił, by zacząć ten dzień. Przewijała w myślach, jak biega po kuchni, nakłada potrawy, wynosi i sprząta naczynia.

Nie chcę jęknęła w poduszkę.

Kasiu, wciąż jesteś w łóżku? Mama zaraz przyjedzie! do pokoju wpadł Piotr, patrząc zarzucająco na żonę.

Już wstaję wymamrotała i podniosła się ciężko. Dasz radę, dasz radę, jesteś silna. powtarzała sobie cicho, zmuszając się do porannej toalety.

Dopingowała się, by zdążyć podać wszystko na czas.

Przy stole panował rwetes. Rozmowy, śmiechy, plany na przyszłość. Zofii nie brakowało energii do komplementowania synowej:
Jak nasza Kasieńka potrafi gotować! Wszystko takie smaczne, dziecko! Ja nigdy bym takiego stołu nie przygotowała promieniała, gładząc Kasię po dłoni i patrząc jej w oczy z uznaniem.

Kasia z przymusu znosiła gratulacje, ale często wymykała się na balkon, by uciec od hałasu i pytań o dzieci. Ona i Piotr zdecydowali się jeszcze poczekać, by stanąć na nogi, ale rodzina nie potrafiła tego zrozumieć.

Kasieńka! dobiegł nagle głos teściowej. Czas na deser! Gdzie zniknęłaś?

Zofia weszła na balkon i spojrzała zdziwiona.

Ty palisz?

Co?! Oczywiście, iż nie! spłoszyła się Kasia. Po prostu chciałam pooddychać świeżym powietrzem. Duszno w środku.

No tak, dzieci w domu, okien się nie otwiera… Już myślałam, iż coś wymyślasz Lepiej choćby o tym nie myśl, trzeba mi jeszcze wnuki urodzić! zaśmiała się Zofia, szturchając ją lekko palcem.

Kasia uśmiechnęła się sztucznie. Teściowa nie zwróciła na to uwagi.

Chodź, posprzątamy ze stołu, czas na deser!

Już idę…

Zofia natychmiast usiadła, a cała odpowiedzialność ponownie spadła na Kasię. Zebrała brudne talerze, zaniosła do kuchni, rozłożyła deser i nowe sztućce. Wszystko sama.

Twój sernik jest najlepszy na świecie! znów pochwaliła teściowa.

Kasia czym prędzej uciekła do kuchni, zaczęła zmywać, by jakoś zająć ręce i myśli. Żałowała, iż jeszcze nie kupiła zmywarki. Wiecznie brakowało czasu.

Po dwóch godzinach goście zaczęli się zbierać.

Piotrusiu, odprowadzisz mnie do domu? zapytała Zofia.

Jasne, mamusiu, tylko złapię klucze.

Zostawszy sama, Kasia weszła do salonu i ciężko opadła na kanapę. Całe mieszkanie w totalnym nieładzie. Stado gości i kilkoro dzieci zostawiły niezły chaos. Po wczorajszej sprzątaniu nie było śladu.

Trzeba od razu ogarnąć. Bo jutro będę jeszcze bardziej zła na siebie westchnęła cicho.

Zebrała się jednak, posegregowała talerze, wrzuciła do prania obrus i ręczniki, schowała stół do kąta w salonie. Najpierw umyła wszystkie naczynia i sztućce, resztki jedzenia wrzuciła do pojemników. Potem odkurzyła cały dom i umyła podłogi.

Należy mi się coś dobrego za tyle pracy…

Nastawiła wannę, wrzuciła ulubioną sól, puściła muzykę. Gorąca woda cudownie relaksowała zmęczone mięśnie. Po raz pierwszy od kilku godzin zerknęła na telefon przyszła wiadomość od męża:

Mama chce, żebym został, przyjadę jutro.

Tego można się było spodziewać… mruknęła.

Piotr doskonale wiedział, iż Kasia dziś musi sama wszystko posprzątać. Mimo to został u mamy zamiast choć trochę pomóc.

Jak oni, tak i ja Mam dosyć! postanowiła.

Miesiąc przeleciał niepostrzeżenie. Znów zbliżało się rodzinne świętowanie. Telefon od teściowej nie kazał na siebie długo czekać:

Kasieńko, szykuj stół! W piątek będziemy świętować urodziny młodszego brata Piotra.

Jasne, stół stoi. Ale gotować będzie musiał ktoś inny. W pracy istny armagedon, muszę być w biurze. Sama nie wiem, czy dam radę w ogóle przyjść na imprezę westchnęła Kasia z udawanym smutkiem.

Co? Jak to?

Praca, cóż tak bywa.

No trudno, coś wymyślę. Szkoda westchnęła Zofia.

Do widzenia powiedziała Kasia i się uśmiechnęła.

Wieczór spędziła u przyjaciółki. Rano zmusiła Piotra, by to on posprzątał po rodzinnej imprezie, w końcu to urodziny jego brata, a nie jej.

Na zbliżające się urodziny teściowej Kasia postanowiła wziąć urlop i pojechać do rodziców do rodzinnego miasta. Prezent dostarczyła wcześniej, przekazując wiadomość:

Ale gdzie będziemy się zbierać?

Piotr was wpuści, ale mnie nie będzie.

A gotowanie?

Możecie coś zamówić. Albo inne synowe coś ugotują. Na pewno dacie radę!

W kolejne święta była już w domu. Stół ograniczał się do talerza wędlin i kupionego ciasta. Kasię zawsze tłumaczyła jedno:

Nie miałam czasu nic gotować. Praca mnie wciągnęła. Jak chcecie, możecie coś zamówić.

Nikt jednak nie chciał wyciągać portfela i wydawać pieniędzy. Z czasem wszyscy zrozumieli, iż u Kasi już nie poświęci się za darmo. I chęć wspólnego świętowania nagle znalała.

Ten Sylwester Kasia i Piotr spędzili sami. I tak było najlepiej. Kasia podniosła kieliszek szampana i z dumą pomyślała, iż była dzielna i w końcu zadbała o siebie. Na zdrowie!

Idź do oryginalnego materiału