Czarna wdowa Piękna i inteligentna Lila tuż przed ukończeniem studiów na wydziale dziennikarstwa po…

twojacena.pl 2 dni temu

Czasem myślę, iż można by napisać o mnie książkę. Od zawsze czułam, iż jestem trochę inna chyba niepotrzebnie szukałam szczęścia u innych, zamiast najpierw odnaleźć je w sobie. A wszystko zaczęło się tuż przed końcem studiów na dziennikarstwie Uniwersytetu Warszawskiego. Właśnie wtedy poznałam Władysława Romanowskiego starszego ode mnie o co najmniej dwie dekady, ale z jaką charyzmą! W Warszawie każdy go kojarzył pisał piosenki, niektóre choćby puszczali w lokalnym radiu.

Władek był człowiekiem z krwi i kości, wszędzie miał znajomości. Na Telewizji Warszawskiej znał chyba wszystkich. Dzięki niemu po skończonych studiach dostałam stanowisko prowadzącej własny program. Moją pierwszą autorską audycję Rozmowy od serca obejrzało z dobrych kilka tysięcy osób. Zaprosiłam miejskiego psychologa i paru inspirujących gości. Wszystko szło na żywo, pytań nie brakowało.

Brawo, Lilka pochwalił mnie Władek, przysłuchując się programowi. To trzeba uczcić.

Władysław miał czterdzieści pięć lat, trzykrotnie był żonaty, a jego niepohamowana energia oraz tłum znajomych zdecydowanie nie ułatwiała życia rodzinnego. Twórczy, przekonany o swojej genialności, lubił przesiadywać w knajpach, saunach i nie stronił od alkoholu.

Minęło kilka miesięcy. Moja popularność rosła, za Władka wyszłam dość szybko. Ludzie lubili moje programy, dobrze zarabiałam, zawsze uśmiechnięta i uprzejma, elegancko się ubierałam. Niezmienne plotki głosiły, iż jestem pięknością z telewizji, ale nie dla Władka. Po pewnym czasie zrozumiałam, iż popełniłam błąd mąż coraz częściej w stanie wskazującym, zaniedbywał mnie.

Władek, trzymaj się, bo dziewczyna cię jeszcze zawstydzi rzucił kiedyś jego kumpel Szymon, gdy mąż próbował mnie wyśmiewać.

Szymon, ja nigdy nie wybierałem mądrych żon odpowiedział z ironią, przekonany o własnej wyższości.

Do czasu ślubu był szarmancki. Kwiaty, piosenki, prezenty dwie kompozycje dedykował choćby dla mnie. Ale gdy już byłam jego żoną, wszystko się zmieniło. Mniej czułości, choćby kotkę głaskał częściej niż mnie.

Ja naiwna myślałam, iż dzięki Władkowi zostanę gwiazdą wzdychałam po cichu.

Ale życie potoczyło się inaczej. Na studiach uczyłam się francuskiego, zupełnie niepraktycznego, gdy Władek narzekał:

Ucz się angielskiego! Jak polska wieś za granicą chodzisz. Na siłownię ci nie szkoda czasu, ale angielskiego uczyć się nie masz kiedy.

Na złość mu nie chciałam, ale gdy Szymon trafnie zauważył:

Angielski dla kobiety z klasą to jak szpilki zapisałam się na kurs następnego dnia.

Szymon, jesteś nie do poznania! Lilka całą noc z książką siedzi żartował Władek.

Mieszkaliśmy w ogromnym mieszkaniu, jego spuściźnie po dziadku profesorze medycyny. Pomagała nam gosposia, pani Weronika czterdziestotrzyletnia, wieczna singielka z zaciętym spojrzeniem. Wszystko wiedziała o naszym życiu, bo była wszędzie i zawsze.

Pewnego ranka znów nie zastałam męża w łóżku przesiadywał w swoim gabinecie, zamroczony. Weronika stała w kuchni z pustą butelką po koniaku.

Wieczorem była pełna

Daj mu ogórkowej, jak się ocknie rzuciłam i poszłam pod prysznic.

Po siedmiu latach małżeństwa wciąż nie miałam dziecka Władek nie chciał, miał syna z pierwszego związku. W zasadzie rozczarowałam się do życia rodzinnego. Swoje kariery nie odpuszczałam.

Po śniadaniu posłałam Weronikę do gabinetu męża. Leżał nieprzytomny, z krwawą plamą na poduszce.

Lilka! krzyknęła. Trzeba wezwać karetkę!

Piętnaście minut później jechałam z nim do szpitala. Po krótkim badaniu od razu na intensywną terapię.

Trudno powiedzieć, nie wiemy, co będzie usłyszałam od lekarza.

Wieczorem zadzwonił szpital.

Pani mąż umarł.

Nie wierzę… przecież on nie był aż taki stary

Pogrzeb odbył się z rozmachem, Szymon powiedział wzruszające słowa Nie płaczmy, Władek miał barwne życie, należy mu się spokój.

Ludzie szeptali:

Miał wszystko.

Tydzień po wszystkim dom zamarł. Weronika wyczekiwała mojej decyzji zwolnię ją czy zostawię? Koledzy z telewizji pocieszali:

Lilka, nie żałuj. Młoda jesteś, wolna jeszcze z pieniędzmi!

Zostały dwa pokaźne konta podzielone z synem męża. Ale sama nie narzekałam zarabiałam dobrze. Od czasu do czasu chodziłam do kawiarni, nie lubiłam siedzieć sama w domu.

W ten dzień, po zdjęciach kolejnego programu, wpadłam do pobliskiej kawiarni. Sączyłam hiszpańskie wino i rozmyślałam. Przysiadł się do mnie postawny mężczyzna.

Można się dosiąść? kiwnęłam głową. Nazywam się Ignacy, a Pani…?

Lilka…

Dlaczego taka piękna kobieta smutna?

Jakoś melancholijnie się czuję.

Ignacy, około czterdziestki, nie powiedziałabym, iż przystojny raczej szorstki brunet, typ misia. Ale miał w sobie coś uroczego. Sypał poza tym anegdotami z wrodzonym humorem. Rozbawił mnie, odprowadził do domu umówiliśmy się na spotkanie.

Następnego dnia powiedziałam Weronice:

Werka, chyba nie będę cię już potrzebować. Potrafię sama zadbać o siebie.

Lilciu, ale ja tyle lat wiernie pracowałam, gdzie ja pójdę? łzy napłynęły jej do oczu.

Na pewno znajdziesz lepsze miejsce rodzina, portiernia, cokolwiek.

Wyrzucasz mnie… rozszlochała się.

W gruncie rzeczy nie zbankrutuję przecież! Zresztą okna i łazienki sama nie będę myć pomyślałam.

Patrzyłam na Weronikę, wycierała łzy.

Niech będzie, możesz zostać.

Weronika aż mnie ucałowała.

Was z Władkiem naprawdę pokochałam, byliście jak rodzina

Życie wróciło na swój tor, tym częściej odwiedzał mnie Ignacy pieszczotliwie nazywałam go „Igi”. Po trzech miesiącach wzięliśmy ślub chciałam skromnie. Ale w podróż poślubną Ignacy zabrał mnie na Malediwy. Biznesmen, widać stać go było.

Oczekiwałam, iż nasz wyjazd będzie typowy samolot, hotel, program jak dla turystów. Ale on miał inne plany pierwszy raz leciałam klasą biznes! Na miejscu przywitał nas przewodnik, VIP-owska łódź, fajerwerki, narodowe tańce.

Willa bajkowa cztery pokoje, dwa baseny, prywatna plaża.

O matko, ile mój miś za to zapłacił? zastanawiałam się.

Nigdy choćby nie pytałam, ile zarabia. Wiedziałam, iż jest zamożny. Igi był czuły, do granic możliwości poprawiał mi kołdrę, rano pilnował, bym jadła śniadania. Nigdy nie pozwolił, żebym wychodziła z domu głodna.

Władek ciągle mnie poniżał chciał mnie wyciągnąć do swojego poziomu. A Ignacy… może nie Apollo, ale żyje dla mnie. Potrzebowałam właśnie takiego wsparcia.

Weronika też wychwalała mego męża, cieszyła się nowym domem pod Warszawą. Jedyny problem przypadkiem zobaczyłam jak Igi robi sobie zastrzyk.

Co to?

Tylko insulina. Mam cukrzycę, ale żyję normalnie.

Leżąc na Malediwach marzyłam:

Może naprawdę wylosowałam szczęście?

Zadowalał mnie ten luksus, jedyne co mnie martwiło zamiast trenera, miałam puszystego męża obok. Pomyślałam, czas wziąć się za dietę i sport.

Porozmawiałam z Ignacym, ale posmutniał.

Postaram się dla ciebie, Lilka, ale metabolizm mam fatalny. Nigdy nie będę sportowcem, muszę zażywać insulinę.

No cóż, trudno pogodziłam się.

Po powrocie z podróży rzuciłam się w wir pracy. Często rozmyślałam czy kiedyś spotkam prawdziwą miłość? Do męża nie czułam wielkiej namiętności, pragnęłam poznać co to znaczy zakochać się do szaleństwa. Koledzy żartowali:

Lilka, nie zdradzasz tego swojego misia? Jesteś taka święta?

Nie byłam. Po prostu nie chciałam go zranić. Na Sylwestra impreza w pracy; wypiłam za dużo, kolega Kostek zaprosił Arka i ten od razu wpadł mi w oko.

Arek to ciacho sportowa sylwetka, drogi samochód, nie spuszczał ze mnie wzroku. Podwiózł mnie pod dom, poprosił o mój numer, i już przy aucie pocałował namiętnie. Odpowiedziałam mu, choć wiedziałam, iż to niewłaściwe.

A z Arkiem… idealny kochanek! W domu byłam dla Ignacego grzeczna, a u Arka… liczyła się tylko namiętność, nie czułości. Spotykaliśmy się w jego kawalerce, bez zbędnych słów.

Ignacy pracował do późna, sprawy w firmie, nie zauważył niczego. Pewnego dnia, będąc u Arka, usłyszałam głosy pod drzwiami Arek i mój mąż. Sparaliżowana ze strachu, szybciej ubierałam się.

Ignacy wszedł bez słowa to bolało bardziej niż krzyk.

Igi… To… nie tak…

Arek też się nie odezwał.

Kto mnie wydał? spytałam.

Nie ważne powiedział. Chciałem sprawdzić.

Był blady jak ściana, osunął się na ziemię. Natychmiast dzwoniliśmy po pogotowie. Ręka mi drżała, ale znalazłam w jego kieszeni ampułkę insuliny. Podałam mu zastrzyk, ale nie odzyskał przytomności. Przyjechała karetka lekarz stwierdził zgon.

Po wszystkim wróciłam do domu z Arkiem. Weronika patrzyła na mnie z troską:

Lilka, co się stało? Wyglądasz okropnie.

Zaczęłam się domyślać Weronika mogła mnie wydać, nigdy jej się Arek nie podobał, ale nie miałam siły drążyć.

Po pogrzebie długo dochodziłam do siebie. Dokumenty z przyczyną śmierci zatrzymanie serca. Dwa tygodnie później pojawiła się córka Ignacego z pierwszego małżeństwa, adwokatka z pretensjonalną miną. Dała mi trzy dni, by opuścić dom z Weroniką; na stole zostawiła kopertę z pieniędzmi.

Nie chciałam się szarpać o spadek oddałam wszystko, wróciłyśmy z Weroniką do starego mieszkania po Władku.

Powoli doszłam do siebie. Arek pomagał, spotykaliśmy się ale wiedziałam, iż to nie materiał na męża. Pewnego dnia zadzwonił Kostek:

Lilka, usiądź Arek nie żyje. Wypadek, zginął na miejscu.

Myślałam wtedy:

Dlaczego moi mężczyźni umierają? Chyba jestem jak czarna wdowa zaraz tak mnie będą nazywać. Mam może czarną aurę, dlatego giną.

Czas minął. Na mój program przyszedł młody mężczyzna Makary. Miał to „coś” w oczach zaprosił mnie do kawiarni.

Dobrze zgodziłam się. Chciałam już zapomnieć, zacząć od nowa.

Makary zawładnął moim sercem, zakochałam się bez pamięci. Czułam się szczęśliwa, rozkwitałam.

Tak wygląda miłość nie mogę bez niego oddychać, nie mówiąc o życiu. Ale bałam się o Makarego.

On też się zakochał, spędzaliśmy razem czas lekko, radośnie. Nie myślałam o niczym, poza tym, iż nie ma rodziny, żyje tylko z ojcem z którym nie utrzymuje kontaktu.

Makary mieszkał ze mną, wracał późno z pracy, a ja chciałam dowiedzieć się o nim więcej. Wpisałam jego dane w Google. Pierwsza strona mnie zszokowała Makary, najzwyklejszy, rodziny nie ma, a jest w top-tysiącu najbogatszych Polaków. Byłam w szoku jego majątek nieprawdopodobny.

Nie wierzę… Co, jeżeli i jemu coś się stanie?

Otrząsnęłam się, wróciłam do pracy. Wieczorem próbowałam dodzwonić się do Makarego telefon milczał. Zadzwoniłam do jego biura.

Proszę Makarego do telefonu.

A kto mówi?

Lilka…

Zabrano go do szpitala podała adres.

Gnałam tam w szale.

Co się stało? krzyczałam na widok lekarza.

Spokojnie Serce, ale żyje. Wszystko pod kontrolą.

Mogę do niego?

Tylko na dziesięć minut.

Weszłam cicho, czekał na mnie, uśmiechnięty. Usiadłam obok, złapał mnie za rękę.

Będzie dobrze, kocham cię. Gdy wyjdę, ożenię się z tobą, zgodzisz się?

Oczywiście! pocałowałam go.

Przed nami prawdziwe szczęście i nowe życie.

Idź do oryginalnego materiału