-Jagna, po co ci takie wielkie mieszkanie, co? Przecież jesteś sama. Ani dzieci, ani faceta, choćby znajomych, z tego co widzę, też nie masz. Na co ci dwupokojowe mieszkanie? A my we troje gnieździmy się w kawalerce. No, zdecyduj się, córciu. Potem, jak moi chłopcy podrosną, to najwyżej się zamienimy z powrotem. Jak ci się to widzi? ojciec patrzył na nią z namysłem i lekką nutką służalczości.
Jak ona to widzi? Ciekawe, jak on myśli? Jak w ogóle można tak na to patrzeć, iż po tylu latach nieobecności w jej życiu ojciec nagle się pojawia i z takim ciekawym pomysłem? Tak, iż aż Jagna zaniemówiła. choćby nie przypuszczała, iż człowiek potrafi być aż tak bezczelny… A przyjaciele? Byli, oczywiście iż byli, ale dokładnie tylu, ilu jej było trzeba…
-No to co, Jagna, przybijamy piątkę? ojciec niecierpliwił się wyraźnie.
-A co z mamą?
-Co z mamą? nie pojął ojciec.
-No, parę razy w miesiącu wpada do mnie, zostaje na kilka dni, a czasem i tydzień. Drugi pokój jest jej po prostu potrzebny.
-Parę razy w miesiącu? Bez problemu! Mam stary fotel rozkładany w garażu, wyczyszczę, odświeżę i postawię w kuchni. I co w tym złego? Będzie jej wygodnie jak nigdy. Lodówka pod ręką zaśmiał się grubiańsko daleko chodzić nie trzeba. Tu spanie, tu jadłodalnia
Jagna patrzyła na niego i już choćby nie czuła żalu. Jego słowa o samotności, byciu samą, starej pannie już jej nie dotykały. Po prostu była osłupiała. Jak można być tak prostym człowiekiem? Może mu się wydaje, iż jest najmądrzejszy, a wszyscy wokół to idioci?
-Jagna, pomyśl. Dla ciebie to dobra okazja. Mama tylko dwa razy w miesiącu. Ja muszę z rodziną każdego dnia. Czujesz różnicę?
No tak, oczywiście. Dla niego to z rodziną. Jagna, jasne, żadna rodzina. Już dawno. Córka z pierwszego małżeństwa to nic. Ale tam trzech synów i kura domowa to rodzina! Jagna westchnęła. Nie miała choćby siły się kłócić była tylko ciekawa, kiedy tata wreszcie zrozumie, iż tylko jemu się wydaje, iż jest taki przebiegły
-Tato, dopiero co spłaciłam kredyt hipoteczny. Kilka lat harowałam na to mieszkanie Szkoda mi go znowu oddać…
-Oj, nie rób z igły wideł. Harowała! Miałaś dobry start, nie zapominaj! spojrzał z przekąsem.
Start? No, to ciekawe. Tak, wie o wszystkim. Start był startem, tylko, iż nie jego zasługą! Mama się postarała. Tak Jagna chciała mu powiedzieć, ale ugryzła się w język. Po co mówić komuś coś, czego i tak nie zrozumie.
-Tato… Zastanowię się powiedziała w końcu.
-No to zastanów się! Zastanawiać się wolno każdemu poklepał ją po ramieniu.
***
-Jagna, powinnaś go kopnąć w tyłek, a nie zamieniać się z nim! Oddaj mieszkanie, a może najlepiej podaruj mu je tak po prostu? Bo przecież ma troje dzieci jemu się należy! Co za idiotyzm! mama chodziła po pokoju i nie mogła się uspokoić.
-Mamo, nie mogę W końcu to mój ojciec. Tak jakoś głupio mi go spławić Jagna czuła się zakłopotana.
-Córciu! Proszę cię! On nie czuje się głupio, kiedy przychodzi o cudze mieszkanie prosić! To typowy cwaniak, zawsze taki był, wiesz? On po prostu lubi cudze rzeczy. I nigdy się nie zmieni. Nie przejmuj się tym. To nie twoja wina, rozumiesz? mama pogłaskała ją po ręce, uśmiechnęła się pobłażliwie.
-Nie przejmuję się. Ale… on już parę razy wracał do tego tematu. Na początku myślałam, iż źle usłyszałam, iż to żart. Serio ludzie potrafią być tak bezwstydni? Zawsze taki był? Kiedy jeszcze z nim byłaś?
-Tak. Zawsze. Nie znasz go prawie wcale. Gdy się rozwodziliśmy, był wściekły, iż mieszkania mojej mamy nie można podzielić na pół, bo on tam przecież mieszkał! Umiesz sobie wyobrazić? Mama zaśmiała się z goryczą, choć w oczach miała smutek.
-To może po prostu go olać, co? Może przestać się z nim w ogóle spotykać? Co ty na to, mamo?
-Nie rób tego. Nie zniżaj się do jego poziomu. Tak, jest twoim ojcem. Jakaś rodzina, byle jaka, ale jest…
-No, rodzina On nas w rodzinę nie wlicza, chyba wiesz. westchnęła Jagna.
Mama wzruszyła ramionami. Wiedziała o tym doskonale. Ale cóż można zrobić?
Jagna też wzruszyła ramionami i odwróciła się do okna. Strasznie interesujące losy. Tam rodzina, tu ona prawie nikt. Tam trzech synków, o których ojciec może prawić godzinami bez końca. Kto pierwszy chodził, który ząb wyszedł wcześniej, kto najbardziej lubi bajki, kto się czym zajął. Ulubiony temat taty jego chłopaki i nowa żona-kura domowa.
-Dobra, mamo, nie będę się tym przejmować i postaram się nie reagować. Jak zacznie mnie cisnąć, powiem wprost, iż nie Lepiej tak niż w ogóle się nie widzieć. Niektórzy nie mają ojca wcale. No i jeszcze przynajmniej nie pije, jak wielu innych, co?
-Pewnie… mama pokiwała głową choć bez przekonania.
Następne spotkanie z tatą miało miejsce tydzień później, u niego w mieszkaniu. Akurat jego cała rodzinka pojechała do przychodni.
-Jagna, dobrze, iż jesteś. Muszę ci coś pokazać. Patrz, jaki szafa w zabudowie! Ogromna, wszystko twoje się tu pomieści. A tapety, popatrz, jakie kolorowe prawda, iż ładne? z zapałem oprowadzał ją po mieszkaniu.
-Tato…
-A kuchnia! Mała, ale przytulna. Tutaj postawimy fotel dla mamy, co nie? Lodówka co prawda stara, nie taka jak twoja, ale z czasem wymienisz. Mam choćby kartę rabatową do porządnego sklepu…
-Tato! Po co mi twoja lodówka, tapety czy karta… Jagna zrobiła się smutna.
-Jak to po co? Córko, musisz zobaczyć, zanim się zamienisz, co cię tu czeka! ojciec patrzył na nią, jakby patrzył przez nią…
-Tato, przepraszam, jeżeli dałam ci jakąś nadzieję… Ale nie przeprowadzę się tu. Mam dobre mieszkanie i to mi wystarcza powiedziała niepewnie.
-No dobrze, a zobacz jeszcze łazienkę! Nowa prysznicowa kabina, ostatnio montowałem. I ubikacja, polska, porządna! jakby nie słyszał…
-Jesteś głuchy!? Powiedziałam ci: nie zamienię się! Lubię swoje mieszkanie, nie chcę nic zmieniać! Nie będzie żadnej zamiany! w końcu wybuchła. Na niego, na siebie, na sytuację
-Nie będzie zamiany? Szkoda ci? To po co w ogóle tu przyszłaś? Po co tu łazisz? Tak się nie robi. Miałem nadzieję. A ty? Ty mnie zawiodłaś patrzył na nią obojętnym wzrokiem. Jagna spuściła głowę i po cichu wyszła
Szła po jesiennych uliczkach Krakowa i nie wiedziała, czy płakać, czy się śmiać. Zatrzymała się pod jakimś starym kasztanem, wyciągnęła telefon i wykasowała numer ojca i wszystkie kontakty. Wtedy dopiero poczuła ulgę. Co zrobić Może to jedyne słuszne wyjście. Ojciec, jak będzie chciał, odnajdzie ją sam, zadzwoni, napisze, przyjedzie Ale gdzieś w głębi duszy wiedziała nie zadzwoni. Bo już nie ma czego od niej wziąć. Zamiana przecież nie doszła do skutkuKasztan upadł jej pod nogi duży, błyszczący, z łupiny sterczały resztki wilgotnych nitek. Podniosła go i zamknęła w dłoni. Przypomniała sobie dzieciństwo, kiedy z mamą zbierały całe torby kasztanów na Place Słowiańskim i z uporem robiły zwierzątka patyczkami, zapałkami, kawałkami sznurka. Tamten świat był prostszy. Bez warunkowych miłości, bez wyciągniętych po cudze rzeczy rąk.
Dziś poczuła się nagle lekka. Telefon milczał, a reszta spraw, tak długo zaplątana wokół oczekiwań ojca, rozluźniła bieg jak brzydko zawiązany węzeł. Jagna wzięła głęboki oddech chłodnego powietrza. Otworzyła dłoń i popatrzyła na błyszczący kasztan.
Moje mieszkanie, moje życie mruknęła z uśmiechem.
Odwróciła się, ruszyła w kierunku tramwaju, stukając obcasami po mokrym chodniku. Za plecami zostawiła żal, cudze żądania i całą tę historię o wielkim mieszkaniu dla samotnej dziewczyny. W głowie pojawił się cichy głos mamy: To nie twoja wina. Tym razem poczuła, iż naprawdę w to wierzy.
Wieczorem, gdy wracała w ciepło swojego mieszkania, wrzuciła kasztan do pustej miski na stole. Kiedyś pewnie odwiedzi ją mama, może przyjdą te nieliczne, ale najbliższe osoby. Jutro posieje zioła na parapecie. Postawi swój kubek na stole, włączy muzykę. I będzie bez żalu żyć w miejscu, które zdobyła sama z każdym własnym triumfem, samotnością i śmiechem.
Bo niektórzy mają trzy pokoje i rodzinę, inni dwa pokoje i święty spokój. A Jagna miała w końcu coś nie do podważenia swoje miejsce na ziemi i, jeszcze mocniej niż dzień wcześniej, siebie.













