Co wy wyprawiacie? To jest mój dom! Z państwa synem rozwiodłam się trzy lata temu! krzyknęła kobieta, gdy zobaczyła, iż jej była teściowa przyszła ze ślusarzem i próbuje otworzyć jej mieszkanie.
Kobieta rozwiodła się z mężem-tyranem prawie trzy lata temu. On i jego matka latami niszczyli jej życie: teściowa zabierała jej pensję, kontrolowała każdy jej krok, mąż pił z kolegami w kuchni do białego rana, urządzał awantury i doprowadzał ją do płaczu. Dziesięć lat takiego małżeństwa zrujnowało jej zdrowie, przytyła ze stresu i ciągłego napięcia.
Pewnego dnia, patrząc w lustro na swoje zmęczone, wychudzone oblicze, zrozumiała, iż jeżeli teraz nie odejdzie ci ludzie ją zniszczą. Rozwód był bolesny, pełen wrzasków, gróźb i prób męża, by zatrzymać jej mieszkanie dla siebie. Odmawiał wyprowadzki, rozciągał sprawę i żądał swojej części, a tylko interwencja dzielnicowego pozwoliła ostatecznie pozbyć się ich z domu.
Tego dnia wracała z pracy i, gdy wchodziła na swoje piętro w bloku, zobaczyła przerażający widok: pod jej drzwiami stała była teściowa z nieznajomym ślusarzem w niebieskim kombinezonie, grzebiącym coś przy zamku. Teściowa zniecierpliwiona ponaglała go, każąc się spieszyć. Kobieta znieruchomiała, po chwili powiedziała zdecydowanie:
Co wy robicie?!
Teściowa choćby się nie obejrzała:
Przyszliśmy z Wojtkiem po rzeczy, które się nam należą.
Oszaleliście? Przecież z państwa synem rozwiodłam się trzy lata temu. To moje mieszkanie!
Połowa mieszkania jest mojego syna odpowiedziała zimno.
W korytarzu kobieta stała, sapiąc z bezsilności, nie mogąc uwierzyć, iż była teściowa naprawdę chce się włamać do jej domu. Jednak to, co usłyszała dalej, zmroziło ją do szpiku kości.
Teściowa pochyliła się do ślusarza i syknęła przez zęby: Rób to szybciej, nie może się dowiedzieć, co jest w środku. Te słowa przeszyły kobietę na wskroś. Co to miało znaczyć? Z impetem podeszła bliżej i wtedy zauważyła ledwo widoczną smugę brudu na wycieraczce.
To nie pierwszy raz, kiedy drzwi były uchylone. Serce zamarło. Krzyknęła: Byliście już w moim mieszkaniu?! Teściowa zbladła, ale parsknęła kpiąco: Mamy do tego prawo.
Kobieta odepchnęła ją na bok i rzuciła się do drzwi. To, co zobaczyła w środku, zmroziło jej krew w żyłach.
W salonie siedzieli jej były mąż i młoda dziewczyna jego nowa partnerka. Zachowywali się, jakby u siebie byli: porozrzucane rzeczy, reklamówki z zakupami, ich buty w korytarzu. Mąż spojrzał na nią z kpiną:
No i co? Połowa jest moja. Mama zaraz wymieni zamki, a ty idź, gdzie przyszłaś. Tu będziemy mieszkać.
Z nóg ją ścięło, ale gwałtownie się opanowała. Bez słowa wyjęła telefon i wybrała numer policji. Po kilku minutach na miejscu była już patrolówka.
Kobieta pokazała dokumenty akt własności na mieszkanie, wyrok sądu o rozwodzie i nakaz eksmisji byłego męża. Policjanci wysłuchali obu stron, po czym jeden powiedział:
Proszę pana, wszedł pan nielegalnie do cudzego mieszkania. Proszę jechać z nami na komisariat.
Były mąż próbował się awanturować, teściowa machała rękoma, była oburzona, ale nic im to nie dało. Męża wyprowadzili pod ramiona, ślusarzowi zagrozili odpowiedzialnością karną, a teściowa, blada jak ściana, usiadła na stołku, szeptając: Myśleliśmy, iż ma do tego prawo…









