Jestem jedną z tych osób, które mogłyby kłaść się spać nad ranem, bo pracę twórczą najlepiej zaczyna im się po godzinie 22. Złośliwy los postanowił jednak uczynić mnie fanką podróży małych i dużych, w tym górskich, na które trzeba wyruszać właśnie wtedy, kiedy mój organizm najchętniej szedłby spać. Tym razem celem wycieczki były wywrotnice kolejowe, a konkretnie świetny widok ze skraju lasu, umożliwiający ich obserwację. Wprawdzie wiedziałyśmy, iż w sobotę istnieje nikła szansa zobaczenia, jak giganci pracują, ale sama ich bliskość stanowiła już dostateczny powód do tego, żeby nastawić budzik na czwartą.
Wywrotnice wagonowe należą do najbardziej charakterystycznych, a zarazem mało znanych urządzeń infrastruktury przemysłowej. Ich zadaniem jest szybki rozładunek wagonów kolejowych przewożących materiały sypkie. Najczęściej jest to węgiel, ruda żelaza, kruszywa czy zboże. Zamiast otwierania klap w dnie wagonu lub rozładunku przy użyciu koparek, cały wagon jest chwytany przez mechanizm i przechylany bądź obracany, tak aby ładunek wysypał się grawitacyjnie do leja zasypowego, skąd trafia dalej na taśmociągi lub do silosów. Najbardziej efektowną odmianą tego urządzenia jest tzw. wywrotnica obrotowa. Wagon wraz z fragmentem toru zostaje zablokowany w stalowej ramie, a następnie całość obraca się wokół osi, zwykle o około 120–180 stopni. Dzięki temu materiał wysypuje się w ciągu kilkudziesięciu sekund. W nowoczesnych instalacjach stosuje się wagony wyposażone w specjalne sprzęgi obrotowe, co pozwala opróżniać je bez rozłączania całego składu, znacząco przyspieszając pracę terminalu.


Potrzeba matką wynalazku
Historia wywrotnic sięga końca XIX wieku, kiedy gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na transport i rozładunek węgla w zakładach przemysłowych. manualne opróżnianie wagonów było powolne i kosztowne, dlatego zaczęto konstruować urządzenia przechylające wagony na bok lub do przodu. Już wówczas potrafiły one rozładować kilkanaście wagonów na godzinę, a koszt operacji był wielokrotnie niższy niż przy pracy manualnej. Wywrotnice spotyka się przede wszystkim tam, gdzie transport kolejowy obsługuje ogromne ilości materiałów masowych: w portach przeładunkowych, elektrowniach węglowych, hutach czy koksowniach. W takich miejscach jeden pociąg potrafi przywieźć kilka tysięcy ton surowca, a sprawny rozładunek decyduje o ciągłości produkcji. W zależności od konstrukcji wyróżnia się m.in. wywrotnice boczne, czołowe czy bębnowe, dostosowane do różnych typów wagonów i układu torów.



Wytęż oczy, dostrzeż coś nowego
Dobrym przykładem takiej instalacji jest wywrotnica wagonowa obsługująca dostawy węgla do elektrowni w Rybniku. Na bocznicę zakładu codziennie wjeżdżają długie składy węglarek, które kolejno przesuwane są przez mechanizm przeciągarki na stanowisko wywrotnicy. Tam pojedynczy wagon zostaje zablokowany w stalowej konstrukcji i obrócony, wysypując swój ładunek do podziemnego leja. Z niego węgiel trafia systemem taśmociągów na place składowe lub bezpośrednio do instalacji zasilających kotły. Obserwowanie takiego procesu z bliska, zwłaszcza o świcie, gdy w ciszy poranka słychać tylko pracę mechanizmów i stukot wagonów, pozwala dostrzec, jak niezwykle sprawnie działa przemysłowa logistyka. Choć wywrotnice są elementem ukrytym za bramami zakładów i rzadko trafiają na turystyczne trasy, należą do najbardziej widowiskowych urządzeń obsługujących kolejowy transport surowców.
Turystyka industrialna i grzybobranie? Dlaczego nie?

