Pamiętam, iż dawno temu, gdy jeszcze pamiętam, życie toczyło się w Krakowie, a ja Zofia Nowak byłam po prostu zwykłą kobietą. Nieco przybrałam na wadze, pojawiły się zmarszczki, a wszystko to nic nie zmienia, bo tak już płynie czas.
Moja siostra, Bogna, była prawdziwą modystką. Wysoka jak trzcina, zawsze w najnowszych trendach, a ja? Ja byłam raczej z krzyżykiem trochę pulchniejsza, z kilkoma drobnymi zmarszczkami, które przyciągały wzrok. Każde nasze spotkanie zamieniało się w prawdziwą torturę. Bogna nie robiła tego ze złej woli, raczej z najlepszych intencji. Podchodziła, przyglądała się mi swego rodzaju rentgenowskim wzrokiem i zaczynała:
Staszek, a to sukienka nie dopasuje ci się? Trochę przypomina babciną starą szminkę.
Staszek, przydałby ci się inny warkocz, ten dodaje ci pięć lat.
Ojej, dziewczyny, jaka to pomadka! Ten odcień nie był w modzie od dziesięciu lat!
Wszystko to spowijała uśmiechem, który miał brzmieć jak życzliwy życzenie. A po każdym takim komplementie miałam nastrój niższy niż podłoga, nie chciałam patrzeć w lustro przez cały tydzień. Czy to nie było przykro? Aż nadto najbliższa rodzina, a zwłaszcza siostra, wbiła mi w najdelikatniejsze miejsce.
Początkowo znosiłam to, żartując, zmieniając temat. Ostatnia kropla, która przepełniła czarę, to maminy jubileusz. Przygotowywałam się do niego jakby do królewskiego balu kupiłam nową, elegancką suknię, zrobiłam fryzurę, makijaż. Czułam się królową, szczerze mówiąc!
Wszyscy zebraliśmy się w jednej z krakowskich restauracji. Goście, krewni, wszyscy elegancko ubrani i w dobrym humorze. W pewnym momencie podeszła do mnie Bogna, spojrzała mnie od stóp do głów i, tak głośno, iż każdy mógł usłyszeć, wykrzyknęła:
Staszek, co to za sukienka? Śmiech i grzech… Jak u naszej cioci Basi z podwórka. Gdybyś chociaż mnie zapytała, dobrałabym ci coś przyzwoitego.
W tej chwili poczułam, iż ziemia pod stopami znika. Zrobiła to na oczach wszystkich po prostu wylądowała mi w duszy. Czyżby po takiej uroczystej chwili miał się rozgościć świąteczny nastrój? Absolutnie nie.
Wtedy wzięło mnie za rękę. Dość milczenia w kąpieli! Pomyślałam, iż to moja kolej, a przecież tak starannie przygotowałam się do tego jubileuszu
Nie zorganizowałam skandalu, bo po co? Głęboko wciągnęłam powietrze, uśmiechnęłam się najczarszyszym uśmiechem i przerwałam jej półzdanie.
Bogno! zawołałam donośnie i radośnie. Serdecznie dziękuję! Naprawdę doceniam twoją troskę! Jesteś wśród nas prawdziwą ekspertką w wykrywaniu cudzych wad!
Bogna zarumieniła się. Pomyślała pewnie, iż ją chwalam. Naivność taka jest.
Skoro jesteś tak obeznana we wszystkim, kontynuowałam, wstając z krzesła i podnosząc przygotowaną wcześniej piękną, wstążkową paczkę, postanowiłam zrobić ci prezent!
Goście spojrzeli z zaciekawieniem w naszą stronę. Podniosłam pięknie opakowaną skrzynkę, przewiązaną wstążką. Bogna z niecierpliwością zaczęła ją otwierać, pewnie myśląc o perfumach albo kosmetykach.
W środku, drogie panie, leżał elegancko wydrukowany certyfikat na drogi papier. Na indywidualną konsultację u znanego psychologa temat brzmiał: Jak podnieść samoocenę, nie poniżając bliskich. Przeczytałam go na głos, tak, żeby usłyszało to całe wnętrze, kuchnia, a choćby kierowca autobusiku, który przejeżdżał obok restauracji. Och, co to ja wtedy wyciągnęłam!
Proszę, siostrzyczko! dodałam, gdy podniosła wzrok ze zdumieniem. Pomyślałam, iż przyda ci się to w życiu. Pomoże ci stać się naprawdę pewną siebie, a nie potwierdzać swoją wartość kosztem mnie! Jak mówią, w sam raz!
Jej twarz najpierw wyrażała zupełny zamęt, potem zrozumienie, a w końcu policzki pokryły się takim czerwonym rumieńcem, iż nie da się tego opisać słowami.
W sali zapadła cisza, po czym jeden z wujków wybuchł głośnym śmiechem. Za nim podążyły kolejne rycze. Wszystkie jej ostre uwagi, jej jadowite komentarze, wyległy na światło dzienne! Chciała mnie poniżyć, a skończyło się na tym, iż sama stała się obiektem żartu.
Finał nastąpił natychmiast. Bogna coś zamruczała, chwyciła torbę i wybiegła z sali
Odpowiadając na nieuniknione pytanie tak, pogodziłyśmy się. W końcu jesteśmy siostrami.
Od tego dnia, wyobraźcie sobie, już nigdy nie dotknęła mojej prezencji ani słowem, ani gestem. Kiedy się spotykamy, rozmawiamy wyłącznie o pogodzie. I wiecie co? To choćby przyjemne.
Taką to historię mam na sercu. Dziękuję, iż wysłuchaliście do końca! jeżeli coś was poruszyło, zostawcie lajka będzie mi miło! Napiszcie w komentarzach własne przeżycia czy zdarzyło wam się coś podobnego? I podzielcie się tym z przyjaciółką to naprawdę cudowne!







