Piwo i warkocze podbijają Winnipeg

bejsment.com 2 godzin temu

Petrus otrzymuje niewielką pomoc od Arli Melgar Franco, gdy wraz z innymi ojcami bierze udział w imprezie „Beers and Braids” w lokalnym browarze w Winnipegu.

Ze szczotką do włosów w jednej ręce i szklanką piwa w drugiej, kilkunastu ojców spotkało się niedawno w jednym z browarów w Winnipegu, by nauczyć się czegoś, czego wielu z nich wcześniej unikało lub zwyczajnie nie potrafiło – czesania włosów swoich córek.

Nietypowe warsztaty pod nazwą „Beers and Braids” („Piwo i Warkocze”) gwałtownie zdobyły popularność w Manitobie. Ich pomysłodawczynią jest makijażystka Ren Cherlet, która zainspirowała się podobną inicjatywą organizowaną w Wielkiej Brytanii.

Podczas dwugodzinnych zajęć uczestnicy uczą się wykonywania kucyków, koków baletowych oraz różnych rodzajów warkoczy. Ćwiczą na specjalnych manekinach, a w cenę biletu wliczony jest także napój serwowany przez lokalny browar.

Jednym z uczestników był Curtis Einarson, ojciec trzech córek w wieku sześciu, ośmiu i dziesięciu lat.

– W najlepszym razie moje umiejętności były przeciętne. Potrafiłem zrobić kucyk, ale na tym adekwatnie kończyły się moje możliwości – przyznał z uśmiechem.

Jak mówi, od dawna chciał nauczyć się bardziej skomplikowanych fryzur, zwłaszcza warkoczy, o które często proszą jego córki.

– Chcę być dla nich lepszy i umieć zrobić coś więcej niż zwykły kucyk – podkreślił.

Pomysł na organizację takich warsztatów zrodził się z codziennych obserwacji. Ren Cherlet zauważyła, iż wielu samotnych ojców ma problem z przygotowaniem córek na zajęcia taneczne czy sportowe, a niektóre mamy po prostu potrzebują chwili wytchnienia.

Pierwsze zajęcia odbyły się w marcu i okazały się tak dużym sukcesem, iż organizatorka niemal natychmiast zaczęła otrzymywać pytania o kolejne terminy.

– To przerosło moje oczekiwania. Dla ojców to nie tylko nauka fryzur, ale także okazja do spotkania się, rozmowy i wspólnego spędzenia czasu – mówi.

Jej zdaniem coraz częściej odchodzi się od tradycyjnego podziału ról w rodzinie, a ojcowie chcą aktywnie uczestniczyć w codziennym życiu swoich dzieci.

Arla Melgar Franco robi zdjęcie Mike’owi, od lewej, Timowi i Curtisowi, gdy wraz z innymi ojcami uczestniczą w „Beers and Braids” w lokalnym browarze w Winnipegu.

Warsztaty mają kameralny charakter. W jednej grupie znajduje się maksymalnie około 20 osób, dzięki czemu każdy uczestnik może liczyć na indywidualną pomoc. Organizatorzy dbają o to, by nikt nie wyszedł z zajęć z poczuciem porażki.

Także Caleb Doerksen, ojciec trzech dziewczynek, przyznaje, iż fryzury córek bywają dla niego sporym wyzwaniem.

– Bardzo gwałtownie informują mnie, jeżeli ciągnę za mocno albo natrafię na supełek – żartuje.

Podczas zajęć chciał opanować szczególnie trudny warkocz typu „rybi ogon”. Choć efekt końcowy był daleki od perfekcji, wrócił do domu z nowymi umiejętnościami i większą pewnością siebie.

Organizatorka podkreśla, iż największą wartością projektu nie są jednak same fryzury.

– To możliwość budowania relacji. Ojcowie uczą się czegoś nowego dla swoich córek, a przy okazji poznają innych ludzi i odkrywają, iż nie są sami z podobnymi wyzwaniami – mówi Cherlet.

Ren Cherlet instruuje Caleba i innych ojców podczas imprezy „Piwo i warkoczyki” w lokalnym browarze w Winnipegu.

Dla wielu uczestników wieczór kończy się nie tylko nowymi umiejętnościami, ale także nowymi znajomościami. Jak przyznał Curtis Einarson, wrócił do domu dumny z siebie i przekonany, iż kolejne poranki przed szkołą będą znacznie łatwiejsze.

– Świetnie się bawiłem. Poznałem nowych ludzi i nauczyłem się czegoś, co naprawdę przyda się moim córkom – podsumował.

Idź do oryginalnego materiału