„Cmentarzysko kutrów rybackich”

szaryburek.pl 4 dni temu

Niewielki las w Gdańsku skrywa dość osobliwy widok. Między drzewami leżą tam porzucone kadłuby przypominające stare kutry rybackie, które z biegiem lat niemal wrosły w ziemię. Z ich wnętrza wyrastają drzewa, a porastający je mech i liście sprawiają, iż wyglądają jak część leśnego krajobrazu. Trudno uwierzyć, iż to miejsce znajduje się zaledwie kilkadziesiąt metrów od nowych bloków i placów budowy. To właśnie tutaj znajduje się nietypowa ciekawostka znana wśród mieszkańców jako „Cmentarzysko kutrów rybackich”.

To miejsce miałem w planach odwiedzić już dawno temu, ale jakoś nigdy nie znalazłem czasu, aby tam podjechać. Kiedyś przeczytałem o nim na jakiejś stronie internetowej i zaznaczyłem je sobie na swojej mapce miejsc do odwiedzenia. Na szczęście kilka dni temu w końcu postanowiłem tam zajrzeć i sprawdzić, czy faktycznie jest tak ciekawe, jak zapamiętałem z dawnych opisów.

To miejsce funkcjonuje pod nazwą „Cmentarzysko kutrów rybackich”, tak mówią o nim mieszkańcy Gdańska i tak też figuruje w mapach Google. Znajduje się na Jasieniu, tuż obok Zbiornika retencyjnego Jabłoniowa, w niewielkim lasku otoczonym przez gwałtownie rosnące nowe osiedla. Kontrast jest tu dość interesujący z jednej strony świeże bloki, place budowy i nowe drogi, a z drugiej kawałek lasu, w którym leżą porzucone od dawna fragmenty kutrów.

Z tego, co udało mi się ustalić, nie są to wcale wraki kutrów, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. To raczej formy używane kiedyś do produkcji jachtów z laminatu, które stanowiły bazę do dalszej budowy jednostek. Najprawdopodobniej po zakończeniu produkcji albo upadku niewielkiego zakładu, w którym je wykorzystywano, stały się po prostu zbędne i zostały porzucone w tym miejscu. Leżą tu już naprawdę bardzo długo, na tyle długo, iż z ich wnętrza zdążyły wyrosnąć całkiem pokaźne drzewa.

W 2023 roku w Dziennik Bałtycki ukazał się artykuł na ten temat. Inspektor Ochrony Środowiska przeprowadził rozpoznanie zanieczyszczenia gruntu na wskazanym terenie. Podczas oględzin stwierdzono odpady związane z produkcją jednostek pływających oraz niewielką ilość odpadów komunalnych, jednak nie wykryto śladów zanieczyszczenia gleby ani wód pobliskiego zbiornika.

W artykule wspomniano także iż działka, na której leżą wraki należy do miasta. Gdański Zarząd Dróg i Zieleni zapowiedział skierowanie pisma do policji w celu ustalenia właściciela pozostawionych kadłubów. jeżeli nie uda się go odnaleźć, miasto rozważy ich utylizację. Jak jednak widać na dzień dzisiejszy, wraki przez cały czas znajdują się na tym terenie.

Dla miłośników opuszczonych miejsc to zdecydowanie ciekawostka, może nie spektakularna jak wielkie fabryki czy opuszczone bazy wojskowe, ale za to dość nietypowa i zaskakująca.

Chciałbym w tym miejscu podziękować osobom, które mnie wspierają za pośrednictwem Wirtualnej kawki. Dzięki Wam i waszym drobnym wpłatom, powstają takie fotorelacje! Od kilkunastu lat staram się odwiedzać i fotografować miejsca mniej znane i opuszczone. o ile ktoś chciałby dołożyć cegiełkę do moich podróży i wesprzeć mnie w tym co robię, zapraszam do postawienia mi >Wirtualnej Kawki<. Wszystkie zebrane kwoty przeznaczam na paliwo, dzięki temu mam możliwość realizowania swoich dalszych podróży.

Moją pasją są podróże i fotografowanie miejsc mniej znanych, zapomnianych, niedostępnych i opuszczonych. Staram się wyszukiwać miejsca, według mnie warte uwagi, mające swój klimat i urok. Myślę, iż stworzyła się wokół tego co robię jakaś mała, fajna społeczność. Nigdy nie myślałem, iż to zrobię, ale doszedłem do wniosku, iż stworzę swój Patronite. Wspierając mnie na nim, sprawisz, iż będę mógł rozwinąć mojego bloga, wyjeżdżać częściej i dalej i z tego tworzyć fajne relacje. W ten sposób także Wam podpowiadać jakieś interesujące miejsce na wyprawy. Kto wie, może to kiedyś przerodzi się w moją jedyną pracę… Bardzo dziękuję Krzysztofowi, Kamili, Andrzejowi, Patrycji, Tadeuszowi, Pawłowi, Karolinie, Magdalenie, Małgorzacie, Władysławowi, Alexowi i Magdzie, którzy wsparli moje działania i zostali moimi pierwszymi patronami.

Idź do oryginalnego materiału