Ciocia w odwiedzinach, żona w łzach

polregion.pl 5 godzin temu

Robert obudził się nagle, gdy rozległo się dzwonienie do drzwi. Po drugiej stronie łóżka jego żona też się poruszyła. Delikatnie pogłaskał ją po ramieniu:

Kochanie, śpij dalej, ja otworzę. Podszedł do drzwi i mruknął pod nosem: Któż to tak późno w nocy?

Gdy otworzył, w progu stała ciocia Halinka z ogromną torbą w rękach. Za nią, nerwowo przestępując z nogi na nogę, kręcił się wujek Marian.

Mój kochany siostrzeńcu! wykrzyknęła ciocia. Nie cieszysz się, iż cię odwiedzam? Chodź, uściskaj swoją ciocię! Złapała Roberta za ramię, jakby chciała go udusić w objęciach.
No to koniec spokoju pomyślał z nostalgią Robert, wlokąc walizki cioci po korytarzu.

Reszta nocy upłynęła w chaosie. Ciocia odmówiła spania na kanapie, bo była twarda jak deska. Potem oznajmiła, iż może siostrzeniec pomoże jej się rozgościć.

Żona Roberta, Kinga, przez cały czas stała jak wryta. Nie minęła choćby godzina od przyjazdu cioci, a już przewróciła całe mieszkanie do góry nogami. W końcu wszyscy poszli spać ciocia z wujkiem zajęli łóżko, a Robert z Kingą zostali na kanapie.

Jak myślisz, jak długo jeszcze tu zostaną? szepnęła Kinga, stawiając przed nim talerz z jajecznicą.
Nie wiem. Zapytam po pracy.

Kinga nasłuchiwała nerwowo chrapania dochodzącego z sypialni, po czym westchnęła:
Robert, boję się ich. Możesz dziś wrócić wcześniej?
Spróbuję odparł i wyszedł z mieszkania.

Gdy wrócił z pracy, w salonie czekał elegancko nakryty stół.
Wejdź, siostrzeńcze, urządzamy małe przyjęcie! zawołała ciocia z kuchni.
Kinga szepnęła mu do ucha:
Tak się cieszę, iż już jesteś

Zasiedli do stołu.
Ciociu, dawno dojechaliście? Robert postanowił zająć rozmową.
Już nas wyrzucasz? Słuchaj, chyba nie jesteśmy mile widziani! mruknęła ciocia w stronę wujka.

O czym mówicie? Możecie zostać, jak długo chcecie! Robert był zdezorientowany.
Zostaniemy z tobą, Robercie, na zawsze. Sprzedaliśmy już mieszkanie. Jesteście naszą jedyną rodziną. Chyba nie wyrzucisz starej cioci na bruk, co? Tyle jeszcze czasu przed nami, dasz radę wytrzymać? Ciocia teatralnie otarła łzę.

Szczęka Roberta opadła, a Kinga wybuchnęła płaczem i wybiegła z pokoju.
Zapadła niezręczna cisza. Wujek Marian spokojnie dokańczał sałatkę.

I ty nic nie mówisz?! wrzasnęła ciocia. Ty tylko umiesz jeść! Odłóż widelec i powiedz coś!
Całkowicie się z tobą zgadzam, kochanie odparł wujek.

Ale z ciebie gapa! ciocia aż zaczerwieniła się ze złości. Zawsze tak jest. Ja wszystko załatwiam, a on tylko się zgadza. Co to za mężczyzna?! Zwróciła się do Roberta. Szczęśliwy jesteś, siostrzeńcze?
Zostaniecie, jak długo chcecie! Robert usłyszał w tym momencie, jak Kinga szlocha za drzwiami.

Robert bez entuzjazmu wziął widelec. Wujek jadł z takim zapałem, iż aż Robertowi dudniło w uchu.

Gdy ciocia skończyła, odsunęła talerz i westchnęła:
No, najedzona. Robercie, żartowałam! Jesteśmy tu tylko na badania w szpitalu, pewnie na trzy dni. A ty, siostrzeńcze, świetnie sobie radzisz. Widać, iż się bałeś, ale się nie zgiąłeś. Pamiętasz o rodzinie. Po mojej śmierci dostaniesz nasze mieszkanie, bo swoich dzieci nie mamy. Jesteś naszym jedynym spadkobiercą.

Robert nigdy nie czuł się tak ulżony. Odpowiedział więc z uśmiechem:
Niech ciocia żyje sto lat!

Przez te kilka dni, gdy wujostwo gościli, Kinga zamieniła się w płaczkę nie mogła dogodzić cioci: zupa była za słona, kotlety za twarde, pranie źle wyprasowane, a podłoga niedomyta.

Gdy się żegnali, ciocia szepnęła Robertowi do ucha:
Jak mogłeś się ożenić z taką beksą? Ma okres, czy co? Ciągle tylko łzy leje.

Gdy drzwi zamknęły się za gośćmi, Kinga zaczęła tańczyć z radości:
Może już nie wrócą? powiedziała pełna nadziei.
Nie wiem Chyba się tu cioci podobało!
Ja już nie wytrzymam! jęknęła.

Dzwonek rozległ się ponownie.

Serio, znowu?! Robert zerwał się, ale zaraz się roześmiał. A, to tylko budzik! Czekał go przecież wspaniały dzień.

Idź do oryginalnego materiału