Ciastko za cudze pieniądze

twojacena.pl 4 godzin temu

**Dziennik osobisty**

W kuchni unosił się zapach wanilii i świeżo zaparzonej kawy właśnie wyjęłam z piekarnika szarlotkę z cynamonem. Złocista skórka chrupała pod nożem, a ciepły, kojący aromat wypełniał całe pomieszczenie, jakby jesień zajrzała przez okno. Rozkładałam kawałki ciasta na porcelanowych talerzach, gdy w przedpokoju rozległ się dzwonek ostry, natrętny, jak uderzenie metronomu.

Na progu stała teściowa Wanda Nowak. W eleganckim kaszmirowym płaszczu w kolorze szmaragdu, z idealnie ułożonymi siwymi włosami i promiennym uśmiechem. W dłoniach trzymała torebkę z ekskluzywnej cukierni takiej, gdzie cena jednego ciastka równała się dziennemu budżetowi naszej rodziny.

„Kasiu, dzień dobry, kochanie!” zaśpiewała, wyciągając ręce do uścisku. „Akurat przechodziłam obok, pomyślałam, iż wpadnę. U was tak pachnie! Jak u mojej babci…”

Uśmiechnęłam się powściągliwie, czując, jak wewnątrz narasta znajome napięcie jak sprężyna gotowa do rozprężenia. Wiedziałam: ta wizyta nie jest przypadkowa.

Wanda zaczęła się częściej pojawiać w naszym życiu trzy lata temu po tym, jak jej mąż, ojciec Jacka, odszedł z domu. Na początku było miło: niedzielne obiady, rozmowy przy herbacie, pomoc w domu. Ale z czasem jej wizyty stały się częstsze, a prośby bardziej nachalne.

„Jacku, synku” wzdychała Wanda, dramatycznie przykładając dłoń do serca. „Ciśnienie mi skacze. Lekarz powiedział, iż potrzebuję drogich leków… Pomożesz mamie?”

Jacek, wrażliwy i uległy, nigdy nie odmawiał. Najpierw kwoty były niewielkie pięćdziesiąt, sto złotych. Potem wzrosły do dwustu, trzystu. Próbowałam z nim rozmawiać, ale tylko machał ręką, patrząc na mnie z irytacją:

„Kasia, daj spokój… Mama jest chora, widzisz to. Nie mogę jej zostawić samej. To moja matka…”

A Wanda wciąż „zapominała” wspomnieć, iż leki już kupiła, a pieniądze poszły na coś innego. Na „pilną kurację witaminową”, na „wyjątkowy zabieg w klinice”, na „pomoc przyjaciółce”.

Pewnego dnia przypadkiem zobaczyłam w mediach społecznościowych zdjęcie teściowej w kawiarni. Na fotografii uśmiechała się, trzymając filiżankę cappuccino i ciastko z malinami, a podpis głosił: „Słodki czwartek najlepsze lekarstwo na chandrę!”

Zmarszczyłam brwi dzień wcześniej Wanda dzwoniła do Jacka z płaczem:

„Synku, tak źle się czuję… Tabletki się skończyły, a lekarz mówi, iż potrzebuję innych, importowanych, a one kosztują majątek… Nie wiem, skąd wziąć te pieniądze…”

Pokazałam zdjęcie mężowi. Jacek zmarszczył brwi, przesunął palcem po ekranie, jakby próbował je wymazać. W jego oczach pojawiło się zakłopotanie, ale gwałtownie znalazł wytłumaczenie:

„Może to zdjęcie jest stare? Albo po prostu chciała się trochę

Idź do oryginalnego materiału