Życie przed chorobą
Kiedy pytam Teresę, jak wyglądało jej życie przed chorobą teściowej, mówi, iż zwyczajnie. Jak chyba u większości małżeństw z długim stażem. Bez wielkich wzlotów i upadków.
- Mamy dwoje dzieci, syn mieszka w Holandii, córka w Szkocji – opowiada Teresa. - Widujemy się rzadko, ale często rozmawiamy przez telefon. Byliśmy więc z mężem od dobrych kilku lat sami. I w sumie byliśmy zadowoleni.
Teresa uważa, iż byli w całkiem dobrym związku. Mieli dla siebie czas, wspólne pasje. Uwielbiają chodzić, jeździli na długie spacery za miasto. Oboje lubią kino, wyskakiwali na wieczorne seanse choćby na tygodniu. Czasami odwiedzali znajomych, albo Teresa szykowała jakąś kolację.
- Wracaliśmy z pracy, jedliśmy spokojnie obiad – mówi. - Potem albo każde szło do swoich zajęć, albo robiliśmy coś wspólnie. Często dyskutowaliśmy o polityce, bo każde z nas ma inna ulubioną partię.
Teresa z teściową od lat kontaktów nie miała. Pokłóciły się kiedyś w święta. Doszło do awantury, żadna się pierwsza do drugiej nie odezwała.
- Ona mnie nigdy nie lubiła. Uważała, iż ukradłam jej ukochanego synka – mówi Teresa. - Ja nie miałam potrzeby, żeby ją widywać. Mąż jeździł do niej dwa razy w tygodniu. A na święta to i tak teściowa zawsze wyjeżdżała do córki. Zawsze była trochę leniwa, nie chciało jej się stać i pichcić.
I tak Teresa żyła złudzeniami, iż spokojne życie czeka ją aż do śmierci. Teściowa jednak robiła się coraz starsza. Sześć lat temu zachorowała. Wtedy życie Teresy stało się zupełnie inne.
„To moja ukochana matka”
Po wyjściu ze szpitala, teściowa wymagała opieki. Wówczas Jan się przeprowadził do matki.
- No ja to doskonale rozumiałam, uważałam, iż tydzień, dwa, to zupełnie normalne – opowiada Teresa. - Teściowa na tyle wydobrzała, iż jakoś dawała radę sama chodzić po domu, choć z gotowaniem czy sprzątaniem było już trudniej. Jan wrócił do domu, ale tylko pozornie, bo przez cały czas uważał, iż to on osobiście musi się zająć matką. Więc jechał do niej prosto po pracy, kupował obiad w barze. Jedli oboje.
Syn zostawał do kolacji, pomagał matce położyć się do łózka.
- Mówiłam mu, iż tak nie może być, iż na okrągło go w domu nie ma – wzdycha Teresa. - Proponowałam, żeby zatrudnił jakąś panią do pomocy. On odpowiadał, iż to jego obowiązek, a w dodatku to jego ukochana matka. Pytałam czasami, a co ze mną? Uważał, iż przesadzam, bo matka jest teraz najważniejsza.
Nie było już wspólnych spacerów, wyjść do kina, długich rozmów. Jan wracał wieczorem do domu, czasami coś jeszcze przekąsił, ale gwałtownie zbierał się do łózka.
- Wiedziałam, iż jest zmęczony, bo taka opieka musi męczyć – mówi Teresa. - Szczególnie, iż chodził do niej w świątek, piątek. Codziennie był kilka godzin u matki. Ja na początku się wściekałam, potem postanowiłam ułożyć sobie swoje życie inaczej. Nie mogłam bezczynnie siedzieć całymi dniami w domu.
Można ciekawie żyć bez męża
Teresa odnowiła kontakty z koleżankami, część z nich to singielki z odzysku i chętnie wybierały się z nią na spacer albo do kawiarni na ploteczki. Zapisała się na gimnastykę na kręgosłup, zaczęła chodzić na basen. choćby odmłodniała, figura też zrobiła jej się lepsza.
- Nagle zaczęłam żyć tak, jak bym była wolna osobą – mówi. - Nie gotowałam, bo Jan jadał z matką. Obiad szykowałam raz w tygodniu, nie było po kim za bardzo sprzątać, bo mieszkanie stało całymi dniami puste.
Po dwóch latach takiego życia, uznała, iż może nie jest takie złe? Nikt jej żadnych uwag nie robił, praktycznie nie miała obowiązków.
- Czułam, iż Jan ma do mnie pretensje, iż mu w tej opiece nie pomagam – mówi Teresa. - Ale ja już po tamtej kłótni z teściową, zapowiedziałam, iż nie chcę jej widzieć. Nie dałabym rady w żaden sposób się przemóc. Uważałam też, iż z jego strony to przesada. Rozumiem miłość, poświęcenie, ale to co Jan robił, to było dla mnie już jakieś chore.
Przestała jednak na ten temat z mężem rozmawiać. Każde z nich żyło swoim życiem. Teresa czuła, jak oddalają się od siebie.
Płakał jak dziecko
Po pięciu latach choroby, teściowa zmarła.
- Na starość tak naprawdę – mówi Teresa. - To było do przewidzenia, zbliżała się już prawie do dziewięćdziesiątki. Ja też już pochowałam swoich rodziców. Jest ciężko, ale trzeba przez to przejść, taka jest kolej życia.
Jan jednak się załamał. Wpadł w czarną rozpacz, płakał.
- Zachowywał się jak małe dziecko – opowiada Teresa. - Rozumiem, iż ją kochał. Ale przecież to była już stara kobieta. I bardzo chora w dodatku.
Jan wrócił do domu na stałe. Wniósł ze sobą bezbrzeżny smutek. Zamykał się sam w pokoju, kiedy wychodził, Teresa widziała jego zaczerwienione oczy.
- Rozumiem, tydzień, dwa, ale to trwało kilka miesięcy – mówi. - Nie było w domu żadnego życia. Nie chciał nigdzie wychodzić, nic robić. Uważałam, iż to przesada, żeby sześćdziesięcioletni facet nie umiał się pogodzić z faktem, iż jego matka odeszła.
Teresa więc zaczęła znowu z domu znikać, wróciła do swoich przyzwyczajeń. W końcu pięć lat żyła jak singielka. Basen gimnastyka, koleżanki, zaczęła choćby sama wyjeżdżać na weekendy za miasto. Widok załamanego męża, który siedział milczący w domu, coraz bardziej ją przygnębiał. Miała dosyć życia w cieniu teściowej, najpierw jej choroby, a teraz jej śmierci.
- Od śmierci teściowej minął rok, u nas kilka się zmieniło. Jan wraca z pracy i przesiaduje w domu, ja sama chodzę w różne miejsca – mówi Teresa. - Ale wiem jedno. Ta choroba teściowej rozwaliła nasz udany związek, bo byliśmy naprawdę zgraną parą. Pamiętam, jak na stypie wszyscy chwalili Jana, jakim cudownym był synem. Szkoda, iż wszyscy zapomnieli, iż oprócz matki, Jan miał żonę. I iż matką może umiał się zająć, ale żonę kompletnie zaniedbał.








