Wiktor, przyjdź tutaj
Proszę pani, ale my nie mamy pieniędzy wyszeptał chłopiec, patrząc nieśmiało na torbę pełną różnych rzeczy.
Miasto po Świętach Bożego Narodzenia wydaje się jeszcze smutniejsze. Lampki wciąż wiszą na latarniach, ale nikogo już nie rozgrzewają. Ludzie spieszą się, sklepy prawie puste, a w domach zostało zbyt dużo jedzenia i zbyt głucha cisza.
W dużym domu państwa Nowaków stoły jak co roku uginały się od potraw. Makowce, pieczone mięsa, sałatki, mandarynki. Wszystkiego zdecydowanie za dużo.
Pani Nowak zbiera talerze powoli. Patrzy na resztki i czuje ścisk w gardle. Wie, iż część z tego wyląduje w śmietniku. Ten pomysł ją boli.
Podchodzi do okna. Coś ją do tego ciągnie, choć sama nie wie dlaczego.
Tam go widzi.
Wiktor.
Stoi przy bramie, malutki i cichutki, z czapką naciągniętą na uszy i cienką kurtką. Nie patrzy wyczekująco w stronę domu. Raczej wygląda, jakby czekał ale brakuje mu odwagi, by zapukać.
Jej serce kurczy się ze wzruszenia.
Kilka dni przed Bożym Narodzeniem spotkała go na mieście. Stał przy witrynach, przylepiony do szyb, wpatrzony w pięknie ułożone jedzenie. Nie żebrał. Nie przeszkadzał. Po prostu patrzył. Jego głodne, a zarazem pogodne spojrzenie zapadło jej w pamięć.
Nagle wszystko rozumie.
Zostawia talerze, bierze dużą torbę. Wkłada do niej chleb, makowiec, mięso, owoce, słodycze. Sięga po następną torbę. I jeszcze jedną. Wszystko, co zostało ze Świąt.
Powoli otwiera drzwi.
Wiktorze chodź, synku.
Chłopiec drży, podchodzi niepewnie, stawiając malutkie kroki.
Weź to i zanieś do domu mówi łagodnie, podając mu torby.
Wiktor zamiera.
Proszę pani my nie mamy pieniędzy
Pieniądze nie są potrzebne. Tylko zjedzcie porządnie.
Chłopiec z drżącymi rękoma bierze torby. Przytula je do siebie, jakby trzymał coś bardzo kruchego, coś prawdziwie świętego.
Dziękuję szepcze przez łzy.
Pani Nowak patrzy, jak odchodzi, jeszcze wolniej, niż tu przyszedł, jakby nie chciał, żeby ta chwila się skończyła.
Tego wieczoru, w małym mieszkaniu, mama płacze ze wzruszenia.
Dziecko po raz pierwszy od dawna najada się do syta.
I cała rodzina czuje, iż już nie są sami.
W dużym domu stoły zostają puste, ale serca przepełnia ciepło.
Bo prawdziwe bogactwo to nie to, co zostawiasz sobie,
lecz to, czym umiesz się dzielić, gdy nikt Cię nie zmusza.
Może Boże Narodzenie nie trwa tylko jeden dzień.
Może Święta zaczynają się wtedy, gdy otwierasz drzwi
i szepczesz: chodź.
Napisz w komentarzu DOBROĆ i podaj dalej tę opowieść. Czasem drobny gest potrafi odmienić czyjeś życie.















