Chciałam sprawić miłą niespodziankę mojemu mężowi. Wpadłam na pomysł, żeby podrzucić mu obiad do pracy. Gdy podeszłam pod drzwi jego gabinetu, usłyszałam rozmowę, która zmiotła mnie z nóg niczym wicher znad Bałtyku.
Mam dwadzieścia dziewięć lat i chyba jestem największą naiwniaczką pod słońcem, bo jeszcze niedawno wierzyłam, iż w moim małżeństwie wszystko gra. A tu proszę życie postanowiło mnie oświecić. Mój mąż, ten niby wierny jak husaria pod Wiedniem, okazał się zwykłym oszustem. Do tej pory nie mogę pojąć, jak mógł mi to zrobić.
Znamy się od dziesięciu lat, a sześć z nich spędziliśmy jako mąż i żona. Nazywa się Dariusz i na pierwszy rzut oka był ideałem troskliwy, opiekuńczy, utrzymywał mnie i nasze pociechy. Mamy dwójkę dzieci: synka i córeczkę. Pomogłam mu choćby założyć firmę, która szła jak burza.
Ja pracowałam jako asystentka w salonie meblowym, a niedawno otworzyłam własny sklep internetowy z ubraniami. Więc gdy córka jest w żłobku, a syn drzemie, ja zarabiam grosze, żeby dorzucić się do domowego budżetu.
Z wagą zawsze miałam neutralne stosunki oscylowałam wokół pięćdziesięciu kilku kilogramów. Po dzieciach przybyło mi solidne dwadzieścia, co sprawiło, iż moje jeansy ogłosiły strajk. Myślałam, iż zajmowanie się dwójką maluchów wystarczy, by wrócić do formy, ale życie lubi płatać figle. Postanowiłam wziąć się za siebie: dieta, fitness, litry wody i zero pączków. Efekt? Waga jak zaklęta, a ja czułam się, jakbym miała napis na czole: Pracuję nad sobą, ale bez rewelacji.
Po drugim porodzie przestałam rozpoznawać siebie w lustrze. Zero kobiecości, zero pewności siebie. A Dariusz? Zmienił się jak pogoda w maju zero czułości, zero bliskości. O innych rzeczach choćby nie wspomnę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio pogadaliśmy o czymś więcej niż rachunki albo wizyta u pediatry.
Przyznaję, przed dziećmi czułam się jak królowa balu. Teraz patrzę w lustro i myślę: Kto to jest i co tu robi?. Wiedziałam, iż nasz związek przez to cierpi, więc postanowiłam działać. Pewnego dnia, pełna dobrych intencji, poszłam do biura Dariusza z obiadem w torbie. Pod drzwiami usłyszałam:
Słoneczko, nie martw się, wpadnę po pracy. Żona myśli, iż zarabiam na chleb, a nie wie, iż ty w ogóle istniejesz!.
Nie weszłam. Obróciłam się na pięcie i wyszłam, czując się jak bohaterka kiepskiej telenoweli.
Najśmieszniejsze? On chyba nie pojął, iż te dodatkowe kilogramy to pamiątka po jego dzieciach. Sam nie wygląda jak grecki bóg ma brzuch jak kopuła, ale oczywiście to moje fałdki są problemem.
Zaczęłam się zastanawiać: czy Dariusz uważa mnie za kompletną idiotkę?
Nie powiedziałam mu, iż wszystko słyszałam. Co teraz? Rozwód? A dzieci? Jak sobie poradzą bez taty? Udawać, iż nic się nie stało? Chyba nie dam rady.
Na razie postanowiłam zadbać o siebie. Zapisałam się na crossfit. Najpierw pokażę mu, kogo stracił, a potem zobaczymy. Może jeszcze zatęskni za moim słynnym schabowym.














