Chciałbyś! Mój adorator najwyraźniej sądził, iż wpakuję go do własnego mieszkania i będę jeszcze finansować jego życie.
Zawsze miałam nosa do spraw praktycznych, cel wyznaczony i konsekwentnie realizowany. Nim stuknęło mi 25 lat, zdołałam sama uskładać na swoje cztery kąty w Warszawie.
Nikt mi nie pomagał ani mama, ani tata, ani ciotki z wujkami wszystko od początku do końca ogarnęłam sama. Poznałam faceta, w którym zadurzyłam się po uszy, i głupia ja! pochwaliłam się, iż mam własne mieszkanie.
Od razu jednak zaznaczyłam, iż nie zamierzam zamieniać się z nim na kawalerkę w Ursusie, tylko on niech wynajmie coś fajnego dla nas obojga. Ja tymczasem planowałam swoje mieszkanie wynająć, a oszczędności przeznaczyć na wymarzony samochód.
Przystał na to deklarował, iż lada chwila ogarnie temat najmu i zaczniemy wspólne życie. Minęło pół roku, facet zjawia się u mnie z walizką, minę jak pokerzysta i zawiadamia: Słuchaj, wyrzucili mnie z pracy, nie mam grosza przy duszy.
Poprosił, żebym przygarnęła go na jakiś czas pod swój dach. A ja na to, iż na szczęście ma rodziców w Częstochowie. Nie, nie przyjęłam go. Moim zdaniem to była tylko wygodna wymówka, żeby pasożytować na moim ciężko zdobytku.
Skończyło się tym, iż powiedziałam mu dziękuję, postoję i zakończyłam ten interes życia.








