5 kwietnia 2024, piątek
Czasem, gdy patrzę na siebie z perspektywy czasu, nie mogę wyjść z podziwu, jak mocno potrafiłam postawić na swoim. Zawsze wiedziałam, czego chcę. Dzięki ciężkiej pracy i rezygnacji z wielu przyjemności, jeszcze przed ukończeniem 25. roku życia kupiłam swoje wymarzone mieszkanie w Warszawie. Sama, od zera rodzice mi nie pomagali, nie dostałam spadku ani wsparcia od żadnych wujków czy cioć. Byłam z siebie naprawdę dumna.
Jak poznałam Pawła tak, nasza znajomość zaczęła się banalnie, ale gwałtownie bardzo mi na nim zależało nie pomyślałam, iż to, co posiadam, mogłoby do czegoś go sprowokować. Mama powtarzała mi całe życie: Nie dziel się wszystkim od razu, ale uczucie mnie zaślepiło i od razu pochwaliłam się własnym M2 w Ursynowie.
Mimo emocji postawiłam jasne warunki: nie przeniosę się do niego, nie będziemy mieszkać na tzw. walizkach. Ustaliliśmy uczciwie Paweł wynajmie nam mieszkanie, ja na ten czas wynajmę swoje, żeby odkładać na wymarzonego seata. Paweł przytaknął, niby wszystko było w porządku. Plan był prosty razem odkładamy przez kilka miesięcy, a potem zamieszkamy razem.
Po sześciu miesiącach zjawia się u mnie niespodziewanie z wielką walizką. Twierdzi, iż właśnie go zwolnili, iż nie ma gdzie spać, iż na czynsz mu nie starczy i błaga, żebym go na jakiś czas przygarnęła. Dobrze, iż miał się do kogo zwrócić jego rodzice mieszkają pod Warszawą. Ale nie, nie wpuściłam go. Może ktoś uzna to za zbyt surowe, ale czułam, iż to tylko wymówka. Przecież był dorosłym facetem, niepotrzebna mu opieka, tylko darmowy kąt.
Zakończyłam ten związek. Czasem mam wyrzuty sumienia, czy nie przesadziłam, ale wiem, iż postąpiłam rozsądnie. Przez chwilę bolało, ale wiem, iż nie dam się nikomu wykorzystywać. Wciąż pracuję, spełniam marzenia i nie muszę się przez nikogo ograniczać.











