Cena pychy: jak arogancka postawa może zrujnować Twoje relacje i szanse na sukces w Polsce

newsempire24.com 3 dni temu

Cena pychy

Haniu, pożyczysz mi parę rzeczy? z prośbą w głosie powiedziała Magda, przekraczając próg eleganckiego mieszkania siostry.

Zatrzymała wzrok na przestronnym przedpokoju z designerskimi meblami wszystko wyglądało tak perfekcyjnie, jakby wyjęto to wprost z okładki magazynu wnętrzarskiego. W klatce piersiowej znowu odezwała się znajoma, gorzka zazdrość u siostry zawsze było idealnie.

Hania wyszła z salonu i omiotła Magdę badawczym spojrzeniem. choćby w miękkim domowym dresie z kaszmiru wyglądała swobodnie, elegancko, na luzie o taki efekt Magda starała się na próżno od lat.

Co się dzieje, powiedz szczerze odezwała się Hania spokojnie, opierając się o framugę drzwi.

Magda niepewnie poprawiła rękaw swojego płaszcza już nie najnowszego, choć wciąż zadbanego. Unikała spojrzenia na wielki obraz naprzeciw, na nienaganny porządek i aromat świeżej kawy rozchodzący się po mieszkaniu.

To nic poważnego wymamrotała, próbując zebrać myśli.

Hania nie spuszczała z niej wzroku i Magda zrozumiała, iż nie ucieknie od odpowiedzi. Wzięła głęboki oddech i wyrzuciła z siebie:

W sobotę jest zjazd absolwentów. Muszę tam być! I muszę wyglądać rewelacyjnie rozumiesz? Chcę, żeby wszyscy myśleli, iż moje życie to bajka.

Po co ci to? zapytała Hania, odwracając się w stronę kuchni. Dlaczego ci tak zależy na opinii ludzi, których od lat nie widziałaś i którzy w twoje życie już pewnie nigdy nie wejdą? Przecież mieszkasz i tak w innym mieście, województwie nawet!

Magda nerwowo przeczesywała palcami włosy. Nagle zapragnęła mieć taką samą kuchnię z wyspą, z nowoczesnym sprzętem, z modnymi lampami nad blatem. Chciała, by jej poranki rozpoczynały się od spokojnej kawy przy eleganckim stole, a nie wiecznej gonitwy.

Nie rozumiesz! wybuchła. To dla mnie ważne! Chcę, żeby zobaczyli, iż udało mi się w życiu, iż odniosłam sukces. Żeby żadne z nich nie myślało, iż że do niczego nie doszłam.

Zamilkła, patrząc na Hanię z oczywistą zazdrością. Siostra jakby tego nie zauważała, albo po prostu nie chciała.

Chcesz grać kogoś, kim nie jesteś? zapytała Hania miękko, siadając na krześle. Myślisz, iż to naprawdę na kimś zrobi wrażenie?

Nie o to chodzi, pokręciła głową Magda. Po prostu chcę, żeby myśleli, iż wszystkie marzenia się spełniły

No dobrze westchnęła Hania po chwili. Zobaczymy, co mam w szafie. Ale obiecaj, iż to pierwszy i ostatni raz, kiedy chcesz tak wprowadzać ludzi w błąd. To, delikatnie mówiąc, nieuczciwe.

Po prostu nie rozumiesz!

I Magda zaczęła swoją opowieść…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

W liceum była prawdziwą gwiazdą klasy wszyscy to przyznawali. Chłopacy zawsze kręcili się wokół niej, licząc na choć chwilę jej uwagi. Nauczyciele, często nieświadomie, łagodnieli na widok jej zamyślonej twarzy i lekko przygaszonych oczu działały na dorosłych niemal magicznie. Rodzice nie odmawiali niczego, jeżeli tylko Magda lekko zmarszczyła brwi lub westchnęła prędzej czy później wszystko, czego chciała, dostawała.

Była przyzwyczajona, iż życie układa się pod nią. o ile spodobały się jej nowe adidasy, do których wszyscy wzdychali, mama już następnego dnia przynosiła je w lśniącym pudełku. jeżeli do klasy dołączył przystojny nowy uczeń, tydzień później odprowadzał Magdę pod drzwi jej domu. To była gra sprawdzić, jak daleko może się posunąć, ile życzeń się spełni, ile granic przekroczy.

Bo mogę, powtarzała sobie w myślach, jakby to był magiczny zaklęcie. To było jej kredo wygodne usprawiedliwienie dla wszystkich wybryków. Kiedy koleżanka zaczynała być z chłopakiem, który wpadł Magdzie w oko nie wahała się choćby sekundy, zawsze wygrywała. Nie chodziło o miłość raczej o dreszczyk: czy uda się przekierować uwagę na siebie? Zawsze się udawało.

Stopniowo dawne przyjaźnie się rozpadały. Najpierw jedna przestała dzwonić, potem druga znalazła nowe koleżanki. Magda nie rozpaczała zawsze byli wokół niej ludzie spragnieni akceptacji, liczyła się wyłącznie elita. jeżeli ktoś nie wytrzymywał jej zasad, nie był wart miejsca przy niej.

Na studniówce czuła się jak prawdziwa królowa. Sala przystrojona światłami i balonami należała niejako do niej. Wszyscy ją podziwiali, każda jej uwaga, każde słowo, były witane z entuzjazmem.

Upojenie ogólnym zachwytem i świadomością swojej władzy nad tym małym światem poniosło ją za daleko. Gdy zaczęto wspominać czasy liceum, Magda nagle wybuchła litanią ostrych słów pod adresem koleżanek. Przypomniała dawne urazy, wytknęła im drobne błędy, dołożyła kąśliwe komentarze o wyglądzie. Słowa wydobywały się lekko, niemal automatycznie, a jej oczy błyszczały wyzywającym blaskiem. Chciała zobaczyć, jak zareagują, jak się będą bronić.

Moje życie będzie wspaniałe! zadeklamowała wyniośle, podnosząc głowę wysoko i omiatając szczerym, pogardliwym spojrzeniem koleżanki. Głos miała mocny, pewny, jakby już naprawdę stała u progu tej wyjątkowej przyszłości.

Zrobiła pauzę, delektując się momentem, i dodała z jeszcze większą pewnością:

Już widzę siebie: bogaty mąż, który spełnia każdą moją zachciankę, willa z ogrodem, może własny biznes. Ale raczej nie. Nie zamierzam pracować ani dnia! Wszystko samo przyjdzie pieniądze, luksus, uwielbienie będzie moje.

Na jej ustach grał triumfalny uśmiech. W wyobraźni widziała już kryształowe żyrandole, auta za setki tysięcy złotych, wieczory w topowych warszawskich restauracjach.

A was czeka inny los zmieniła nagle ton, zwracając się do jednej z dziewczyn tej skromnej, zawsze pilnej prymuski z pierwszej ławki.

Tamta pod jej wzrokiem skurczyła się jeszcze bardziej, ale Magda się nie zatrzymała:

Będziesz nauczycielką gdzieś w zapomnianej podstawówce. Może kasjerką w Biedronce. Bo jesteś taka nijaka! spojrzała na nią z góry. Twój mąż będzie robotnikiem, wróci do domu po nocnej zmianie, napije się i będzie na ciebie wrzeszczał.

To już nie był sarkazm jej głos promieniował triumfem, pewnością własnej wyjątkowości.

Zwróciła się do drugiej:

A ty? Skończysz w jakimś urzędzie, będziesz liczyć grosze, marzyć o nowej kiecce i nigdy nie pozwolisz sobie na to, co dostanę ja.

I tak, po kolei, przechodziła przez całą klasę, każdemu przypisując własny los, okraszony zjadliwymi uwagami o wyglądzie czy manierach.

Dziewczyny spuszczały wzrok, nerwowo się rozglądały lub próbowały uśmiechnąć niby żart. Ale Magda czuła tą nieprzyjemną gniewną ciszę. Słowa raniły, choć ona sama udawała beztroskę.

Śmiała się głośno, słysząc jak chłopcy przy drzwiach śmieją się razem z nią jeden z lojalności, drugi żeby nie wyjść z towarzystwa.

Czuła się wszechmocna. Naprawdę uwierzyła, iż może rozdawać losy i decydować o cudzych przyszłościach.

Po maturze wybrała studia w dużym mieście nie dlatego, iż kierunek ją fascynował, ale dla prestiżu. Warszawa tam łatwiej znaleźć męża z dobrego domu, wśród bogatych studentów i młodych biznesmenów. Miała szczęście mieszkanie po babci, bez potrzeby wynajmu czy akademika. Już startowała z przewagą.

Na początku wszystko jej się udawało urządziła mieszkanie po swojemu, poznawała nowych ludzi, chodziła na imprezy. Ciągle była podziwiana jej uśmiech, wygląd, sposób bycia działały. Jeszcze trochę, myślała, i trafi na kandydata godnego jej osoby.

Ale gwałtownie przyszła proza życia program nauczania był trudniejszy niż przypuszczała. Potrzebna była praca, wysiłek, regularne przygotowania. A Magda nie znosiła się wysilać imprezowała, odkładała zadania, licząc, iż urok załatwi sprawę.

Na pierwszej sesji wszystko wyszło na jaw oblała egzaminy, a wykładowcy nie mięli dla niej litości: Albo pani się zabiera do pracy, albo opuszcza uczelnię. Po raz pierwszy poczuła, iż traci grunt pod nogami.

Zdała sobie sprawę skończyło się dzieciństwo. Świat był dużo trudniejszy, niż się wydawało. Wokół masa pięknych, zdolnych i ambitnych studentek. One już pracowały, planowały przyszłość a Magda tkwiła w tej roli, którą sobie stworzyła.

Ale zamiast się opamiętać, skupiła się na szybkim znalezieniu męża Póki nie minęła młodość, liczyła czas, jaki jej został na bycie tą Magdą.

Bywała na randkach, szukała starszych, wpływowych mężczyzn, starannie się prezentowała. Coraz częściej sugerowała chęć założenia rodziny i szukała okazji, by zaimponować.

Jednego dnia poznała Pawła, a wydawało się, iż to ten adekwatny.

Pochodził z bogatej rodziny jego rodzice mieli kilka prywatnych klinik, mieszkali w Wilanowie i bywali wśród warszawskiej elity. Pawła wychowano za granicą, miał obycie, prestiżową pracę w rodzinnej firmie i jasno wyznaczoną ścieżkę życia.

Wygląd? Bez szału raczej niski, z zaokrągloną twarzą, lekko przygarbiony. Ale Magda machnęła na to ręką: Przecież nie po wyglądzie wybieram z nim wszystko będzie: dom, status, wolność finansowa. Już widziała się w ich nowej willi, wyobrażała sobie bale i podróże.

Zaplanowała strategię. Najpierw przypadkowe spotkania w tych samych klubach fitness czy kawiarni, później błyskotliwa rozmowa, nienaganny wygląd. Udało się nawiązać kontakt, z czasem Paweł coraz wyraźniej się nią interesował.

Ale nie przewidziała jednego dla jego rodziny liczyło się pochodzenie. Rodzice Pawła od lat mieli plan względem syna, szukali synowej z odpowiedniego domu.

Gdy Paweł po raz pierwszy wspomniał o Magdzie matce, ta tylko uniosła brew:

A kim jest ta twoja znajoma? Czym się zajmuje jej rodzina?

Paweł wzruszył ramionami.

Jest studentką. Rodzice zwykli, z mniejszego miasta

Zwykli? matka skrzywiła się lekko. Pamiętaj, tu chodzi o nazwisko, o nasze tradycje. Chcesz, żeby mówiono o nas, iż syn właścicieli klinik żeni się z dziewczyną znikąd?

Paweł próbował się postawić.

Ale ona jest naprawdę mądra, fajna

Mądrych jest wielu ucięła stanowczo matka. Potrzebujemy takiej, która pasuje do naszej rodziny. Nie komplikuj sobie życia.

Magda dalej snuła swoje plany: wspólne mieszkanie, ślub, elita, spotkania rodzinne. Ale pewnego dnia Paweł zadzwonił i poprosił o spotkanie na poważną rozmowę.

W kawiarni siedział spięty, długo szukał słów.

Moi rodzice są przeciw. Uważają, iż jesteśmy z różnych światów

Magda poczuła w sercu pustkę, ale z trudem się uśmiechnęła.

Serio to ma znaczenie? Przecież to nasze życie.

Im właśnie bardzo zależy choćby wybrali mi już kandydatkę. Nie chcę się sprzeciwiać rodzinie. Przepraszam.

Po tym spotkaniu długo siedziała przy pustej filiżance. Nie płakała czuła raczej wściekłe rozczarowanie.

Czemu? myślała. Zawsze robiłam wszystko, jak trzeba. Dlaczego rodzina jest ważniejsza? Szkoda, iż nie udało się zaciążyć wtedy by mnie nie zostawił!

Najgorsze miało się jednak dopiero zacząć. Po kilku tygodniach dotarły do niej plotki złośliwe komentarze w środowisku potencjalnych dobrych partii. Ktoś opowiadał, iż poluje wyłącznie na bogatych, iż Pawła wykorzystywała dla pieniędzy. Wieści rozchodziły się błyskawicznie.

Na imprezach zauważyła, iż panowie ją unikają, śmieją się za plecami. Jeszcze niedawno szukali jej zainteresowania, teraz pojawiała się ledwie kurtuazyjna uprzejmość. Jeden, którego znała wcześniej, choćby się nie zatrzymał tylko kiwnął z daleka.

Udawała, iż jej to nie rusza. Ale była pewna jej reputacja jest już na tyle zszargana, iż ślub z bogaczem odpada. Przynajmniej w tej bańce.

Wrócić do rodzinnego miasta to byłoby przyznanie się do porażki. Przez lata opowiadała rodzicom takie bajki, iż nie umiała sobie wyobrazić, jak wyznać prawdę. Przy każdym telefonie podtrzymywała iluzję: doskonała studentka jednego z najlepszych kierunków w stolicy, ważna praca w dobrej firmie, zaloty chłopaka z uznanej rodziny.

Rodzice słuchali zachwyceni, opowiadali wszystkim wokół, jaka Magda jest zdolna. Wyobrażała sobie ich rozjaśnione dumą twarze. Nie chciała wywołać rozczarowania wolała podtrzymywać iluzję.

Jedyne, kto znał prawdę to Hania. Dowiedziała się przypadkiem, kiedy przyszła jej niezapowiedzianie do mieszkania.

Wracaj do domu, tu dla ciebie nie ma przyszłości powiedziała wtedy poważnie Hania. Po prostu powiedz rodzicom, iż wszystko zmyśliłaś.

Magda wtedy wyprostowała się, otarła łzy i z determinacją odpowiedziała:

Przeprosić za kłamstwo? Nigdy! Dam radę i jeszcze wszystkim pokażę!

Wierzyła w te słowa. przez cały czas chodziła na randki, rozsyłała CV do przeróżnych firm, próbowała dostać się do lepszego towarzystwa. Ale czas mijał, majątek po babci oprócz mieszkania także oszczędności topniał. Najpierw ograniczyła kawę na mieście, potem odzież, zapisała się tylko do najtańszego klubu fitness. Rachunki rosły.

Pewnego dnia, patrząc na drobniaki w portfelu, zrozumiała nie da się odkładać szukania pracy. Wybrzydzała, długo szukała stanowisk adekwatnych do siebie, ale bez dyplomu i doświadczenia wszędzie dostawała uprzejme nie.

I tak dawna królowa korytarzy szkolnych została kasjerką w osiedlowym markecie. Najtrudniejsze były pierwsze dni widziała na sobie spojrzenia ludzi, słyszała półgłosem rzucane komentarze, iż za ładna na kasę. Codziennie musiała uśmiechać się i powtarzać sobie: to tylko tymczasowe.

~~~~~~~~~

Wczoraj dostałam zaproszenie na zjazd klasy! zakończyła ciężko swoją opowieść Magda. Nie mogę tam nie pójść, rozumiesz? Inaczej uznają, iż mi się nie powiodło i się boję!

Hania odłożyła łyżeczkę od herbaty i spojrzała uważnie na siostrę. W oczach miała powątpiewanie, ale nie oceniała.

Nie przyszło ci do głowy, iż może wiedzą, jak wygląda twoje życie i chcą się tylko pośmiać? W rewanżu za to, jak ich raniłaś na studniówce? Nie wszyscy zapomnieli twoje słowa

Magda podniosła głowę, w twarzy płonął wstyd i gniew.

Bzdura! prychnęła, machając ręką. Świetnie się ukrywam. Nikt dokładnie nie wie. Wystarczy, iż przyjdę i pokażę, kto jest najlepszy!

Hania oparła się wygodnie na krześle, stukając paznokciem w brzeg filiżanki. Myślała: po co ludzie mają zapraszać dziewczynę, która kiedyś tak ich upokorzyła? Przecież to nie sympatia ich prowadzi, a raczej ciekawość zemsty.

Ale cicho przemyślenia zachowała dla siebie Magda i tak zawsze robiła swoje i potem sama odczuwała skutki.

Dobrze skinęła głową. jeżeli chcesz iść idź. Ale zastanów się, czy jesteś gotowa na wszystko, co może się tam zdarzyć.

Co niby miałoby się zdarzyć? zmarszczyła brwi Magda. Przygotuję się, założę najlepszą sukienkę, zrobię włosy Nikt się nie zorientuje.

Pomogę ci z makijażem czy sukienką, jeżeli chcesz powiedziała Hania.

Magda się rozluźniła, jakby tylko na to czekała.

Dzięki Przyda mi się twoje wsparcie. Muszę wyglądać idealnie. Nikt choćby nie może pomyśleć, iż coś jest nie tak.

*********************************

Magda wybiegła z restauracji, ścierając łzy z twarzy. Chłodne powietrze natychmiast pieściło przegrzane policzki, ale ona choćby tego nie czuła biegła bez tchu przed siebie, próbując uciec ze świata, w którym przed chwilą grała kogoś, kim nie była. Cała Hania miała rację! Po co ja tu przyszłam?!

A wszystko zapowiadało się idealnie. W eleganckiej sukience, z modną fryzurą, weszła do sali i od razu znalazła się w centrum uwagi. Każdy ruch zaplanowała nonszalancki chód, dyskretny uśmiech, spojrzenia na zegarek. Miało być widać: jest kimś ważnym, przyszła do tych z przeszłości z łaski.

Szybko przylgnęła do grona osób, które najmniej ją pamiętały. I ruszyła lawina: mąż-biznesmen, właśnie na konferencji w Szwajcarii; dom z ogrodem gdzie róże kwitną całą zimę; urlopy za granicą do znudzenia. Tak pogrążyła się w opowieściach, iż nie zauważyła szeptów, ironicznych uśmieszków i milczących spojrzeń.

Aż nagle padło z sali:

Ostatnio spotkałem Magdę i… rzeczywistość jest zupełnie inna niż to, co tu opowiada

Zapanowała cisza. Wszyscy się odwrócili. Magda próbowała się uśmiechnąć, ale nie mogła poruszyć ustami.

O właśnie, mam zdjęcia wtrąciła kolejna koleżanka, wyciągając telefon. Przypadkiem spotkałam ją niedawno.

I się zaczęło. Ekran, połączony z telefonem, na oczach wszystkich ukazał zdjęcia Magdy z prawdziwego życia.

Tu kasuje zakupy w markecie, tutaj szuka promocji między półkami. Tutaj wysiada z autobusu z siatami. A tu najgorzej wchodzi z ciężkimi torbami do zapuszczonej klatki starego bloku.

Śmiech rozbrzmiał ostro. Najpierw cichy, potem coraz głośniejszy. O, dom z ogrodem! rzucił ktoś, a inny dodał: A mąż-biznesmen chyba w Biedronce przy kasie!

Magda stała kamienna, policzki płonęły, nogi się uginały. Niby nic w tym złego tak żyje wielu ludzi. Tyle iż kwadrans temu szczyciła się luksusem, który był fikcją, a teraz, naga prawda obnażała wszystko, czego się bała.

Nie czekając na następne pytania, wybiegła na zewnątrz. Zostawiła za sobą szum, krzyki, próbę powstrzymania. Liczyła się tylko zimna noc i łzy na policzkach, które rozmazywała w biegu.

Nie widziała nawet, jak wpada na idącego z naprzeciwka mężczyznę. Zachwiała się, niemal upadła.

Wszystko w porządku? usłyszała zatroskany, ciepły głos. Był tak szczery i prosty, iż Magda zamarła.

Podniosła oczy zobaczyła zwykłego człowieka, w sportowej kurtce, z siatką zakupów. Z jego spojrzenia biła autentyczne współczucie.

Nie wyszeptała, a łzy napłynęły znów do oczu. Narzeczony rzucił mnie tuż przed ślubem

Jej życie znowu jej niczego nie nauczyło.

Idź do oryginalnego materiału