Ciąża

Fundacja Pro – Prawo do życia walczy o życie dzieci!
Ciężarne na śmieciówkach mogą stracić pracę z dnia na dzień. Resort zaczął walkę z „pato-umowami”.
Szokująca śmierć ciężarnej kobiety w szpitalu. "Podano inny gaz"
Zmarła ciężarna pacjentka. Zgłosiła się na rutynowy zabieg. Miało dojść do dramatycznej pomyłki
Odmówił poślubienia swojej ciężarnej dziewczynie. Mama go popiera, ale tata broni przyszłego dziecka.
Śmierć ciężarnej w warszawskim szpitalu. Podano niewłaściwy gaz podczas zabiegu
Warszawa. Ciężarna kobieta zmarła w szpitalu wskutek fatalnej pomyłki. "Skala naruszeń może być ogromna"
Zasiłek macierzyński tylko na papierze. System zostawia kobiety samym sobie
Tragedia ciężarnej w warszawskim szpitalu. Trzaskowski zarządził kontrole
Dziecko dla przyjaciółki Gdy Lila dobiegała końca ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, ojciec zaczął pić i od tego momentu życie dziewczyny zamieniło się w koszmar. Każdy poranek Lili zaczynał się od wietrzenia mieszkania, zbierania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec się wyśpi. — Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo przeszedłeś udar. — Chcę, to piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie, jestem dla ciebie ciężarem. Zmarnowałem życie, Lilka. Na darmo przyszedłem na świat. Na darmo się żeniłem i spłodziłem dzieci, które odziedziczyły po mnie tylko słabość, miękki charakter i biedę. Wszystko na nic, córko. Lepiej pić. Lila, i tak w kiepskim nastroju, denerwowała się. — Nie wszystko na nic, tato. Ludzie mają w życiu gorzej. — Jak gorzej, córko? Ty wychowywałaś się bez matki. I zamierzasz urodzić dziecko bez ojca, które też będzie się biedować. — Nie wszystko jest takie czarne, tato. Przecież wszystko może się zmienić w każdej chwili. Lila z żalem wspomniała, jak jeszcze niedawno cieszyła się na ślub z Ilją. Tak, świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec znów się upił. Lila krzyknęła w złości: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu jest moje! — stwierdził ojciec. — Również emerytura, którą chowasz przede mną! Moja emerytura. — I wszystko przepiłeś? choćby nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć? — A czemu mam myśleć? Jestem chorym człowiekiem. Wyrosłaś, teraz ty się mną zajmuj! Lila obszukała wszystkie szafki. — Pamiętam, iż wczoraj zostały jeszcze dwie paczki makaronu i masło. A teraz nie ma nic! Co zjemy dziś na kolację?.. Była zszokowana. Usiadła na taborecie i schowała twarz w dłoniach. Skąd miała wiedzieć, iż ciotka Natalia, korzystając z jej nieobecności, przychodziła upijać ojca i wynosiła z domu jedzenie? Cicho jak wąż, Natalia wślizgnęła się do ich mieszkania i robiła wszystko, by family się rozsypała. Tamtej nocy Lila płakała. Leżała w łóżku załamana, głodna, zrezygnowana. Rano do drzwi zapukała Natalia Anatolijewna. W modnym płaszczu, na obcasach, choćby się nie rozebrała, tylko przeszła w głąb mieszkania. — Dzień dobry. Moja koleżanka z opieki społecznej powiedziała mi, iż macie długi i niedługo odłączą wam prąd. Co się u was dzieje, Liluś? Może poczęstujesz mnie herbatą? Nie czekając na odpowiedź, ciotka Natalia weszła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce i szafkach. — Sama zrobię herbatkę, przecież ty jesteś w ciąży, jak moja córka… Ale nie macie ani cukru, ani herbaty, niczego. Chodź do sklepu ze mną. Lila unikała patrzenia na gościa. — Ciociu Natalio, nie mogę poczęstować cię herbatą. Lepiej już wyjdź. Natalia nie zamierzała ustępować. — Masz kłopoty, co? Widzisz, widzę to. Pamiętasz, niedawno proponowałam ci przeprowadzkę do mnie? Teraz już cię nie proszę, a nalegam – wyprowadź się do mnie. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, a do jedzenia nie ma nic! Potrzebujesz owoców, witamin… Spakuj się i pojedziesz ze mną. Lila usiadła, bo zakręciło jej się w głowie. Łzy popłynęły jej po policzkach, a Natalia objęła ją mocno: — Słuchaj, wiem jaka jest nasza relacja. Nie zasługuję na przebaczenie, moja córka odebrała ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak się tu męczysz. Chcesz czy nie – ja się tobą zaopiekuję. Dalsze wydarzenia były jak we śnie – Natalia pomogła Lili spakować rzeczy i zamówiła taksówkę. *** W dzień, kiedy u Lili zaczęły się bóle porodowe, Natalia Anatolijewna nie odstępowała jej na krok. — Posłuchaj mnie uważnie, Liluś. Już uprzedziłam personel, iż zamierzasz oddać dziecko po porodzie. Więc kiedy urodzisz, nie bierz jej na ręce, nie przystawiaj do piersi. Po prostu nie patrz. Lila zwijała się z bólu: — Ach ciociu Natalio, już mi wszystko jedno… Byle szybciej urodzić. — Pamiętaj, co mówiłam — sama dziecka nie utrzymasz. Już znalazłam dobrą rodzinę, która od razu ją adoptuje. Kilka godzin później na świecie pojawiła się dziewczynka. — Waga 3 300, zdrowa, wszystko w porządku. Pielęgniarka zawinęła płaczące dziecko w kocyk i nie pokazała Lili. Ale lekarka spojrzała surowo na młodą mamę: — O co tu chodzi? Ma pani zdrową, śliczną córeczkę, a choćby nie chce pani na nią spojrzeć? Pani Eleno, proszę przynieść dziecko i przystawić je do piersi. Lila potrząsnęła głową: — Nie chcę. Sama ledwo wiążę koniec z końcem, nie chciałam rodzić… Są ludzie, którzy bardziej jej potrzebują. Podpiszę zrzeczenie i ją adoptują… — Niech się pani opanuje! Proszę spojrzeć choć raz na córeczkę. Lila zacisnęła oczy, ale poczuła delikatny dotyk na dłoni… Pielęgniarka położyła maleńką przy niej. Dziewczynka płakała, szukała piersi i Lila w końcu spojrzała na swoją córkę. Mała, bezbronna istota patrzyła na nią spod przymrużonych powiek, łapała drobnymi rączkami za matczyne ubranie. — No już, mamusiu? Karmimy dzidziusia — uśmiechnęła się pediatra. Rozweseliła się, widząc, jak Lila drży z przejęcia. — Śliczna dziewczynka, potrzebuje właśnie ciebie, a nie obcych rodziców, rozumiesz? Lila popłakała się, przytulając dziecko i kiwnęła głową. Przez następne dwie godziny Lila odpoczywała z córeczką, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Obudził się jej instynkt macierzyński. „Właśnie to — moja córka — jest sensem mojego życia. I nieważne, czy Ilja odszedł, czy ojciec szaleje… Jestem potrzebna mojej córce i to się liczy.” *** Lila obudziła się na głos Natalii. Natalia Anatolijewna, w szlafroku, weszła do pokoju i spojrzała na nią leżącą w łóżku. — Zapomniałaś o naszej umowie? — spytała cicho. — Obiecałaś, iż po porodzie zrzekniesz się dziecka. Już załatwiłam ludzi, którzy od razu zabiorą dziewczynkę. — Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu. — Ale nie masz choćby pieniędzy, jesteś adekwatnie bezdomna! Gdzie z nią pójdziesz?! — Do domu. Już nie będę was dłużej fatygować. Poradzę sobie sama. Lila widziała, jak twarz Natalii zmieniła się w demoniczny grymas. — Zwariowałaś?! Za co będziesz żyła? Będziesz żebrać? Od krzyku Natalii obudziła się córeczka. Lila podeszła do niej. — Nie dotykaj jej! To ja ją ukołyszę i nakarmię mieszanką. Lekarzom powiemy, iż nie masz pokarmu — oznajmiła Natalia. Lila pokręciła głową: — Nie macie tu już nic do decydowania, to moje dziecko. Powiedziałam, iż zmieniłam zdanie i nie oddam jej nikomu! — Nie możesz! Obiecałaś! — Natalia nie mogła powstrzymać irytacji. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Sąsiadka z łóżka Lili, która cicho leżała do tej pory, odezwała się: — Kto to? — Ciotka. — Przerażające. Dobrze, iż ją pogoniłaś. Jestem Lera. jeżeli będziesz potrzebować pomocy, pomogę. Są jeszcze dobrzy ludzie. — Lila. — Miło poznać, Liluś. Wiesz, wydawało mi się, iż ta kobieta chciała wyciągnąć twoją córeczkę z łóżeczka. Ona jest naprawdę dziwna. *** Przed wypisem odwiedziła Lilę była przyjaciółka – Święta. Stała niepewnie, widoczny był u niej spory brzuch. — Cześć. Lila ostrożnie usiadła. Święta usiadła obok. — Słyszałam, iż urodziłaś. — Tak. Córeczka. Święcie zaczęły biegać oczy. — Liluś, słuchaj. Wiesz, iż mama już znalazła ludzi, którzy mogą adoptować twoją córeczkę? — No i? — To bardzo dobrzy ludzie, znam ich. Są bogaci, zrobią wszystko dla dziecka. Święta złapała Lilę za rękę: — Oferują za twoją córeczkę milion złotych. Cały milion, wyobrażasz sobie? Mogłabyś mieć własny kącik lub zacząć zbierać na mieszkanie. — Rzeczywiście, cały milion? — przytaknęła Lila. — To wychodź za nich swoją córką, jak się tak o nią martwisz. Święta od razu się nadęła, ale przez cały czas trzymała Lilę za rękaw. — Czekaj, Liluś! Oddaj ją mnie! Zajmę się nią. W końcu to córka Ilji. — Chcesz dwójkę dzieci na raz? — Nic nie rozumiesz, Liluś! Moja rodzina się rozpada! Lila zerwała się na równe nogi. Święta uczepiła się jej rękawa, patrzyła szaleńczym wzrokiem: — Potrzebuję tego dziecka, Lilka! — Puść. …Po kilku godzinach do sali wpadł Ilja. Obok Lili odezwał się dreszcz. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie! Przecież zaraz będziesz mieć dziecko ze Świętą, tam patrz! — Musimy porozmawiać. Od kiedy urodziłaś, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Powiedzmy wprost — chcę wziąć córkę do siebie. Zrzeknij się jej, a ja ją od razu adoptuję. Lila pokręciła głową: — Nie jestem jak ty. Nigdy nie zrzeknę się kogoś, kto mnie potrzebuje. Przyjechałeś na darmo, córki nie oddam! Ilja nie chciał odpuścić. — Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa mieć ze mną dziecka! I tak zabiorę to, co moje! — Ty? Synek mamusi? Najpierw spytaj swojej matki o zgodę! Lila odepchnęła byłego chłopaka, wzięła córkę na ręce i wyszła do pielęgniarek. — Czy mogłabym prosić, żeby nikogo już do mnie nie wpuszczać? Nie chcę nikogo widzieć, jestem zmęczona! Co za ruch w tej sali! Epilog W dzień wypisu Lila wyszła z córeczką ze szpitala. Nie była sama — razem z nią wychodziła koleżanka z sali, Lera, którą czekał mąż i mama. Lila zatrzymała się na schodach, zauważyła samochód państwa Reznik. Z auta wysiadła matka Ilji, Waleryja Jakowlewna, omiotła Lilę spojrzeniem jak wilczyca. Lila poczuła ciarki na plecach. Niedoszła teściowa patrzyła drapieżnie. Przypominała wilczycę szykującą się do skoku. Lera podeszła do Lili. — Kto to jest? — Rodzice Ilji. — Wygląda, jakby cię śledziła. Nie wiem, Liluś, masz dziwną sytuację. Tak cię naciskają, coś tu nie gra. Mówiłam ci, iż moja mama szykuje dla ciebie pokój. Chodź ze mną. Lila przytaknęła. Ona też czuła niepokój. *** Mieszkając u nowych przyjaciół, Lila niespodziewanie znalazła miłość – kuzyn Lery, zatwardziały kawaler Jan, zaczął się nią opiekować. Jan okazał się wspaniałym człowiekiem — poślubił Lilę, adoptował jej córkę i pomagał jej ojcu. A Święta z Ilją? Ich małżeństwo się rozpadło. Okazało się, iż Święta udawała ciążę, nosiła sztuczny brzuch i wszystkich oszukiwała. Natalia Anatolijewna postanowiła ratować córkę — sama wyznała zięciowi, iż Święcie poroniła na początku ciąży. I od razu zaproponowała „genialny” pomysł. — Iljuszku, zięciu, nie gniewaj się na Świętusię. Tak, poroniła, ale przecież ty też masz swoje na sumieniu. niedługo urodzi ci się dziecko gdzie indziej. Pomyślałam, iż możecie zabrać dziecko, które urodzi Lila. Przecież nic wam do niego, adoptujecie i powiemy wszystkim, iż to Święta urodziła. Ilji spodobał się ten plan. Wszystko szło dobrze, dopóki Lila nie „postawiła się” i nie oddała swojej córki, stawiając byłą przyjaciółkę i jej matkę w trudnej sytuacji. Mama Ilji, Waleryja Jakowlewna, była rozczarowana oszustwem synowej i wyrzuciła ją z domu, zmuszając syna do rozwodu.
Tragedia w warszawskim szpitalu. Ciężarna kobieta zmarła po podaniu niewłaściwego gazu
Kochamy nasze wnuki z całego serca, ale nie mamy już siły dźwigać ciężaru wychowania kolejnych dzieci naszej córki – Czy każdy dziadek musi poświęcić wszystko dla rodziny?
Nalot na Kijów, śmierć ciężarnej pacjentki w Warszawie [SKRÓT WYDARZEŃ DNIA]
Ciężarnej na Madalińskiego podano maskę z tlenem. W środku był inny gaz - zmarła
Jak nogi rozkładać, to potraficie. Ale gdy trzeba wziąć odpowiedzialność, lepiej zrezygnować z dziecka
List do przyjaciół: Ocalone.org solą w oku aborcjonistów
Żona i teść Karina tylko udawała, iż chce poznać rodziców Wiktora. Po co miałaby się nimi interesować? Przecież nie zamierza z nimi mieszkać, a od jego ojca, który rzekomo jest zamożny, spodziewa się raczej kłopotów i podejrzliwości niż jakichś korzyści. Ale skoro już postanowiła wyjść za mąż, musi grać do końca. Karina starannie się wystroiła, ale prosto — tak, by sprawiała wrażenie miłej, skromnej dziewczyny. Spotkanie z rodzicami narzeczonego to zawsze wydarzenie pełne ukrytych przeszkód, a wizyta u inteligentnych teściów to prawdziwy test na nerwy. Wiktor myślał, iż Karina potrzebuje wsparcia: — Nie denerwuj się, Karina. Tata jest nieco ponury, ale da się z nim dogadać. Nic złego ci nie powie, na pewno cię polubią. Mama to dusza towarzystwa, tata trochę dziwny, ale przekonasz się sama — pocieszał ją, stojąc pod rodzinnym domem. Karina tylko się uśmiechnęła, poprawiła włosy na ramieniu. Tata ponury, mama dusza towarzystwa. Niezłe połączenie, pomyślała z przekąsem. Dom nie zrobił na niej szczególnego wrażenia. Bywała już w bogatszych. Przyjęli ich od razu. Karina nie była szczególnie zestresowana. Po co się denerwować? Ludzie jak ludzie. Anna, jak już słyszała od Wiktora, od lat była gospodynią domową, czasem jeździła z koleżankami na wycieczki, ale nic nadzwyczajnego. Ojciec, Jerzy, choć nie należał do wesołków, był raczej małomówny. Jego imię jednak wydało jej się dziwnie znajome… Przywitali ich… I Karina zamarła, jeszcze nie wchodząc do środka. To już koniec… Teściowej nie znała, ale teścia rozpoznała w sekundę. Spotkali się trzy lata temu. Niezbyt często, ale z wzajemną korzyścią. W barach, hotelach, restauracjach. Oczywiście, ani żona Jerzego, ani jego syn o niczym nie wiedzieli. Zatkało ją. Jerzy także ją poznał. Przez sekundę w jego oczach błysnął cień — może zdziwienia, może czegoś ciemniejszego — ale milczał jak zaklęty. Wiktor, zupełnie nieświadomy, przedstawił ją rodzicom: — Mamo, tato, poznajcie Karinę. To moja narzeczona. Przepraszam, iż tak późno ją przyprowadzam, jest bardzo nieśmiała. Oj… Jerzy podał jej dłoń. Jego uścisk był mocny, wręcz szorstki. — Bardzo mi miło, Karino — powiedział, a w jego głosie zabrzmiała ledwo uchwytna nuta… czegoś niezidentyfikowanego. Może złości albo ostrzeżenia. Albo… Karina myślała już tylko o tym, czy Jerzy wyjawi kim była. — Mnie również bardzo miło, panie Jerzy — odpowiedziała, grając swoją rolę i ukrywając strach. Poczuła przypływ adrenaliny. Co teraz…? Ale… nic się nie wydarzyło. Jerzy wykrzesał coś jakby uśmiech i sam odsunął jej krzesło przy stole. Może planuje upokorzyć ją później… Ale nie. Niczego nie zaczął. I wtedy Karina pojęła — on nie powie. Gdyby ją wydał, sam by się zdradził żonie. Gdy nieco odetchnęła, atmosfera przy stole była zadziwiająco swobodna. Anna opowiadała historyjki z dzieciństwa Wiktora, a Jerzy zadawał pytania o jej pracę — chociaż wiedział o niej znacznie więcej. Jego drobne ironie nie robiły już na Karinie wrażenia. Kilka razy choćby zażartował, a ona ku swemu zaskoczeniu parsknęła śmiechem. Chociaż w jego żartach roiło się od aluzji zrozumiałych tylko dla ich dwojga. Na przykład, patrząc na Karinę, rzucił: — Wie pani, Karino, przypomina mi pani moją dawną… koleżankę. Też była bardzo bystra. Potrafiła znaleźć sposób na każdego człowieka. Karina nie zbladła: — Talenty bywają różne, panie Jerzy. Wiktor, jak przystało na zakochanego narzeczonego, patrzył w nią z podziwem i nie dostrzegał podtekstów. Naprawdę ją kochał. I to było najważniejsze… i najsmutniejsze. Dla niego. Później, gdy rozmowa zeszła na podróże, Jerzy, świdrując Karinę wzrokiem, powiedział: — Ja na przykład lubię odludne miejsca, gdzie można posiedzieć z dobrą książką i spokojnie pomyśleć. A pani, Karino, jakie miejsca pani woli? Chciał ją podejść. — Ja wolę, gdy wokół jest dużo ludzi, musi być głośno i wesoło — odpowiedziała Karina spokojnie — Choć czasem nadmiar świadków bywa niebezpieczny. Chyba, przez moment, Anna coś zauważyła. Karina zwróciła uwagę, jak przyszła teściowa się zmarszczyła, ale zaraz odgoniła jakąś myśl. Jerzy wiedział, iż Karina nie szukała ciszy. I doskonale wiedział, czemu. Gdy wieczór dobiegł końca, a wszyscy szykowali się do snu, Jerzy objął Wiktora i powiedział: — Synu, dbaj o nią. Jest… wyjątkowa. Zabrzmiało to i jak komplement, i jak ironia. Chyba tylko Karina to zrozumiała. Karina poczuła przeszywający chłód w powietrzu. „Wyjątkowa”. Właśnie to słowo wybrał. *** Nocą Karina nie mogła zasnąć. Przewracała się w łóżku, analizując nagłe spotkanie i wymyślając, jak żyć ze świeżo odkrytą sytuacją. Perspektywy były mizerne. Domyślała się, iż Jerzy również nie spał. On — przez przypadkowe spotkanie, ona przez wszystko naraz. Cicho wstała, narzuciła ulubioną domową bluzę na T-shirt i szorty, po czym wyszła z pokoju. Schodząc po schodach, specjalnie stąpała na tyle głośno, by ktoś nienocujący usłyszał. Wyszła na werandę, przekonana, iż Jerzy zobaczy ją od razu. Nie musiała długo czekać. — Nie śpisz? — zapytał, podchodząc z tyłu. — Jakoś nie mogę zasnąć — odparła. Powiał lekki wiatr i poczuła znajomy zapach jego perfum. Uważnie jej się przyglądał. — Po co ci mój syn, Karina? — nie był już taki, jak kiedyś — Wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja przewinęło się przez twoje życie. I wiem, iż zawsze chodziło ci o pieniądze. Nigdy tego nie ukrywałaś. Cenę zawsze podawałaś, choć zawoalowaną. Po co ci Wiktor? jeżeli nie chce rozdrapywać przeszłości, ona też nie miała zamiaru być miła. Uśmiechnęła się kąśliwie: — Kocham go, panie Jerzy — zaśpiewała cicho — Dlaczego nie mogę? Nie przekonało go to. — Ty? Kochać? To śmieszne. Ja dobrze wiem, kim jesteś, Karina. I wszystko powiem Wiktorowi. Kim byłaś. Kim jesteś naprawdę. I jak myślisz — ożeni się z tobą po tym? Karina zbliżyła się, zostawiając między nimi jedynie długość ręki. Przechyliła głowę, przyglądając się mu z góry. Jakby już się nie napatrzyła! — Opowiadaj, panie Jerzy, — powiedziała przeciągle — Ale wtedy twoja żona też pozna nasz mały sekret. — To… — To nie jest szantaż. To równowaga. jeżeli wszystkim powiesz, jak się poznaliśmy, nie będziesz w stanie zataić także szczegółów naszej znajomości. Uwierz, dorzucę kilka pikanterii. — To nie to samo… — O tak? Swojej żonie też tak powiesz? Jerzy zamarł. Próba zastraszenia Kariny nie powiodła się. Zrozumiał, iż został zapędzony w kozi róg. Oboje byli w tej samej pułapce. — Co jej powiesz? — Nie tylko jej. Wszystkim. Wiktorowi też. Opowiem, jakim jesteś wzorowym mężem, na jakie delegacje chodziłeś. Wszystko powiem, wtedy naprawdę nie będę już miała nic do stracenia. Chcesz ochronić syna przede mną? Proszę bardzo. Trudny wybór. Odradzić synowi ślub — to samemu podpisać pozew rozwodowy. — Nie odważysz się. — Ja nie? — Karina prychnęła śmiechem — Czyli ty możesz, a ja nie? jeżeli zrobisz swój ruch, ja zrobię swój. Twoja żona… Anna bardzo ceni wierność. Kiedyś, po pijaku, żalił się Karinie, iż Anna jest ideałem żony, a on tylko zawodzi. Ta nigdy mu nie wybaczy. Dlatego wybór był jasny. On wiedział, iż Karina nie blefuje. — Dobrze — wymamrotał — Nic nie powiem. Ty też zamilcz. Nikt nie musi wiedzieć. Zapomnijmy o tym, co było. Właśnie dlatego Karina była spokojna. On straciłby więcej. — Jak pan sobie życzy, panie Jerzy. Następnego ranka opuścili dom rodziców Wiktora. Pod nienawistnym wzrokiem przyszłego teścia Karina żegnała się z jego żoną, która już zdążyła ją nazwać „córeczką”. Jerzemu aż drgnęła powieka. Męczył się myślą, iż nie może ostrzec syna przed zdradliwą Kariną, ale bał się kompromitacji. Utrata Anny oznaczała utratę nie tylko żony, ale i sporej części majątku. A syn raczej by mu nie wybaczył… Innym razem Karina i Wiktor spędzali u rodziców dwa tygodnie. Urlop w pełni. Jerzy starał się unikać Kariny pod pretekstem licznych obowiązków. Ale któregoś dnia, będąc sam w domu, zwyciężyła złośliwa ciekawość. Zaczął przeszukiwać torbę Kariny. Tyle iż zamiast sensacji znalazł test ciążowy z dwiema kreskami. — Myślałem, iż katastrofa to ślub mojego syna z… Ale nie. To dopiero katastrofa — powiedział, odkładając test akurat wtedy, gdy Karina go przyłapała. — Aj, nieładnie grzebać w cudzych rzeczach — zrugała go z przekąsem, ale nie wydawała się zmartwiona. — Jesteś w ciąży z Wiktorem? Karina podeszła, odebrała mu torbę i powiedziała z uśmiechem: — Wygląda na to, iż zepsuł pan niespodziankę, panie Jerzy. Jerzy był wściekły. Teraz Karina już na pewno nie odczepi się od jego syna. Teraz jeżeli wszystko wyjdzie na jaw… będzie po wszystkim. Już nie wolno wybuchać. Ale jak milczeć, widząc, iż syn sam pakuje się w pułapkę? *** Minęło dziewięć miesięcy… i jeszcze pół roku. Wiktor i Karina wychowywali małą Alicję. Jerzy unikał odwiedzin. Nie potrafił na nich patrzeć. choćby wnuczki nie uznawał za swoją. Kariny się bał. Przerażała go jej obojętność wobec Wiktora i ciemna przeszłość. I znowu. Anna szykowała się na wizytę do Wiktora i Kariny. — Jerzy, jedziesz ze mną? — Nie, boli mnie głowa. — Znowu? To już robi się podejrzane. — Po prostu zmęczony jestem. Jedź sama. Jerzy, jak zwykle, udawał migrenę, przeziębienie, bóle nóg. Zawsze wynajdywał powód, by nie jechać. choćby łyknął tabletki dla wiarygodności. Nie mógł znieść obecności Kariny, ale też nie mógł wyjawić prawdy. Wieczór był nudny — jeżeli nie liczyć natrętnych myśli. Poczytał. Poleżał. W końcu zauważył, iż Anna nie wraca choćby po jedenastej. Telefon milczy. W końcu zadzwonił do Wiktora. — Witekk, wszystko u was ok? Anna już pojechała? przez cały czas jej nie ma. — Tato, jesteś ostatnią osobą, z którą chcę teraz rozmawiać. I odłożył słuchawkę… Jerzy szykował się już, by pojechać do syna, gdy przed domem zaparkował samochód Kariny. Widząc ją, aż zbladł. — Co ty tu robisz? Mów, co się stało?! Karina wydawała się dziwnie spokojna. Nalała sobie wina. Wypiła. Usiadła wygodnie. — Katastrofa. — Jaka katastrofa? — Nasza. Wiktor znalazł na stronie jednej restauracji nasze zdjęcia sprzed czterech lat. Z tej pamiętnej imprezy w „Oazie”. Chciał zarezerwować stolik na rocznicę, patrzy, a tam my — w całej okazałości. Fotograf, niech go… Wszystko wrzucił! Wiktor szaleje. Anna chce się rozwodzić. Ja też, jak widzisz, rozwodzę się z twoim synem. Jerzy usiadł ciężko obok niej, osłupiały. — To czemu tu przyjechałaś? — Chciałam uciec na trochę — uśmiechnęła się Karina. — Teraz w domu mam burzę. Alicja z nianią. Chcesz wina? Podała mu jego ulubione. Siedzieli na werandzie i pili. Jedynym, co ich łączyło, była cisza i śpiew świerszczy. — To wszystko przez ciebie — powiedział Jerzy. Karina tylko kiwnęła głową, nie spuszczając wzroku z kieliszka. — Wiem. — Jesteś niemożliwa. — To prawda. — choćby ci nie żal Wiktora. — Żal, ale siebie żal bardziej. — Kochasz tylko siebie. — Nie będę się spierać. Wtedy niespodziewanie ujął ją za podbródek. — Wiesz, iż nigdy cię nie kochałem — wyszeptał. — Wierzę na słowo. *** Rano, gdy Anna wróciła podjąć próbę pogodzenia się z mężem, zastała Karinę i Jerzego razem. Jeszcze śpiących. — Kto tam? — poderwała się Karina. — Ja — odpowiedziała Anna, patrząc, jak wali się jej życie. Karina tylko spokojnie się uśmiechnęła. Jerzy obudził się nieco później, ale za żoną nie ruszył.
Beata z Wrocławia zakochała się w nauczycielu angielskiego z Gwinei – gdy zaszła w ciążę, jej rodzina była wstrząśnięta, nie akceptując związku z „kimś, kto według nich niedługo zniknie”. Mimo odrzucenia i wyjazdu partnera do Afryki, Beata walczy o swoją rodzinę, mierząc się z klimatem Gwinei i brakiem akceptacji bliskich w Polsce. Teraz, z dwójką córek, planują nowy start w Kanadzie, marząc o życzliwszym otoczeniu.
– Jaka to matka w wieku czterdziestu jeden lat! – krzyczał na Nastę mąż. – W twoim wieku to się już jest babcią. Nasto, nie rób głupot. Książki dla dzieci
„Jestem wyczerpaną samotną matką, która pracuje jako sprzątaczka.”
W ciąży kobieta poprosiła mężczyznę o jałmużnę, a on ją zignorował. ale to, co zrobił chwilę później, zmieniło jej życie na zawsze
Sąsiedzi z naszej kamienicy postanowili udowodnić, kto tu rządzi – zaczęli nas nachodzić i szukać problemów bez powodu, aż do granic absurdu
– A co my tu robimy? Czemu do cudzego domu wchodzimy?
Z życia wzięte. "Sąsiadka urodziła kolejne dziecko, a sąsiedzi zrobili zrzutkę": Ja odmówiłam, bo nie ma sensu rodzić w biedzie
Wygląda jak wasz zaginiony syn” – szepnęła moja narzeczona. To, co wydarzyło się później, poruszyło całą ulicę.
Chciałabym, żeby prezydent Nawrocki czytał nie tylko Dmowskiego, ale także to, co zalecają lekarze [KOMENTARZ]
Kochamy nasze wnuki nad życie, ale nie mamy już sił być pełnoetatowymi opiekunami: Historia zmęczonych dziadków, którzy całe lata ratowali córkę z czwórką dzieci i nie wiedzą, jak powiedzieć „dość”
Kolizja i poród na skrzyżowaniu
Kiedy Beata z Wrocławia zaszła w ciążę z nauczycielem angielskiego z Gwinei, jej rodzina przeżyła szok – nie akceptowali związku z cudzoziemcem, obawiali się o przyszłość wnuka i odtrącili własną córkę, która w poszukiwaniu tolerancji musiała wyjechać aż do Afryki, a dziś planuje nowy start w Kanadzie, nie godząc się z uprzedzeniami najbliższych.
Rząd chce lepszej ochrony dla sportsmenek po porodzie i sędziów
"Chcemy postarać się o drugie dziecko, ale teściowa uważa, iż powinniśmy skupić się na jednym"
Kolizja na skrzyżowaniu. Ciężarna zaczęła rodzić tuż po zderzeniu
To najpopularniejsze imiona w Polsce. Rząd ujawnił dane
Zrobiłem test na ojcostwo, bo dzieci nie były do mnie podobne – teraz żałuję, bo przez to straciłem rodzinę i kontakt z dziećmi
Ostatnia Szansa
Jest w ciąży i pokazała, jak pobiera siarę. Bezpieczny trend? Pytamy położną
Drugie dziecko to mąż
Aneta Zając udowadnia, iż z byłym partnerem nie trzeba walczyć, by wygrać. I to z klasą
Przeczucie
Bogaty Syn Zepchnął Sparaliżowaną Matkę Ze Skarpy, Ale Zapomniał O Jej Wiernym Psie – I Zobacz, Jak To Się Skończyło…
Aneta Zając: Spędziłam z dziećmi miesiąc w szpitalu. To było trudne
Powiedziała, dlaczego młodzi dziś nie chcą mieć dzieci. To nie spodoba się seniorom
Drugi potomek — to mąż
„Teściowa milionerka? Antoni był pewien, iż już nigdy nie będziemy musieli pracować – oto jak kończy się marzenie o życiu na cudzy koszt w Polsce”
5 rzeczy, które zrozumieją jedynie matki bliźniaków
„Nieprzygotowani na narodziny dziecka: Jak bałagan w domu, brak wyprawki i mąż zapracowany do ostatniego dnia zamieniły powrót ze szpitala w koszmar – Historia trzydziestoletniej Reni i rodzinne napięcia wokół pierwszego dziecka”
Nie narażaj się na brak funduszy w 2026. Tego unikaj w styczniu jak ognia
Chlorek potasu w kolejnym polskim szpitalu – tym razem Gdańsk Zaspa
W Paryżu rozmowy ws. Ukrainy, kolejne porodówki zamknięte
Godzinę w kolejce u ginekologa: młodzi przyszli rodzice prosto po liceum, żarty na całą poczekalnię i rozważania o imieniu dla syna – obserwacje, które zmuszają do refleksji nad wychowaniem kolejnych pokoleń