Dzienny czas przed ekranem: poniżej godziny. Zaledwie kilkadziesiąt minut. Jak mi się to udało? Małymi krokami. Najważniejszym i ostatecznym była decyzja o odinstalowaniu Facebooka z telefonu. Koniec z bieżącym śledzeniem wszystkiego co się dzieje w mediach społecznościowych i wikłaniem się we wszystkie dyskusje, nie prowadzące do nikąd.

Jak to wyglądało krok po kroku? Stopniowo nakładałem różne ograniczenia.
Zamieniłem smartwatch na zwykły zegarek i nie przyjmuję na bieżąco powiadomień o wszystkim co się dzieje. Wyłączyłem wszystkie powiadomienia mediów społecznościowych. Wyciszyłem dźwięki. Najważniejsze osoby otrzymały priorytet i w ich przypadku telefon “hałasuje”, ale to bardzo wąskie grono osób. Na wiadomości, smsy i telefony nie odpowiadam natychmiast, tylko w przeznaczonym do tego czasu. Tylko tyle i aż tyle.
Kolejny krok to były limity czasu dla poszczególnych aplikacji, a także ograniczenie czasu przed ekranem w godzinach wieczornych (świetna funkcja) – którą z powodzeniem stosuję także u dzieci.
Wreszcie – odinstalowanie Facebooka i innych mediów społecznościowych z telefonu. To jest tak naprawdę największy pożeracz czasu, który wciąga nas i nie chce wypuścić, najczęściej serwując zupełnie bezwartościowe treści. Być może czasem zabawne, ale zabierające zbyt wiele czasu.
No i najważniejsze. Nie czytam komentarzy, nie odpisuję na każde stwierdzenie i głos w dyskusji (pytania, uwagi, prośby proszę kierować do mnie bezpośrednio na 509-234-972– w komentarzach mogę ich nie przeczytać). Nie jestem 24h na dobę dostępny w każdym temacie, w każdej kwestii dla wszystkich, kto uznał, iż musi ze mną polemizować, a ja MUSZĘ natychmiast na wszystko odpowiadać.
Fakt. To ja stworzyłem taki system, starałem się być jak najbardziej dostępny, odpowiadać, wyjaśniać i dyskutować, ale zwyczajnie poszło to w złą stronę. Sporo osób uznało, iż ma prawo rzucając do mnie “ziomuś”, “koleś”, “typie” i innymi sformułowaniami oczekiwać odpowiedzi i natychmiastowej reakcji. Dodatkowo obrzucając inwektywami, obraźliwymi sformułowaniami. I jeszcze coraz częściej pouczać mnie co mogę a czego nie – na własnym facebooku.
Otóż nie. To moja prywatna przestrzeń – niczego nie muszę. A komunikować się zamierzam jedynie z tymi, którzy zachowują minimum przyzwoitości w dyskusji. Cała reszta może szukać innej przestrzeni w internecie, gdzie będzie mogła się “realizować”, a w kontakcie ze mną zawsze mogą skorzystać ze źródeł formalnych – czyli pisać do Urzędu Miasta, gdzie pracuję.
Swoje przemyślenia i stanowisko osobiste przedstawiam w tekście na blogu (lub facebooku), a dyskutują na ten temat Czytelnicy prezentując swój punkt widzenia. Niektóre tematy wzbudzają emocje, inne nie – jak to w życiu. W komentarzach nie będę już indywidualnie niczego tłumaczył, wyjaśniał i polemizował. Raz w tygodniu przysiądę i przejrzę zbiorczo komentarze – starając się odnosić jedynie do kwestii merytorycznych.
Internet (w skali globalnej) stał się przestrzenią wiecznej awantury, hejtu, wzajemnych pretensji i wiadomości pochodzących z niewiadomego źródła i niemożliwych do weryfikacji. Dziś niezwykle trudno śledząc wiadomości krajowe określić co jest prawdą a co wymysłem. Wszystko opiera się na emocjach i wierze w poszczególne frakcje. Nie chcę dłużej w tym uczestniczyć.
Moją przestrzenią jest blog prowadzony od niemal 20 lat. Nieco zostanie przekonfigurowany, aby uzupełniać tematy, krótkie komunikaty i zajawki, które pojawiają się na Facebooku. Będzie przestrzenią dla osób – które chcą wiedzieć więcej, znać kontekst i związki przyczynowo-skutkowe. Taki jest mój zamysł.
Teksty analityczne na blogu – będą dłuższe i wyczerpująco opisujące różne tematy. Wiem, iż to nie jest modne, ale jak ktoś nie chce czytać, zapoznać się z faktami czy argumentami – moja dyskusja z nim w komentarzach na facebooku nie ma sensu. Dlatego będę tutaj publikował różne tematy z szerokim omówieniem – dla wszystkich naprawdę zainteresowanych sprawami miasta.
Efekt?
Zyskałem czas, ale także wewnętrzny spokój. Takie codzienne, bieżące uczestniczenie w każdej dyskusji, odpieranie każdego zarzutu, tłumaczenie różnych rzeczy każdemu z osobna – zabiera naprawdę dużo czasu, energii, powoduje zupełnie niepotrzebny dyskomfort, stres, a czasami choćby złość.
W dodatku te przepychanki w wirtualnym świecie odbierają motywację i odciągają od konkretnych działań – potrzebnych tu i teraz w Piekarach Śląskich. Tych prawdziwych, a nie kreowanych w internecie.
Przedstawianie mojego zdania indywidualnie – w setce komentarzy – nie ma sensu. jeżeli chcę zabrać głos – piszę tekst, z którym może zapoznać się każdy, który łatwo odnaleźć i zawsze można do niego wrócić.
Tak więc… zapraszam do obserwowania mojego profilu na Facebooku – jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście – czas go polubić.
I zapraszam na blog.
.
PS. A telefon wrócił do swojej roli – jest narzędziem bezpośredniej komunikacji, a nie kajdanami, które sami na siebie zakładamy.






