Film zdaje się prowokować widza do pytania o to, jak rozumieć akt modlitwy w burzliwych czasach: kryzysu oficjalnej religii, kryzysu instytucji kościelnej, wojny za naszą wschodnią granicą, niepokoju, rosnącej liczby zaburzeń psychicznych, nasilającej się nienawiści do Innego. Może to być także pytanie o to, w jaki sposób realizować potrzebę duchowości, choćby jeżeli nie jest się członkiem jakiegoś Kościoła. Projekty filmowe Iwony Pasińskiej są wymagające dla odbiorcy, to wyzwania intelektualne w najlepszym tego słowa znaczeniu – ich nieoczywistość otwiera na różne interpretacje, ale domaga się również poszukiwań, by przybliżyć się chociaż do intencji twórczyni.
Duch miejsca
Ważne jest miejsce wybrane do realizacji filmu – pocysterski zespół klasztorny w Lubiążu (Dolny Śląsk), którego początki sięgają XI wieku. Rozbudowywany i przebudowywany po rozmaitych zapaściach, ma skomplikowaną i niespokojną historię, która pobudza wyobraźnię w trakcie oglądania tanecznej miniatury.

fot. A. Grabowski
Nie bez znaczenia jest na przykład, iż klasztor funkcjonował do 1810 roku, kiedy to zakon cystersów skasował król pruski, zakładając w zabudowaniach klasztoru szpital wojskowy, który następnie przekształcono w psychiatryczny. Z kolei po wybuchu II wojny światowej zorganizowano w tym miejscu obóz dla przeciwników Hitlera.
W 1945 roku jego dewastacji dokonała Armia Czerwona, żołnierze wygrzebywali – w poszukiwaniu skarbów – i bezcześcili zwłoki królów polskich. Później ponownie urządzono tu szpital psychiatryczny – tym razem dla żołnierzy sowieckich. W historii opactwa są też wątki związane z komunistyczną SB i przejęciem w 1989 roku kompleksu zabudowań przez osoby związane z PZPR. Dramatycznych wątków jest tak wiele, iż oglądając „Modlitwę”, nie sposób nie myśleć o dzisiejszej wojnie w Ukrainie, o szaleństwach współczesnych polityków czy coraz bardziej „psychiatrycznej” teraźniejszości. Duża część klasztornego założenia przeszła zaawansowane remonty, wiele sal to przykłady imponującego baroku. Jednak taniec dwóch artystek Polskiego Teatru Tańca odbywa się w przestrzeniach, które nie przeszły renowacji, obskurnych i naznaczonych śmiercią, co stwarza szczególną atmosferę smutku i grozy.
Demony wczoraj, dziś, jutro
Film jest ascetyczny, koncepcję taneczną Iwony Pasińskiej realizują tylko Aleksandra Kuś i Katarzyna Niżnik. W kostiumach przypominających cysterskie alby pojawiają się najpierw w zdewastowanym pomieszczeniu wyłożonym kaflami, z kratami w oknie, co rodzi skojarzenie z owymi szpitalami psychiatrycznymi i więzieniem dla wrogów Hitlera. Muzyka towarzysząca miniaturze (Wacława z Szamotuł, Jana Amosa Komenskiego, Cypriana Bazylika) jest nie tyle ilustracją, podkładem, ile stanowi kontrapunkt do choreograficznej wizji.

fot. A. Grabowski
Ruch aktorek odtwarza bowiem szaleństwo, rozpacz, poczucie osaczenia osób przetrzymywanych, próbę obalenia ścian, jakkolwiek by je rozumieć – jako dosłowne czy metaforyczne więzienie. Wędrówki kobiet przez pusty, zniszczony korytarz i zaglądanie przez kolejne drzwi do cel kończą się niemożnością – dojściem do kraty zamykającej przejście.
Szaleństwo podkreślone zostało także w przyspieszonym końcowym fragmencie filmu, z zastosowaniem przenikania, stwarzające aurę odrealnienia. Postacie tancerek stają się – jak na starych zdjęciach wywoływanych na płytce z solami srebra – półprzezroczyste, co sprawia, iż wyglądają jak cienie ludzi, duchy. Można je czytać jako duchy przeszłości; cienie tych, którzy dzisiaj cierpią z powodu wojny, prześladowań czy chorób psychicznych; wreszcie jako duchy przyszłości, stając się artystycznym ostrzeżeniem. Jest ono obecne także we fragmencie religijnej pieśni „Już się zmierzcha” Wacława z Szamotuł: „Poprośmy Boga o pomoc, aby […] od złych czortów nas obronił”. Modlitwa w tym kontekście byłaby zaklinaniem rzeczywistości? Wyrazem nadziei, iż nie pojawią się i nie rozpełzną na nowo upiory historii?
Uwięzieni
Można także czytać tę impresję taneczną jako modlitwę o wyjście z więzienia własnego „ja”, co zdaje się wyrażać próba dotknięcia (i „dotknięcia”) drugiej osoby, zderzenie szaleństwa osamotnionego tańca z duetem (kontakt, wspólność zdaje się być wyjściem poza wsobność, ratunkiem, zwycięskim „Alleluja!” w tragicznej egzystencji człowieka). Świętowanie byłoby tu równoznaczne ze spotkaniem.

fot. A. Grabowski
Szukanie wyjścia mogłoby się realizować poprzez kontakt z innymi. Tyle iż chwila sacrum mija, samotność powraca, modlitwa – rozumiana jako pragnienie wysyłane ku jakiejś większej od nas rzeczywistości – nie jest tu ukazana jako narzędzie osiągania zwycięstwa.
To raczej cicha nadzieja płynąca z bezsilności – słabych, chorych, wykluczonych, pogardzanych i przestroga przed tym, co może nadejść. I być może wezwanie do czujności, budzenie świadomości – rozlegające się dzwony miały zawsze znaczenie sygnałowe, przypominały, stawiały na nogi, ostrzegały. Co przypominają, przed czym ostrzegają – każdy z widzów sam ma szansę zadać sobie to pytanie.
„Modlitwa”, 2025; reżyseria i koncepcja: Iwona Pasińska; wystąpiły i współtworzyły film: Aleksandra Kuś i Katarzyna Niżnik; muzyka z albumu „Maleńczuk i Tarczewski. Reformacja”; montaż: Natalia Jacheć; zdjęcia: Marek Grabowski; wybór planów i kostiumy: Andrzej Grabowski; postprodukcja i korekcja barwna: Feliks Mirosław Mamczur; asystentka ds. kostiumów: Adriana Cygankiewicz; kierowniczka planu: Monika Zembrzycka; asystent operatora/ostrzyciel: Michał Leśniewski; produkcja: Polski Teatr Tańca.










