Mam sześćdziesiąt lat i mieszkam w Toruniu. Nigdy bym nie przypuszczała, iż po tylu latach ciszy, po dwudziestu latach spokoju, przeszłość pojawi się w moim życiu z taką bezczelnością i cynizmem. A najbardziej bolesne jest to, iż inicjatorem tego powrotu stał się mój własny syn.
Kiedyś, mając dwadzieścia pięć lat, byłam szaleńczo zakochana. Wojtek – wysoki, ujmujący, wesoły – wydawał się być ucieleśnieniem moich marzeń. Pobieraliśmy się szybko, a po roku urodził się Damian. Pierwsze lata były jak bajka. Mieszkaliśmy w małym mieszkaniu, wspólnie marzyliśmy, snuliśmy plany. Pracowałam jako nauczycielka, on był inżynierem. Wydawało się, iż nic nie może zniszczyć naszego szczęścia.
Z czasem Wojtek się zmienił. Coraz częściej wracał późno, kłamał, oddalał się. Starałam się nie wierzyć plotkom, przymykałam oko na jego późne powroty i na zapach obcych perfum. Ale w pewnym momencie wszystko stało się oczywiste: zdradzał mnie. I to nie raz. Przyjaciele, sąsiedzi, choćby rodzice – wszyscy wiedzieli. A ja próbowałam ratować rodzinę. Dla syna. Zbyt długo to znosiłam, miałam nadzieję, iż się opamięta. Ale pewnej nocy obudziłam się sama i zrozumiałam, iż dłużej tego nie wytrzymam.
Zebrałam rzeczy, wzięłam pięcioletniego Damiana za rękę i przeprowadziliśmy się do mamy. Wojtek choćby nie próbował nas zatrzymać. Po miesiącu wyjechał za granicę – rzekomo do pracy. niedługo znalazł sobie inną kobietę i jakby wymazał nas ze swojego życia. Żadnych listów, żadnych telefonów. Pełna obojętność. Zostałam sama. Mama umarła, później także tata. Razem z Damianem przeszliśmy przez tę trudną drogę – szkoła, zajęcia dodatkowe, choroby, radości, matura. Pracowałam na trzy zmiany, by niczego mu nie brakowało. Nie układałam sobie życia osobistego – nie było na to czasu. Był dla mnie wszystkim.
Kiedy Damian poszedł na studia w Gdańsku, wspierałam go jak mogłam — paczki, pieniądze, wsparcie. Ale na kupno mieszkania mnie nie było stać. Nigdy się nie skarżył. Mówił, iż sam sobie poradzi. Byłam z niego dumna.
Miesiąc temu przyjechał z nowiną: postanowił się ożenić. euforia nie trwała długo. Był zdenerwowany, unikał wzroku. A potem powiedział:
— Mamo… potrzebuję twojej pomocy. To… chodzi o tatę.
Zesztywniałam. Powiedział, iż niedawno nawiązał kontakt z Wojtkiem. Ojciec wrócił do Polski i zaproponował Damianowi klucze do dwupokojowego mieszkania, które odziedziczył po babci. Ale – pod jednym warunkiem. Muszę wyjść za niego ponownie za mąż. I pozwolić mu zamieszkać w moim mieszkaniu.
Zabrakło mi tchu. Patrzyłam na syna nie mogąc uwierzyć, iż mówi to na poważnie. Kontynuował:
— Jesteś sama… Nie masz nikogo. Czemu nie spróbować jeszcze raz? Dla mnie. Dla mojej przyszłej rodziny. Tata się zmienił…
Milcząco wstałam i poszłam do kuchni. Czajnik, herbata, drżące ręce. Wszystko zaczęło mi się rozmazywać przed oczami. Przez dwadzieścia lat dźwigałam wszystko sama. Przez dwadzieścia lat ani razu nie zainteresował się, jak się mamy. A teraz wraca… z „propozycją”.
Wróciłam do pokoju i spokojnie powiedziałam:
— Nie. Nie zgodzę się.
Damian się uniósł. Zaczął krzyczeć, obwiniać. Mówił, iż zawsze myślałam tylko o sobie. Że przeze mnie nie miał ojca. Że teraz znowu niszczę mu życie. Milczałam. Bo każde jego słowo raniło mnie. Nie wiedział, jak nie spałam po nocach ze zmęczenia. Jak sprzedałam obrączkę, żeby kupić mu zimową kurtkę. Jak odmawiałam sobie wszystkiego, by miał co jeść.
Nie czuję się samotna. Moje życie, choć trudne, było uczciwe. Mam pracę, książki, ogród, przyjaciółki. Nie potrzebuję kogoś, kto raz mnie zdradził — i teraz wraca nie z miłości, a z powodu wygody.
Syn odszedł bez słowa pożegnania. Od tamtej pory nie dzwonił. Wiem, iż jest zły. Rozumiem go. Chce dla siebie czegoś lepszego – tak jak ja kiedyś. Ale nie mogę sprzedać swojego honoru za metry kwadratowe. To zbyt wysoka cena.
Może zrozumie. Może nie od razu. Ale będę czekać. Bo kocham. Prawdziwą miłością – bez warunków, bez mieszkań i „jeśli”. Urodziłam go z miłości. I wychowałam z miłością. I nie pozwolę, by stała się teraz przedmiotem handlu.
A były mąż… niech zostanie w przeszłości. Tam jest jego miejsce.