Były mąż — Aniu! — zawołał za plecami aż do bólu znajomy, męski głos. Anna drgnęła, schowała ramion…

newsempire24.com 1 miesiąc temu

Haniu! dobiegł zza pleców znajomy głos mężczyzny.

Hanna zadrżała, schowała głowę w ramiona i, nie oglądając się, przyspieszyła kroku po chodniku.

Haniu, no poczekaj! Przecież to na pewno ty!

Hanna jeszcze bardziej przyspieszyła, ale męska ręka, niezbyt nachalnie, chwyciła ją za ramię.

Haniu, no odbiło ci, ogłuchłaś? Przecież to ja, Wiktor.

Hanna zebrała się w sobie, gwałtownie się odwróciła i niemal szeptem, niedowierzając własnym oczom, powiedziała:

Boże, Wiktor Myślałam, iż to mi się tylko wydaje… Ale… Jak to możliwe? Przecież To nieprawdopodobne

A co niby nieprawdopodobne? były mąż uśmiechał się do niej pogodnym, młodzieńczym uśmiechem. Nie mam chyba zakazu wracać do swojego rodzinnego miasta?

Skąd wracać? Hanna wciąż była w szoku. Przecież Przecież ty nie żyjesz. Tak mi powiedziano.

Nie żyję? twarz Wiktora wykrzywiła się od tej nowiny. Ja?

No tak. Pół roku po naszym rozwodzie, kiedy wyjechałeś do Gdańska, twój znajomy powiedział mi, że… zrobiła pauzę i dokończyła: iż umarłeś tam, gdzieś na ulicy, rozpił się i zmarł pod płotem.

Kto ci to powiedział?

Kowalski. Twój najlepszy kumpel. Po twoim wyjeździe zaraz zaczął się wokół mnie kręcić, niby przypadkiem. Ale gwałtownie go spławiłam. No to mi wtedy o tobie tak powiedział.

No, proszę cię Wiktor parsknął śmiechem. To on jednak nie żartował, kiedy się ze mną żegnał.

Nie żartował? Ale jak to?

No tak. Rzucił, iż skoro zostawiłem Hannę, to on ją sobie przejmie. Brzmiało jak żart, ale potem przecież też mi się nie odzywał, na listy moje nie odpowiadał, chociaż zostawiłem mu adres do mieszkania, które wtedy wynajmowałem Ale to były inne czasy: żadnych telefonów komórkowych, tylko rozmowy przez domowy i listy. Nie mam pojęcia, co się z nim teraz dzieje.

No Umarł. Hanna wzruszyła ramionami. Już z pięć lat, jak go pochowano.

Patrz Wiktor spoważniał. Umarł A mógłby jeszcze żyć. No cóż, takie czasy. Po chwili znowu się uśmiechnął. Tyle lat minęło od rozwodu, a ty wyglądasz zupełnie tak samo. Piękna jak zawsze.

Oj, nie przesadzaj Hanna roześmiała się, machając ręką. Przeciętnie wyglądam.

Słyszałem, iż wyszłaś za mąż przyglądał się jej z czułością, jakby nie mógł nacieszyć się widokiem swojej byłej żony. I masz dzieci. Dwoje, dobrze mówię?

Tak, dwoje Hanna przytaknęła. Dorosłe już, rozjechały się, mają swoje życie. A ja babcia jestem. Już dwa razy.

Oho! A mąż jak się miewa?

Dobrze, tylko już z inną rodziną. Uśmiechnęła się kpiąco. Teraz jestem wolna kobieta.

No proszę Wiktor zamyślił się. Jacy to my faceci czasem głupi jesteśmy, szukamy nie wiadomo czego, a to, czego szukaliśmy, mieliśmy od zawsze pod nosem. choćby nie zauważamy.

A ty adekwatnie po co wróciłeś? zapytała Hanna. Interesy, czy tak po prostu?

Na stałe wróciłem, Haniu. Na stałe. Westchnął ciężko. Moja żona niedawno odeszła, pochowałem ją i postanowiłem wrócić do ojczyzny. Tak naprawdę to tam się dusiłem. Lekarze mówili, iż klimat nie ten, wiek robi swoje. choćby mojej żonie ciągle to samo dolegało. Astma. Próbowałem ją wyciągnąć, czułem, iż musimy zmienić miejsce do życia. Ale gdzie tam Ona całe życie w Gdańsku, mówiła, iż nie umiałaby żyć bez swojego ukochanego miasta. I W oczach Wiktora pojawiły się łzy. No cóż. Teraz chodzę po ulicach młodości, rozglądam się, zastanawiam, w której dzielnicy kupić mieszkanie. Przez te trzydzieści lat wszystko się tu zmieniło. Może coś mi doradzisz, gdzie najlepiej zamieszkać?

A gdzie się teraz zatrzymałeś? zapytała ciekawie Hanna.

W hotelu, a gdzieżby indziej.

A nie u rodziny?

No co ty! Wiktor skrzywił się. Po co się narzucać? Wiesz, iż nie lubię być ciężarem. Każdy ma swoje ustabilizowane życie. A ja miałbym wpaść im jak grom z jasnego nieba? To nie dla mnie. I trochę to wstyd dla faceta.

A może zamieszkasz u mnie? rzuciła niespodziewanie Hanna, trochę przestraszona własną propozycją, więc zaraz dodała: Mogę cię wynająć jako lokatora.

Wiktor zaskoczony, lekko się zmieszał i westchnął:

Może i bym chciał, Haniu, ale Mam takie poczucie winy wobec ciebie.

Winy? Jakiej winy? Hanna była szczerze zaskoczona.

No po prostu Wzruszył ramionami. Trzydzieści lat temu jednak cię zostawiłem. I pewnie do końca życia będę się tym gryzł.

Oj, daj spokój Hanna uśmiechnęła się tajemniczo. Przecież to ja ci kazałam odejść. Przecież wtedy zaczęłam takie rzeczy mówić Po tym każdy facet by się spakował i wyszedł.

Niczego takiego po tobie nie pamiętam upierał się Wiktor, kręcąc głową. Tylko własne głupstwa pamiętam.

I co takiego pamiętasz?

Że przez głupotę się wkurzyłem, wziąłem walizkę i poszedłem w noc. Oczywiście żałowałem, ale już było za późno.

A ja przecież wtedy się cieszyłam, iż wyszedłeś Hanna roześmiała się Myślałam, iż zacznę nowe życie No i zaczęłam A potem sobie plułam w brodę

Naprawdę? Wiktor spojrzał z nieśmiałą nadzieją. Nie masz do mnie żalu?

Nie mam, skąd. Hanna spojrzała na niego z czułością, bo nagle poczuła się jak za dawnych lat, gdy wszystko wydawało się możliwe. Jesteś wciąż ten sam, Wiktorze Tylko siwiejszy. Przeprowadzaj się do mnie. Od dziś! Mam wolny pokój, po co masz się stołować po barach? Wiesz, może i były mąż, ale przecież rodzina to rodzina.

A nie będę ci przeszkadzał?

Gdybyś miał przeszkadzać, nie zapraszałabym cię! Samotne wieczory są tak wesołe, iż aż płakać się chce.

No to Wiktor nieśmiało chwycił ją za dłoń. Idziemy po moją walizkę do hotelu?

Po tę samą, którą zabrałeś, gdy odchodziłeś?

Oboje wybuchli śmiechem i ruszyli razem chodnikiem, czując się tak, jakby się nigdy naprawdę nie rozstawali.

Bo życie uczy, iż nie warto pielęgnować żalów z przeszłościczasem wystarczy dopuścić do siebie dawną radość, żeby znów poczuć się szczęśliwym.

Idź do oryginalnego materiału