Minęło sześć miesięcy od wielkiego nieszczęścia, które dotknęło naszą rodzinę zmarł mój tata. To wydarzenie wszystko zmieniło. Pewnego dnia, pół roku po pogrzebie, odwiedził nas brat taty, wujek Wojciech. Wujek rzadko do nas zaglądał kontakt z moim tatą miał równie sporadyczny. Nie kłócili się, ale relacje między nimi były raczej chłodne. Każdy z nich prowadził swoje życie.
Jak podróż? zapytałam. I czemu mówisz mi ty? Przecież jestem twoim ulubionym wujkiem! odparł wujek Wojciech, uśmiechając się słodko, jakby naprawdę był moim ulubionym wujkiem.
Wujek nie uprzedził nas o swojej wizycie, niczego nie szykowaliśmy. Od czasu pogrzebu ojca nie rozmawialiśmy z nim ani razu choćby nie zadzwonił. A potem po prostu zjawił się niespodziewanie.
Siedliśmy do herbaty, a wujek zaczął: Jak podzielimy spadek? Nas troje? Nie będzie innych? Spadek? mama zapytała zaskoczona, dopiero wracając do siebie.
Rzeczywiście, był spadek. Zostało nam ładne mieszkanie, duży, piękny dom na wsi i dwa samochody. Mama przekonywała mnie, żeby sprzedać dom i kupić mi mieszkanie w Krakowie, gdzie studiuję. Na razie jednak nie chcieliśmy się śpieszyć uznaliśmy, iż damy sobie czas.
Jaki spadek? Majątek, który zostawił mój brat! odpowiedział wujek Wojciech. Gdyby nie Iga i ja, dostałabyś wszystko. A tak nie masz prawa do całości! Ale jestem bratem! Należy mi się spadek! Nie, nie należy! Prawo stoi po naszej stronie! A co jeżeli chodzi o sumienie?
Wujek Wojciech był sprytny doskonale wiedział, iż zgodnie z prawem nic mu się nie należy, więc próbował grać na sumieniu. Nie dostrzegaliśmy w jego zachowaniu ani logicznego sensu, ani uczuć. Mój tata i wujek nigdy nie byli sobie bliscy, więc wujek nie miał żadnych roszczeń do majątku ojca.
Kiedy tata zaczął chorować, od razu powiedział nam, iż wszystko, co mamy, zostanie przekazane tylko mnie i mamie. Nikomu więcej. Ojciec nie zamierzał dzielić naszego majątku z nikim innym.
choćby wobec sumienia, Wojciechu, nie należy ci się nic! Dobrze o tym wiesz! Nigdy nie byłeś blisko ze swoim bratem! Tak to już jest! Jak w kiepskim filmie: mężczyzna się żeni, żona zabiera wszystko, a rodzice, bracia, siostry, siostrzeńcy nie dostają nic!
Wujek Wojciech chciał wzbudzić poczucie winy, próbował wymusić podział majątku na nas wszystkich. Do widzenia! Nie zamierzamy tego z tobą dyskutować! powiedziała mama.
Kiedy wujek wyszedł, zamknęłyśmy dom i pojechałyśmy do mieszkania w centrum Krakowa. Obie dobrze znałyśmy brata ojca wiedziałyśmy, iż tak łatwo się nie podda i trzeba będzie z nim iść do sądu. W końcu chodziło o duże pieniądze: udział w luksusowej willi, w mieszkaniu w centrum miasta i dwóch samochodach. To suma, których nie można zignorować.
Tak samo myślał wujek Wojciech w końcu faktycznie pozwał nas do sądu. Liczył, iż wygra. Ale prawo stoi po naszej stronie. Nie mogę pojąć, na co liczy… Cały czas czuję cień po tej rodzinnej sprawie czy naprawdę można próbować wymusić spadek na własnej rodzinie, kiedy nie było się blisko? Zastanawiam się, czy kiedykolwiek będziemy mogli normalnie patrzeć sobie w oczy.








