Biskup Andrzej Jeż uznany za winnego. Dwa lata ograniczenia wolności dla hierarchy diecezji tarnowskiej

miastons.pl 2 godzin temu

Bezprecedensowy wyrok w polskim Kościele. Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał biskupa Andrzeja Jeża za winnego niedopełnienia obowiązku zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich, których mieli dopuścić się dwaj podlegli mu duchowni. W czwartek, 29 października 2026 roku, hierarcha został skazany na dwa lata ograniczenia wolności oraz comiesięczne potrącanie 25 procent wynagrodzenia na rzecz fundacji pomagającej krzywdzonym dzieciom. Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom biskupa i podkreślił, iż przepisy kościelne nie zwalniają z przestrzegania polskiego prawa. Wyrok jest nieprawomocny. Sprawa ma szczególne znaczenie również dla Sądecczyzny, której parafie należą do diecezji tarnowskiej.

Historyczny wyrok w Tarnowie. Biskup Andrzej Jeż uznany za winnego

Po ponad ośmiu miesiącach procesu przed Sądem Rejonowym w Tarnowie zapadło rozstrzygnięcie w jednej z najgłośniejszych spraw dotyczących odpowiedzialności hierarchów Kościoła katolickiego w Polsce.

Biskup tarnowski Andrzej Jeż został uznany za winnego umyślnego niedopełnienia obowiązku zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich. Postępowanie dotyczyło dwóch duchownych – Stanisława P. oraz Tomasza K.

Sąd wymierzył hierarsze karę dwóch lat ograniczenia wolności, połączoną z obowiązkiem przekazywania co miesiąc 25 procent wynagrodzenia na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, wspierającej dzieci pokrzywdzone przemocą i wykorzystywaniem seksualnym. Biskup został również obciążony kosztami procesu.

Ogłoszenie wyroku odbyło się w czwartek, 29 października. Andrzej Jeż nie pojawił się w sądzie podczas jego odczytywania.

To pierwszy tego rodzaju proces i wyrok dotyczący urzędującego polskiego biskupa diecezjalnego, oskarżonego o niezawiadomienie organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec dzieci.

Sąd nie uwierzył biskupowi. Mocne słowa podczas uzasadnienia wyroku

Podczas uzasadniania orzeczenia sędzia odniosła się do wyjaśnień składanych przez biskupa Andrzeja Jeża. Uznała je za niewiarygodne, wskazując, iż hierarcha miał prawny obowiązek zawiadomienia odpowiednich służb o podejrzeniu popełnienia poważnych przestępstw.

Sąd podkreślił, iż od lipca 2017 roku w Polsce obowiązują przepisy przewidujące odpowiedzialność karną za niezawiadomienie organów ścigania o określonych przestępstwach seksualnych wobec dzieci.

Za niedopełnienie tego obowiązku grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności.

W ocenie sądu obowiązek ten dotyczy wszystkich obywateli, niezależnie od zajmowanego stanowiska, pełnionej funkcji czy przynależności do instytucji religijnych.

Sędzia zwróciła uwagę, iż zadaniem biskupa nie było samodzielne rozstrzyganie, czy informacje o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich są wystarczająco wiarygodne. Ustalenie okoliczności ewentualnego przestępstwa należy bowiem do organów ścigania.

Rolą hierarchy było zawiadomienie odpowiednich instytucji, a nie zastępowanie ich w prowadzeniu postępowania.

Tajemnica papieska nie zwalnia z odpowiedzialności. Sąd odrzucił argumenty hierarchy

Jednym z kluczowych elementów procesu była kwestia relacji pomiędzy prawem kościelnym a obowiązującymi w Polsce przepisami karnymi.

Biskup Andrzej Jeż tłumaczył, iż informacje dotyczące duchownych w pierwszej kolejności przekazywano do Watykanu. Dopiero po przeprowadzeniu procedur kościelnych i uzyskaniu odpowiednich informacji kuria zawiadamiała polskie organy ścigania.

Sąd nie podzielił tej argumentacji.

W uzasadnieniu wskazano, iż tzw. sekret papieski nie może stanowić podstawy do uchylania się od obowiązków wynikających z prawa państwowego.

Przypomniano również, iż papież Franciszek w 2019 roku zniósł stosowanie tajemnicy papieskiej w sprawach dotyczących wykorzystywania seksualnego małoletnich.

Zdaniem sądu wewnętrzne procedury kościelne nie mogły usprawiedliwiać opóźnienia w przekazaniu informacji prokuraturze lub policji.

„Straciłbym stanowisko”. Sąd przywołał zeznania biskupa

Szczególnie istotnym fragmentem uzasadnienia było odniesienie się do słów, które podczas procesu miał wypowiedzieć sam oskarżony.

Według relacji z ogłoszenia wyroku biskup Andrzej Jeż, pytany o możliwość wcześniejszego przekazania dokumentów organom ścigania, miał stwierdzić:

– Gdybym udostępnił dokumenty organom, przed wysłaniem do Watykanu, straciłbym stanowisko.

Sąd odniósł się krytycznie do takiego sposobu rozumowania. W jego ocenie interes instytucjonalny i obawa przed konsekwencjami służbowymi nie mogą być stawiane ponad dobrem osób pokrzywdzonych.

W uzasadnieniu przywołano również zeznania byłego biskupa tarnowskiego Wiktora Skworca oraz kanclerza tarnowskiej kurii, ks. Roberta Kantora.

Sędzia podkreśliła, iż od osoby sprawującej tak odpowiedzialną funkcję jak biskup diecezjalny należy oczekiwać szczególnej troski o bezpieczeństwo dzieci oraz zdecydowanej reakcji na informacje o możliwych przestępstwach.

Sprawa dotyczy także Sądecczyzny. Jeden z duchownych był związany z regionem

Wyrok ma szczególne znaczenie dla mieszkańców Nowego Sącza i całej Sądecczyzny. Diecezja tarnowska, którą kieruje biskup Andrzej Jeż, obejmuje bowiem również liczne parafie na terenie powiatu nowosądeckiego, limanowskiego i gorlickiego.

Co więcej, jeden z duchownych, których sprawy stały się podstawą postępowania przeciwko biskupowi, był związany z Sądecczyzną.

Stanisław P. pochodzi z gminy Podegrodzie. W przeszłości pełnił posługę kapłańską między innymi w Krynicy-Zdroju, a także na Ukrainie. Zarzuty dotyczące wykorzystywania seksualnego małoletnich w jego sprawie były jednym z wątków analizowanych podczas procesu biskupa tarnowskiego.

Druga sprawa dotyczy Tomasza K. Postępowanie dotyczące tego duchownego toczy się przed Sądem Rejonowym w Nowym Sączu.

To właśnie brak odpowiednio szybkiego zawiadomienia państwowych organów ścigania o podejrzeniach dotyczących tych dwóch księży stał się podstawą oskarżenia hierarchy.

Prokuratura chciała więzienia. Obrona domagała się uniewinnienia

Podczas mów końcowych prokuratura wnosiła o wymierzenie biskupowi Andrzejowi Jeżowi kary dziesięciu miesięcy więzienia z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na trzy lata oraz grzywny w wysokości 20 tysięcy złotych.

Oskarżyciel podkreślał, iż obowiązek informowania o przestępstwach seksualnych wobec dzieci ma charakter bezwzględny, a jego niedopełnienie może prowadzić do poważnych konsekwencji dla pokrzywdzonych.

Obrońcy biskupa konsekwentnie domagali się uniewinnienia. Argumentowali, iż hierarcha ostatecznie zawiadomił organy ścigania, a w sprawie istniały wątpliwości dotyczące interpretacji przepisów oraz obowiązujących wówczas procedur kościelnych.

Sam Andrzej Jeż nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Sąd pierwszej instancji nie podzielił stanowiska obrony i wydał wyrok skazujący.

Bezprecedensowa sprawa w polskim Kościele. Wyrok nie jest prawomocny

Czwartkowe rozstrzygnięcie może mieć istotne znaczenie dla praktyki stosowania przepisów dotyczących obowiązku zgłaszania przestępstw seksualnych wobec małoletnich.

Sąd wyraźnie wskazał, iż odpowiedzialność za zawiadomienie organów ścigania spoczywa również na osobach zajmujących najwyższe stanowiska w strukturach kościelnych.

Jednocześnie należy podkreślić, iż wyrok wydany 29 października 2026 roku jest nieprawomocny. Stronom przysługuje możliwość jego zaskarżenia, a ostateczne rozstrzygnięcie może zapaść przed sądem drugiej instancji.

Biskup Andrzej Jeż pozostaje ordynariuszem diecezji tarnowskiej, a czwartkowe orzeczenie nie oznacza automatycznego pozbawienia go funkcji kościelnej.

Sprawa z pewnością będzie przez cały czas uważnie obserwowana również na Sądecczyźnie, gdzie diecezja tarnowska odgrywa istotną rolę w życiu religijnym i społecznym mieszkańców.

Idź do oryginalnego materiału