Bezgraniczna bezczelność
No powiedz szczerze, Marto zacząłem się żalić Jaka to adekwatnie różnica, komu wynajmiemy domek? Swoim czy obcym? Złotówki te same.
Marta kończyła właśnie rozwieszać pranie na balkonie. Lepiej by zrobiła, gdyby zamiast marudzić, zabrała się za pomoc.
Bartoszku odpowiedziała cicho Kochany, różnica polega na tym, iż od rodziny jeszcze nigdy nie udało się wyegzekwować pieniędzy.
Mówisz o Pawle? skrzywiłem się Przecież Paweł to mój brat! Na pewno zapłaci, ręczę ci. Przecież choćby nie pyta o żadną zniżkę. Zaproponował, iż wynajmie cały domek na całe lato w pełnej cenie. Nie będziesz musiała szukać lokatorów.
Bartku, to domek nad morzem, w Międzyzdrojach. Znajdę chętnych w pięć minut.
Wytłumacz mi, dlaczego tak się upierasz, żeby wynająć komuś obcemu?
Z obcymi jest prosto: umowa, zaliczka, nie płacą żegnamy się, nikt się nie obrazi, trudno. A z rodziną zaczyna się oj Martusiu, bo dzieci mamy, zrozum, oj, przelejemy później, a to telewizor się zbił, ale chyba nie każesz nam dopłacać, nie?. Uwierzy mi, przeżyłam to już nieraz. Ty nie masz pojęcia, jak to się kończyło.
Domek dostała Marta po rodzicach, którzy też go wynajmowali. Mieszkali w Szczecinie, a domek nad morzem był dla nich niezłym dodatkiem do pensji. Marta postanowiła robić dokładnie to samo, ale na własnych zasadach żadnych znajomych, żadnej rodziny w roli najemców. Zbyt często widziała, jak przyjaciele łamią dane słowo i nie płacą.
I jak to się kończyło? spytałem z ciekawości.
Rodzina po prostu nie płaciła, a potem choćby nie przepraszali! Udawali, iż nie rozumieją problemu. Mówili, iż przecież nie jest mi trudno ich gościć. Domek to nie schronisko, tylko inwestycja, Bartku. To nie jest darmowa kwatera dla twojej rodziny.
Paweł wymyślił sobie, iż trzy miesiące w Międzyzdrojach to to, czego jego żona i trójka dzieci najbardziej potrzebują. W wakacje w jego branży panował zastój, więc zamierzał korzystać z życia. Marta była przekonana, iż Paweł choćby nie zamierza nam za domek płacić.
Ale on nie prosi, żebyś ich wpuściła za darmo! uparłem się Zapłaci, zobaczysz!
Wszyscy na początku obiecują, iż zapłacą.
Po co nam ten kłopot? Zawsze jest kolejka chętnych, którzy bez szemrania zapłacą rynkową cenę, podpiszą umowę, a ja nie będę miała się czym martwić. Nie, żadnej rodziny, żadnych przyjaciół. Interesy to interesy.
Z Martą było trudno się spierać, ale miałem swój argument.
Dobrze. Skoro Pawłowi nie wierzysz, to może mi zaufasz?
Czekała na ciąg dalszy.
Wierzę ci, i co z tego?
jeżeli Paweł nie zapłaci, to ja ci wszystko oddam. Sam pokryję cały czynsz.
Brzmi dobrze, ale to kiepski argument.
Przecież zapłacisz z naszych pieniędzy.
No jeżeli tak mówisz zmieszałem się Mogę znaleźć fuchę na wieczór albo w weekendy i wszystko, co zarobię, oddam tobie. To będą twoje, nie nasze pieniądze. Pasuje?
Byłem zaskoczony, jak bardzo zależy mi na tej sprawie. jeżeli tak bardzo ufam bratu, to może i ona powinna mi zaufać
Ty to potrafisz mnie przekonać przyznała Marta No dobra. Cała odpowiedzialność na tobie.
Do wakacji było jeszcze daleko. Marta zdążyła odzyskać spokój.
Czerwiec przyniósł pierwsze kłopoty. Dzwoniłem do Pawła co kilka dni z pytaniem, czy przeleje choć za pierwszy miesiąc. Słyszałem tylko zapewnienia:
Jasne, Bartek, wszystko pod kontrolą! Kasa? Oj, czekam tylko, aż mój kontrahent rozliczy ze mną duże zamówienie na koniec miesiąca. Ledwo wpłyną środki, przelewam natychmiast. Wytrzymaj jeszcze chwilę.
Czerwiec minął.
Pieniędzy nie było.
Marta dzielnie znosiła ten miesiąc. Nie dopytywała, nie narzekała. Oddała całość pod moją kontrolę chciała mi zaufać. Patrzyła na mnie uważnie, gdy po kolejnej rozmowie z bratem ledwo powstrzymałem się przed kłamstwem.
No i co? Przyszły pieniądze?
Paweł dalej czeka na przelew od kontrahenta. Każe nam się nie martwić.
Ta sama śpiewka już drugi miesiąc.
Na końcu języka miałem sarkastyczne a nie mówiłam?.
Widzisz? Z rodziną zawsze znajdzie się wymówka, dlaczego nie płacą na czas.
Marta, to przecież tylko przypadek! Nie robi tego specjalnie. Po prostu tak wyszło. Zaczekajmy jeszcze chwilę.
Jasne, poczekajmy do września, kiedy spakują się i powiedzą: Dzięki za cudowne wakacje, oddzwonimy w sprawie kasy.
Marta, przecież ty nic nie ryzykujesz. jeżeli nie zapłaci, to ja pójdę do pracy dodatkowej.
Ty? Teraz? Naprawdę?
Zaraz spuściłem z tonu.
Daj jeszcze dwa tygodnie. jeżeli do tego czasu nie przeleje, zapłacę ci sam jeżeli tak bardzo ci zależy.
Nikt cię nie zmuszał do takich deklaracji. Sam się do tego zgłosiłeś, żeby udowodnić mi, iż twój brat jest uczciwy. No to pokaż!
Atmosfera między nami się ochłodziła. Rozmawialiśmy zdawkowo, coraz częściej mijałem się z Martą.
Lipiec przyniósł upały nie do wytrzymania. Wieczorami łapała mnie na przeglądaniu ogłoszeń o pracę ale nie dzwoniłem pod żaden numer.
Wiesz, Bartek, dziś trzydziesty. Dwie trzecie lata za nami, a od Pawła wciąż zero złotych z czynszu upomniała.
przez cały czas czeka na przelew Ale
Ale jak tylko dostanie odda.
Obiecał nawet, iż dorzuci coś ekstra za zwłokę!
Przestałam wierzyć w te bajki. Poręczyłeś za niego? Teraz twoja kolej płacić. Gdzie ta twoja praca?
Już sam wiedziałem, iż idea podwójnego etatu nie była moją wymarzoną. Łatwiej obiecać niż naprawdę działać.
Szukam Ale ciężko coś znaleźć. Przecież nie pójdę nosić worków cementu z tym moim kręgosłupem.
Może znajdziesz siłę, by powiedzieć Pawłowi, iż sam powinien to robić? Ty mi obiecałeś. Albo już idziesz do pracy, albo ja sama zadzwonię do Pawła i powiem, iż jeżeli w piątek nie ma choć połowy sumy, to żegnam jego rodzinę, a kasę ściągnę przez sąd.
Przeszedł mnie zimny dreszcz.
Nie dzwoń do Pawła! Co powiem potem mamie? Że poszedłem na brata z pozwem? Przecież nikt tego nie zrozumie!
Paweł nie chciał płacić, ja nie chciałem dotrzymać obietnicy, a już na pewno nie chciałem wojny rodzinnej. Zacząłem zgrywać pokrzywdzonego i zrzucać winę na Martę.
Myślisz tylko o sobie! Przecież będę musiał zasuwać wieczorami, żeby oddać ci pieniądze. Należy ci się ten czynsz ode mnie, naprawdę?
Ja cię nie zmuszałam, Bartek! To twoje własne słowa.
Skąd miałem wiedzieć, iż Paweł się na mnie wypnie?
A ja wiedziałam odpowiedziała spokojnie Marta. Wiedziałam, bo widziałam to wiele razy. Ale nie chciałeś mnie słuchać.
Już zrozumiałem! zacząłem odgrywać tragedię. Ale ty, Marto Wcale mnie nie wspierasz. Dla ciebie ważniejsze są złotówki niż moje zdrowie! To wszystko przez ciebie!
Wymagam jedynie, byś wywiązał się z umowy, którą sam zaproponowałeś.
Dobra! Pójdę do pracy i oddam ci za Pawła, zadowolona? Skoro pieniądze mają być dla ciebie najważniejsze!
Nie wyszło tak, jak zakładałem Marta postawiła na swoim. Zacząłem pracować wieczorami jako kurier, a potem patrzyłem na nią złowrogo.
Wszystko przez ciebie rzuciłem kiedyś.
Przez mnie?
Tak!
Może teraz zrozumiesz syknęła Marta Łatwo być miłym za czyjeś pieniądze. Sam oddaj za brata, to wnioski szybciej wyciągniesz.
Wciąż miałem nadzieję, iż Paweł w końcu przeleje choć część pieniędzy. Marzyłem, iż ruszy go sumienie. I wtedy, jakby na zawołanie, zadzwonił do Marty.
Może się pomyliła? Może teraz przeleje całość?
Marto, mam sprawę
Paweł, nie mam dla ciebie czasu. Od sierpnia powinieneś być już rozliczony za lipiec. To już nie moja sprawa, teraz to problem Bartka.
Tak, Bartek mi mówił! Biedny z niego chłop. Ale słuchaj, mam mały problem Auto się popsuło, wszystko poszło na naprawę. Muszę jakoś wrócić z rodziną do domu, a czynsz za domek potem, okej?
Przewidywalne do bólu.
Marta odłożyła telefon.
Po jej twarzy od razu wyczułem, o co chodzi.
Byłem głupi, iż aż tak mu ufałem przyznałem cicho. Ale ty wcale mi nie dajesz prawa do błędu! Zamiast wesprzeć, dobijasz.
Miałam ci mówić: Nie martw się, Bartek, niech rodzina sobie pożyje za darmo, a ja sobie jakoś poradzę? Sam nalegałeś, iż oddasz.
Owszem, nalegałem! dąsałem się. Ale nie sądziłem, iż tak łatwo zgodzisz się na to, żebym zaryzykował własne zdrowie! Myślisz o mnie w ogóle?
A twój brat myślał o tobie?
Paweł nie jest zły, tylko tak wyszło
Nie jest zły kiwnęła głową Marta. Że mnie oszukał, ciebie wystawił, a ja jestem ta najgorsza, bo się domagam swojego?
Nie miałem już słów. Chyba zaczyna się ciężki okres w naszym małżeństwie.
Dopiero teraz rozumiem, czemu Marta była tak stanowcza. Rodzina to rodzina, ale z pieniędzmi lepiej nie ryzykować. Gdybym od początku ją posłuchał, nie musiałbym teraz dowiadywać się, jak gorzkie jest poczucie porażki i jak niewygodne jest bycie miłym kosztem własnej rodziny. Najważniejsza lekcja? Przy wynajmach: umowa, pieniądze i zasad tylko wtedy sen spokojny. Bo rodzina rodzina, ale rachunki same się nie zapłacą.






