Bezczelne słońce.
Świeci na chama i dręczy człowieka, ma podobno być piękne słoneczne lato do przyszłego piątku, czyli lato się skończy dokładnie wtedy, kiedy składam pracę i odzyskam trochę wolności. choćby pogoda jest złośliwa w tej Irlandii.
Wczoraj poszłam do Aldika po lody, a wyszłam z dwiema gardeniami jaśmionowatymi, teraz mam kolejne coś do sadzenia.
Dziś dobrze spałam, zwróciłam się bowiem ku metodom naturalnym, niejednokrotnie zachwalanym na tym blogu i voila! Mistrz naturopatii już od tygodnia puszczał mi spersonifikowane reklamy.
Przestała mnie boleć kaletka krętacza (krętaża), a zatem będę biegać. W parku same zasapane czerwone osoby biegające i zapragnęłam dołączyć do kultu.
Zaczęłam jeść gluten, ale tylko w formie chleba na zakwasie wypiekanego własnoręcznie przez mojego naturopatę. Na razie żyję, odczynów zapalnych brak.
Pisanie słabo idzie, ale się nie poddaję.
A poza tym to zawsze byłam przemądrzała, a teraz niedajboze będę przemądrzała do kwadratu, zaczęłam współczuć moim koleżankom (bo rodzina to już mnie zna jak zły szeląg, nie wiem, jak mnie od tylu lat znoszą;). Dotarło do mnie nagle wreszcie, iż najbardziej ludzka postawa to ‘nie wiem, nie jestem pewnien, może być tak a może być inaczej’. Najbardziej męczący wydają się być ludzie, którzy nigdy nie mają wątpliwości i wiedzą, kto, co, jak i dlaczego, tłumaczą sny innym ludziom i zawsze mają rację;D