BEZ SERCA…
Jadwiga Wesołowska wróciła do domu, pachnąc świeżością po wizycie u fryzjerki. Choć skończyła niedawno 68 lat, nie zaniedbywała siebie pielęgnacja włosów i paznokci była jej rytuałem, który dodawał energii i poprawiał humor.
Jadwigo, jakaś krewna u ciebie była. Powiedziałem, iż będziesz później, obiecała jeszcze przyjść poinformował ją mąż, Marian.
Jaka krewna? Przecież już żadnej rodziny nie mam. Pewnie jakaś daleka, siódma woda po kisielu Znów będzie o coś prosić. Trzeba było jej powiedzieć, iż wyjechałam za granicę odpowiedziała niechętnie Jadwiga.
Czemu tak od razu kłamać? Wydaje mi się, iż to ktoś z waszego rodu, wysoka, elegancka, przypomina trochę twoją świętej pamięci mamę. Nie sądzę, żeby czegoś chciała, wyglądała na inteligentną kobietę próbował uspokoić Marian.
Po czterdziestu minutach gość zadzwonił do drzwi. Jadwiga sama ją wpuściła. Faktycznie, była podobna do zmarłej matki, a ubrana była w prawdziwie szykowne rzeczy: drogi płaszcz, buty, rękawiczki, kolczyki z maleńkimi brylancikami. Jadwiga znała się na takich detalach.
Zaprosiła nieznajomą do stołu, który już nakryła.
Poznajmy się, skoro rodzina. Jadwiga, bez formalności. Widzę, iż jesteśmy w podobnym wieku. To mój mąż, Marian. Po jakiej linii jesteśmy spokrewnione? zapytała gospodyni.
Nieznajoma na chwilę się zawahała, lekko zarumieniła.
Jestem Barbara… Barbara Konarska. Naprawdę, kilka się różnimy wiekiem. Niedawno, 12 czerwca, skończyłam 50 lat. Ta data nic ci nie mówi?
Jadwiga zbladła.
Widzę, iż już pamiętasz. Tak, jestem twoją córką. Proszę, nie martw się, nie chcę niczego od ciebie. Chciałam tylko zobaczyć swoją matkę. Przez całe życie nie rozumiałam, dlaczego mama mnie nie kocha. Osiem lat temu jej zabrakło. Dlaczego to tata mnie kochał? Jego już też nie ma, zmarł dwa miesiące temu. Tuż przed śmiercią powiedział mi o tobie, prosił, byś mu wybaczyła, jeżeli potrafisz opowiadała Barbara, roztrzęsiona.
Nic nie rozumiem. Masz córkę? zdumiał się Marian.
Wychodzi na to, iż mam. Wyjaśnię ci wszystko później odpowiedziała Jadwiga.
Więc jesteś moją córką? Wspaniale! Zobaczyłaś mnie? jeżeli liczysz, iż będę żałować albo prosić o wybaczenie, to się mylisz. Nie widzę tu swojej winy zwróciła się Jadwiga stanowczo do Barbary. Mam nadzieję, iż tata wszystko ci opowiedział. jeżeli liczysz na matczyne uczucia, to nie wzbudzisz ich we mnie, choćby o milimetr! Przepraszam.
Mogę cię jeszcze kiedyś odwiedzić? Mieszkam niedaleko, pod Warszawą, duży dom z ogrodem. Może przyjedziecie z Marianem? Przywiozłam fotografie wnuka i prawnuczki, może zechcesz zobaczyć? szepnęła Barbara z nadzieją.
Nie chcę. Nie przyjeżdżaj. Zapomnij o mnie. Żegnaj odparła ostro Jadwiga.
Marian zamówił Barbarze taksówkę i odprowadził ją. Kiedy wrócił, Jadwiga już sprzątnęła stół i spokojnie oglądała telewizję.
Niezły z ciebie twardziel! Nadawałabyś się na dowódcę wojska. Nic, zero serca! Zawsze podejrzewałem, iż jesteś bezwzględna, ale iż aż tak… powiedział z wyrzutem Marian.
Poznaliśmy się, gdy miałam 28 lat, prawda? Słuchaj, duszę ze mnie wyjęto dużo wcześniej.
Marian usiadł, a Jadwiga zaczęła opowiadać.
Wychowałam się na wsi, zawsze marzyłam, żeby uciec do miasta. Dlatego w podstawówce i liceum byłam najlepsza, dostałam się na Politechnikę jako jedyna z klasy.
Miałam 17 lat, gdy poznałam Włodka. Kochałam go jak szalona, był ode mnie starszy o 12 lat, ale to mi nie przeszkadzało. Po biednym dzieciństwie życie na studiach w Warszawie wydawało mi się bajką. Stypendium ledwo wystarczało, ciągle głodna. Dlatego z euforią przyjmowałam zaproszenia Włodka do kawiarni, na lody. Nigdy niczego nie obiecywał, ale byłam pewna, iż skoro taka miłość, to na pewno się pobierzemy.
Gdy zaprosił mnie kiedyś do domku letniskowego, zgodziłam się bez wahania. Myślałam, iż po tym wszystkim zwiążę go na zawsze. Spotkania na działce stały się codziennością. Po kilku miesiącach wiedziałam już, iż zostanę matką jego dziecka.
Powiedziałam Włodkowi. Cieszył się nawet, ale gdy zapytałam o ślub, odpowiedział pytaniem:
A czy ja ci kiedyś obiecywałem się ożenić?
Nie i się nie ożenię. Mam już żonę… powiedział spokojnie.
A dziecko? A ja?
Dasz sobie radę. Jesteś zdrowa i młoda, można by rzeźbę wzorować na tobie. Weźmiesz urlop dziekański na studiach. Gdy zaczniesz być w ciąży, będziesz mieszkać u nas z żoną. My nie możemy mieć dzieci, może dlatego, iż żona jest dużo starsza. Jak urodzisz, dziecko weźmiemy do siebie. Jak się wszystko załatwi, to nie twoja sprawa, jestem istotną osobą w urzędzie miasta, żona ordynuje oddziałem w szpitalu. O dziecko się nie martw. Po wszystkim wrócisz na studia, dostaniesz zapłatę.
Wtedy nikt nie słyszał o surogatkach. Chyba byłam pierwszą surogatką w Polsce. Co miałam zrobić? Wracać na wieś, zhańbić rodzinę?
Do porodu mieszkałam u nich w willi. Żona Włodka nie odwiedzała mnie, może zazdrościła. Córkę urodziłam w domu, położna przyjechała, wszystko zgodnie z prawem. Nie karmiłam jej piersią, zaraz ją zabrali. Już nigdy jej nie zobaczyłam. Tydzień później grzecznie wyproszono mnie z domu. Włodek dał mi pieniądze.
Wróciłam na uczelnię, potem poszłam do pracy na fabrykę. Przydzielono mi pokój w internacie dla rodzin. Pracowałam jako mistrz, potem jako starszy mistrz kontroli jakości.
Miałam wielu znajomych, ale nikt nie chciał się ożenić, aż pojawiłeś się ty. Miałam już 28 lat, nie ciągnęło mnie do małżeństwa, ale “trzeba”.
Potem już znasz historię. Dobrze nam było, zmieniliśmy trzy samochody, dom mamy pełen dostatku, działkę zadbaną. Co rok wyjeżdżaliśmy na wakacje. Fabryka przetrwała kryzys w latach 90., bo robiliśmy części dla ciągników tylko w jednym wydziale, reszta była tajemnicą. Do dziś zakład jest ogrodzony drutem, z posterunkiem.
Wyszliśmy na wcześniejszą emeryturę. Wszystko mamy, dzieci nie. I tak lepiej. Jak patrzę na te dzieciaki teraz… zakończyła Jadwiga spowiedź.
Żle nam się wiodło. Kochałem cię, całe życie próbowałem ogrzać twoje serce, ale się nie udało. Może nie było dzieci, ale serca też nie miałaś choćby kota czy żaden pies nie wzbudził w tobie litości. Siostra prosiła, byś pomogła jej córce, choćby na tydzień nie chciałaś jej przyjąć.
A dziś przyjechała do ciebie córka, a ty…? To twoja krew, a ty… Gdybyśmy byli młodsi, wystąpiłbym o rozwód, ale teraz już za późno. Z tobą jest zimno, zimno mówił Marian, wzburzony.
Jadwiga przestraszyła się, bo pierwszy raz usłyszała od męża takie słowa.
Cały jej spokojny świat rozbiła ta córka.
Marian przeprowadził się na działkę. Ostatnie lata spędzał tam, miał tam trzy psy przygarnięte szczeniaki i nie wiadomo ile kotów.
W domu bywał rzadko. Jadwiga wiedziała, iż jeździ do Barbary, zaprzyjaźnił się ze wszystkimi, w prawnuczce się zakochał.
Zawsze był zamyślony, tak już mu zostało. Niech żyje, jak chce myślała Jadwiga.
Nigdy nie poczuła potrzeby zbliżenia się do córki, wnuka czy prawnuczki.
Jeździła sama nad Bałtyk. Odpoczywała, nabierała sił i czuła się dobrze.














