Bez „musisz” Antoni wrócił do domu i zobaczył na kuchennym stole trzy talerze z zaschniętym makaron…

twojacena.pl 5 godzin temu

Bez musisz

Tomek wszedł do mieszkania i na kuchennym stole zobaczył trzy talerze z zaschniętym makaronem, przewrócony kubeczek po jogurcie i otwarty zeszyt w kratkę. Plecak Michała leżał pośrodku korytarza, a Zosia siedziała na kanapie, wpatrzona w telefon.

Odłożył torbę, zdjął buty. Miał już coś powiedzieć o tych talerzach, ale zmęczenie ścisnęło mu gardło i zamiast tego podszedł do stołu, wziął jeden talerz, zaniósł do zlewu.

Tato, ja zaraz pozmywam rzuciła bez odrywania wzroku od ekranu Zosia.

No dobra.

Odkręcił wodę, wsunął talerz pod strumień. Makaron nasiąkał i rozpływał się w odpływie. Zakręcił kran i przez moment patrzył na mokre naczynie.

Zosiu, a gdzie Michał?

U siebie. Zadania robi.

A ty?

Skończyłam już.

Wytarł ręce w ręcznik i wszedł do pokoju syna. Michał leżał na dywanie, trzymając głowę na dłoni, a w zeszycie widniało półtora zadania z matmy.

Cześć odezwał się Tomek.

Cześć.

Jak tam?

W porządku.

Lekcje?

Robię.

Tomek usiadł na brzegu łóżka. Michał rzucił na niego ukradkowe spojrzenie, po czym wrócił do zeszytu.

Tato, o co chodzi?

Sam nie wiem westchnął Tomek. Chyba po prostu jestem zmęczony.

Rzeczywiście nie bardzo wiedział. Rano dzwoniła mama, prosiła, żeby podjechał pomóc rozkręcić szafę. W pracy narada przeciągnęła się do osiemnastej, w tramwaju był ścisk taki, iż ledwo mógł oddychać. A teraz siedział w pokoju Michała i czuł, iż nie chce zaczynać tematów o naczyniach, lekcjach i porządku. Nie chce być tylko funkcją, która wraca do domu i włącza się w tryb obowiązków.

Słuchaj, chodźmy wszyscy na kuchnię, co? Razem.

Ale po co?

Porozmawiać.

Michał skrzywił się.

Znowu o tej dwói z polskiego?

Nie. Po prostu pogadać.

Tato, ja jeszcze nie skończyłem zadania.

Dokończysz później. Pięć minut.

Wyszedł z pokoju, zawołał Zosię. Spojrzała na niego, westchnęła niezadowolona.

Serio?

Serio.

Odrzuciła telefon na kanapę i poszła za ojcem. Michał wyszedł z pokoju, stanął na progu kuchni jakby niepewny, czy wejść.

Tomek usiadł przy stole, odsunął zeszyt. Zosia naprzeciwko, Michał na rogu krzesła.

Coś się stało? spytała Zosia.

Nic się nie stało.

Więc po co?

Tomek spojrzał najpierw na córkę, potem na syna. Michał miał zmartwione oczy, najwyraźniej spodziewał się jakiegoś problemu.

Po prostu chciałem pogadać powiedział Tomek. Tak szczerze. Bez musisz odrobić lekcje, musisz posprzątać, bez tego wszystkiego.

Czyli naczyń jednak nie trzeba zmywać? nieśmiało zapytał Michał.

Później pozmywamy. Teraz mam na myśli coś innego.

Zosia skrzyżowała ramiona.

Dziwny dziś jesteś.

Pewnie tak przyznał. Bo już mam dość udawania, iż wszystko gra.

Zapadła cisza. Szukał słów, ale w głowie miał pustkę.

Nie wiem, jak to powiedzieć zaczął. Ale wydaje mi się, iż wszyscy coś udajemy. Ja wracam, wy udajecie, iż jest spokój, ja udaję, iż wierzę. Rozmawiamy o szkole, obiedzie a tak naprawdę w ogóle nie rozmawiamy.

Tato, Ty nas dołujesz odezwała się Zosia cicho. Po co?

Nie wiem. Może dlatego, iż sam sobie nie radzę i boję się, iż wy też nie dajecie rady, a choćby nie wiem w czym.

Michał zmarszczył brwi.

Ja daję radę.

Na pewno? spojrzał na niego Tomek. To czemu ostatnie dwa tygodnie zasypiasz dopiero po północy?

Michał zamilkł, patrzył w blat.

Słyszę jak się przewracasz z boku na bok dodał Tomek. I rano wstajesz jakbyś całą noc nie spał.

Po prostu nie chce mi się spać.

Michał.

No co Michał?

Powiedz jak naprawdę.

Michał wzruszył ramionami, odwrócił wzrok.

W szkole w porządku. Lekcje robię. Czego jeszcze chcesz?

Nie o lekcje pytam.

Zosia wtrąciła się:

Tato, nie męcz go.

Nie męczę. Chcę zrozumieć.

On nie chce gadać. Ma prawo.

Tomek popatrzył na nią.

Dobrze. To może ty powiedz, jak się masz.

Wykrzywiła usta w ironicznym uśmiechu.

Ja? Super. Uczę się, spotykam z koleżankami, mam wszystko pod kontrolą.

Zosiu.

Zamilkła, spojrzała gdzieś na boki.

No co?

Od miesiąca prawie w ogóle nie wychodzisz z domu. Dwa razy koleżanki cię zapraszały, nie poszłaś.

I co z tego? Nie miałam ochoty.

Dlaczego?

Zacisnęła usta.

Bo mam ich dość. Tych ich gadek o chłopakach i głupotach. Starczy?

Starczy odpowiedział. Tylko wydajesz się trochę przygnębiona.

Potrząsnęła głową. Jakby chciała coś z siebie strącić.

Nie jestem smutna.

Ok.

Zapadła cisza. W tle buczała lodówka.

Słuchajcie powiedział w końcu spokojnie nie mam ochoty was teraz wychowywać ani żebyście pocieszali mnie. Powiem wam jak jest: boję się. Codziennie. Martwię się, iż zabraknie nam pieniędzy, iż babcia zachoruje, a nie powie, bo nie chce martwić, iż w pracy będą zwolnienia. Boję się, iż coś przeżywacie, a ja tego nie zauważę, bo jestem za bardzo zajęty. Jestem już zmęczony udawaniem, iż to wszystko mam pod kontrolą.

Zosia zamrugała i spojrzała na niego inaczej.

Jesteś dorosły odezwała się cicho. Powinieneś sobie radzić.

Wiem. Ale nie zawsze mi to wychodzi.

Michał podniósł głowę.

Co będzie, jak nie dasz rady?

Nie wiem odpowiedział szczerze Tomek. Może będę musiał poprosić o pomoc.

Kogo?

Was, na przykład.

Michał spochmurniał.

Ale my jesteśmy dziećmi.

Jesteście, to prawda. Ale jesteście też częścią tej rodziny. I czasami potrzebuję, żebyście po prostu powiedzieli prawdę. Nie wszystko spoko, tylko naprawdę jak jest.

Zosia przesunęła dłonią po stole, jakby zbierała niewidzialne okruszki.

Po co ci wiedzieć?

Żebym nie był sam.

Podniosła na niego wzrok, i zobaczył w jej oczach coś na kształt zrozumienia.

Boję się chodzić do szkoły powiedział nagle Michał. Jeden chłopak nazywa mnie głupkiem. Codziennie. I wszyscy się śmieją.

Tomek poczuł, jak ściska mu się serce.

Jak się nazywa?

Nie powiem. Jeszcze będziesz się wtrącał i będzie tylko gorzej.

Nie będę. Obiecuję.

Michał spojrzał na niego z niedowierzaniem.

Naprawdę?

Naprawdę. Ale chcę, żebyś wiedział, iż nie jesteś sam.

Michał kiwnął głową, pochylił ją nisko.

Nie jestem całkiem sam. Jest Kuba, siedzimy razem.

To dobrze.

Zosia westchnęła.

Ja nie wiem, czy chcę iść do liceum powiedziała cicho. Ciągle wszyscy pytają, gdzie pójdę, a ja nie wiem. I mam wrażenie, iż nigdzie, bo na niczym się nie znam.

Zosiu, masz czternaście lat.

I co z tego? Wszyscy już się określili, a ja nie.

Nie wszyscy.

Wszyscy, których znam.

Zamilkł na chwilę.

Jak byłem w twoim wieku, chciałem być geologiem. Potem zmieniłem zdanie. I jeszcze raz. A teraz pracuję zupełnie gdzie indziej, niż myślałem.

I jak ci z tym?

Różnie. Czasem dobrze, czasem ciężko. Takie jest życie, nie musi być zaplanowane.

Zosia kiwnęła powoli, ale niepewnie.

Wszyscy mówią, iż już trzeba wiedzieć, czego się chce…

Mówią przyznał. Ale to ich słowa, nie twoje.

Prawie się uśmiechnęła patrząc na tatę.

Dzisiaj jesteś jakiś inny.

Mam już dość bycia tym dorosłym co wszystko wie.

Michał parsknął.

Mogę zapytać?

Jasne.

Ty się naprawdę boisz?

Tak, naprawdę.

A co robisz, jak się boisz?

Tomek chwilę się zastanowił.

Wstaję rano i robię coś. choćby jak nie wiem, czy to adekwatne. Po prostu działam.

Michał pokiwał głową.

Rozumiem.

Siedzieli chwilę w milczeniu. Tomek patrzył na nich i wiedział, iż nie dał żadnej odpowiedzi, nie rozwiązał ich problemów, nie zdjął ciężaru ze swoich barków. Ale coś się zmieniło: pokazał im, iż może być nie tylko odpowiedzialny, ale też człowiekiem, a oni mu to odwzajemnili.

No dobra powiedziała Zosia, wstając czas zmyć te gary.

Pomogę ci odezwał się Michał.

Ja też dodał Tomek.

Wstali razem. Zosia odkręciła kran, Michał przyniósł gąbkę, Tomek chwycił ścierkę. Zmywali naczynia w ciszy, ale ta cisza była inna niż zwykle. Nie pusta, a pełna.

Kiedy ostatni talerz powędrował na suszarkę, Zosia wytarła ręce i spojrzała na ojca.

Tato, a możemy jeszcze kiedyś tak pogadać? Po prostu.

Jasne uśmiechnął się. Kiedy tylko będziesz chciała.

Kiwnęła głową i poszła do swojego pokoju. Michał został chwilę, przestępował z nogi na nogę.

Dzięki, iż nie będziesz nic z tym chłopakiem załatwiał powiedział cicho.

Ale jak będzie gorzej, to powiesz mi?

Powiem.

To chodź, dokończymy zadanie.

Poszli razem do pokoju Michała, usiedli na dywanie. Tomek wziął zeszyt, spojrzał na zadania. Michał przysunął się bliżej i wspólnymi siłami zaczęli rozwiązywać przykłady. Bez pośpiechu, niemal zwyczajnie. Ale Tomek już wiedział, iż za tymi zadaniami stoi chłopak, który się boi i iż on, Tomek, też się boi, ale może być z dziećmi nie tylko jako ten sprawdzający, ale jako człowiek z całą swoją słabością, który jednak wstaje każdego ranka.

To było niewiele, ale to było coś na początek.

Idź do oryginalnego materiału