Będziesz musiał zrobić twierdzę ze swojego domu i mieszkania przez 72h. UE i Polska zakładają czarny scenariusz

warszawawpigulce.pl 1 godzina temu

Przez pierwsze trzy doby kryzysu gospodarstwo domowe powinno być w stanie funkcjonować choćby wtedy, gdy przestanie działać prąd, internet, część usług, terminale płatnicze albo pojawią się problemy z dostawami. Taki kierunek przyjęła zarówno Unia Europejska, jak i Polska. Unijna Strategia Gotowości zakłada, iż mieszkańcy powinni posiadać podstawowe zapasy pozwalające przetrwać co najmniej 72 godziny, natomiast polski „Poradnik Bezpieczeństwa” zaleca przygotowanie domowych zapasów na minimum trzy dni. Chodzi o stworzenie swego rodzaju domowej „twierdzy logistycznej”, która przez kilka dni pozwoli rodzinie funkcjonować bez normalnie dostępnej infrastruktury.

Mężczyzna przeczytał niepokojące wieści na telefonie. Grafika poglądowa (generowana przy pomocy AI)

Powody są znacznie szersze niż sam konflikt zbrojny. Komisja Europejska wymienia napięcia geopolityczne, cyberataki i działania hybrydowe, katastrofy naturalne, ekstremalne zjawiska pogodowe oraz inne kryzysy mogące jednocześnie uderzyć w kilka systemów. Polski poradnik również nie ogranicza się do wojny. Obejmuje między innymi blackout, powódź, pożar, skażenie, awarie infrastruktury, dezinformację czy konieczność nagłej ewakuacji. Rząd podkreśla, iż przygotowanie poradnika nie oznacza, iż potwierdzono zwiększone ryzyko ataku na Polskę, ale ma przygotować mieszkańców również na najtrudniejsze możliwe scenariusze.

Unia Europejska mówi wprost o 72 godzinach

Komisja Europejska przedstawiła Strategię Unii Gotowości w marcu 2025 roku. Dokument zawiera 30 kluczowych działań, które mają zwiększyć odporność państw i mieszkańców na kryzysy. Jednym z elementów jest właśnie przygotowanie ludności. Bruksela zachęca obywateli do posiadania podstawowych zapasów wystarczających przez co najmniej 72 godziny. Strategia przewiduje także edukację dotyczącą gotowości w szkołach, utworzenie Dnia Gotowości UE, zwiększenie zapasów kluczowych materiałów oraz regularne ćwiczenia obejmujące służby cywilne i wojsko.

To istotna zmiana sposobu myślenia o bezpieczeństwie. Założenie nie jest takie, iż państwo przestaje pomagać obywatelom przez trzy doby. Chodzi o ograniczenie zależności od natychmiastowej pomocy w pierwszych godzinach dużego kryzysu, gdy służby mogą jednocześnie obsługiwać tysiące zdarzeń, infrastruktura jest przeciążona, a część miejsc może być czasowo trudno dostępna. Im więcej gospodarstw domowych potrafi samodzielnie zabezpieczyć swoje podstawowe potrzeby, tym większe możliwości służb, by w pierwszej kolejności pomagać osobom najbardziej potrzebującym.

Polska przyjęła praktycznie tę samą zasadę

W polskim „Poradniku Bezpieczeństwa” zapisano jednoznacznie: należy przygotować domowe zapasy na minimum trzy dni i regularnie je kontrolować. Dla wody podano choćby konkretną ilość – minimum trzy litry na osobę na dobę. Dla czteroosobowej rodziny oznacza to więc co najmniej 36 litrów wody tylko na trzy dni. Do tego dochodzi żywność, którą można spożyć bez skomplikowanego przygotowania, leki przyjmowane stale, apteczka, środki higieniczne i przedmioty potrzebne podczas długiej awarii.

Na liście znajdują się również latarki, radio działające na baterie lub korbkę, zapasowe baterie, naładowane powerbanki, koce, śpiwory, ciepła odzież, narzędzia do prowizorycznego zabezpieczenia okien i drzwi oraz gotówka w różnych nominałach. Rząd zaleca także przygotowanie alternatywnego źródła ogrzewania, które nie wymaga energii elektrycznej. W przypadku blackoutu wskazuje wprost, iż awaria może potrwać kilka dni i równocześnie pozbawić mieszkańców dostępu do wody, ogrzewania, internetu, telefonu oraz płatności kartą.

Dom ma nie tylko mieć zapasy. Trzeba wiedzieć, jak go zabezpieczyć

Przygotowanie nie kończy się na kupieniu kilku zgrzewek wody i konserw. Poradnik zaleca przygotowanie materiałów pozwalających uszczelnić okna i drzwi, oznaczenie miejsc odcięcia prądu, gazu oraz wody, usunięcie przedmiotów utrudniających przemieszczanie się po korytarzach i przygotowanie rodziny na utratę łączności. Domownicy powinni również wcześniej ustalić, gdzie spotkają się w przypadku rozdzielenia oraz z kim skontaktują się, jeżeli telefony przestaną działać.

W skrajnym scenariuszu dom rzeczywiście zaczyna więc przypominać niewielki punkt awaryjny. Musi zapewnić wodę, jedzenie, możliwość uzyskiwania informacji, podstawową pomoc medyczną, światło i choćby minimalną ochronę przed chłodem. Nie chodzi jednak o budowanie bunkra. Ideą jest przetrwanie pierwszego okresu bez konieczności natychmiastowego wychodzenia po zakupy lub szukania pomocy dokładnie wtedy, gdy wszyscy inni mogą próbować zrobić to samo.

Nowe badanie: większość Polaków uważa, iż wie, co robić. Gorzej z wyposażeniem domu

I tutaj pojawia się duża różnica między deklaracjami a rzeczywistością. Opublikowane we wrześniu 2026 roku badanie SW Research przeprowadzone na zlecenie Fundacji Castorama Polska pokazuje, iż 75,8 proc. Polaków deklaruje, iż wie, jak zachować się podczas pożaru lub ewakuacji. Jednocześnie zaledwie 44,9 proc. uważa swój dom lub mieszkanie za przygotowane na sytuację kryzysową. Co trzeci badany twierdzi wprost, iż jego miejsce zamieszkania nie jest przygotowane, a ponad jedna piąta nigdy wcześniej poważnie się nad tym nie zastanawiała. Badanie przeprowadzono metodą CAWI na reprezentatywnej próbie 835 dorosłych osób.

Jeszcze ciekawiej wyglądają konkretne przedmioty. Latarkę awaryjną posiada 52 proc. badanych gospodarstw, apteczkę 49 proc., a powerbank lub inne zapasowe źródło energii 43 proc. Tymczasem czujkę dymu posiada tylko około jedna czwarta gospodarstw i podobnie wygląda sytuacja z gaśnicą. Największa przepaść pojawia się przy bardziej kompleksowych przygotowaniach: jedynie około co dziesiąty respondent deklaruje posiadanie gotowego zestawu ewakuacyjnego albo wcześniej opracowanego planu postępowania podczas kryzysu.

Plecak ewakuacyjny przez cały czas ma niewielu zwolenników

Podobny obraz dało wcześniejsze badanie IBRiS dla „Rzeczpospolitej” opublikowane w lutym 2026 roku. Aż 52,4 proc. ankietowanych deklarowało, iż nie zamierza przygotowywać plecaka ewakuacyjnego dla siebie lub rodziny. Zrobienie tego planowało 24,2 proc., a 9,4 proc. nie miało zdania. To pokazuje, iż mimo szerokiej kampanii informacyjnej i dostarczenia „Poradnika Bezpieczeństwa” do gospodarstw domowych, praktyczne przygotowania przez cały czas nie są w Polsce powszechne.

Sam plecak pełni jednak nieco inną funkcję niż zapasy domowe. Domowy zestaw ma pozwolić zostać na miejscu przez kilka dni, natomiast plecak powinien umożliwić szybkie opuszczenie mieszkania. Rząd zaleca, aby miał go każdy domownik, również dzieci. W środku powinny znaleźć się między innymi woda, leki, podstawowa żywność, dokumenty lub ich kopie, gotówka, radio, latarka, telefon z powerbankiem, mapa papierowa, ciepłe ubrania i rzeczy potrzebne do przetrwania poza domem.

Nie chodzi tylko o wojnę

To może być najważniejszy element całej strategii. Zapas na 72 godziny przyda się również podczas wydarzenia, które nie ma żadnego związku z działaniami wojennymi. Rozległy blackout może wyłączyć bankomaty i terminale, powódź odciąć dzielnicę od sklepów, wichura zerwać linie energetyczne, a awaria wodociągu pozbawić tysiące mieszkańców dostępu do wody. Podobny efekt mogą mieć cyberatak na infrastrukturę krytyczną albo duża awaria telekomunikacyjna. Unijna strategia została dlatego oparta na zasadzie przygotowania na wiele różnych zagrożeń jednocześnie, a nie wyłącznie na scenariuszu militarnym.

Unia poszła zresztą później jeszcze dalej. W lipcu 2025 roku Komisja Europejska przedstawiła pierwszą kompleksową unijną strategię gromadzenia zapasów strategicznych. Dotyczy ona między innymi żywności, wody, paliw, leków i innych kluczowych materiałów, które powinny być dostępne podczas takich zdarzeń jak długotrwałe przerwy w dostawie energii, katastrofy naturalne, konflikty czy pandemie. Innymi słowy, zasada zapasów obowiązuje na dwóch poziomach: państwa mają tworzyć własne rezerwy, a gospodarstwa domowe mają być przygotowane na pierwsze dni kryzysu.

72 godziny to coraz bardziej europejski standard

Zalecenie trzech dni nie jest więc przypadkową liczbą ani pojedynczym polskim pomysłem. To kierunek budowania odporności mieszkańców całej Unii Europejskiej. Polska przeniosła go na bardzo praktyczny poziom: minimum trzy litry wody dziennie na osobę, żywność gotowa do spożycia, leki, światło, radio, źródło energii, gotówka i plan działania. Jednocześnie najnowsze badania pokazują, iż duża część mieszkańców wciąż jest przygotowana bardziej w teorii niż w praktyce.

Nie ma obowiązku kupowania wszystkiego jednego dnia ani zamieniania mieszkania w magazyn. Rząd zaleca nawet, aby zapasy tworzyć z produktów o długim terminie przydatności, które można normalnie zużywać i regularnie uzupełniać. Najważniejsze jest to, by w chwili awarii nie zaczynać przygotowań od zera. o ile rzeczywiście przez kilkadziesiąt godzin nie będzie prądu, internetu, dostępu do sklepu albo możliwości płacenia kartą, trzy dni samodzielności mogą oznaczać ogromną różnicę.

Idź do oryginalnego materiału