Będziemy żyć dla siebie nawzajem
Po śmierci matki Jarosław powoli dochodził do siebie. Matka przez ostatnie miesiące leżała w szpitalu, tam też odeszła. Wcześniej leżała w swoim domu, a on i żona Wisława opiekowali się nią na zmianę. Ich domy stały tuż obok siebie, choć Jarosław wielokrotnie proponował, by przenieść mamę do nich, ona stanowczo odmawiała.
Synku, tu umarł twój ojciec, i ja tu chcę odejść. Tak będzie mi lżej płakała, a on nie potrafił jej odmówić.
Im z Wisławą byłoby łatwiej, gdyby matka leżała u nich, ale z drugiej strony, ich trzynastoletnia córka Małgosia nie musiała patrzeć na gasnącą babcię każdego dnia. Jarosław pracował na zmiany, Wisława była nauczycielką w szkole podstawowej. Mama zawsze była więc pod opieką choćby na noce zmieniali się, by u niej czuwać.
Mamo, babcia niedługo umrze? pytała Małgosia Szkoda jej, taka dobra była.
Nie wiem, córciu, ale kiedyś ten czas nadejdzie. Takie jest życie.
Babci się pogorszyło i zabrali ją do szpitala. Jarosław miał młodszą o trzy lata siostrę Jolantę. Miała syna Patryka, którym najczęściej zajmowała się babcia i Wisława, a sama Jolanta wiecznie w rozjazdach, jak mówiła, na delegacjach. Męża już dawno zostawiła, nie chciała opiekować się matką, bo wiedziała, iż brat z żoną świetnie sobie radzą. Charakterem różniła się od Jarosława całkowicie twarda, zimna i kłótliwa.
Po trzech dniach matka zmarła w szpitalu. Po pogrzebie ustalili, iż sprzedadzą jej dom wymagał opieki, inaczej gwałtownie by podupadł. Jeszcze za życia matka spisała darowiznę na syna z córką nie miała dobrych relacji, a Jolanta była tego świadoma i adekwatnie nie utrzymywała kontaktu z matką.
Po sprzedaży domu Wisława nalegała:
Jarosław, podziel się pieniędzmi z Jolą, połowa jej się przecież należy.
Wisławo, Jola ma własne mieszkanie, jej były mąż zostawił jej całkiem ładny lokal, a i tak wszystko wraz przeputuje.
Ale nasza uczciwość będzie czysta. Inaczej na każdym kroku będzie cię obgadywać, i mnie też.
W końcu zgodził się, oddał Joli połowę zysku a siostra bez cienia wdzięczności spytała:
To tyle? Gdzie reszta?
Mijały lata. Małgosia miała już piętnaście lat, znów nieszczęście zawisło nad rodziną. Wisława ciężko zachorowała. Już od dawna źle się czuła, ale zrzucała winę na zmęczenie przecież praca z dziećmi, dom Aż któregoś dnia zemdlała na podwórzu. Trafiła do szpitala, po badaniach okazało się, iż to ta najgorsza choroba. I na wszystko było już za późno.
Czy da się jeszcze pomóc mojej żonie? pytał zdenerwowany Jarosław lekarza, ale ten tylko rozkładał ręce.
Robimy, co możemy. Ale zgłosiła się za późno. Państwo nie zauważyliście, iż jest poważnie chora?
Oczywiście, zauważyłem! Nalegałem na wizytę u lekarza! Ale Wisława zawsze żyła dla innych, siebie stawiała na końcu tylko wzruszył ramionami.
Wkrótce Wisławę przewieźli do domu już nie wstawała z łóżka. Jarosław i Małgosia opiekowali się nią razem, ale z każdym dniem choroba postępowała. Jarosław nauczył się robić zastrzyki, wziął choćby urlop, by być blisko. Ale urlop się skończył musiał wrócić do pracy. Małgosia opiekowała się matką po szkole, karmiła ją, myła coraz częściej wyglądała na przytłoczoną.
Któregoś razu przyszła Jolanta.
Jarosław, pralka mi padła. Znasz się, zerkniesz?
Dobrze, jutro po pracy przyjdę obiecał i naprawił sprzęt następnego dnia.
Wychodząc, poprosił siostrę:
Zajrzyj czasem do nas. Nie zostawiaj Małgosi samej z mamą. Dziecko się męczy, czasem opada z sił. choćby dorosłemu trudno to wytrzymać, a ona jeszcze młodziutka czasem w nocy czuwa, kiedy mam nocną zmianę. Wisława to przecież nieobca ci osoba wychowała twojego Patryka, walczyła o twoje mieszkanie, gdy twój były chciał je odebrać.
Dawno to było! Patryk ma siedemnaście lat, ja wcześniej wyszłam za mąż, pomagałaś mi wtedy z synem ale ja byłam wtedy ciągle poza domem. Dałam jej złoty pierścionek w podziękowaniu.
Owszem, dałaś, tylko Wisława ci go oddała od razu, a ty byłaś zadowolona i przyjęłaś go z powrotem.
No jeżeli nie chciała, to zabrałam! Ale chyba porównujesz co innego pilnować zdrowego dziecka, a siedzieć przy umierającej? Wybacz, ale nie chcę! odparła szorstko i choćby nie podziękowała za naprawę.
Jarosław tylko pokręcił głową:
Nie zwracaj się do mnie więcej. Jesteś zimna i bezduszna.
Przestał myśleć o siostrze. Wisława gasła szybko. Tego dnia Małgosia wyjrzała przez okno, zobaczyła wracającego ojca i wybiegła na jego powitanie.
Tato, mama czuje się bardzo źle. Nie je, odwróciła się do ściany i nie odzywa się. Chciałam jej dać lekarstwo, wodę
Daj spokój, Małgosiu, damy sobie radę. Poradzimy sobie, kochanie.
Ale tej nocy Wisława odeszła. Oboje płakali. Zostali we dwoje. Po jej śmierci Jarosław poczuł choćby pewną ulgę wiedział, iż już nie cierpi, i iż Małgosia nie musi patrzeć na makabryczne szczegóły tej choroby. Kochał żonę bardzo, ale ta podstępna choroba nie tylko zabrała mu najbliższą osobę, ale także wykończyła jego i Małgosię.
Po pogrzebie wszystko potwornie doskwierało. Pusto było bez jej śmiechu, obecności, troski. Brakowało jej. Małgosia bardzo przeżywała stratę mamy, ale też próbowała pocieszać ojca.
Tato, zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Musimy się pogodzić z tym, iż mamy już nie ma. Teraz nic nie czuje, nie cierpi. Poradzimy sobie, mamy siebie nawzajem.
Jaka ty jesteś już dorosła, Małgosiu zdziwił się Jarosław to, co stało się z mamą, sprawiło, iż gwałtownie dojrzałaś.
Małgosia dbała o ojca, starała się być z nim jak najwięcej. Jarosław po pracy spieszył do domu, wiedział, iż córka czeka, coś ugotuje, i razem wieczorami opowiadają, co nowego u każdego.
Którego dnia Małgosia powiedziała ojcu po powrocie:
Tato, po szkole przyszła ciocia Jola.
Po co przyszła? burknął Jarosław. Nie wpuszczaj jej.
Przyszła zaraz za mną nie zdążyłam zamknąć drzwi. Powiedziała, iż chce zabrać maminy płaszcz z nutrii i jeszcze kilka rzeczy. Powiedziała, iż się z tobą umawiała.
Nic jej nie wydawaj, a jak będzie chciała wejść, zamykaj zaraz drzwi. Nie ma tu czego szukać.
W pracy Jarosława nagle złapał potworny ból serca. Zrobiło mu się duszno, nie mógł oddychać, pobladł. Kolegę wezwał pogotowie, zabrali go do szpitala. Małgosia przybiegła do ojca z płaczem, lekarz uspokajał:
Nie płacz, twój tata jest przytomny. Stan przedzawałowy, potrzebuje leczenia.
Na Małgosi spoczęły wszystkie obowiązki tata, szkoła, dom. Musiała zdążyć ze wszystkim, nie było na kogo liczyć. A jednak starała się robić co mogła. Codziennie odwiedzała tatę w szpitalu, gotowała mu coś do jedzenia.
Pewnego dnia przyszła Jolanta z ciastem.
Małgosiu, upiekłam dla Jarosława ciasto. Jak się czuje? Nie chcę do niego iść, wie, iż mnie nie znosi. Zanieś mu, tylko nie mów, iż ja piekłam.
Dobrze, dziękuję, ciociu Jolu odpowiedziała Małgosia i przyjęła ciasto.
Po kilkunastu minutach zajrzał Patryk, brat. Już kończył liceum i przygotowywał się do matury.
Klucze w domu zostawiłem, wstąpiłem do ciebie oznajmił. O, sama piekłaś to ciasto?
Nie, ciocia Jola przyniosła, dla taty do szpitala. Chcesz kawałek? Po szkole pewnie jesteś głodny, a dla taty to za dużo.
Patryk nie odmówił, Małgosia nalała mu choćby herbaty. Potem razem poszli do szpitala. Nagle Patryk zbledł, spocił się, złapał za poręcz na schodach i upadł. Dobrze, iż już byli przy szpitalu.
Okazało się, iż we krwi Patryka wykryto trującą substancję.
Co jadł? zapytał lekarz.
To ciasto. Dla taty, upiekła je matka Patryka odpowiedziała Małgosia.
W żadnym wypadku nie dawaj tego ojcu. Zabiorę je do analizy.
Poinformowali Jolantę. Przybiegła do szpitala zmartwiona.
Boże! Patryk, co ci się stało? Czym mogłeś się tak zatruć?
Jadł twoje ciasto, ciociu Jolo, ja mu dałam kawałek jak przyszedł ze szkoły Małgosia patrzyła na nią, a ciotka pobladła.
Po pewnym czasie Jolantę zabrała policja. Ustalono, iż dosypała do ciasta truciznę, by pozbyć się brata i potem przejąć jego mieszkanie. Myślała, iż Małgosia pójdzie do akademika na studia i jakoś sobie poradzi. Nie przewidziała tylko, iż jej własny syn sięgnie po to ciasto.
Gdy Jarosława wypisali ze szpitala, razem z Małgosią i Patrykiem odwiedzili Jolantę w areszcie.
Wybaczcie mi… Wybacz, Jarosławie, Patryku… Małgosiu, wybaczcie, błagam… szlochała.
Jarosław wycofał doniesienie, po jakimś czasie Jolanta wróciła do domu. Patryk nie mógł jej wybaczyć, coraz rzadziej z nią rozmawiał, wolał przebywać u wujka.
Wujku Jarosławie, nigdy nie wybaczę matce, znienawidziłem ją. Jak mogła?
Patryk, rodziców się nie wybiera. Twoja matka zrobiła straszny błąd, ale szczerze żałuje. Każdy popełnia błędy, daj jej szansę, cierpi i męczy się z tego powodu.
Powoli wracało wszystko do normy. Patryk poszedł na studia, Małgosia kończyła liceum i też planowała studiować, jednak nie chciała zostawiać ojca samego.
Nic się nie martw, córciu, ja sobie poradzę. Ty musisz się uczyć. Będziemy żyć dla siebie nawzajem, będziesz przyjeżdżać na weekendy i podczas wakacji. Mama bardzo chciała, żebyś poszła na pedagogikęMałgosia objęła ojca, a on przytulił ją mocno, jakby chciał ją uchronić przed całym złem świata. Przez chwilę milczeli, wsłuchani w ciszę i swoje serca. W końcu Małgosia uśmiechnęła się przez łzy.
Tato, mama byłaby dumna, gdyby widziała, iż trzymamy się razem.
Wiem, córeczko. Zawsze powtarzała, iż najważniejsze to mieć dla kogo wracać do domu.
Wieczorem, gdy Patryk przyszedł z książkami, Jarosław rozłożył dla niego drugi talerz. W trójkę zjedli najprostszy posiłek chleb z masłem, pomidor. Śmiali się z dawnych wspomnień, wspólnie nakrywali do stołu, razem sprzątali.
Za oknem bielił się świt. Małgosia spojrzała na ojca i kuzyna po raz pierwszy od dawna poczuła w sercu ciepło i spokój. Wiedziała, iż wiele jeszcze przed nimi, euforii i trosk, ale mieli siebie.
A ból po stracie, nie zniknie nigdy, ale dzięki temu każdy dzień wydawał się jeszcze cenniejszy. Bo byli rodziną, która choć poraniona wciąż potrafi kochać.
Tego ranka wszyscy troje długo patrzyli w okno na powoli budzący się świat, który czekał na nich z nową nadzieją. I pierwszy raz od dawna mieli pewność razem przetrwają wszystko.









