Będziemy żyli dla siebie nawzajem
Po śmierci mamy trochę się pozbierałem. Mama ostatnie tygodnie spędziła w szpitalu tam też odeszła. Wcześniej leżała w swoim domu, a my z żoną Weroniką opiekowaliśmy się nią na zmianę. Domy stały tuż obok siebie. Proponowałem jej, żeby przeniosła się do nas, ale choćby słyszeć o tym nie chciała.
Synku, tutaj umarł twój tata, i ja tu chcę umrzeć. Tak mi lżej płakała, a ja nie miałem serca jej odmówić.
Nam z Weroniką byłoby łatwiej, gdyby mama leżała u nas. Z drugiej strony nasza córka Maja miała wtedy trzynaście lat. Nie chcieliśmy, żeby babcia gasła na jej oczach. Chodziłem na zmiany w pracy, a Weronika była nauczycielką w szkole podstawowej. Pilnowaliśmy więc, żeby mama nie była sama, choćby kładliśmy się u niej na noc co drugi dzień.
Mamo, babcia niedługo umrze? pytała Maja. Żal mi jej, taka zawsze dla nas dobra.
Nie wiem, kochanie, ale kiedyś ten czas przyjdzie. Takie jest życie.
Kiedy stan babci się bardzo pogorszył, zabrała ją karetka. Mam młodszą siostrę, Jolę, o trzy lata ode mnie. Ma syna, Antka, którym najczęściej zajmowała się babcia razem z Weroniką. Jola ciągle gdzieś wyjeżdżała w delegacje, jak to mówiła. Od dawna po rozwodzie, nie bardzo chciała się mamą zajmować. Wiedziała, iż ja z żoną się tym zajmiemy. Jola była moim przeciwieństwem twarda, bez serca, lubiąca awantury.
Trzy dni po przewiezieniu do szpitala mama zmarła. Po pogrzebie uznaliśmy, iż trzeba sprzedać jej dom bez opieki gwałtownie by się zniszczył. Mama już dawno przepisała dom na mnie, bo z Jolą miała marne relacje. Ona o tym wiedziała i przez lata się z mamą nie kontaktowała.
Po sprzedaży domu, Weronika zaczęła mnie przekonywać:
Jak tylko dostaniesz pieniądze, podziel się po połowie z Jolą.
Weronika, Jolka przecież ma swoje mieszkanie, były mąż zostawił jej dobry lokal, a i tak wszystko przepuści tłumaczyłem.
To nie o nią chodzi. O naszą uczciwość. Inaczej będzie nas po mieście obgadywać.
Zgodziłem się dałem siostrze połowę pieniędzy. Chociaż nie podziękowała, tylko burknęła:
I to wszystko? A reszta?
Czas mijał. Maja miała już piętnaście lat, kiedy znów przyszło nam nieszczęście. Weronika zaczęła podupadać na zdrowiu. Narzekała na zmęczenie, ale zwalała wszystko na pracę z dziećmi w szkole. Aż w pewien dzień zemdlała na podwórku. Pogotowie zabrało ją do szpitala. Diagnoza była okrutna zaawansowana choroba nowotworowa.
Proszę pana, robimy, co możemy, ale zgłosiła się zbyt późno mówił lekarz. choćby do nas nie przyszła, po prostu się przewróciła.
Stale ją prosiłem, żeby poszła do lekarza, ale Weronika zawsze żyła dla innych, a siebie stawiała na końcu westchnąłem bezradnie.
Wróciła do domu, już nie mogła choćby wstać z łóżka. Razem z Mają opiekowałyśmy się nią dzień i noc, ale choroba z każdym dniem zabierała ją coraz bardziej. Zrobiłem zastrzyki, wziąłem urlop, by być przy niej. Niestety urlop się skończył, trzeba było wracać do pracy wtedy Maja po szkole karmiła mamę, oporządzała ją, choć widać było, jak bardzo ją to wyczerpuje.
Pewnego dnia przyszła Jola.
Mirek, pralka mi padła, możesz zerknąć? Znasz się przecież.
Dobrze, przyjdę jutro po pracy obiecałem. Naprawiłem maszynę i wychodząc, poprosiłem:
Może przychodź do nas czasem, żeby Maja nie zostawała sama z Weroniką. Ma piętnaście lat, bardzo ją to męczy, potrzebuje choć odrobiny wsparcia. Ty i Weronika znacie się tyle lat, w końcu tyle ci pomagała z Antkiem i mieszkanie dla ciebie wywalczyła przy rozwodzie.
Ależ przestań już z tym wracać do dawnych czasów. Antkowi już siedemnaście lat, a ja prędzej wyszłam za mąż. Twoja Werka mnie wspierała, dałam jej w zamian złoty pierścionek.
Tyle iż Weronika ci go od razu oddała, a ty zadowolona przyjęłaś z powrotem.
Skoro nie chciała, to jej sprawa. W ogóle co tu porównywać, czy zająć się zdrowym synem, czy doglądać śmiertelnie chorą? Nie chcę, nie odpowiedziała opryskliwie i choćby nie podziękowała za naprawę pralki.
Nie poczułem żalu po prostu powiedziałem:
Nie licz na mnie więcej. Jesteś bezduszna.
Od tej pory o siostrze przestałem myśleć. Weronika gasła szybko. Tego dnia Maja zobaczyła mnie przez okno i wybiegła z domu.
Tato, mamie już bardzo źle. Nie chce jeść, odwróciła się do ściany i milczy. Próbowałam podać lek i wodę, ale
Damy radę, córeczko, damy radę.
Tej nocy Weronika odeszła. Oboje płakaliśmy. Zostałem z córką sam. Po jej śmierci poczułem ulgę Weronika już nie cierpiała, a Maja nie musiała tego więcej oglądać. Straszna choroba odebrała mi żonę, ale też wykończyła mnie i Maję.
Po pogrzebie było mi bardzo ciężko. Brakowało mi jej spojrzenia, śmiechu, troski. Maja starała się mnie pocieszać.
Tato, zrobiliśmy wszystko, czas się pogodzić, iż mamy nie ma. Teraz już nic ją nie boli. Przyzwyczaimy się. Najważniejsze, iż mamy siebie.
Ale ty gwałtownie dorosłaś powiedziałem zaskoczony. To doświadczenie cię zmieniło.
Starałem się być z córką jak najwięcej, a ona często gotowała, żeby choć trochę mnie odciążyć. Przy kolacji opowiadaliśmy sobie o codziennych sprawach, dzieliliśmy się wszystkim.
Któregoś wieczoru córka mówi:
Tato, dziś wpadła ciocia Jola. Przyszła po futro mamy i trochę rzeczy. Mówiła, iż wie, iż się zgodziłeś.
Nic jej nie pozwoliłem zabrać! odpowiedziałem. Nie wpuszczaj jej więcej, zaraz zamykaj drzwi, jak przyjdziesz.
Niedługo potem w pracy złapał mnie ostry ból serca, ciężko było mi oddychać. Ledwo mogłem zaczerpnąć powietrza, aż zemdlałem. Koledzy wezwali karetkę i znalazłem się w szpitalu. Maja przybiegła ze łzami w oczach, lekarz ją uspokoił:
Spokojnie, tata żyje, to stan przedzawałowy, będzie musiał być pod opieką.
Od tej chwili wszystkie obowiązki spadły na Maję dom, szkoła, opieka nad mną. Ledwo się wyrabiała. Codziennie przynosiła mi coś do jedzenia, doglądała, była przy mnie.
Jednego dnia przyszła Jola z ciastem.
Maja, upiekłam szarlotkę dla twojego taty do szpitala. Nie będę mu się pokazywać, podaj mu, ale nie mów, iż to ode mnie.
Dobrze, dziękuję, ciociu odpowiedziała córka.
Po chwili zajrzał Antek, brat cioteczny, kończył liceum i szykował się na studia.
Kluczy zapomniałem, to wpadłem na chwilę. O, samą szarlotkę upiekłaś?
Nie, to twoja mama przyniosła, powiedziała, żeby tatę poczęstować. Chcesz kawałek? Dla taty to za dużo.
Zgodził się, napił się jeszcze herbaty. Potem razem poszli do szpitala. W pewnym momencie Antek pobladł, na czole pojawiły się krople potu, aż osunął się na schodach przy szpitalu. Dobrze, iż byli już na miejscu.
Okazało się, iż we krwi Antka wykryto truciznę.
Co jadł? pytał lekarz.
To szarlotka, którą mieliśmy dać tacie. Upiekła ją jego mama, ciocia Jola.
Nikomu jej nie podawajcie! Musimy wyjaśnić sprawę.
Wezwano Jolę do szpitala.
Boże, Antoś, co się stało? Czym mogłeś się tak zatruć?
Zjadł twoją szarlotkę, ciociu powiedziała spokojnie Maja. Jola pobladła.
Po jakimś czasie Jolę zatrzymała policja okazało się, iż dodała do ciasta truciznę, żeby pozbyć się mnie i przejąć dom, a Maję wysłać na studia. Jednak nie przewidziała, iż ciasto zje jej własny syn.
Po wypisaniu mnie ze szpitala pojechaliśmy do Joli z Mają i Antkiem.
Przepraszam was Mirku, Antku, Maju Przepraszam, wszystko zrozumiałam, wybaczcie, błagam! płakała.
Wycofałem skargę. Po czasie Jola wyszła z więzienia. Antek nie mógł jej wybaczyć, rzadko do niej zaglądał, więcej bywał u nas.
Wujku, nigdy nie przebaczę matce. Jak mogła?
Antku, rodziców się nie wybiera. Popełniła straszną rzecz, ale żałuje, naprawdę cierpi. Wybacz jej, daj szansę, ona się męczy.
Z czasem wszystko się ułożyło. Antek rozpoczął studia, Maja kończyła liceum i też planowała iść na uczelnię, choć martwiła się zostawić mnie samego.
Nic się nie martw, córeczko. Dasz radę, a ja sobie poradzę. Będziemy żyć dla siebie nawzajem, będziesz do mnie przyjeżdżać na weekendy i święta. Mama bardzo chciała, byś została nauczycielką.








