Wiesz, czasem człowiek tak bardzo pragnie wrócić do domu, iż wszystko inne przestaje mieć znaczenie… Wyobraź sobie pan Wiktor Pietrzak wyszedł na balkon w swoim mieszkaniu na Mokotowie, odpalił papierosa i usiadł na niskim taborecie. W gardle poczuł gorzką gulę. Próbował się opanować, ale ręce mu ze stresu zaczęły drżeć. Nigdy nie myślał, iż nadejdzie taki moment, iż w jego własnych czterech kątach zabraknie mu miejsca
Tato, nie denerwuj się tak! wpadła na balkon jego najstarsza córka, Malwina. Przecież ja tak kilka proszę. Zostaw nam swoją sypialnię, proszę cię. Jak nie dla mnie, to dla wnuków, bo chłopcy zaraz pójdą do szkoły, a wciąż mieszkają z nami w jednym pokoju
Malwinko, ja nie zamierzam iść do domu spokojnej starości powiedział cicho pan Wiktor. jeżeli wam ciasno, przeprowadźcie się do mamy Marka, ona żyje sama w trzypokojowym przy Wilanowie. I wy, i chłopcy będziecie mieć osobne pokoje.
Ale przecież wiesz, iż nigdy nie dogadam się z Markową matką! wykrzyknęła córka i trzasknęła drzwiami balkonowymi.
Wiktor pogłaskał swego starego psa, Fafika, który dotrzymywał mu towarzystwa od śmierci żony, a wspominając Tereskę, rozpłakał się. Całe życie byli razem. Po jej odejściu, pięć lat temu, poczuł się jak sierota, mimo iż ma córkę i wnuki. Nie przypuszczał nigdy, iż czeka go taka samotność.
Malwinę wychowywali z miłością, zawsze starali się jej wpajać czułość i szacunek. Ale coś jednak przegapili Dziś stała się zimna, samolubna, wręcz okrutna.
Fafik zapiszczał cicho i położył się u nóg pana Wiktora. Wyraźnie wyczuwał napięcie swego pana i sam cierpiał.
Dziadek, ty nie kochasz nas? do pokoju wszedł ośmioletni wnuk, Kuba.
Co ty wygadujesz, synku? zdziwił się dziadek.
To czemu nie chcesz się wyprowadzić? Żal ci oddać mi i Kostkowi twój pokój? Dlaczego jesteś taki samolubny? chłopiec patrzył na niego z złością, wyraźnie cytując słowa matki.
Pan Wiktor chciał coś tłumaczyć wnukowi, ale zobaczył, iż Malwina już go podburzyła.
Dobrze. Wyprowadzę się odezwał się bez życia pan Wiktor. Oddam wam pokój.
Chwilę później pojawiła się rozradowana Malwina.
Naprawdę się zgadzasz? Tato?! pytała.
Tak powiedział cicho. Tylko obiecaj, iż nie skrzywdzisz Fafika. Czuję się jak zdrajca…
Przestań, będziemy się nim opiekować, wyprowadzę go choćby częściej na spacer na weekendy przyjeżdżać z nim do ciebie! obiecała. Znalazłam dla ciebie najlepszy dom seniora pod Warszawą przekonasz się, będzie ci tam dobrze.
Za dwa dni pan Wiktor trafił do domu opieki. Okazało się, iż córka już wszystko zaplanowała. Weszła mu do pokoju pachnącego stęchlizną, wilgocią i kocimiątkiem. Od razu pożałował decyzji Malwina obiecywała komfortowe warunki, a trafił do zwykłego publicznego domu seniora, gdzie mieszkali ludzie z odciętymi przez życie skrzydłami.
Rozpakował rzeczy, zszedł na dół, usiadł na ławce i ledwo powstrzymał łzy. Patrząc na bezradnych staruszków, wyobrażał sobie, jakie go czeka życie.
Nowy? zagadnęła sympatyczna starsza pani, dosiadając się obok.
Tak westchnął.
Nie martw się tak, ja też płakałam. Ale w końcu człowiek się przyzwyczaja. Jestem Walentyna.
Wiktor przedstawił się. Ciebie dzieci tu przywieźli?
Bratanek. Dzieci nie mam, rozdałam mieszkanie, a w efekcie trafiłam tu. Przynajmniej nie jestem na ulicy
Przegadali razem wieczór, wspominając młodość i swoje pary. Następnego dnia znów wybrali się razem na spacer.
Walentyna wnosiła odrobinę słońca w życie pana Wiktora. Prawie nie przebywał w środku, za to dużo spacerował. Jedzenie w stołówce fatalne, jadł tylko tyle, ile trzeba by żyć.
Czekał na odwiedziny córki. Liczył, iż Malwina się rozmyśli, zatęskni, zabierze go do domu. Ale z każdym dniem nadzieje marniały. Zadzwonił kiedyś do domu, zapytać co z Fafikiem, ale nikt nie podnosił słuchawki.
Pewnego dnia pod domem seniora zobaczył swojego dawnego sąsiada ze starego mieszkania Staszka Iwańskiego. Staszek podszedł do niego od razu z zaskoczonym wyrazem twarzy:
Ty tu? A córka mówiła wszystkim, iż wyjechałeś do rodziny na wieś! Czułem, iż coś nie gra Przecież nigdy nie wydałbyś Fafika na ulicę.
O czym ty mówisz? spytał Wiktor. Co się dzieje z moim psem?
Spokojnie, Fafika oddaliśmy do schroniska. Sam nie wiem, co się wydarzyło. Siedział pod klatką, na ciebie czekał, a ciebie nie było. Zapytałem Malwinę, czy wszystko u Ciebie OK, a ona mówi, iż przeprowadziła się do matki Marka, a mieszkanie sprzedaje. A o psie powiedziała, iż już starszy i nie chcesz się nim zajmować Co tu się dzieje, panie Wiktorze? spytał widząc jak blady staje staruszek.
Wiktor opowiedział całą historię. Dałby wszystko, żeby cofnąć czas i nie podjąć tej decyzji. Nie dość, iż córka odebrała mu normalne życie, to jeszcze wygnała Fafika na ulicę.
Bardzo chcę wrócić do domu, Staszku wyszeptał.
Akurat jestem tu w podobnym interesie! Jako prawnik prowadzę sprawy starszych ludzi, niedawno sąsiadów pozbawiono domu Ty się nie martw! Nie jesteś przecież wymeldowany? zapytał.
Nie Chyba, iż ona sama mnie już wymeldowała Teraz naprawdę nie wiem, czego mogę się spodziewać
Pakuj się, czekam w samochodzie! powiedział Staszek. Tego nie można tak zostawić! Co z niej za córka
Wiktor gwałtownie wrócił do pokoju, rzucił rzeczy do torby i zbiegł na dół. Przy wejściu spotkał Walentynę:
Walentynko, jadę. Sąsiad mówi, iż córka wyrzuciła mojego psa, a mieszkanie sprzedaje. Takie sprawy
Jak to? zmartwiła się. A co ze mną?
Nie martw się. Jak wszystko załatwię, wrócę po ciebie obiecał Wiktor.
Dobrze Tylko czy ja komuś jestem potrzebna? powiedziała smutno.
Nie martw się, czekają na mnie. Trzymaj się, wrócę.
Nie udało mu się wejść do starego mieszkania, bo już nie miał kluczy. Staszek zabrał go do siebie na Pragę. Okazało się, iż Malwina już tam nie mieszka, przeprowadziła się kilka dni temu, a mieszkanie wynajęła obcym ludziom.
Dzięki Staszkowi, Wiktor zdołał wywalczyć swoje prawa do lokalu.
Dzięki Ci, Staszku powiedział stary pan. Ale co dalej Przecież ona nie spocznie, dopóki mnie nie wygonii
Chyba jest jedno wyjście odparł Staszek. Sprzedamy mieszkanie, Malwinie damy jej część, a za resztę kupimy Ci dom na wsi. Pewnie znajdziemy coś fajnego pod Warszawą.
Super! ucieszył się Wiktor. To byłoby cudowne.
Po trzech miesiącach Wiktor Pietrzak przeprowadzał się do nowego domku na Mazowszu. Staszek pomagał mu przez cały czas, tak samo, jak teraz, gdy przewoził jego rzeczy i zabrał Fafika.
Musimy tylko zahaczyć w jedno miejsce poprosił pan Wiktor.
Z daleka dostrzegł Walentynę. Siedziała na ławce, zapatrzona w dal.
Walentynko! zawołał. Zabieram cię razem z Fafikiem. Teraz mamy swój domek, blisko lasu, staw, grzyby, jagody. Chodź z nami uśmiechnął się szeroko.
Ale jak ja pojadę? zdziwiła się.
Po prostu wstań z ławki i chodź z nami! zaśmiał się. Tu już nie ma nic dla nas.
Poczekasz dziesięć minut? spytała, już z łzami wzruszenia.
Jasne, poczekam! uśmiechnął się serdecznie.
Wbrew przeróżnym kłopotom, tych dwoje wywalczyło sobie kawałek szczęścia. Przekonali się, iż na świecie jednak jest więcej dobrych ludzi niż złych. Wiktor i Walentyna pokazali, iż można przeżyć jeszcze piękne dni, jeżeli się nie poddać nie ważne, ile masz lat, zawsze można zawalczyć o swoje.







