Bardzo chcę wrócić do domu, synu
Pietrzak wyszedł na balkon, zapalił papierosa i usiadł na niskim stołku. W gardle ścisnął mu się gorzki supeł, próbował się opanować, ale jego ręce zdradziecko zadrżały. Czy kiedykolwiek mógł przypuszczać, iż nadejdzie taki dzień, kiedy zabraknie mu miejsca we własnym mieszkaniu…
Tato! Nie obrażaj się i nie denerwuj! wybiegła na balkon jego najstarsza córka, Bożena, i spojrzała na ojca z determinacją. Przecież kilka prosimy… Oddaj nam swój pokój, tyle wystarczy! jeżeli nie potrafisz poświęcić się dla mnie, to pomyśl przynajmniej o swoich wnukach. Chłopcy za chwilę do szkoły idą, a wciąż trzeba im dzielić pokój ze mną…
Bożeno, nie zamieszkam w domu spokojnej starości odpowiedział spokojnie starszy mężczyzna. jeżeli wam z dziećmi jest ciasno w moim mieszkaniu, to przeniesiecie się do matki Michała. Ona sama mieszka w trzypokojowym. Będziecie mieli oddzielne pokoje dla siebie i dzieci.
Przecież wiesz, iż nigdy nie dogadam się z teściową zawołała córka i trzasnęła mocno drzwiami balkonowymi.
Pietrzak pogłaskał swojego starego psa, Fafika, który służył mu z żoną wiernie przez lata, i wspominając swą ukochaną Marysię, zalał się łzami. Zawsze miał łzy w oczach, gdy o niej myślał. Odeszła pięć lat temu, zostawiając go samego. Od tamtej pory czuł się jak sierota. Przez całe życie szli razem przez świat, a teraz choćby przy własnych dzieciach i wnukach czekała go samotna starość.
Bożenę wychowywali z miłością i troską, starali się przekazać córce wszystko, co najlepsze. Ale najwyraźniej coś jednak pominęli… Bożena wyrosła na osobę zimną i zapatrzoną w siebie.
Fafik zaczął cicho skomleć i położył się u stóp pana. Pies wyczuwał smutek swojego właściciela i sam cierpiał, widząc go w takim stanie.
Dziadku, ty nas w ogóle nie kochasz? do pokoju wkroczył ośmioletni wnuk.
Skąd ci to przyszło do głowy? zdziwił się senior.
Czemu nie chcesz się przeprowadzić? Szkoda ci oddać mi i Kubie pokój? Dlaczego jesteś taki samolubny? chłopiec patrzył na niego z gniewem i pogardą.
Pietrzak chciał coś wyjaśnić wnukowi, ale miał świadomość, iż ten powtarza słowa matki Bożena już odpowiednio go nastawiła.
Dobrze. Wyprowadzę się odparł bez życia. Oddam wam pokój.
Nie mógł już dłużej wytrzymać tej atmosfery. Rozumiał, iż nikt go tu nie chce zaczynając od zięcia, który od dawna z nim nie rozmawiał, na wnuku kończąc, któremu wmówiono, iż dziadek zabrał mu pokój.
Tato, naprawdę się zgadzasz? wbiegła zadowolona Bożena.
Tak powiedział cicho. Tylko proszę, nie krzywdź Fafika. Czuję się jak zdrajca…
Daj spokój! Będziemy się nim opiekować, wyprowadzać go kilka razy dziennie, a w weekendy przyjedziemy cię odwiedzać razem z Fafikiem zapewniła córka. Wybrałam ci najlepszy dom opieki, zobaczysz, spodoba ci się tam.
Dwa dni później Pietrzak wyjechał do domu spokojnej starości. Jak się okazało, Bożena już dawno wszystko ustaliła, czekała tylko, aż ojciec się złamie. Wszedłszy do dusznego pokoiku, w którym śmierdziało wilgocią i pluskwami, żałował swojej decyzji. Córka oszukała go, opowiadając bajki o dobrych warunkach. Okazało się, iż trafił do zwykłego miejskiego domu opieki, pełnego nieszczęśliwych, porzuconych ludzi.
Po rozpakowaniu rzeczy, zszedł na dół. Usiadł na ławeczce i prawie się rozpłakał. Patrząc na bezradnych starców, wyobrażał sobie, jakie smutne życie czeka go niedługo.
Nowy? odezwała się sympatyczna starsza pani, przysiadając się obok.
Tak… westchnął ciężko.
Nie martw się. Ja też na początku płakałam, cierpiałam, ale w końcu się pogodziłam. Jestem Weronika.
Ja Wojciech przedstawił się. Też dzieci państwa tu oddały?
Nie. Siostrzeniec. Dzieci mi Bóg nie dał, zdecydowałam się oddać mieszkanie siostrzeńcowi, ale chyba się pośpieszyłam… Przejął mieszkanie, a mnie oddał tutaj. Dobrze, iż chociaż nie zostawił mnie na ulicy…
Przegadali do późnego wieczora, wspominając najlepsze lata, swoje drugie połówki. Następnego dnia poszli razem na spacer zaraz po śniadaniu.
Weronika wnosiła choć trochę euforii i odmiany w życie Pietrzaka. Nie potrafił siedzieć w tym ponurym pokoju, czas spędzał na zewnątrz. Jedzenie na stołówce też było kiepskie, jadł tylko, żeby nie opaść z sił.
Czekał na córkę. Miał nadzieję, iż Bożena się rozmyśli, zatęskni za ojcem, zabierze go do domu. Ale dni mijały, a ona nie przyjeżdżała. Pewnego razu postanowił zadzwonić do domu, zapytać o Fafika, ale nikt nie podszedł do telefonu.
Jednego dnia, przed wejściem, do domu spokojnej starości, zobaczył sąsiada Staszka Pawlaka. Staszek rozpoznał go, zdziwił się i natychmiast podszedł.
Tutaj pan jest! zawołał zaskoczony. A przecież Bożena twierdziła, iż wyjechał pan na wieś. Od razu coś mi nie pasowało. Wiedziałem, iż nie zostawiłby pan Fafika na pastwę losu.
O czym mówisz? nie rozumiał Wojciech. Co z moim psem?
Proszę się nie denerwować, oddaliśmy go do schroniska. Nie wiem, co u was zaszło. Patrzę, Fafik siedzi pod klatką, pana nie ma. Podpytałem Bożenę, czy coś się nie stało. Ona mówi, iż pan zdecydował się zamieszkać na wsi, a ona sprzedaje mieszkanie i przeprowadza się do teściowej. A psa, tłumaczy, iż już stary i pan nie chciał się nim zajmować. Wojciech, co się adekwatnie dzieje? zapytał Staszek, widząc, jak zbledł starszy pan.
Pietrzak opowiedział mu wszystko. Wyjaśnił, iż oddałby wszystko, byle cofnąć czas i nie popełnić tego błędu. Przez własną córkę stracił godne życie i jeszcze ukochanego psa wyrzucono na ulicę.
Bardzo chcę wrócić do domu, synu wyszeptał senior.
Przyszedłem tu właśnie w podobnej sprawie powiedział Staszek. Jestem prawnikiem, często pomagam starszym, walczę o ich prawa. Dokładnie prowadzę sprawę pana, którego sąsiedzi ograbili z domu. Proszę się nie martwić. Czy wymeldował się pan już z mieszkania? zapytał.
Nie. Chyba iż ona wypisała mnie. Szczerze, nie wiem, czego mogę się po niej spodziewać…
Pakuj się, czekam na pana w samochodzie powiedział stanowczo Staszek. Tego nie wolno zostawić tak bez reakcji! Po czymś takim nie można być córką…
Pietrzak pobiegł do pokoju, włożył rzeczy do torby i zbiegł na dół. Przy wejściu spotkał Weronikę.
Weroniko, wyjeżdżam. Spotkałem sąsiada, mówi, iż córka wyrzuciła mojego psa i sprzedaje mieszkanie. Takie sprawy… powiedział.
Jak to możliwe? przejęła się kobieta. A co ze mną?
Nie martw się, gdy tylko wszystko załatwię, przyjadę po Ciebie obiecał Wojciech.
Tylko kto mnie potrzebuje? powiedziała z żalem.
Muszę iść, czekają. Nie smuć się, dotrzymam słowa.
Do mieszkania nie udało się wrócić. Było zamknięte, a Wojciech nie miał kluczy. Staszek zabrał go do siebie. niedługo okazało się, iż Bożena już tam nie mieszka, przeprowadziła się kilka dni wcześniej do teściowej, a mieszkanie wynajęła obcym.
Dzięki Staszkowi udało się Wojciechowi odzyskać prawa do własnego lokum.
Dziękuję ci podziękował sąsiadowi staruszek. Ale nie wiem, jak żyć dalej. Ona i tak nie odpuści, dopóki mnie nie wypędzi…
Jest jedno wyjście odparł Staszek. Możemy sprzedać mieszkanie, dać Bożenie jej część, a za resztę kupić ci nowe lokum. Powinno wystarczyć na mały domek na wsi.
Świetny pomysł! ucieszył się Wojciech. To idealne rozwiązanie.
Trzy miesiące później Pietrzak wprowadzał się do nowego domu. Staszek pomagał mu na każdym kroku, teraz też zawiózł go razem z Fafikiem.
Tylko po drodze jeszcze wpadnijmy w jedno miejsce poprosił Wojciech.
Z daleka zobaczył Weronikę. Siedziała na ich dawnym skwerze, spoglądała smutno w dal.
Weroniko! zawołał. Z Fafikiem przyszliśmy po ciebie. Teraz mamy domek na wsi. Świeże powietrze, ryby, owoce, grzyby na wyciągnięcie ręki. Jedziesz z nami? uśmiechnął się.
Ale jak mam pojechać? speszyła się kobieta.
Wstań z ławki i chodź z nami roześmiał się senior. Decyduj! Tu nie mamy już nic do roboty.
Dobrze, tylko daj mi dziesięć minut uśmiechała się Weronika, ocierając łzy wzruszenia.
Oczywiście, poczekam odpowiedział uśmiechem Wojciech.
Na przekór złośliwościom ludzi, udało im się wywalczyć swoje szczęście. Oboje przekonali się, iż świat nie jest pozbawiony życzliwości. I jakkolwiek by się nie działo, dobrych ludzi jest znacznie więcej niż złych. Wojciech i Weronika przekonali się o tym sami. Udało im się zawalczyć o siebie i w końcu odnaleźć spokój oraz szczęście.








