Leżała na kanapie i tępym wzrokiem wpatrywała się w plamę na suficie. Jakimś dziwnym trafem nie zauważyła jej wcześniej. Najważniejsze było to, aby skupić na czymś uwagę i przez chwilę o niczym innym nie myśleć. Policzyła kilka razy do dziesięciu i zaczęła powoli dochodzić do siebie. Nie miała już ani sił, ani ochoty płakać i złościć się na los, na siebie, tym bardziej na Jolkę.
Na początku wydawało jej się, iż to pomyłka, może jakiś głupi żart. Przecież takie historie zdarzają się w nowelach romantycznych, czy brazylijskich melodramatach. Życie płynie zupełnie inaczej, bo życie to nie jest bajka. Do wczoraj wszystko było poukładane. Dzieciństwo w niedużym miasteczku, na osiedlu domków jednorodzinnych. Miała starszego o cztery lata brata, który bronił jej, kiedy zachodziła taka potrzeba. Był opiekuńczy i bardzo cierpliwy. Nie wie do dzisiaj, jak przez piętnaście lat wspólnego mieszkania nie doszło między nimi do poważniejszej sprzeczki.
Filip zawsze jej pomagał. Kiedy czegoś nie mogła zrozumieć, tłumaczył bardzo wyraźnie i cierpliwie. To on pierwszy przeczytał jej wszystkie baśnie Andersena i Braci Greem, on nauczył ją grać w szachy i jeździć na łyżwach. Pamięta jak wracali raz z lodowiska, ona z rozciętym kolanem, niesiona na rękach przez całe osiedle. Nikt inny nie nosił jej tak długo i bez jakiegokolwiek dąsania. Nikt nie mógł równać się z Filipem. Może dlatego każdy spotkany potem partner nie miał szans przy Filipie, bo on nie kochał jej za coś, ale dlatego, iż jest.
Teraz już wiedziała, iż był aniołem w ludzkiej skórze. Imię, jakie wybrali mu rodzice, oznacza człowieka o wielkiej wrażliwości i pomysłowości. Taki właśnie był Filip. choćby kiedy zdał maturę i dostał się na studia, bo chciał być weterynarzem, nie zapominał o swoich rodzicach i małej siostrzyczce. Lubił nazywać ją Małą. Tak zwracał się do niej, kiedy byli sami i było to dla niej tak naturalne, iż przy nim zapominała, iż ma imię i nazwisko. Dla niego pozostała Małą.
Nagle jej rozmyślanie o Filipie przerwał donośny dzwonek domofonu. Jolka próbowała się do niej dostać od kilku minut. W końcu Gocha nie mogła wytrzymać tego denerwującego dzwonienia i wpuściła ją do środka. Jolka, nie patrząc na nią, wparowała do mieszkania. Wyglądała jak żywa reklama swojego salonu fryzjerskiego. Perfekcyjnie ścięte włosy miała upięte w lekko zapleciony warkocz. Wyglądała jak francuska piękność. Idealnie skrojone spodnie uszyła jej zaprzyjaźniona krawcowa w trzech kolorach. Dzisiaj miała na sobie kremowe, takie same w kolorze czarnym i brązowym wisiały w garderobie. Z tego samego materiału miała żakiet, całość dopełniała bluzeczka koloru intensywnej kawy i tego samego koloru skórzane buty. Od kiedy jej zakład stał się najbardziej eleganckim salonem w Warszawie, nie mogła pozwolić sobie na byle jaki strój.
Gocha osiem lat temu trafiła do Jolki z zamiarem zmiany wizerunku. Po krótkiej rozmowie okazało się, iż łączy je więcej, niż dzieli. Już na drugi dzień umówiły się na kawę, a tydzień później jej dom był domem Jolki, a Jolki jej. Jolka w 2000 roku przyjechała do Warszawy na konkurs stylistów fryzur. Mało, iż wygrała konkurs, to jeszcze tak zawróciła w głowie jednemu z jurorów, iż po pół roku przeprowadziła się do stolicy, a po kolejnych trzech miesiącach była już żoną Pawła. Wiedziała, iż w życiu najważniejsze jest szczęście. Jej pasją zawsze były podróże, dlatego niczego tak nie pragnęła, jak porozumieć się z innymi ludźmi. Nigdy nie była orłem w szkole, ale zawsze uczyła się języków i odkładała każdą złotówkę na kolejną lekcję angielskiego, a potem hiszpańskiego. Po maturze doszła do wniosku, iż nie wybierze się na studia, bo chce zrealizować swoje kolejne marzenie. Pragnęła mieć swój ekskluzywny zakład fryzjerski, który z czasem przekształci na centrum odnowy biologicznej i konsekwentnie dążyła do celu.
Znajomość języków, jej niepowtarzalna uroda (przypominała bardziej Włoszkę, niż Polkę), idealnie ukształtowane ciało i te jej nieprzyzwoicie długie nogi pomagały w interesach, zwłaszcza, iż bardzo często zdarzało jej się robić interesy z mężczyznami. Szczęście Jolki polegało na tym, iż mężczyźni, których spotykała, okazywali się dżentelmenami. A może instynktownie wyczuwali, iż nie jest zainteresowana żadnym przypadkowym seksem z choćby najbogatszym i najprzystojniejszym facetem. Jej świat obracał się głównie wokół fryzjerstwa i nauki języków.
Poza tym uwielbiała gotować, ale jej gotowanie to była też pasja. Uważała, iż ciało poza tym, iż jest świątynią ducha, jest zbyt cenne, aby je zatruwać złym jedzeniem, papierosami, narkotykami, czy alkoholem, wypijanym w nadmiarze. Lubiła czasem napić się markowego czerwonego lub różowego wina w dobrym towarzystwie. Ostatnio to dobre towarzystwo oznaczało głównie towarzystwo męża i kilku przyjaciół. Ceniła sobie ludzi z pasją i takich, którzy potrafili ją zaciekawić i czegoś nauczyć. Sama też była świetnym kompanem na wspólne wyjazdy. Tutaj jej znajomość języków (władała angielskim, hiszpańskim i francuskim ) była niezwykle przydatna i przy tym Jolka dała się naprawdę lubić. Znały się już osiem lat i mogły na siebie liczyć. Cudowna cecha Jolki, to, iż niczego nie narzuca, była niezwykła. Nigdy nie dorabiała wielkich słów do swojego postępowania, więcej robiła, niż mówiła.
Nagle Gocha wyrwana z zamyślenia została sprowadzona na ziemię i przestała gapić się w sufit. To Jolka stała nad nią z kawą i czekoladą.
– Co ty sobie wyobrażasz, iż prześpisz resztę życia tylko dlatego, iż Mikołaj bzyknął swojego najlepszego przyjaciela w Twoim łóżku? I to jest także powód, aby nie odbierać telefonu ode mnie? –wykrzyczała to Jolka na jednym oddechu.
– I myślisz, iż się nie dowiem i jeszcze dam ci święty spokój, a ty, jak śpiąca królewna, zostaniesz tu na wieki wieków i nie powiem amen. – Jej oczy zrobiły się koloru bakłażana i takie ogromne, jakby co najmniej zaczęła rodzić.
– O cholera, a skąd ty wiesz o Mikołaju i Wojtku? -zapytała nagle Gocha, przytomniając.
– No to się nieźle wczoraj narąbałaś, jak nie pamiętasz, iż zadzwoniłaś o północy i zanim skończyłaś wiązankę, to nie miałam pojęcia, iż potrafisz przeklinać i to na dodatek tak artystycznie i z taką melodyką! – wykrzyczała Jolka.
Założyła, iż taka ostra riposta postawi przyjaciółkę do pionu. Pomogła jej wstać, napuściła gorącej wody do wanny, wsypała sól do kąpieli. Łazienka, którą urządzała z Gośką, zapachniała lawendą. Wanna, umieszczona na środku, odbijała się od luster, stanowiących przeciwległe ściany. Światło tworzyło cudowny nastrój. Sprzyjało to wspólnym kąpielom i umożliwiało swobodne dojście z każdej strony. Prawie siłą zaciągnęła Gochę do wanny.
– Jak będziesz czegoś potrzebowała, to krzycz – powiedziała, wychodząc do kuchni, aby zaparzyć kolejną kawę.
Gocha już tego nie słyszała, znowu zatopiła się w swoich myślach. Wiedziała, iż będzie musiała poukładać sobie to, co dzisiaj nie bardzo mogła ogarnąć. Bo co innego wybuchnąć płaczem, wyrzucić faceta za drzwi, a co innego żyć dalej. Przecież nie palnie sobie w łeb z powodu pary gejów. Leżała w gorącej wannie, wypuszczała i dolewała na przemian wodę, która robiła się coraz mniej wrzosowa, skóra była czerwona od temperatury, a lustra zachodziły parą. To nic, chciała jeszcze zostać sama.
Jolka co chwilę pytała przez drzwi, czy żyje i zaparzyła tym razem herbatę. Gocha zastanawiała się jak to możliwe, iż nie zauważyła niczego wcześniej. Jej Mikołaj i najlepszy jego przyjaciel byli parą. Czy miłość tak zaślepia, iż nie widzi się złych stron? Skąd mogła przypuszczać, iż służbowe wyjazdy dwóch architektów, którzy byli współwłaścicielami biura projektowego, były jednocześnie randkami. W końcu przyjaźnili się przez całe studia i tak perfekcyjnie się maskowali. Gdyby nie odwołano jej szkolenia, nie przyjechałaby do domu i nie zastała ich w łóżku; kto wie, może podwójne życie Mikołaja ciągnęłoby się w nieskończoność? Byłaby dalej przykrywką tego stanu rzeczy?
Jej życie było jak dotąd poukładane. Szczęśliwa, normalna rodzina, zdrowie takie, iż można pozazdrościć, grono przyjaciół w szkole podstawowej i średniej oraz zgrana paczka na studiach. Wymarzony dyplom lekarza w kieszeni, specjalizacja z medycyny estetycznej, apartament położony w centrum Warszawy i ukochany mężczyzna u boku. Jak się tak dokładnie przyjrzy, to wiele jej się udało. Cóż, nie wszystko jest na zawsze i nie każdy jest przeznaczony dla ciebie do końca.
Kiedy woda już całkiem wystygła i po wielokrotnym dolewaniu nie zostało już nic z zapachu lawendy, wstała, wyrzuciła do kosza szczoteczkę eksia, jego perfumy i pianki do golenia, wszystko, czego Jolka nie zdążyła usunąć i przeszła w samym tylko szlafroku do pokoju. Tam czekała na nią kolejna kawa. Tym razem postanowiła zjeść konkretne śniadanie. Tutaj Jolka sprawdziła się idealnie. Przygotowała jej ulubioną sałatkę z sera i pomidorów z dodatkiem octu balsamicznego i bazylią. Mogłaby to jeść trzy razy dziennie. Ponadto na pięknie zastawionym stole położyła wędzonego łososia i zapiekane koreczki z wątróbki i boczku. Otworzyła czerwone wino i zadbała o to, by miało odpowiednią temperaturę. Jolka wzięła sobie dzień wolny, aby im nikt nie przeszkadzał. Ten dzień miał być tylko dla nich, a jeżeli będzie trzeba, kolejne też, reszta może poczekać.
Jolka spojrzała na nią i już wiedziała, iż kąpiel pomogła. Potrafiła odczytywać aurę Gochy perfekcyjnie. Kiedyś wyczytała takie zdania napisane przez Beatę Pawlikowską: ,,Każdy człowiek w każdej sekundzie swojego życia projektuje swoją przyszłość. Każda rzecz, którą robi, myśli i mówi, jest czymś w rodzaju balonika, który unosi go ku przyszłości. Zależnie od tego, jakie powietrze znajduje się w baloniku, leci wolniej, albo szybciej, bliżej kurzu i ziemi, albo bliżej ciepła i słońca. W zależności od tego, jakie emocje towarzyszą ci każdego dnia, taka energia znajduje się w unoszącym cię baloniku. Im więcej jest w tobie złości, zazdrości, zła, nienawiści, narzekania, koncentrowania się na wadach i brakach, tym cięższa jest twoja aura i tym niżej latasz. Im więcej jest w tobie zdrowego optymizmu, dobrych myśli, pozytywnej energii, tym jesteś lżejszy i szybciej fruwasz i tym łatwiej dostajesz się do jaśniejszych miejsc w naszej galaktyce.”
Jolka nie chciała, aby jej najlepsza przyjaciółka zmierzała ku ciemności. Nie ma żadnego wytłumaczenia na to, gdy człowiek próbuje zadręczać się problemami. Nie unikniemy ich, każdy i tak przejdzie przez swoją ścieżkę życia. Chodzi jedynie o to, aby przejść przez to życie z podniesioną głową i jak tylko jest to możliwe, nie martwić się na zapas.
– Wiesz co Gocha? Najlepiej by było, gdybyś zmieniła mieszkanie, bo przecież tutaj wszystko będzie ci się z nim kojarzyć – Jolkę olśniło w jednej chwili.
– Może i ty masz dobry pomysł – stwierdziła Gocha, ale nie mogła sobie pozwolić na taki komfort, to zbyt duży wydatek. Zbyt wiele zainwestowała w to mieszkanie, aby tak po prostu porzucić go teraz. Jednego była pewna, iż nie może już patrzeć na to miejsce. jeżeli ma tutaj przez cały czas mieszkać, musi zmienić całkowicie jego wygląd. Na taki wydatek było ją stać. Tak też postanowiła.
– Wiesz, co Jolka, zrobimy tak. Zaprowadziła przyjaciółkę do kuchni. Kuchenka indukcyjna błyszczała świeżością. Mikołaj kupił ją zaledwie miesiąc temu. Dała się przekonać, tak dla świętego spokoju. Teraz ma okazję wymienić ją na gazową. Zawsze uważała, iż najlepsze dania gotuje się na ogniu. Marzył jej się piec kaflowy, taki jak miała babcia Helena pod Ostródą. Kiedyś, gdy będzie miała więcej czasu, kupi sobie mały drewniany domek, w którym będzie taki piec i kominek. Popatrzyła jeszcze raz na kuchnię i oznajmiła Jolce.
– Nie stać mnie na wymianę całej kuchni. Zmienię tylko fronty na kolor mlecznej czekolady, wstawię nową kuchenkę, odsłonię lodówkę i zmywarkę, w ten sposób zaoszczędzę na szafkach. W całym mieszkaniu wymienię lampy, dość mam szarości. Co o tym sądzisz?
Jolka była pod wrażeniem i stwierdziła, iż będzie pomagać i wspierać przyjaciółkę w nowych poczynaniach. Wymyśliła maleńką korektę.
– A gdybyś tak zamieniła sypialnię na garderobę, no wiesz, tak, żeby tam tylko wchodzić i wychodzić, a sypialnię tuż obok. Gocha już wiedziała, iż to strzał w dziesiątkę. W garderobie wstawi dwie ściany zasuwanych szaf z lustrami i będzie mogła zobaczyć się, jak wygląda. Osobną szafkę przeznaczy na buty, tak, aby każda para miała swoje miejsce w pudełku, albo na stojaku. Do garderoby wstęp będzie miała tylko ona. Zmieni rolety na zielone. W łazience miała zamiar zostawić tylko lustro nad umywalką, na jednej ścianie ułożyć z płytek wodospad, wstawić żywe kwiaty i zmienić szafki na kolor kości słoniowej. Wannę umieści w jednym rogu, a kabinę prysznicową w drugim. Z prysznica będzie korzystać codziennie, a wanna będzie jej służyć do relaksu.
– Wiesz co, Jolka, jak to wszystko uda się zrealizować, to wymienię wszystkie żyrandole i klamki, i zrobimy parapetówkę, i będzie to moje stare, a zarazem nowe mieszkanie, w którym rozpocznę nowy rozdział w życiu.
– Już się cieszę na tą parapetówkę. Wiesz, co mi jeszcze przyszło do głowy? Jak już wszystko będzie gotowe, pojedziemy sobie do Kazimierza Dolnego nad Wisłą i kupimy kilka nowych obrazów i choćby pozwolę ci wybrać – powiedziała Jolka.
– Ale dowcip – zaśmiała się Gocha. – Już widzę, jak ty mnie dopuszczasz do głosu w sprawie obrazów, ale do Kazimierza wybiorę się z przyjemnością.
– Jednym słowem przed nami sporo pracy – spuentowała Jolka.
Gocha znowu zatopiła się w myślach. Do wczoraj wierzyła w miłość. Może zostanie sama? Sobie w końcu może zaufać. Ale czy ona nadaje się na samotnika? Od kiedy pamięta, była z kimś. Najpierw z rodzicami i bratem. Potem, jak zabrakło brata, z chłopakiem. A może nie szukała partnera, tylko chciała wypełnić pustkę po śmierci brata? Może podświadomość tak jej podpowiadała, żeby poszukać sobie kogoś zamiast brata i dlatego każdy partner wcześniej, czy później odchodził, bo nie chciał być łatą w jej samotności, kimś zamiast. Nie wiedziała, co o tym myśleć. A może była z nimi tylko dla seksu i poczucia bliskości?
Dzisiaj myśli sobie, iż wszystkie jej związki z mężczyznami były poprawne, ale bez uniesień. Nie pamięta, aby kiedykolwiek płakała z radości, pisała wiersze, muzykowała, tańczyła w deszczu, rozmawiała do białego rana, chodziła boso po plaży, aby w ten sposób karmić swoją duszę. Tak bardzo uwikłała się w sprawy doczesne, tj. w pieniądze, seks, majątek, karierę, mieszkanie, gabinet, iż zapomniała o najważniejszym, o rozwoju osobistym i wewnętrznej równowadze. Nie miała jednak poczucia, iż jej życie było złe, czy nieudane, bo jak mawiał Szekspir, nic nie jest złem, dopóki umysł takim go nie okrzyknie.
Jolka wkroczyła do pokoju z sałatką i herbatą.
– Gocha, a może pojedziemy do Paryża?
– Ty to masz pomysły rodem z księżyca! – zawołała Gocha. – Jak to sobie wyobrażasz, iż ja, mając na głowie remont, tak po prostu rzucę wszystko i pojadę? A Paweł, myślisz, iż pozwoli ci jechać samej do Paryża?
– Po pierwsze nie samej, tylko z Tobą, a po drugie, może Paweł zajmie się Twoim remontem. Już ja się o to postaram. A swoją drogą, może dobrze mi i jemu zrobi tydzień rozłąki. Jak zajmie się remontem, to choćby nie zauważy, iż mnie nie ma i będzie miał okazję wykazać się. Od kilku lat opowiada, iż wybuduje nam dom. Nie chcę na razie przeprowadzać się z centrum Warszawy, bo jest to moje miejsce na ziemi. Mam blisko do pracy i praktycznie wszędzie mogę podjechać metrem. Ale za kilka lat – kto wie? Może zamarzy mi się mały domek za miastem i wtedy Paweł będzie miał doświadczenie, nabyte w czasie remontu twojego mieszkania.
Jolka patrzyła na Gochę i myślała, jak ją przekonać do swojego planu. Gocha była kiedyś we Francji. Może warto tam jeszcze raz pojechać? – pomyślała. Potem zacznie nowe życie, bo to prysło jak bańka mydlana.
Aleksandra Piguła
Aleksandra Piguła – urodziła się 12 sierpnia 1968 roku w Mielcu. Autorka dziesięciu tomików poezji, sztuk teatralnych, opowiadań, tekstów piosenek do muzyki Alka Berkowicza, Jana Robaka, Janusza Bilińskiego i Małgorzaty Stankiewicz. Członkini Mieleckiej Grupy Literackiej SŁOWO, działającej przy Towarzystwie Miłośników Ziemi Mieleckiej im. Władysława Szafera w Mielcu i Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Rzeszowie. Uhonorowana odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej i Brązowym Krzyżem Zasługi.








![12-letnia Nela nie miała objawów. Badania wykryły cukrzycę typu 1 [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-05/DSC_4294.jpg)



