Bańka mizandrii – Imran Khan
1 styczeń 2010

Bańka mizandrii będzie rosnąć, a następnie gwałtownie pęknie, stając się jednym z najważniejszych zjawisk społecznych tej, albo przyszłej dekady. Od sposobu jej rozpadu zależeć ma przyszła siła USA. Proces jest nieunikniony, ale może być burzliwy, a Wielka Brytania może być już nie do uratowania.
Dlaczego wydaje się, iż amerykańskie społeczeństwo chyli się ku upadkowi, iż sprawiedliwość i dobre obyczaje zanikają, iż przeciętność i tyrania przybierają złośliwą formę, mimo iż większość społeczeństwa jest niechętna takim filozofiom, a jednak prawdziwa przyczyna źródłowa wciąż pozostaje nieuchwytna? A co, jeżeli wszystko od niemożliwych do utrzymania kosztów opieki zdrowotnej i zabezpieczenia społecznego, przez stagnację płac i rosnącą przestępczość, po rozpadającą się infrastrukturę i przerzuty socjalizmu, aż po gospodarczy upadek dużych amerykańskich miast, takich jak Detroit, Cleveland i Baltimore, można by sprowadzić do jednego wspólnego źródła, niezwykle powszechnego, a mimo to niemal całkowicie nieobecnego w narodowej debacie, a adekwatnie w debacie całego świata zachodniego?
Dzisiaj, pierwszego dnia nowej dekady lat „201x”, powiem wam, dlaczego tak jest. Niniejszym rozpoczynam ogólnonarodową debatę na temat tego, co będzie najważniejszym wyzwaniem dla Stanów Zjednoczonych w tej dekadzie i co jest ostateczną przyczyną źródłową większości pozostałych problemów, z którymi, jak się wydaje, się zmagamy. To, co za chwilę przeczytacie, jest odpowiednikiem sytuacji, w której ktoś w 1997 roku opisałby z ogromną szczegółowością siły, które miały rządzić wojną z terroryzmem w latach 2001–2009.
To bardzo długi artykuł, najdłuższy, jaki kiedykolwiek opublikowano na The Futurist. Ponieważ jest przewodnikiem po nadchodzącej dekadzie konfliktów społecznych, politycznych i seksualnych, nie został napisany po to, by przeczytać go za jednym posiedzeniem, ale raczej po to, by powoli go przyswajać przez dłuższy czas, czytając również wszystkie odsyłacze pomocnicze (o ile po latach przez cały czas będą aktywne). W miarę upływu miesięcy i lat tej dekady artykuł ten będzie wydawał się coraz bardziej proroczy.
Streszczenie wykonawcze: Świat zachodni po cichu stał się cywilizacją, która zatruła relacje między mężczyznami i kobietami, w której państwo przymusowo transferuje zasoby od mężczyzn do kobiet, tworząc rozmaite wypaczone bodźce skłaniające skądinąd dobre kobiety do podejmowania skrajnie nierozsądnych decyzji życiowych, destrukcyjnych zarówno dla nich samych, jak i dla innych. Jest to niesprawiedliwe wobec obu płci i stanowi receptę na szybki upadek i wyparcie cywilizacji, czego koszty ostatecznie poniesie kolejne pokolenie niewinnych kobiet, a nie mężczyzn, już około 2020 roku. Głównymi sprawcami podtrzymywania tej niesprawiedliwości nie są przeciętne kobiety, ale radykalne „feministki” oraz cały zestaw złowrogich, nieuczciwych mężczyzn, którzy określają samych siebie jako „męskich feministów” albo „konserwatystów społecznych”.
Podstawowym założeniem tego artykułu jest to, iż mężczyźni i kobiety są równie wartościowi, ale mają różne mocne i słabe strony oraz różne priorytety. Społeczeństwo jest najsilniejsze wtedy, gdy role mężczyzn i kobiet wzajemnie się uzupełniają, zamiast mieć charakter antagonistyczny. Co więcej, kiedy jedna z płci, obojętnie która, jest źle traktowana, druga ostatecznie również zostaje pozbawiona wpływu i praw. jeżeli nie zgadzasz się z tym założeniem, być może nie powinieneś czytać dalej.
Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
Teza kulturowa
Mit ucisku kobiet
Kiedy wmawiasz komuś, iż jest uciskany, wbrew wszelkim dowodom statystycznym i logicznym, wyrządzasz mu krzywdę, wywołując zniechęcenie i poczucie krzywdy. Ten szkodliwy efekt leży u podstaw wielu form niepotrzebnie wywoływanego nieszczęścia kobiet, a także nieuzasadnionego odwetu wymierzonego w mężczyzn.
Wszystkich nas uczono, iż kobiety rzekomo były uciskane przez całą historię ludzkości oraz iż ucisk ten był powszechny, systematyczny i popierany przez zwykłych mężczyzn, którzy nie musieli mierzyć się z trudnościami równie dotkliwymi jak te, których doświadczały kobiety. W rzeczywistości ta narracja jest całkowicie błędna. Przeciętny mężczyzna był zmuszony ryzykować śmiercią na polu bitwy, na morzu albo w kopalniach, podczas gdy większość kobiet pozostawała w domu, zajmując się dziećmi i obowiązkami domowymi. Oczekiwana długość życia mężczyzn zawsze była znacząco niższa niż kobiet i przez cały czas taka pozostaje.
Wojny były niemal nieodłącznym elementem ludzkich społeczeństw przed nastaniem epoki nowoczesnej, a kiedy dwa plemiona lub królestwa prowadziły ze sobą wojnę, strona przegrana doświadczała eksterminacji wielu swoich mężczyzn w wieku zdolnym do walki, podczas gdy kobiety były asymilowane przez społeczeństwo najeźdźców. Oczywiście zostanie konkubiną albo służącą domową jest nieszczęśliwym losem, ale nie jest choćby w przybliżeniu tak złe jak zostanie zarżniętym w bitwie, jak działo się to z mężczyznami. Każdego, kto się z tym nie zgadza, zapytam: czy chcielibyście, żeby mężczyźni i kobiety zamienili się tymi losami?

Większość tej narracji bierze się z tego, iż „feministki” porównują położenie przeciętnych kobiet z położeniem mężczyzn znajdujących się na samym szczycie (monarchy i innych arystokratów), zamiast porównywać je z sytuacją przeciętnego mężczyzny. Praktyka ta znana jest jako błąd wierzchołka (apex fallacy) i niezależnie od tego, czy stosowana przypadkowo, czy celowo, to całkowicie zniekształca rzeczywistość. Aby przybliżyć sobie warunki życia przeciętnej kobiety i przeciętnego mężczyzny (kluczowym słowem jest tutaj „przeciętnego”) w świecie zachodnim sprzed stu lat, wystarczy przyjrzeć się dzisiejszemu życiu najbiedniejszych chłopów w ubogich krajach. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety muszą wykonywać żmudną pracę, mają za mało żywności i odzieży oraz ograniczone możliwości poprawy swojego losu.
Klątwa Spragnionego Bety: dlaczego mężczyźni stają się Spragnionymi Betami?
Jeśli chodzi o wybiórcze przykłady, takie jak prawa wyborcze, w ogromnej większości przypadków mężczyźni również nie mogli głosować. W rzeczywistości, jeżeli porówna się wszystkie państwa narodowe ze wszystkich stuleci, praktycznie wszystkie przyznawały mężczyznom i kobietom dokładnie takie same prawa wyborcze (albo taki sam ich brak). choćby dzisiaj, spośród 200 suwerennych państw, dokładnie zero posiada odmienną kategorię praw wyborczych dla mężczyzn i kobiet. Każde twierdzenie, iż choćby w 1% przypadków historycznych kobietom odmawiano praw przyznawanych mężczyznom, nie wytrzymuje konfrontacji z faktami.
Nie oznacza to zaprzeczania temu, iż wobec kobiet dopuszczano się prawdziwych okrucieństw, takich jak okaleczanie genitaliów; dopuszczano się ich i przez cały czas się dopuszcza. Jednak w tym samym czasie mężczyźni również doświadczali okrucieństw o porównywalnym stopniu potworności, o czym po prostu się nie wspomina. Co więcej, kiedy kobieta okalecza genitalia mężczyzny, niektóre inne kobiety rzeczywiście uważają to za zabawne i z dumą mówią o tym publicznie.
Już samo domaganie się przez współczesną grupę zadośćuczynienia za niesprawiedliwość, która wydarzyła się ponad sto lat temu wobec ludzi, którzy już nie żyją, jest czymś niewłaściwym. Jeszcze gorzej, kiedy sam ten ucisk jest wymysłem. Narrację o ucisku kobiet przez mężczyzn należy odrzucić i obalić jako wysoce wybiórczą i historycznie fałszywą narrację, którą w istocie jest. Tak naprawdę mit ten nie jest dowodem historycznego ucisku, ale ogromnej różnicy między obiema płciami pod względem skłonności do narzekania.
Próżnia męskości w rozrywce
Spójrzcie na kolaż artystów przedstawionych na tym obrazie, który będzie dla was szczególnie wymowny, jeżeli macie więcej niż 30 lat. Wszyscy byli prominentnymi postaciami w latach 80., choć kariery niektórych wykraczały poza tę dekadę w jedną lub drugą stronę. Bez wątpienia bardzo się od siebie różnią. Łączy ich jednak jedna rzecz, dzisiejsze Hollywood tworzy znacznie mniej porównywalnych osobowości.

Choć postacie te były różnorodne i niedoskonałe, wszystkie stanowiły przykłady męskości. Reprezentowały różne archetypy, od ojca, przez przywódcę i kobieciarza, po zahartowanego człowieka żyjącego blisko natury i obrońcę. Więcej je łączyło, niż dzieliło, ponieważ wszystkie były wzorami do naśladowania dla ówczesnych młodych chłopców, często dla tych samych chłopców. Tak różne osobistości jak Bill Cosby i Pan T miały w dużej mierze pokrywające się grono fanów, podobnie jak tak kontrastujące ze sobą postacie jak Jean-Luc Picard i Macho Man Randy Savage.
W tym momencie możesz poczuć głęboką wewnętrzną pustkę i żal za minioną epoką, gdy uświadomisz sobie, jak kilka jest we współczesnej rozrywce postaci dumnie i inspirująco męskich. Przed latami 80. istniały różne męskie postacie, ale dzisiaj rzuca się w oczy ich nieobecność. Mężczyźni przedstawiani są albo jako bandyccy degeneraci, albo jako zniewieściali androgyni. Owszem, powstały nowe wersje Star Trek i Drużyny A, a także finałowe części serii Rocky i Indiana Jones. Ale gdzie są nowe postacie? Dlaczego tę próżnię wypełnia wyłącznie nostalgia? Pojedynczy przykład, taki jak Jack Bauer, nie wystarcza, by podważyć znacznie szerszy trend rugowania męskości.
Współczesna rozrywka zwykle przedstawia biznesmenów jako złoczyńców, a mężów jako niezdarnych półgłówków, którzy zawsze pozostają pod komendą wszechwładnej żony, która nigdy się nie myli. Program Oprah Winfrey zawsze przedstawia skrzywdzoną kobietę w sposób budzący współczucie, ale nigdy nie robi tego w przypadku mężczyzn, którzy doświadczyli wielkich niesprawiedliwości. Absurdalnie fałszywe feministyczne mity, takie jak przekonanie, iż kobiety otrzymują niższe wynagrodzenie niż mężczyźni za taką samą ilość wykonanej pracy albo iż zdrada i przemoc domowa są czynami popełnianymi wyłącznie przez mężczyzn, są wplatane choćby w dialogi komedii sytuacyjnych i dramatów prawniczych.
Uczy to kobiety braku szacunku do mężczyzn, żony pogardliwego myślenia o swoich mężach, a dziewczęta niedoceniania znaczenia swoich ojców, co prowadzi do normalizacji samotnego macierzyństwa (oczywiście z dopłatami podatników), mimo iż w rzeczywistości większość samotnych matek nie jest ofiarami, ale po prostu kobietami, które bez opamiętania jeździły na karuzeli kolejnych mężczyzn. To z kolei prowadzi do tego, iż pozbawieni ojców młodzi mężczyźni dorastają, słysząc, iż naturalne męskie zachowanie jest czymś złym, a feminizacja jest czymś normalnym. Prowadzi to również do bezpośredniego oszukiwania kobiet co do realiów rynku seksualnego, na którym media próbują normalizować samotne macierzyństwo i gloryfikują próby zostania „pumą”, zamiast przedstawiać je jako niepożądane sytuacje, którymi w istocie są.
Pierwotna natura mężczyzn i kobiet
Badania genetyczne wykazały, iż przed współczesną epoką 80% kobiet zdołało się rozmnożyć, ale udało się to tylko 40% mężczyzn. Oczywisty wniosek jest taki, iż niewielka grupa mężczyzn znajdujących się na szczycie miała wiele żon, podczas gdy dolne 60% nie miało żadnych perspektyw na znalezienie partnerki. Kobietom najwyraźniej nie przeszkadzało dzielenie się najlepszym mężczyzną z wieloma innymi kobietami, gdyż ostatecznie uznawały, iż bycie jedną z czterech kobiet dzielących się „alfą” jest mimo wszystko lepsze niż posiadanie niepodzielnej uwagi „bety”. Zdefiniujmy górne 20% mężczyzn, mierzone ich atrakcyjnością dla kobiet, jako samców „alfa”, natomiast środkowe 60% mężczyzn będziemy nazywać samcami „beta”. Dolne 20% nie ma w tym kontekście znaczenia.
Badania prowadzone wśród goryli, szympansów oraz prymitywnych plemion ludzkich pokazują, iż mężczyźni są rozwiąźli i poligamiczni. Dla współczesnego czytelnika nie jest to żadnym zaskoczeniem, ale badania pokazują ponadto, iż kobiety nie są monogamiczne, jak się powszechnie zakłada, lecz hipergamiczne. Innymi słowy, kobieta może w danym momencie odczuwać pociąg tylko do jednego mężczyzny, ale wraz ze zmianami statusu i majątku różnych mężczyzn jej zainteresowanie może przenieść się z mężczyzny tracącego pozycję na tego, którego pozycja rośnie. W szeregach samców alfa zachodzi znaczna rotacja, z czego kobiety doskonale zdają sobie sprawę.
W rezultacie kobiety jako pierwsze chcą wejść w monogamiczny związek i jako pierwsze chcą z niego wyjść. Nie jest to ani dobre, ani złe, jest po prostu naturalne. Niewłaściwa jest natomiast kulturowa i społeczna presja zawstydzająca mężczyzn i nakłaniająca ich do małżeństwa pod pretekstem, iż „boją się zaangażowania” z powodu jakiegoś „kompleksu Piotrusia Pana”, podczas gdy nie istnieje już odpowiadające temu tradycyjne potępienie kobiet, które niszczą małżeństwo, mimo iż 90% rozwodów inicjują kobiety. Co więcej, kiedy kobiety niszczą zobowiązanie, dzieci ponoszą ogromne szkody, a kobieta żąda bieżących i przyszłych płatności od mężczyzny, którego porzuca. Mężczyzna, który odmawia zawarcia małżeństwa, ani nie krzywdzi niewinnych nieletnich, ani nie oczekuje od kobiety wieloletnich płatności. Ten absurdalny podwójny standard generuje niewidoczne, ale ogromne koszty dla społeczeństwa.
Aby zapewnić mężczyznom „beta” bodziec do wytwarzania znacznie większej ilości dóbr ekonomicznych, niż potrzebowali jedynie do utrzymania samych siebie, a jednocześnie kontrolować hipergamię kobiet, która pozbawiałaby dzieci kontaktu z ich biologicznymi ojcami, wszystkie główne religie stworzyły instytucję mającą wymuszać konstruktywne zachowanie obu płci, jednocześnie karząc naturalne naczelne skłonności każdej z nich. Instytucja ta była znana jako „małżeństwo”. Społeczeństwa, które egzekwowały monogamiczne małżeństwo, zapewniały wszystkim mężczyznom beta żony, uwalniając tym samym potencjał produkcyjny tych mężczyzn, którzy w czasach przednowoczesnych nie mieliby żadnego bodźca do produktywności. Kobiety z kolei otrzymywały żywiciela, obrońcę oraz wyższy status społeczny niż kobiety niezamężne, które często były skazane na ubóstwo. Kiedy system ten stosowano wobec całej populacji ludzi, nazywano go „cywilizacją”.
Wszystkie społeczeństwa, które dokonały wielkich postępów i przetrwały przez wiele stuleci, stosowały tę formułę z bardzo niewielkimi odstępstwami i jest wręcz niezwykłe, jak podobna była natura monogamicznego małżeństwa w pozornie bardzo różnych kulturach. Społeczeństwa, które od niej odchodziły, były gwałtownie zastępowane. Ten „kontrakt” między płciami był korzystny dla mężczyzn beta, kobiet powyżej 35. roku życia oraz dzieci, ale w znacznym stopniu ograniczał swobodę działania mężczyzn alfa i kobiet poniżej 35. roku życia (którzy razem stanowili znacznie mniejszą grupę niż ta pierwsza). Z kolei przedcywilizacyjna norma, w której mężczyźni alfa monopolizowali po trzy lub więcej młodych kobiet, zastępując starzejące się nowymi, podczas gdy masy mężczyzn beta walczyły o niewielką pulę pozostałych/starzejących się kobiet, była chaotyczna i niestabilna, pozostawiając mężczyzn beta agresywnymi i nieproduktywnymi, a starzejące się matki, porzucone przez swoich partnerów alfa, narażone na ubóstwo. Co zatem dzieje się, kiedy tradycyjne ograniczenia cywilizacji zostają zdjęte zarówno z mężczyzn, jak i z kobiet?
Cztery Syreny
Cztery niezależne od siebie siły jednocześnie połączyły się, całkowicie wypaczając równowagę cywilizacji zbudowaną na biologicznych realiach mężczyzn i kobiet. Inni przedstawiali już wcześniej różne wersje koncepcji Czterech Syren, ale ja wybieram nieco inną definicję Czterech Syren:
1) Łatwo dostępna antykoncepcja (prezerwatywy, pigułki i aborcje): W przeszłości niezwykle kilka kobiet miało w ciągu życia więcej niż jednego lub dwóch partnerów seksualnych, ponieważ bycie niezamężną matką prowadziło do ubóstwa i społecznego ostracyzmu. Antykoncepcja umożliwiła kobietom realizowanie swoich hipergamicznych popędów.
2) Rozwód „bez orzekania o winie”, podział majątku i alimenty: W przeszłości kobieta, która chciała odejść od męża, musiała udowodnić jego niewłaściwe postępowanie. w tej chwili prawo zmieniło się do tego stopnia, iż kobieta może odejść od męża bez podania jakiegokolwiek powodu, a mimo to przez cały czas ma prawo przez kolejne lata otrzymywać od niego pieniądze. Stwarza to bodźce do destrukcyjnych zachowań, ponieważ umożliwia kobietom przerzucanie kosztów nieodpowiedzialnego postępowania na mężczyzn i dzieci.
3) Wolność ekonomiczna kobiet: Pomimo twierdzeń „feministek”, iż jest ona owocem ich ciężkiej pracy, to wynalazki takie jak odkurzacz, pralka i piekarnik były głównymi czynnikami wyzwalającymi kobiety od obowiązków domowych i umożliwiającymi im wejście na rynek pracy. Wynalazki te skróciły obowiązki zajmujące wcześniej cały dzień do zaledwie godziny lub mniej. Nigdy nie istniał żaden zorganizowany męski sprzeciw wobec wchodzenia kobiet na rynek pracy (w Chinach podatki pobierano w sposób wymuszający produktywność kobiet), ponieważ większa podaż pracy obniżała koszty pracy, a jednocześnie tworzyła nowych konsumentów. Jednak jeden z głównych powodów, dla których kobiety wychodziły za mąż, jakim jest zabezpieczenie finansowe przestał być koniecznością.
Wejście kobiet na rynek pracy jest ogólnie rzecz biorąc pozytywnym zjawiskiem dla społeczeństwa i byłbym pierwszym, który by je pochwalił, gdyby odbywało się wyłącznie na podstawie kompetencji i zasług (czego rzeczywiście chciały feministki starej szkoły). Niestety, zbyt duża część tego zjawiska jest w tej chwili rezultatem skorumpowanego lobbingu politycznego, którego celem jest przymusowe transferowanie zasobów od mężczyzn do kobiet.
4) Inżynieria społeczna skoncentrowana na kobietach: Oprócz sprzyjających kobietom przepisów rozwodowych dalsze interwencje państwa obejmują subsydiowanie samotnego macierzyństwa, przepisy kryminalizujące przemoc wobec kobiet (lecz niezapewniające żadnej ochrony mężczyznom będącym ofiarami przemocy ze strony kobiet, co zdarza się równie często) oraz przepisy dotyczące „molestowania seksualnego”, których definicje są tak niejasne, iż kobiety mają możliwość oskarżania mężczyzn praktycznie o wszystko, podczas gdy mężczyzna nie ma żadnych własnych praw.
Te cztery siły, działając wspólnie, oddały kobietom bezprecedensowy poziom władzy. Technologia dała im swobodę robienia kariery oraz swobodę rozwiązłości seksualnej. Feministyczne prawa wykonały niezwykłą robotę, chroniąc kobiety przed konsekwencjami ich własnych działań. Kobiety mają dziś warunki tak bliskie hipergamicznej utopii, jak nigdy dotąd, mogą zabiegać o mężczyzn alfa, jednocześnie czerpiąc wsparcie finansowe od mężczyzn beta, bez żadnych wzajemnych zobowiązań wobec nich. Pomimo wszystkich nowych swobód dostępnych kobietom, które uwolniły je od ich tradycyjnych obowiązków, od mężczyzn przez cały czas oczekiwano przestrzegania ich tradycyjnych obowiązków.
Małżeństwo 2.0
Od Zachodu, przez Bliski Wschód, aż po Azję, małżeństwo jest uważane za obowiązkowy fundament każdego prawidłowo funkcjonującego społeczeństwa. jeżeli małżeństwo jest tak kluczowym składnikiem zdrowego społeczeństwa, to Zachód pędzi naprzód samobójczą drogą.
Omówiliśmy wcześniej, dlaczego stworzono małżeństwo, ale równie ważne były czynniki, które podtrzymywały tę instytucję i sprawiały, iż pozostawała wierna swoim celom. Powody, dla których jeszcze nie tak dawno małżeństwo „działało”, były następujące:
1) Ludzie pobierali się w wieku około 20 lat i często umierali przed ukończeniem 50. roku życia. W chwili zawierania małżeństwa byli prawiczkami i dziewicami, a kobiety spędzały swoje lata dwudzieste, opiekując się trojgiem lub większą liczbą dzieci. Jej najlepsze lata przypadały na okres małżeństwa. Jest to zupełnie inny fundament psychologiczny niż obecna miejska norma, w której kobieta wychodzi za mąż w wieku 34 lat, kiedy jej najlepsze lata są już za nią, a ona sama ma za sobą 10 lub więcej wcześniejszych związków seksualnych. Niektóre takie kobiety przeszły już przez coś, co najlepiej można określić mianem „grubokalipsy”.
2) Śmierć lub trwałe okaleczenie 10–20% młodych mężczyzn na polu bitwy albo w wypadkach przy pracy było czymś całkowicie normalnym. W rezultacie w grupie wiekowej 20–40 lat zawsze było znacznie więcej kobiet niż sprawnych fizycznie mężczyzn, co sprawiało, iż nie wszystkie kobiety mogły wyjść za mąż. Wdowy były powszechnym i widocznym zjawiskiem oraz były narażone na ubóstwo i przestępczość. Z tych powodów kobiety będące żonami sprawnych fizycznie mężczyzn wiedziały, jak wiele miały szczęścia w porównaniu z innymi kobietami, które, aby przeżyć, musiały imać się żmudnych prac i traktowały swoje małżeństwo z odpowiednim szacunkiem.
3) Przed wynalezieniem antykoncepcji rozwiązłość seksualna kobiet wiązała się z ogromnym ryzykiem ciąży oraz wynikającego z niej ubóstwa i niskiego statusu społecznego. Dla kobiety posiadanie w ciągu życia więcej niż dwóch–trzech partnerów seksualnych bez zostania prostytutką było praktycznie niemożliwe, a prostytucja sama w sobie była zajęciem o najniższym statusie społecznym.
4) Rozwód wiązał się dla kobiety zarówno z napiętnowaniem społecznym, jak i stratami finansowymi. Jej szanse na ponowne zamążpójście były niewielkie. Instytucje religijne, rozbudowane struktury rodzinne i szersze siły społeczne wywierały presję, aby kobieta pozostała oddana swojemu małżeństwu, a pomysł odejścia po prostu z powodu nudy nie wchodził w grę.
Dzisiaj jednak wszystkie te czynniki zostały usunięte. Częściowo jest to rezultat pozytywnych sił (postępu gospodarczego oraz technologii wynalezionych przez mężczyzn beta), ale częściowo również sztucznie stworzonych mechanizmów, które są skrajnie szkodliwe dla społeczeństwa.
Sama koncepcja rozwodu „bez orzekania o winie” może nie być niesprawiedliwa. Koncepcje podziału majątku i alimentów również mogą być sprawiedliwe w przypadku poważnego przewinienia ze strony męża. Jednak połączenie rozwodu bez orzekania o winie z podziałem majątku/alimentami jest niewiarygodnie niesprawiedliwe i podatne na wymuszenia. Pomysł, iż to ona może zdecydować się odejść z małżeństwa, a mimo to on jest zobowiązany płacić jej przez kolejne lata, choćby jeżeli nie chciał zniszczenia tego związku, jest niesprawiedliwością, która nie powinna mieć miejsca w żadnej rozwiniętej republice. Co więcej, mężczyzna musi płacić choćby wtedy, gdy kobieta ma romans pozamałżeński, a być może zostanie choćby zobowiązany do pokrywania kosztów jej leczenia psychiatrycznego. Fałszywe twierdzenia „feministek”, iż kobiety cierpią wskutek rozwodu, mają przesłonić fakt, iż to ona złożyła pozew o rozwód. Obrońcy alimentów utrzymują, iż kobieta domagająca się rozwodu nie powinna doświadczyć spadku poziomu życia, ale w jakiś sposób dopuszczalne jest, aby mąż takiego spadku doświadczył, choćby jeżeli nie chciał rozwodu. Posunę się dalej i stwierdzę, iż jakiekolwiek przekonanie, iż w dzisiejszych czasach kobiety zasługują na alimenty przy rozwodzie bez orzekania o winie, jest całkowicie sprzeczne z przekonaniem, iż kobiety są równe mężczyznom. Jak kobiety mogą jednocześnie zasługiwać na alimenty i domagać się równości? W rzadkich przypadkach dobrze zarabiające kobiety musiały płacić alimenty byłym mężom, ale dzieje się tak jedynie w 4% przypadków, podczas gdy mężczyzna płaci w 96% przypadków. Ale pozostało gorzej; w istocie znacznie gorzej.
Nawet jeżeli kobieta postanawia odejść z powodu „nudy”, przez cały czas domyślnie otrzymuje opiekę nad dziećmi, co obnaża całkowitą hipokryzję feministycznych twierdzeń, iż mężczyźni i kobiety powinni być traktowani jednakowo. Co więcej, mężczyzna jest zobowiązany płacić „alimenty na dzieci”, których wysokość ustala się na poziomie znacznie przekraczającym bezpośrednie koszty utrzymania dziecka, przy czym kobieta nie ma obowiązku udowadniania, iż pieniądze zostały wydane na dziecko, a kwestii tej nie można uregulować żadną umową przedmałżeńską. Uzasadnienie brzmi: „dziecko nie powinno doświadczyć spadku poziomu życia z powodu rozwodu”, ale ponieważ to matka sprawuje opiekę nad dzieckiem, jest to zakamuflowany sposób, dzięki którego feministki zapewniły również finansowe utrzymanie matki. Mężczyzna traci więc swoje dzieci i większość swoich dochodów, choćby jeżeli nie chciał rozwodu. Ale choćby to nie jest najgorszym możliwym scenariuszem.
Poprawka Bradley’a, opracowana przez senatora Billa Bradleya w 1986 roku, bezlitośnie ściga mężczyzn za i tak już wysokie kwoty „alimentów na dzieci” oraz odbiera im paszporty i wtrąca ich do więzienia bez należytego procesu sądowego za zaległości w płatnościach, choćby jeżeli powstały one wskutek utraty pracy podczas recesji. Pod przykrywką fałszywej kampanii medialnej przeciwko „ojcom unikającym płacenia alimentów” feministkom udało się przesłonić fakt, iż to kobiety kończyły swoje małżeństwa, pozbawiając tym samym dzieci korzyści płynących z wychowywania się przez oboje rodziców, a następnie dodatkowo domagały się niezwykle wysokiego utrzymania od obowiązkowego byłego męża, który nie chciał rozwodu, przy czym znaczna część tych pieniędzy choćby nie trafia do dziecka, pod groźbą uwięzienia. Proces prawny wykorzystuje więc dzieci jako pionki, dzięki których wyciąga się od mężczyzny rozszerzony strumień alimentów na rzecz matki. Parszywa taktyka upierania się, iż „to dla dzieci”, służy uciszaniu wszelkich pytań o wykorzystywanie dzieci jako pionków w procesie wymuszania pieniędzy, a jednocześnie pozwala uniknąć przyjrzenia się faktowi, iż rodzic decydujący się na rozwód najwyraźniej nadaje długoterminowemu dobru dzieci bardzo niski priorytet.
W obecnej sytuacji istnieje więc ogromna liczba mężczyzn z klasy średniej, którzy byli przykładnymi obywatelami, zostali poddani rozwodowi wbrew swojej woli, odebrano im dzieci, płacą alimenty zamaskowane jako alimenty na dzieci, których wysokość jest tak duża, iż wielu z nich musi mieszkać w samochodach albo u krewnych, a po utracie pracy wskutek sytuacji gospodarczej trafiają do więzienia tylko dlatego, iż skończyły im się pieniądze. jeżeli 10–30% amerykańskich mężczyzn znajduje się w sytuacji, w której pod groźbą więzienia odbiera im się 70% lub więcej ich dochodów, mężczyźni ci nie mają żadnej motywacji do zakładania nowych przedsiębiorstw ani wynajdywania nowych technologii czy procesów. Pozbawienie w ten sposób motywacji 10-30% mężczyzn nie może być dobre dla gospodarki i zdecydowanie przyczynia się do obecnej gospodarczej zapaści, nie wspominając już o tym, iż jest to XXI-wieczna odmiana niewolnictwa. Czasami dzieci nie są choćby biologicznie jego.
https://web.archive.org/web/20250910201618/http://heartiste.wordpress.com/2009/11/19/meet-the-real-biggest-losers/
Ta jednostronicowa strona zawiera więcej odsyłaczy dotyczących brutalnej tyranii, której może zostać poddany mężczyzna po zawarciu prawnej umowy małżeństwa, a tym bardziej po posiadaniu dzieci. To, co niegdyś było fundamentem społeczeństwa i uroczystą tradycją przynoszącą jednakowe korzyści mężczyznom i kobietom, po cichu zmutowało wskutek nikczemnego majstrowania feministek, prawników rozwodowych i lewicowców w szokująco nierówny układ, w którym mężczyzna jest oficjalnie obywatelem drugiej kategorii, wystawionym na niezliczone sadystyczne zagrożenia. W rezultacie nie powinno się już choćby używać słowa „małżeństwo”, biorąc pod uwagę całokształt zmian, które sprawiły, iż układ ten stał się niemal nierozpoznawalny w porównaniu z ideałami, którym pierwotnie miał służyć. Wskaźnik samobójstw wśród mężczyzn przechodzących przez rozwód sięga choćby 20% i każdy z nas zna mężczyznę, który albo popełnił samobójstwo, albo przyznaje, iż poważnie je rozważał podczas procesu odczłowieczania, któremu został poddany, mimo iż on chciał ocalić związek. Nie trzeba dodawać, iż narusza to Konstytucję Stanów Zjednoczonych na wielu poziomach i jest nie do pogodzenia z wartościami jakiejkolwiek rzekomo rozwiniętej demokracji, która szczyci się wolnością i swobodami obywatelskimi. W granicach Stanów Zjednoczonych faktycznie działa tyrańskie, lewicowe państwo cieni, funkcjonujące całkowicie poza Konstytucją Stanów Zjednoczonych, które może poddać mężczyznę okropnościom bardziej godnym Korei Północnej niż USA, choćby jeżeli nie chciał zakończenia małżeństwa, nie chciał zostać rozdzielony ze swoimi dziećmi i nie chciał stracić pracy. Każdy niczego niepodejrzewający mężczyzna może zostać wciągnięty w to państwo cieni.
Każdy, kto uważa, iż rodziny złożone z dwojga rodziców są ważne dla dalszego istnienia rozwiniętej cywilizacji, powinien zwrócić uwagę na gwałtowny wzrost przychodów prawników rozwodowych, kuratorów sądowych oraz organizacji „feministycznych” w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. jeżeli społeczeństwo zachodnie ma przetrwać, przychody te powinny zostać zredukowane do jednej dziesiątej ich obecnego poziomu, a właśnie do takiego poziomu by spadły, gdyby uchylono te elementy prawa, które naruszają Konstytucję Stanów Zjednoczonych.
Historia ruchu przeciwko przemocy domowej w świecie zachodnim – Erin Pizzey
Małżeństwo nie jest już bramą do kobiecego „towarzystwa”, co omówimy później. Z tego powodu nie mogę polecić „małżeństwa” w jego współczesnej postaci żadnemu młodemu mężczyźnie mieszkającemu w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie czy Australii. Jest po prostu zbyt wiele rzeczy pozostających poza jego kontrolą, które mogą katastrofalnie zrujnować jego finanse, stan emocjonalny i jakość życia.
Powinien przynajmniej upewnić się, iż posiadanie dzieci jest najważniejszym celem jego życia. jeżeli nie, nie ma wystarczającego powodu, by zawierać tę umowę. jeżeli potwierdzi ten cel, powinien przeprowadzić rozeznanie, rozmawiając z kilkoma rozwiedzionymi mężczyznami o przepisach i złym traktowaniu, któremu zostali poddani oraz uczestnicząc w kilku rozprawach rozwodowych w miejscowym sądzie. Po zdobyciu tych informacji, jeżeli przez cały czas będzie chciał podjąć ryzyko, powinien się ożenić tylko wtedy, gdy będzie w stanie spełnić następujące trzy warunki, z których żaden nie może zastąpić dwóch pozostałych:
1)
Kobieta zarabia tyle samo co on albo więcej.
2) Ma prawidłowo sporządzoną umowę przedmałżeńską, z prawnikami reprezentującymi każdą ze stron (mimo iż umowa przedmałżeńska nie wpłynie na najgorszy aspekt prawa rozwodowego jakim są „alimenty na dzieci” jako przykrywkę dla ukrytych alimentów na byłą żonę i możliwość uwięzienia).
3) Jest wysoce biegły w technikach uwodzenia (Grze) i potrafi bez wysiłku zarządzać swoją relacją z żoną. choćby to wymaga jednak znacznego nakładu pracy. Więcej na ten temat później.
Nadal istnieje znaczne ryzyko, ale w takich warunkach jest ono przynajmniej w pewnym stopniu ograniczone. jeżeli małżeństwo jest bardzo ważnym celem dla młodego mężczyzny, powinien poważnie rozważyć emigrację do kraju rozwijającego się, gdzie jak na ironię, może mieć wyższy standard życia niż w USA po uwzględnieniu ryzyka rozwodu.
Podsumujmy więc różnice między Małżeństwem 1.0 a Małżeństwem 2.0:
a) Podział majątku i alimenty bez orzekania o winie, w ramach których porzucony małżonek musi płacić, jeżeli zarabia więcej, choćby jeżeli nie chciał rozwodu i choćby jeżeli jest ofiarą przemocy, przyprawienia rogów lub zdrady. Zdarzają się również rzadkie przypadki dobrze zarabiających kobiet, które wpadają w tę samą pułapkę.
b) Kobiety wychodzą za mąż po posiadaniu pięciu lub więcej partnerów seksualnych, w porównaniu z zaledwie 0–1 wcześniej. Utrudnia to kobiecie wytworzenie więzi w parze ze swoim mężem.
c) Kobiety wychodzą za mąż w wieku, w którym pozostało im już bardzo kilka lat szczytowej urody, podczas gdy w Małżeństwie 1.0 pozostawała im jeszcze dekada lub więcej.
d) Opieka nad dziećmi prawie nigdy nie jest przyznawana mężczyźnie, więc traci on swoje dzieci na zasadzie „bez orzekania o winie”.
Tradycyjne kultury promowały małżeństwo z tak skrupulatnym zapałem, iż większość ludzi choćby dzisiaj nie ośmiela się zakwestionować tego, czy tradycyjne prawdy przez cały czas mają zastosowanie. Dlatego często pojawia się wrogość już przy samej próbie poruszenia kwestii, czy małżeństwo przez cały czas jest tym samym pojęciem, którym było kiedyś. Wszyscy, od kobiet, przez sadystycznych konserwatystów społecznych, aż po własnych rodziców młodego mężczyzny, będą wywierać na niego presję i zawstydzać go, aby się ożenił, z powodów, których sami nie potrafią choćby wyartykułować oraz potępiać jego żądanie umowy przedmałżeńskiej, nie wykazując najmniejszego zainteresowania choćby poznaniem potwornie nierównych i starannie ukrywanych przepisów, którym zostałby poddany, gdyby jego żona rozwiodła się z nim z powodów, których on sam nie jest w stanie dostrzec. Jednak niektórzy mężczyźni, mający na względzie własne przetrwanie, zaczynają to rozumieć i unikają małżeństwa. Według wielu źródeł 22% mężczyzn zdecydowało się unikać małżeństwa. Co zatem dzieje się ze społeczeństwem, które sprawia, iż małżeństwo staje się nieatrakcyjne choćby dla zaledwie 20% mężczyzn?
Kobiety są znacznie bardziej zainteresowane małżeństwem niż mężczyźni. Prosta logika podaży i popytu mówi nam, iż instytucja monogamicznego małżeństwa wymaga uczestnictwa co najmniej 80% mężczyzn, aby mogła funkcjonować. Kiedy udział mężczyzn spada poniżej 80%, wszystkie kobiety znajdują się w poważnych tarapatach, ponieważ na każdych 80 mężczyzn przypada teraz 100 konkurujących o nich kobiet, a sytuację dodatkowo pogarsza fakt, iż kobiety tracą płodność znacznie szybciej niż mężczyźni. Wywołuje to ogromny stres wśród samotnych kobiet. W przeszłości pewna ręka matki i babki młodej kobiety wiedziała, iż jej uroda jest przemijająca, a najbardziej uwodzicielski mężczyzna nie jest najlepszym mężem i dbały one o to, aby dziewczyna została wydana za chłopaka, który dobrze rokował na dłuższą metę. Teraz, gdy dzięki „feminizmowi” tego rodzaju przewodnictwo zostało usunięte z życia młodych kobiet, okazują się one kiepskimi pilotami własnego życia seksualno-matrymonialnego, ścigając mężczyzn alfa aż do wieku 34–36 lat, kiedy ich atrakcyjność gwałtownie spada i choćby mężczyźni beta, których wcześniej odrzucały, przestają być nimi zainteresowani. Ten zdumiewająco gwałtowny krach jej perspektyw u mężczyzn nazywany jest momentem Wilusia E. Kojota, a kobiety z dawnych czasów miały wiele zabezpieczeń chroniących je przed takim losem. Podejmowana przez „feministyczne” media próba normalizacji bycia „pumą” jest dowodem rozpaczliwej próby przedstawienia porażki jako pożądanego rezultatu, który ze względu na same realia biologiczne nigdy nie stanie się normą. Kobiety często protestują, iż duża liczba partnerów seksualnych nie powinna być uznawana za ich wadę, skoro nie jest uznawana za wadę u mężczyzn, ale jest to jedynie przejaw solipsyzmu. Bogata przeszłość seksualna działa na niekorzyść kobiet, choćby jeżeli taka sama działa na korzyść mężczyzn, ze względu na naturalne czynniki wyzwalające pociąg seksualny u każdej z płci. Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś: „Klucz, który potrafi otworzyć wiele zamków, jest wartościowym kluczem, ale zamek, który można otworzyć wieloma kluczami, jest bezużytecznym zamkiem”.
Wielka ironia polega na tym, iż „feminizm”, zamiast poprawić życie kobiet, odebrał im zabezpieczenia w postaci wskazówek matki i babki, które uchroniłyby je przed koniecznością zmierzenia się z momentem Wilusia E. Kojota. „Feminizm” naraził więc przeciętną kobietę na ryzyko w jeszcze jednej dziedzinie.
Gra (wyuczona atrakcyjność i uwodzenie)
Cztery Syreny oraz zmiany prawne wprowadzone przez feministki w celu stawiania przeszkód mężczyznom beta stworzyły warunki, w których mężczyźni opracowali techniki i strategie pozwalające przystosować się do trudniejszego rynku, by następnie przekroczyć własne oczekiwania. Jest to technologia przełomowa sama w sobie. Każdy z nas zna mężczyznę, który nie jest ani przystojny, ani bogaty, a mimo to konsekwentnie odnosi niezwykłe sukcesy z kobietami. Wydaje się posiadać naturalne instynkty dotyczące kobiet, które dla laika mogą być nieodróżnialne od magii. Jak więc on to robi?
Krytycy, którzy mają interes w utrzymaniu obecnego status quo, ochoczo fałszywie przedstawiają to, czym jest „Gra”, a obecność wielu sprzedawców cudownych specyfików w tej dziedzinie wcale nie pomaga, ale oto definicja:
Właściwości, które czynią mężczyznę atrakcyjnym dla kobiet, są umiejętnościami, których można się nauczyć i które doskonalą się wraz z praktyką. Kiedy mężczyzna opanuje te umiejętności, staje się nieodróżnialny od mężczyzny, który posiadał naturalny talent w tej dziedzinie. To, czy następnie zdecyduje się wykorzystać te umiejętności do zbudowania jednego trwałego związku, czy wielu krótkich relacji, zależy wyłącznie od niego.
Temat jest zbyt obszerny, aby jakikolwiek opis w tym miejscu mógł oddać go w pełni, ale w skrócie: epoka Internetu umożliwiła społecznościom mężczyzn dzielenie się różnymi fragmentami wiedzy, które sprawdzili w praktyce i udoskonalili (np. jeden mężczyzna był ekspertem w poznawaniu kobiet w ciągu dnia, inny ekspertem w stopniowym eskalowaniu kontaktu seksualnego krok po kroku, jeszcze inny mistrzem tworzenia trwałej miłości itd.). Zbiorowa wiedza rosła i ewoluowała, aż powstała cała branża ucząca różnych szkół „Gry”. Mężczyźni, którzy rozumieli te koncepcje (mniejszość) oraz ci, którzy byli zdolni podjąć się całkowitej przebudowy własnej osobowości i znieść lawinę odrzuceń stanowiących część procesu nauki (jeszcze mniejsza mniejszość), mogli czerpać ogromne korzyści z tego, iż stawali się bardziej atrakcyjni niż zdecydowana większość nieświadomych niczego mężczyzn. Chociaż zastosowanie w postaci „artysty podrywu” cieszy się największym zainteresowaniem mediów, zasady te są równie wartościowe dla mężczyzn pozostających w monogamicznych związkach długoterminowych. Zobacz artykuł okładkowy Charlotte Allen dla The Weekly Standard, poświęcony „Grze”.
Wśród najcenniejszych wniosków płynących z tego zasobu wiedzy znajduje się sprzeczne z intuicją odkrycie, iż to, co kobiety mówią, iż mężczyzna powinien robić, często jest dokładnym przeciwieństwem tego, co rzeczywiście zapewniłoby mu sukces. Na przykład bycie potrzebującym, uniżonym i desperacko pragnącym zadowolić kobietę mężczyzną jest dokładnym przeciwieństwem zachowania, jakie mężczyzna powinien prezentować; optymalną postawą jest natomiast dominacja, droczenie się, rozbawienie, a zarazem asertywność. Równie cenną lekcją jest nauczenie się, kiedy nie należy brać słów kobiety dosłownie. Wiele jej wypowiedzi to „testy” mające sprawdzić, czy mężczyzna potrafi zachować spójność swojej osobowości „alfa”, przy czym kobieta w rzeczywistości ma nadzieję, iż mężczyzna nie spełni ochoczo jej życzeń. Podobnie „feministycznej”, pawłowowskiej reakcji polegającej na nazywaniu każdego nieposłusznego mężczyzny „mizoginem” nie należy traktować tak, jakby etykietę tę nadała racjonalna osoba dorosła po uczciwym rozważeniu sprawy. Taki zawstydzający język ma jedynie odwracać uwagę od kontroli i odpowiedzialności kobiety, która go używa, i nie należy przywiązywać do niego większej wagi niż do dziesięciolatka urządzającego awanturę, aby uniknąć odpowiedzialności lub poniesienia konsekwencji. Zdecydowanie zbyt wielu mężczyzn rzeczywiście traktuje te obelgi poważnie, ze szkodą dla praw i godności mężczyzn.
Skuteczne przyswojenie podstawowych zasad Gry wymaga nieszablonowego myśliciela, znajdującego się zdecydowanie na samym szczycie hierarchii Maslowa, a z mojego doświadczenia wynika, iż 80% mężczyzn i 99,9% kobiet jest po prostu niezdolnych do zrozumienia, dlaczego umiejętności Gry są wartościowe i skuteczne. Wiele kobiet, a choćby kilku żałosnych mężczyzn, potępia Grę, nie zdobywszy choćby minimalnego zrozumienia tego, czym naprawdę ona jest (co zaznaczyłem powyżej na czerwono) i w jaki sposób przynosi korzyści zarówno mężczyznom, jak i kobietom. Większość tego, co wydaje im się, iż wiedzą o Grze, opiera się na chochołach argumentacyjnych, braku elementarnego rozeznania i ich własnej skrajnej niepewności.
Dla każdego, kto szuka porad dotyczących opanowania tego materiału, istnieje jedna zasada, której nigdy nie wolno łamać. Uważam za sprawę najwyższej wagi, aby ta wiedza była wykorzystywana etycznie i w celu tworzenia wzajemnie satysfakcjonujących relacji z kobietami. Złe traktowanie kobiet jest niemoralne, choćby jeżeli one same zrobiły to samo niezliczonym mężczyznom. My, jako mężczyźni, musimy postępować szlachetniej, choćby jeżeli kobiety tego nie robią i jest to moje głębokie przekonanie. Mili faceci mogą być pierwsi, jeżeli znają Grę.
„Feminizm” jako nieskrępowana mizandria i projekcja
Złotą zasadą ludzkich interakcji jest ocenianie osoby lub grupy na podstawie jej czynów, a nie słów. Działania „feministek” ujawniają, iż ich ideologia dąży do zapewnienia kobietom równości w tych nielicznych obszarach, w których pozostają w tyle, jednocześnie odwracając uwagę obserwatorów od ogromnej liczby dziedzin, w których kobiety znajdują się w korzystniejszej sytuacji niż mężczyźni (system sądowniczy, parytety przy zatrudnianiu i rekrutacji, sposób przedstawiania w mediach, sytuacje społeczne itd.). Będą fabrykować dowolną liczbę fałszywych statystyk, aby podtrzymywać coraz bardziej absurdalną narrację o ucisku kobiet.
Feministki miały niegdyś szlachetne cele: zdobycie praw wyborczych, osiągnięcie równości w edukacji oraz otwarcie kobietom dostępu do zatrudnienia. Kiedy jednak cele te zostały osiągnięte, a choćby przekroczone, aktywistki nie chciały utracić swojego znaczenia. w tej chwili niestrudzenie i bezwzględnie lobbują na rzecz zmian w prawie, które są jawnie dyskryminujące wobec mężczyzn (nie wspominając już o tym, iż są niekonstytucyjne i zwyczajnie okrutne). Nie poprzestając na tym, przez cały czas lobbują na rzecz programów społecznych mających pomniejszać rolę mężów i ojców, zastępując ich świadczeniami finansowanymi przez podatników.
Ponieważ w dzisiejszych czasach opłaca się przedstawiać siebie jako ofiarę, dobrym miernikiem jest sprawdzenie, czy jakiekolwiek potępienie ciemiężyciela przez rzekomo uciskaną grupę mogłoby zostać wypowiedziane w taki sam sposób, gdyby role zostały odwrócone. W dzisiejszej Ameryce widzimy ogromny podwójny standard dotyczący tego, co kobiety i mężczyźni mogą mówić o sobie nawzajem. Ujawnia to jedną z najmroczniejszych głębin ludzkiego umysłu, kiedy jakaś grupa jest całkowicie przekonana, iż jest „ofiarą” innej grupy, potrafi zracjonalizować każdy poziom zła wymierzonego w tych, których postrzega jako swoich ciemiężycieli.
Wejdźcie na dowolną dużą „feministyczną” stronę internetową, taką jak Feministing.com czy Jezebel.com, i zadajcie uprzejme pytania o sprawiedliwość prawa rozwodowego albo o niesprawiedliwość polegającą na wtrącaniu niewinnych mężczyzn do więzienia na podstawie fałszywych oskarżeń o gwałt, bez należytego procesu sądowego. gwałtownie zostaniecie nazwani „mizoginami” i otrzymacie zakaz komentowania. Nie jest tak na żadnej dużej stronie dla mężczyzn, gdzie w duchu wolności słowa i ludzkiej godności tolerowane są choćby zażarte spory i jawna mizandria. Kiedy ostatnio doktrynerska „feministka” miała odwagę debatować w telewizji z bezstronną kobietą taką jak Camille Paglia, Tammy Bruce czy Christina Hoff Sommers?
Coraz bardziej zaciskające się grupowe myślenie, wymuszające coraz dalej posuniętą narrację o byciu ofiarą, sprawia, iż projekcja staje się normalnym sposobem mizandrycznego myślenia. Znaczenie słowa „mizogin” rozszerzono do tak skrajnego stopnia, iż stało się ono pawłowowską reakcją na wszystko, z czym „feministka” czuje się źle, ale czego nie potrafi wyrazić w sposób adekwatny dorosłemu człowiekowi. Ujawnia to projektowane uprzedzenie wobec płci u danej „feministki”, którym w jej przypadku jest mizandria. Na przykład starszy mężczyzna umawiający się z kobietami młodszymi od niego o 10 lat również jest nazywany przez starsze zgorzkniałe kobiety „mizoginem”. Zauważcie: nie ageistą, czyli osobą dyskryminującą ze względu na wiek, ale mizoginem. Mężczyzna, który nie uważa otyłych kobiet za atrakcyjne, również jest „mizoginem”, podobnie jak homoseksualni mężczyźni, którzy nie wydają pieniędzy na kobiety. Męskie niepodporządkowanie, określane mianem „mizoginii”, staje się zatem reakcją na wiele lat niekwestionowanej mizandrii, którą wcześniej na niego wylewano, kiedy początkowo nie żywił żadnych takich uczuć. Kop wystarczająco długo przyjaznego psa, a stanie się agresywnym psem.
Istnieją przepisy takie jak Ustawa o przemocy wobec kobiet (VAWA), które jawnie stwierdzają, iż przemoc wobec kobiet jest czymś znacznie gorszym niż przemoc wobec mężczyzn. VAWA bardzo różni się od zwykłych przepisów dotyczących napaści, ponieważ na jej podstawie mężczyzna może zostać usunięty z własnego domu pod groźbą użycia broni, jeżeli kobieta wykona jeden telefon. Nie dopuszcza się żadnego należytego procesu prawnego, a konstytucyjne prawa mężczyzny zostają wyrzucone za burtę. Jednocześnie połowa wszystkich przypadków przemocy domowej to przemoc kobiety wobec mężczyzny. Żona Tigera Woodsa pobiła go tępym narzędziem i podrapała mu twarz, a „feministki” tylko jej przyklasnęły w stylu „tak trzymaj, dziewczyno”. Projekcja może normalizować barbarzyństwo.
Przepisy dotyczące gwałtu również obeszły Konstytucję Stanów Zjednoczonych, pozostawiając mężczyznę winnym, dopóki sam nie udowodni swojej niewinności, podczas gdy oskarżająca go kobieta nie ponosi żadnej kary za fałszywe wysłanie mężczyzny na 15 lat do więzienia, gdzie on sam zostanie zgwałcony. Sprawa drużyny lacrosse Uniwersytetu Duke’a była głośnym przykładem takiego nadużycia, ale każdego roku w Ameryce dochodzi do setek innych. Prawo zostało zmienione w taki sposób, iż ofiara ma miesiąc na „zdecydowanie”, czy została zgwałcona, a taka elastyczność w przewidywalny sposób prowadzi do przypadków, w których kobieta zgłasza gwałt tylko po to, aby nie musiała powiedzieć mężowi, iż go zdradziła (dopóki rozwód z nim nie stanie się opłacalny). 40–50% wszystkich oskarżeń o gwałt jest fałszywych, ale „feministki” wolą wtrącić do więzienia dziesiątki niewinnych mężczyzn, niż pozwolić jednemu winnemu uniknąć kary, co jest dokładnym przeciwieństwem tego, czego wymaga amerykańskie orzecznictwo konstytucyjne.
Ale, choć trudno to sobie wyobrazić, pozostało gorzej. Sondaże przeprowadzone wśród mężczyzn wykazały, iż istnieje jedna rzecz, której mężczyźni boją się jeszcze bardziej niż tego, iż sami zostaną zgwałceni, przyprawienia im rogów. Mężczyźni postrzegają przyprawienie rogów jako ostateczne pogwałcenie i zdradę, a mimo to wśród „feministek” istnieje cały ruch na rzecz zagwarantowania kobiecie prawa do cudzołóstwa oraz wykorzystywania zasobów jej męża do oszukania go, aby wierzył, iż dziecko jest jego. Te mizandrystki chcą choćby zdelegalizować prawo mężczyzny do zbadania ojcostwa dziecka.
Podsumowując: jeżeli kobieta kilka dni po seksualnej przygodzie zacznie mieć wątpliwości, może bez żadnej kary zrujnować mężczyznę finansowo i wysłać go na 15 lat do więzienia. „Feministki” uważają to za dopuszczalne. Jednocześnie, mimo iż mężczyźni uważają przyprawienie im rogów za los gorszy niż gwałt, „feministki” chcą ułatwić kobiecie zrobienie tego poprzez uniemożliwienie wykonywania testów na ojcostwo. Już zmanipulowały prawo w taki sposób, iż przy rozwodzie „bez orzekania o winie” mężczyzna musi płacić alimenty kobiecie, która przyprawiła mu rogi.
To czyste zło, plasujące się na równi z najgorszymi tyraniami ubiegłego stulecia. Współczesna mizandria podszywająca się pod „feminizm” jest bezkonkurencyjnie najbardziej obłudną ideologią dzisiejszego świata. Prawa społeczeństwa są jego DNA. Kiedy prawo zostaje skażone, DNA zostaje faktycznie uszkodzone, a niedługo potem następują mutacje społeczeństwa. Mężczyźni zostali zabici z powodu „feminizmu”. Dzieci i ojcowie zostali siłą rozdzieleni dla korzyści finansowych za sprawą „feminizmu”. Niewolnictwo powróciło na Zachód za sprawą „feminizmu”. Przy wszystkich tych mizandrycznych prawach można uczciwie powiedzieć, iż mizandria jest nowym Jimem Crow.
Język zawstydzania i projekcja jako substytut racjonalnej debaty
Jak omówiono wcześniej, wszelkie uzasadnione i uprzejme pytania dotyczące sprawiedliwości anty-męskich realiów systemu prawnego i mediów gwałtownie spotykają się z pawłowowskimi ripostami w rodzaju „mizogin” i „przegryw”. Przyjrzyjmy się tym często używanym przykładom języka zawstydzania oraz temu, dlaczego mizandryści tak bardzo boją się prawdziwej debaty.
Wbrew ich niekończącym się oskarżeniom o „mizoginię” (słowo, które wielu „feministkom” przez cały czas udaje się pisać błędnie), w rzeczywistości większość mężczyzn instynktownie traktuje kobiety z rycerskością i wynosi je na piedestał. Każdego dnia widzimy mężczyzn gotowych bronić kobiet albo wyświadczać im przysługi. Wśród męskiej populacji występuje nieskończenie więcej rycerskości niż mizoginii. Z drugiej strony rutynowo słyszymy anty-męskie wypowiedzi „feministek” oraz założenie, iż wszyscy mężczyźni są potworami winnymi zbrodni popełnianych przez niewielką liczbę osób tej samej płci. Kiedy znane „feministki” otwarcie stwierdzają, iż należy eksterminować 90% męskiej populacji, bezpodstawne oskarżenie o „mizoginię” jest wyjątkowo czystym przejawem projekcji ich własnej mizandrii.
Jeśli chodzi o drugi zarzut, czyli bycie „przegrywem, który nie potrafi zaliczyć”, jakakolwiek obserwacja rzeczywistego świata gwałtownie pokazuje, iż to mężczyźni mający niewielkie doświadczenie z kobietami stawiają je na piedestale, podczas gdy mężczyźni mający duże doświadczenie seksualne z kobietami tego nie robią. Uprawianie seksu z dużą liczbą kobiet nie zwiększa szacunku do kobiet, co jest dokładnym przeciwieństwem tego, co twierdzą „feministki”. Ponownie, ten zarzut bycia „przegrywem” jest jedynie psychoseksualną frustracją „feministek” projektowaną na zewnątrz, feministek, które wyrażają zdziwienie, iż ich nieustająca nienawiść do mężczyzn nie zostaje w magiczny sposób przetworzona w miłość do tych konkretnych „feministek”.
Fakt, iż mizandrystki praktycznie nie spotykają się ze sprzeciwem, sprawił, iż nie miały żadnego powodu, by rozszerzać swój arsenał jadu poza te dwa rodzaje projekcji. Pomimo mojego wyjaśnienia tej przewidywalnej pawłowowskiej reakcji, w sekcji komentarzy mizandrystki i tak będą posługiwać się tymi samymi dwiema obelgami, dowodząc tym samym dokładnie tego, co próbują zakrzyczeć oraz ujawniając dokładnie to, czego ujawnienia próbują uniknąć. To, iż uprzedziłem ich reakcję, nie powstrzyma ich przed ujawnieniem własnych ograniczeń poprzez oddawanie się jej mimo wszystko. Po prostu nie potrafią się powstrzymać i daleko im do zdolności racjonalnego omawiania rzeczywistych punktów spornych.
Mężczyźni muszą oczywiście zdawać sobie sprawę z prawdziwego powodu, dla którego ich umiejętności prowadzenia debaty ograniczają się do tych dwóch form języka zawstydzania i nie mogą pozwolić, by ich to zniechęciło. Jeszcze raz: pamiętajcie, iż nie należy traktować tego poważniej niż słów wypowiedzianych przez dziesięciolatka i nie ma żadnego powodu, aby pozwalać „feministce” na coś, na co nie pozwolilibyście mężczyźnie. Chciały równości, prawda?
„Feminizm” jako prawdziwa mizoginia
Największej rzeczywistej mizoginii dopuściły się oczywiście, nieświadomie, same „feministki”. Zachęcając do fałszywych oskarżeń o gwałt, podważają wiarygodność wszystkich takich oskarżeń, przez co ucierpią prawdziwe ofiary. Tworząc bodźce do odczłowieczania byłych mężów i wykorzystywania dzieci jako pionków, dają dzieciom zły przykład i sprawiają, iż kiedy dzieci dorastają, zaczynają żywić urazę do swoich matek. Rzucając bezpodstawne oskarżenia o „mizoginię” bez wystarczającego powodu, wywołują niechęć wśród wcześniej przyjaźnie nastawionych mężczyzn tam, gdzie wcześniej jej nie było. Próbując usprawiedliwiać przyprawianie mężom rogów oraz przemoc domową ze strony kobiet, prowokują dotychczas potulnych mężczyzn do desperackiego odwetu.
Jaskrawym przykładem mizandrii obracającej się przeciwko samym kobietom jest zniszczenie małżeństwa i towarzyszące mu promowanie fantazji w stylu „Seksu w wielkim mieście/pumy”. Monogamiczne małżeństwo nie tylko maskowało różnicę między mężczyznami „alfa” i „beta”, ale również maskowało różnicę w atrakcyjności kobiet przed i po ich momencie uderzenia w ścianę (Wilusia E. Kojota) . Uwodząc kobiety mitem, iż rozwiązłe życie singielki po 35. roku życia jest wartościowym celem, pozostawiono wiele kobiet pod koniec trzydziestki z odkryciem, iż przyciągają znacznie mniej męskiej uwagi niż kobiety zaledwie o dekadę od nich młodsze. „Feminizm” sprzedał im kodeks moralny całkowicie niedostosowany do ich fizycznych i psychicznych realiów, powodując u tych kobiet ogromny smutek.
Co jednak najważniejsze, „feministki” zdeprecjonowały tradycyjne dziedziny kobiecej specjalizacji (wychowywanie następnego pokolenia obywateli), przypisując wartość wyłącznie dziedzinom męskiej specjalizacji (zarządzaniu przedsiębiorstwami, wojsku, rozwiązłości seksualnej), po czym powiedziały kobietom, aby naśladowały osiągnięcia mężczyzn, wychodząc z założenia, iż jest to z natury lepsze niż tradycyjne kobiece role. Mówienie kobietom, iż naśladowanie własnych matek i babek jest mniej wartościowe niż naśladowanie mężczyzn, brzmi dla mnie całkiem mizoginicznie i nic dziwnego, iż pomimo wszystkich tych „wolności” kobiety są bardziej nieszczęśliwe niż kiedykolwiek wcześniej po tym, jak zafundowano im taką mizoginię.
Jak więc sytuacja mogła stać się aż tak zła? „Feministki” z pewnością nie są aż tak potężne?
Konserwatyści społeczni, Biali Rycerze i zniewieściali mężczyźni
Błędem byłoby wywnioskowanie, iż mizandrystki były w stanie samodzielnie doprowadzić do takiego stanu rzeczy, pomimo swojej zaciekłości i umiejętności obchodzenia zarówno Konstytucji Stanów Zjednoczonych, jak i kontroli wyborców. Równie winni są mężczyźni, którzy w swojej ignorancji wierzą, iż zachowując się jak służalczy potakiwacze „feministek” i zwracając się przeciwko innym mężczyznom, dzięki tej pozie zasłużą sobie na resztki kobiecego zainteresowania.
Rycerskość istniała w większości kultur ludzkich przez wiele stuleci i można ją dostrzec w literaturze wszystkich wielkich cywilizacji. Rycerskość znacznie zwiększała szanse mężczyzny na małżeństwo, ale przyczyny tego zostały zapomniane. Przed epoką nowoczesną zdobycie ręki młodej kobiety zwykle wymagało przejścia przez jej rodziców. Zgoda ojca dziewczyny była niepodlegającym negocjacjom elementem tego procesu. jeżeli młody mężczyzna potrafił pokazać rodzicom dziewczyny, iż będzie stawiał ją na piedestale, można było przekonać ich do zaakceptowania związku. Sama dziewczyna nie była głównym adresatem rycerskości, ponieważ rycerskość rzadko wzbudzała w niej pociąg seksualny, jak pokazały zasady Gry.
Dlatego wielu mężczyzn przez cały czas tkwi w przestarzałym, oderwanym od obserwacji i pełnym pogardy wobec samych siebie przekonaniu, iż rycerskość i nadmierna służalczość są dziś drogą do seksu, pomimo współczesnej rzeczywistości, w której decyzje seksualne kobiety nie są już kontrolowane przez jej rodziców i często dotyczą niezobowiązującego seksu, zamiast być zamknięte w ramach małżeństwa. Niezależnie od tego, czy tacy mężczyźni są religijni i nazywani „konserwatystami społecznymi”, czy są zniewieściałymi lewicowcami i nazywa się ich „kolesiami w rurkach”, w praktyce są tym samym, a określenie „Biało Rycerze” można zastosować do całej tej grupy. Ich forma rycerskości w obliczu „feministycznej” histerii prowadzi do tego, iż mężczyźni ci krzywdzą innych mężczyzn na żądanie kobiet, które nigdy nie będą odczuwały do nich pociągu. Dlatego właśnie obserwujemy osobliwą zgodność między rzekomo przeciwstawnymi sobie „konserwatystami społecznymi” i „feministkami” za każdym razem, gdy pojawia się pragnienie ukarania mężczyzn. Niepokojąco duża liczba mężczyzn rzeczywiście popiera więzienie niewinnych mężczyzn wskutek fałszywych oskarżeń o gwałt albo z powodu zaległości w „alimentach na dzieci” powstałych wskutek utraty pracy, wyłącznie dlatego, iż ci „mężczyźni” nie chcą ryzykować dezaprobaty kobiet, błędnie zakładając, iż fanatycznie krzykliwe „feministki” reprezentują oficjalne stanowisko wszystkich kobiet. Ci mężczyźni są największymi frajerami ze wszystkich, ponieważ ich tępe zaprzeczanie skuteczności Gry uniemożliwi im wywnioskowanie, iż nadmierna ugodowość i gotowość do wyświadczania przysług obiektom ich pożądania są dokładnym przeciwieństwem tego, co sprawia, iż kobiety odczuwają pociąg seksualny do mężczyzn. Żadna kobieta nie odczuwa pociągu do potrzebującego [wygłodniałego] i desperacko zabiegającego o nią mężczyzny.
Z tego powodu, zaraz po obłąkanych „feministkach”, ci stawiający kobiety na piedestale Biało Rycerze ponoszą największą odpowiedzialność za mizandrię we współczesnym społeczeństwie zachodnim. Przeciętna kobieta nie knuje obsesyjnie nowych sposobów poniżania i oszukiwania mężczyzn; chce jedynie opowiedzieć się po stronie tego, kto wygrywa (a w tej chwili wygrywa strona mizandrii). Jednak mężczyźni stawiający kobiety na piedestale rzeczywiście dopuszczają się wielu brudnych czynów przeciwko innym mężczyznom w nadziei, iż otrzymają od „feministek” poklepanie po głowie.
Hierarchia mizandrycznego zapału wygląda więc następująco:
Krzykliwa „feministka” > stawiający kobiety na piedestale/Biało Rycerz > przeciętna kobieta.
Z powodów opisanych wcześniej choćby stwierdzenie, iż wielu mężczyzn w większym stopniu przyczynia się do mizandrii niż przeciętna kobieta, nie powstrzyma „feministek” przed ich pawłowowską skłonnością do nazywania artykułów takich jak ten „mizoginistycznymi”.
Na koniec religijni „konserwatyści społeczni”, którzy przez cały czas wygłaszają swoje puste kazania o „świętości małżeństwa”, nie robiąc absolutnie nic w sprawie zmian w prawie tworzących bodźce do rozwodu, zostali zdemaskowani jako ludzie uprawiający pseudomoralne pozerstwo i świadomie pozostający ślepi. To, co sami określają jako sprawę najwyższej wagi, zostało zniszczone tuż pod ich nosami, a oni przez cały czas są zbyt tępi, aby zrozumieć dlaczego. Żadna inna grupa interesu w Ameryce nie poniosła równie całkowitej porażki w realizacji własnej deklarowanej misji. Dać się nabrać na przekonanie, iż poboczna kwestia, taka jak „małżeństwa homoseksualne”, stanowi śmiertelne zagrożenie dla tradycyjnego małżeństwa, a jednocześnie przeoczyć zmiany prawne korelujące ze wzrostem liczby rozwodów poprzez tworzenie bodźców do rozwodu (to rozwód niszczy małżeństwo, a nie niewielka liczba gejów), jest przeoczeniem równie rażącym, jak gdyby astronom nie wiedział o istnieniu Księżyca. Czy konserwatyści nie są właśnie tymi ludźmi, którzy powinni rozumieć, iż bodźce kształtują zachowanie? Artykuł godny napisania przez The Onion mógłby nosić tytuł: „Konserwatyści społeczni starannie dbają o utrzymanie idealnego, stuprocentowego wskaźnika porażek w realizacji własnego programu”.
Dlaczego nie istnieje Ruch Praw Mężczyzn
W tym momencie czytelnicy mogą się zastanawiać: „Skoro jest aż tak źle, dlaczego nic o tym nie słyszymy?”. To rzeczywiście zasadne pytanie, a odpowiedź kryje się w podstawach męskiej psychologii. Większość mężczyzn beta wolałaby umrzeć, niż zostać nazwana przez kobiety „przegrywem” (mężczyźni alfa oczywiście wiedzą, iż nie należy brać tego dosłownie). Biało Rycerze również przyłączają się do chóru zawstydzającego innych mężczyzn, ponieważ w swojej nieudolności wierzą, iż jest to droga do zaspokojenia ich pożądania. Mężczyzna, którego życie zostało niesprawiedliwie zrujnowane, staje więc przed perspektywą zawstydzania zarówno przez kobiety, jak i przez dużą grupę mężczyzn, jeżeli zaprotestuje przeciwko niesprawiedliwości. To sprawia, iż cierpi w milczeniu, co prowadzi do przedwczesnej śmierci. Mamy miliony porządnych młodych mężczyzn gotowych umrzeć na polu bitwy w obronie wartości zapisanych w Konstytucji Stanów Zjednoczonych, ale nie widzimy protestów choćby 100 rozwiedzionych mężczyzn przeciwko haniebnie niekonstytucyjnemu traktowaniu, którego doświadczyli. Niszczenie rodziny złożonej z dwojga rodziców poprzez tworzenie bodźców do niemoralnego zachowania kobiet stanowi co najmniej równie wielkie zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu Ameryki, jak cokolwiek, co kiedykolwiek mogło nadejść z Afganistanu, Pakistanu, Iranu czy Arabii Saudyjskiej. Fakt, iż mężczyźni zbyt bardzo boją się być tymi, którzy „robią hałas”, choćby gdy stracili swoje dzieci oraz obecny i przyszły majątek, w znacznym stopniu przyczynia się do utrzymywania obecnego status quo. Mężczyźni alfa nie mają żadnej motywacji poza altruizmem, aby działać, ponieważ obecne warunki są dla nich korzystne, dlatego mój altruizm ograniczy się do przedstawienia tych idei.
Każdy poważny ruch musi zacząć od utworzenia jednego lub dwóch ośrodków analitycznych, które będą przygotowywać raporty badawcze, sympozja i konkretne rekomendacje dotyczące polityki, a nieliczni prawnicy rozwodowi, których sumienie skłoniło do opuszczenia ciemnej strony, muszą zostać pozyskani jako eksperci. Następnie trzeba organizować transmitowane w telewizji dyskusje panelowe na najlepszych uczelniach medycznych, biznesowych i politechnikach prowadzących studia magisterskie (gdzie młodzi mężczyźni, którzy właśnie rozpoczynają dobrze płatne kariery, zbliżają się do wieku małżeńskiego, ale nic nie wiedzą o prawie), produkować filmy dokumentalne, pozyskać jako rzeczników znane ofiary, takie jak Mel Gibson, Paul McCartney, Hulk Hogan i Tiger Woods, oraz organizować wyraźnie widoczne, potężne protesty przed sądami rozwodowymi. W epoce Web 2.0, mediów społecznościowych i narzędzi umożliwiających wirusowe rozpowszechnianie treści wszystko to powinno być łatwe, szczególnie biorąc pod uwagę, jak gwałtownie grupy lewicowe potrafią zbudować porównywalny aparat choćby wokół mało znanych spraw.
Zamiast tego istnieją jedynie Aktywiści na rzecz Praw Mężczyzn (MRA), którzy prowadzą kilka stron internetowych i wymieniają informacje na swoich blogach. „Lepsze to niż nic” jest najbardziej hojną pochwałą, jakiej mógłbym udzielić ich wysiłkom, a artykuł, który przedstawiam tutaj na The Futurist, jest prawdopodobnie największą jak dotąd analizą tego problemu, mimo iż nie jest to choćby strona poświęcona tej tematyce, a ja nie jestem głównym autorem tej witryny. Dlatego w najbliższej przyszłości nie powstanie żaden prawdziwy Ruch na rzecz Praw Mężczyzn. Bańka mizandrii zostanie zamiast tego przebita przez sumę milionów indywidualnych sił rynkowych.
Linia uskoku cywilizacji
Po przeanalizowaniu wszystkich wad współczesnych społeczeństw oraz praw, które je pogłębiają, staje się oczywiste, iż istnieją dwie dziedziny myślenia prawnego i sądowego, które mają wyjątkowe znaczenie dla rozstrzygnięcia, czy nasza cywilizacja będzie stale się rozwijać, czy jedynie poruszać się w cyklach. Te dwa obszary prawa to:
a) traktowanie praw związanych z ojcostwem oraz
b) traktowanie prawa do należytego procesu w przypadku oskarżeń o gwałt.
Ludzki mózg jest zaprogramowany tak, aby znacznie wyżej cenić dobro kobiet niż dobro mężczyzn (z powodów, które kiedyś były uzasadnione, ale dzisiaj już nie są), dlatego zapewnienie należytego procesu mężczyźnie fałszywie oskarżonemu o gwałt nie wzbudza szczególnego zainteresowania choćby wśród ludzi, którzy poza tym cenią prawo do należytego procesu. Podobnie niewielki jest opór wobec „feministycznych” praw, które odebrały ojcom wszelkiego rodzaju prawa związane z ojcostwem. Jak widzieliśmy powyżej, ojciec nie jest postrzegany ani jako wartościowy, ani jako zasługujący na prawa. To właśnie w tych dwóch obszarach prawa nasze społeczeństwo zdecyduje, czy będzie się wznosić, czy chylić ku upadkowi. Wszystkie pozostałe polityczne tematy zastępcze, takie jak imigracja, stosunki rasowe, a choćby terroryzm, po prostu nie są równie ważne, ponieważ żaden z nich nie jest w stanie zniszczyć całego społeczeństwa w taki sposób, w jaki mogą to zrobić te prawa.
Teza ekonomiczna
Szklane sufity i szklane podłogi
Mizandryści wrzeszczą o rzekomym „szklanym suficie” wszechobecnego seksizmu, który ma wyjaśniać, dlaczego kobiety nie stanowią 50% dyrektorów generalnych największych korporacji. Nigdy natomiast nie wspomina się o równie rzeczywistej „szklanej podłodze”, gdzie widzimy, iż 90% osób trafiających do więzień, popełniających samobójstwa oraz doznających powodujących kalectwo obrażeń przy pracy stanowią mężczyźni. jeżeli te rezultaty są wynikiem działań lub wyborów mężczyzn, którzy ich doświadczają, to czy nie jest to ten sam powód, który decyduje o tym, kto przebija się przez „szklany sufit”? Niezdolność mizandrystów do uczciwego zmierzenia się z tymi realiami mówi nam coś (choć nie wszystko) o ich irracjonalnym poczuciu, iż coś im się należy.
Jednym z najbardziej nieuczciwych mitów ze wszystkich jest twierdzenie, iż „kobiety za tę samą pracę zarabiają zaledwie 75% tego, co mężczyźni”. Rozprawmy się z tym mitem, a przy okazji zobaczymy, dlaczego rozpowszechnianie tego fałszywego przekonania jest dla nich opłacalne i kuszące.
Prawdą jest, iż kobiety przeciętnie zarabiają rocznie mniej niż mężczyźni. Prawdą jest również, iż 22-latkowie przeciętnie zarabiają mniej niż 40-latkowie. Dlaczego to drugie nie jest przykładem dyskryminacji ze względu na wiek, podczas gdy pierwsze przedstawia się jako przykład dyskryminacji ze względu na płeć?
Gdyby kobiety rzeczywiście zarabiały mniej za wykonywanie dokładnie tej samej pracy co mężczyźni, każdy nie seksistowski dyrektor generalny mógłby zmiażdżyć konkurencję, zatrudniając wyłącznie kobiety i oszczędzając w ten sposób 25% na wynagrodzeniach pracowników w porównaniu ze swoimi konkurentami. Czy mamy uwierzyć, iż każdy dyrektor generalny i każda rada dyrektorów wielkiej korporacji są aż tak seksistowskie, iż gotowe są poświęcić miliardy dolarów zysku? Kiedy „dyrektorka ds. społecznej odpowiedzialności biznesu” ze zgromadzenia zakonnego napisała do T.J. Rodgersa, dyrektora generalnego Cypress Semiconductor, iż jego firma powinna mieć więcej kobiet w radzie dyrektorów, Rodgers odpowiedział listem, w którym wyjaśnił, dlaczego dążenia do zysku nie da się pogodzić z taką polityczną poprawnością. Sam fakt, iż zgromadzenie zakonne wypłaca komuś odporną na recesję pensję za pełnienie funkcji „dyrektorki ds. społecznej odpowiedzialności biznesu”, jest przykładem uprzywilejowanej egzystencji, a nie wiedziałem, iż klasztory zaczęły teraz propagować świeckie przekonania marksistowskie.

Co więcej, kobiety-przedsiębiorcy mogłyby zatrudniać inne kobiety i wyprzeć z rynku każdą firmę zdominowaną przez mężczyzn, gdyby taka luka płacowa rzeczywiście istniała, ale nie obserwujemy tego w żadnym kraju na świecie. Siły rynkowe skorygowałyby takie błędne wyceny wynagrodzeń kobiet, gdyby rzeczywiście istniały. Ale nie istnieją, a ci, którzy twierdzą, iż jest inaczej, nie tylko demonstrują skrajny analfabetyzm ekonomiczny, ale także z pełnym zadowoleniem doprowadzają równie nieobeznane z ekonomią kobiety do gniewu z powodu niesprawiedliwości, która nie istnieje. Zauważam, iż kobiety, które rzeczywiście są lub były dyrektorami generalnymi spółek giełdowych, nigdy nie twierdzą, iż istnieje spisek mający na celu płacenie kobietom mniej, niż wynikałoby z efektów ich pracy.
Jestem gotów poprzeć przepisy gwarantujące, iż 50% wszystkich dyrektorów generalnych firm z listy Fortune 500 będą stanowiły kobiety, jeżeli jednocześnie prawnie nakażemy, aby kobiety stanowiły 50% wszystkich osób trafiających do więzień oraz zajmowały 50% wszystkich stanowisk wymagających pracy z ciężkimi maszynami, pracy na zewnątrz przy niesprzyjającej pogodzie, wdychania toksycznych oparów albo zatrzymywania niebezpiecznych przestępców. Sprawiedliwość to sprawiedliwość. Ktoś chętny?
„Męskorecesja” i „kobietonomia”
Byłbym pierwszym, który cieszyłby się, gdyby sukces ekonomiczny kobiet wynikał wyłącznie z ich rzeczywistych zasług. W przypadku wielu z nich tak właśnie jest. Jednak zdecydowanie zbyt duża jego część jest rezultatem nie działania sił rynkowych ani merytokracji, ale politycznego kumoterstwa i korupcji napędzanej ideologią.
Podczas niedawnej recesji i trwającego ożywienia gospodarczego bez wzrostu zatrudnienia stopa bezrobocia wśród mężczyzn przez cały czas pozostaje znacznie wyższa niż wśród kobiet. Gdyby wynikało to wyłącznie z działania sił rynkowych, nie byłoby w tym nic złego. Jednak grupy „feministyczne” intensywnie lobbowały za tym, aby rządowe środki stymulacyjne kierowano na zwiększanie zatrudnienia kobiet kosztem pomocy dla mężczyzn. Lewicowa administracja Obamy była więcej niż skłonna się do tego zastosować i przeprowadzono przymusowy transfer bogactwa, mimo iż niekoniecznie było to najlepsze wykorzystanie tych pieniędzy z punktu widzenia gospodarki.
Maria Shriver, kobieta prowadząca niezwykle uprzywilejowane życie dzięki ogromnemu majątkowi zgromadzonemu najpierw przez jej dziadka, a następnie przez jej męża, opublikowała niedawno raport „Naród kobiet: Raport Shriver”, składający się z przechwałek na temat tego, jak kobiety zaczęły w tej chwili przewyższać mężczyzn pod względem ekonomicznym. Cały raport badawczy pełen jest wszystkich standardowych fałszywych feministycznych mitów i wadliwych statystyk, które zostały tutaj gruntownie obalone, a także jawnego seksizmu zawartego w stwierdzeniach takich jak „kobiety są lepszymi menedżerami” (wyobraźcie sobie mężczyznę mówiącego coś odwrotnego). Co więcej, raport ujawnia typowy analfabetyzm ekonomiczny (widoczny między innymi we wszechobecnym micie, iż „kobietom płaci się za mało”), jak również przekonanie, iż przedsiębiorstwa istnieją po to, by służyć jako narzędzia inżynierii społecznej, zamiast po to, by generować zysk.

Całość tych fałszywych badań i zorganizowanego anty-męskiego lobbingu odniosła sukces. w tej chwili stopa bezrobocia wśród mężczyzn jest wyższa niż wśród kobiet o bezprecedensową przepaść. „Męskorecesja” trwa nadal, podczas gdy Stany Zjednoczone przechodzą do „kobietonomii”, a wśród milionów bezrobotnych mężczyzn niektórzy są zobowiązani do płacenia zaporowo wysokich „alimentów na dzieci”, mimo iż to nie oni chcieli pozbawić swoje dzieci domu z dwojgiem rodziców, i trafiają do więzienia z powodu braku pieniędzy. Co więcej, ponownie podkreślam, iż utrzymywanie 10–30% męskiej siły roboczej w USA w warunkach faktycznej 70-procentowej krańcowej stawki podatkowej zabije ich motywację do wynajdywania nowych technologii lub zakładania nowych firm. Małostkowe jest debatowanie nad tym, czy najwyższa federalna stawka podatku dochodowego powinna wynosić 35% czy 39,6%, kiedy część siły roboczej podlega 70-procentowemu obciążeniu od dodatkowego dochodu. Pomijając już tyranię takiego rozwiązania, więzienie rosnącej liczby bezrobotnych mężczyzn również kosztuje podatników mnóstwo pieniędzy. Oczywiście przenoszenie coraz większej liczby mężczyzn z pozycji, w której generują wpływy podatkowe, do pozycji, w której pochłaniają środki z podatków, z pewnością wyrządzi budżetom państwa podwójną szkodę. Następnym razem, gdy usłyszycie, iż „USA mają największą populację więzienną na świecie”, koniecznie wspomnijcie, iż wielu z tych mężczyzn po prostu straciło pracę i zostało rozwiedzionych wbrew swojej woli. Kobiety tymczasem świetnie się bawią.
Bańka sektora publicznego
Chociaż podział siły roboczej między sektor publiczny a prywatny nie jest silnie skorelowany z płcią, sytuacja wygląda inaczej, gdy skupimy się na kobietach zarabiających ponad 100.000 dolarów rocznie.

Ten kolejny wykres pochodzący z Cato Institute pokazuje, iż gdy uwzględni się całkowite wynagrodzenie (płace + świadczenia), sektor publiczny w tej dekadzie całkowicie zdystansował sektor prywatny. Czy produktywność typowego pracownika administracji publicznej wzrosła aż o tyle bardziej niż produktywność pracownika sektora prywatnego, iż pracownik państwowy otrzymuje w tej chwili dwukrotnie wyższe wynagrodzenie? Czy podatnicy otrzymują odpowiednią wartość za swoje pieniądze?
To idzie jeszcze dalej. Zdecydowaną większość składek na ubezpieczenie społeczne płacą mężczyźni, ale świadczenia z tego systemu pobierają kobiety (ponieważ kobiety żyją przeciętnie o 7 lat dłużej od mężczyzn). Samo w sobie nie jest to w żadnym razie niepokojące, ale fakt, iż kobiety konsumują dwie trzecie całej opieki zdrowotnej w USA, mimo iż większość z wynoszących 2,5 biliona dolarów rocznych wydatków na nią pokrywają mężczyźni, z pewnością zasługuje na debatę. Być może „naturalne” jest, iż kobiety potrzebują więcej opieki zdrowotnej, ponieważ to one rodzą dzieci. Ale równie „naturalne” było to, iż mężczyźni finansowali ją wyłącznie swoim żonom, a nie całej społeczności kobiet. Sektor opieki zdrowotnej zatrudnia również ogromną liczbę kobiet i to nie tylko na stanowiskach tworzących wartość, takich jak pielęgniarstwo, ale także na stanowiskach administracyjnych i biurokratycznych. W rzeczywistości niemal wszystkie wydatki rządowe poza obronnością i infrastrukturą, od Medicare, przez Obamacare i świadczenia socjalne, po miejsca pracy dla kobiet w sektorze publicznym oraz rozrost populacji więziennej, są albo transferem netto bogactwa od mężczyzn do kobiet, albo produktem ubocznym zniszczenia Małżeństwa 1.0. W obu przypadkach winowajcą jest „feminizm”.

Ten wykres wydatków rządu federalnego przygotowany przez Cato Institute pokazuje, jak wydatki niezwiązane z obronnością systematycznie rosły od 1960 roku. Spadek wydatków na obronność, zamiast stać się „dywidendą pokoju” zwróconą podatnikom, został wykorzystany do finansowania kolejnych programów socjalnych. Nikt nie może poważnie twierdzić, iż w 2010 roku amerykańskie społeczeństwo otrzymuje lepsze usługi państwa poza obszarem obronności niż w 1960 roku, pomimo ich wyższych kosztów, a jak omówiono wcześniej, większość tego wzrostu jest bezpośrednim lub pośrednim rezultatem „feminizmu”. Gdy dodamy do tego marnotrawstwo władz stanowych i lokalnych, okazuje się, iż 20% PKB jest wydawane tylko po to, aby państwo mogło zastępować instytucję Małżeństwa, a mimo to przez cały czas nie zdołało stać się jej skutecznym zamiennikiem. Pamiętajmy ponownie, iż dochody mężczyzn pokrywają 70–80% wszystkich podatków.
Lewica wreszcie znalazła idealnego konia trojańskiego, dzięki którego może rozbudowywać tyrańskie państwo. „Feministki” mogą lobbować za transferem bogactwa od mężczyzn do kobiet oraz z sektora prywatnego do państwa, wiedząc jednocześnie, iż nazwanie każdego, kto zadaje pytania, „mizoginem” uciszy go znacznie skuteczniej, niż ich wojskowi piątokolumniści i zwyczajni socjaliści kiedykolwiek potrafiliby uciszyć swoich przeciwników.
Konserwatyści są szczególnie podatni na taki język zawstydzania i większość konserwatystów porzuci deklarowane przez siebie zasady, aby bez końca popierać każdy rodzaj socjalizmu, jeżeli tylko można go opakować jako „rycerskość”, której sprzeciwianie się czyni człowieka „mizoginem”. Istnieją jednak powody, by sądzić, iż ściągalność podatków w wielu częściach USA, na przykład w stanach Kalifornia, Nowy Jork, New Jersey i Massachusetts, osiągnęła punkt nasycenia. Ponieważ optymalny punkt został już przekroczony, podniesienie stawek podatkowych spowoduje spadek, a nie wzrost dochodów, a podwyżka federalnych stawek podatkowych dokładnie za rok od dzisiaj, 1 stycznia 2011 roku, prawdopodobnie wywoła kolejną recesję, której kosztów następnym razem nie będzie można już tak łatwo przerzucić na zubożałych mężczyzn.
Kiedy mężczyźni są odrywani od swoich dzieci bez prawa do powstrzymania rozwodu, kiedy są wypychani z rynku pracy nie przez siły rynkowe, ale przez inżynierię społeczną i kiedy dowiadują się, iż społeczeństwo, w które kiedyś wierzyli i którego niektórzy z nich wstąpili do wojska bronić, nie ma żadnego szacunku dla ich aspiracji, nie mają żadnego powodu, by podtrzymywać takie społeczeństwo.
Unikanie pułapki tradycyjno konserwatywnej
Kontrakt między płciami
Samotny mężczyzna nie potrzebuje wiele, aby przeżyć. Większość samotnych mężczyzn mogłaby zapewnić sobie wystarczające środki do życia, pracując przez dwa miesiące w roku. Powodem, dla którego mężczyzna może ciężko pracować, aby zarabiać znacznie więcej, niż potrzebuje dla samego siebie, jest chęć zdobycia żony w warunkach konkurencji, sfinansowania domu i kilkorga dzieci, a ostatecznie osiągnięcia statusu filaru lokalnej społeczności. Młodzi mężczyźni, którzy wykazywali duży potencjał ekonomiczny i dobrze pasowali do tkanki społecznej, mogli wywrzeć na rodzicach dziewczyny wystarczająco dobre wrażenie, aby zdobyć jej rękę. Następnie mężczyzna bardzo ciężko pracował, a owoce jego pracy trafiały do państwa, pracodawcy i rodziny. 80–90% efektów pracy mężczyzny przypadało ludziom innym niż on sam, ale w zamian otrzymywał rodzinę i wysoki status, więc był zadowolony z takiego układu.
Cztery Syreny to zmieniły, umożliwiając kobietom zabieganie o mężczyzn alfa pomimo matematycznie niewielkiego prawdopodobieństwa poślubienia któregoś z nich, przy jednoczesnym całkowitym ignorowaniu mężczyzn beta. Mężczyźni beta, którym kazano prowadzić odpowiedzialne, produktywne i podporządkowane normom życie, odkryli, iż zostali oszukani.
Mężczyźni, którzy doskonale radzili sobie według zasad społecznych obowiązujących zaledwie dwie dekady temu, często czują się całkowicie zdradzeni przez dzisiejsze reguły, co prowadzi do tego, iż odmawiają podtrzymywania społeczeństwa silnie uzależnionego od ich produktywności i pomysłowości. Kobiety uwierzyły, iż mogą uwolnić się od wszystkich swoich tradycyjnych obowiązków (tylko po to, by [co zabawne] odkryć, iż są w tej chwili bardziej nieszczęśliwe niż wcześniej), podczas gdy mężczyźni przez cały czas będą wypełniać wszystkie swoje tradycyjne obowiązki, szczególnie jako ci, którzy finansują kobiety i je chronią. Nie trzeba dodawać, iż pomimo głęboko wpojonej mężczyznom rycerskości w końcu uznają oni, iż rycerskość wymaga pewnego poziomu wdzięczności, którego nie otrzymują.
Aby zobaczyć, co się dzieje, gdy rola męża i ojca zostaje zdeprecjonowana, a państwo wkracza w jego miejsce jako zastępstwo, wystarczy spojrzeć na społeczność Afroamerykanów. W Detroit średnia cena domu spadła z 98 000 dolarów jeszcze w 2003 roku do zaledwie 14 000 dolarów obecnie. Przemysł motoryzacyjny zaczął przenosić miejsca pracy poza Detroit na długo przed 2003 rokiem, więc tego upadku nie można przypisać wyłącznie migracji przemysłu, a miasta takie jak Baltimore, Oakland, Cleveland i Filadelfia znajdują się w kilka lepszej sytuacji. Ci, którzy sądzą, iż coś takiego nie może wydarzyć się w białych społecznościach, powinni przyjrzeć się białej klasie niższej w Wielkiej Brytanii. Dolna połowa białej populacji USA jest podatna na taki sam los jak społeczność czarna, a miasta takie jak Los Angeles są niebezpiecznie blisko „detroityzacji”.
Ponadto ludzie najwyraźniej zapomnieli, iż fizyczne bezpieczeństwo społeczeństwa, a zwłaszcza kobiet, jest całkowicie uzależnione od tego, czy stosunek liczby mężczyzn „agresorów” do mężczyzn „obrońców” pozostaje poniżej pewnego krytycznego progu. W miarę jak coraz więcej mężczyzn zostaje wypychanych z rynku pracy, przestępczość staje się alternatywą. choćby wysoko wykształceni mężczyźni, którzy czują się zdradzeni, mogą gwałtownie odreagować, a niemal każda masowa strzelanina i każda niedawna próba zamachu terrorystycznego na Zachodzie była dziełem mężczyzn, którzy byli wykształceni i mieli dobre perspektywy zawodowe, ale byli niekochani.
Choć mężczyźni wykonujący zawody wymagające wysokich kwalifikacji z pewnością nigdy nie uciekną się do przestępczości, mogą natomiast przestać być skłonni do pomagania damie w opałach. Coraz więcej mężczyzn po prostu straci zainteresowanie rolą ratowników, a dotyczy to również policjantów, którzy także mogą czuć się źle traktowani przez panującą mizandrię. Bezpieczeństwo jest jak powietrze, zauważa się je dopiero wtedy, gdy go zabraknie. Kobiety mają bardzo wiele do stracenia, tworząc dużą liczbę obojętnych mężczyzn.
Patriarchat działa, ponieważ skłania mężczyzn i kobiety do współpracy w oparciu o ich uzupełniające się mocne strony. „Feminizm” nie działa, ponieważ zachęca kobiety do niemoralnego zachowania, które z czasem wyczerpuje choćby trwałą rycerskość mężczyzn beta, przez co obie płcie znajdują się w gorszej sytuacji. Nie jest tajemnicą, iż samotne macierzyństwo jest hojnie subsydiowane, ale mniej rozumiany jest fakt, iż życie samotnych, niezamężnych kobiet również jest hojnie subsydiowane dzięki szeregu niemożliwych do utrzymania i nieodwzajemnianych mechanizmów. Domyślnym naturalnym rozwiązaniem jest to, iż mizandryczne społeczeństwo zostaje pokonane w konkurencji i wyparte.
Wyparcie populacji
Dotarliśmy więc do społeczeństwa, w którym „feministki” czują się „upodmiotowione”, „niezależne” i „pewne siebie”, mimo iż są silnie uzależnione od podatków płaconych głównie przez mężczyzn, niekonstytucyjnego państwa cienia, które ściąga od mężczyzn alimenty i „alimenty na dzieci”, infrastruktury utrzymywanej przez mężczyzn, technologii wynalezionych przez mężczyzn oraz poziomu bezpieczeństwa, który mężczyźni zgadzają się utrzymywać. Co więc adekwatnie społeczeństwo otrzymało od tej populacji kobiet, będących najbardziej uprzywilejowaną klasą ludzi, jaka kiedykolwiek żyła?

Chcę teraz powiedzieć jasno: uważam, iż kobieta powinna mieć prawo decydować, ile dzieci urodzi, a choćby czy w ogóle będzie miała dzieci. Jednak bezdzietna starsza kobieta nie powinna później mieć możliwości czerpania zasobów od dzieci innych kobiet. Sprawiedliwość to sprawiedliwość, a obowiązek utrzymywania osób starszych przez ludzi w wieku produkcyjnym nie powinien być uspołeczniany po to, aby subsydiować kobiety, które zdecydowały się nie rozmnażać.

Lex (prawo stanowione) nie jest tym samym co Jus (ład prawy/prawo sprawiedliwe/sprawiedliwość). Iniuria, czyli niesprawiedliwość, pojawia się wtedy, gdy Lex nie jest adekwatnie uporządkowane. Prawo niesprawiedliwe to dziadowskie prawo, ponieważ brakuje mu sprawiedliwości i prawego ładu. Jus oznacza to, co jest należne zgodnie z rozumem i naturą. Lex może istnieć bez Jus. Iniuria zachodzi wtedy, gdy Lex narusza Jus. Przykłady: — prawo sprzeczne ze sprawiedliwością naturalną, –prawo niszczące proporcję, obowiązek lub porządek moralny, –prawo, które szkodzi bez moralnej przyczyny. Lex iniusta est lex defectiva (Prawo niesprawiedliwe jest prawem wadliwym) Albo jak ująłby to św. Tomasz z Akwinu: „Prawo sprzeczne z rozumem nie wiąże w sumieniu.” Co może zrobić człowiek dążący do cnoty [virtus]? — nie współdziałać ze złem moralnym, — nie internalizować winy, — nie akceptować kłamstwa, iż „na to zasługuje”, — nie podporządkowywać się korupcji, — pozostać niewzruszonym. A inni ludzie kierujący się cnotą powinni być w takich sytuacjach stróżami swoich braci. Krzywda wyrządzona jednemu jest krzywdą wyrządzoną wszystkim, a moralnym obowiązkiem jest działać, na ile to możliwe, przeciwko złu. Niestety żyjemy w czasach głęboko skorumpowanych, w których: — radykalny indywidualizm rozmywa wzajemny i moralny obowiązek wobec dobra wspólnego, — rozumowanie zastępowane jest ideologią, — pozytywizm prawniczy oddziela Lex od Jus, — władza zastępuje sprawiedliwość, — odwaga moralna i integralność są przedstawiane jako dewiacja, — cnota bywa traktowana jak wykroczenie.
Weźmy hipotetyczny przykład trzech 20-letnich samotnych kobiet: jedna jest miejską lewicową „feministką”, druga konserwatystką ze wsi, a trzecia gorliwą muzułmanką. Ta tabela przedstawia równoległe linie ich życia wraz z upływem lat, wykorzystując realistyczne szacunki typowych wydarzeń życiowych. Kiedy ludzie mówią o spadającej dzietności na Zachodzie, często nie uwzględniają dodatkowej różnicy wynikającej z posiadania dzieci w wieku 23 lat zamiast 33 lat. Jak pokazuje tabela, początkowa proporcja trzech młodych kobiet wynosząca 1:1:1 potrzebuje zaledwie 40 lat, aby przekształcić się w proporcję wnuków wynoszącą 12:4:0. Weźcie również pod uwagę, iż jesteśmy już 20 lat w głąb tego 40-letniego procesu, więc każda z tych kobiet ma dzisiaj 40 lat.
Jak więc oszacować wartość, którą społeczeństwo ostatecznie otrzyma dzięki zorganizowaniu się w taki sposób, aby młode kobiety mogły wybrać życie polegające na włóczeniu się po barach, kupowaniu torebek za 300 dolarów i pracy jako urzędniczki państwowe, dzięki czemu państwo staje się jeszcze pełniejszym substytutem męża? jeżeli widok żałosnej 60-letniej harpii z Code Pink pouczającej 12 muzułmańskich nastolatków, iż „płeć jest konstruktem społecznym”, wydaje się zabawny, przejdźmy do wykresu w skali makro.
Ta mapa świata pokazuje, ile dzieci poniżej 15. roku życia żyło w 2005 roku w najważniejszych krajach świata (czyli urodzonych między 1990 a 2005 rokiem), proporcjonalnie do kraju mającego największą liczbę dzieci. Co znamienne, Meksyk i USA mają taką samą liczbę dzieci, podczas gdy Pakistan i Bangladesz mają każdy z osobna mniej więcej tyle dzieci, co cała Europa Zachodnia. Chociaż wskaźniki dzietności w krajach rozwijających się zbliżają się do poziomów zachodnich, urodzenia z lat 1990–2005 już przesądzają o pewnych realiach. Nie trzeba dodawać, iż jeżeli przesuniemy czas naprzód zaledwie o 15 lat, proporcje przedstawione na tym wykresie będą odzwierciedlały proporcje osób w wieku 20–35 lat (kobiece lata rozrodcze) w poszczególnych krajach w roku 2025. choćby najbliższa przyszłość należy do tych, którzy się pojawią.
Lewicowe „feministki” zostaną bardzo gwałtownie przewyższone liczebnie pod względem prokreacji i zastąpione, nie przez konserwatystów, których nienawidzą, ale przez inne kultury stojące w sprzeczności z „feminizmem”. Państwo, które lewicowe „feministki” tak podziwiają, gwałtownie zwróci się przeciwko nim, gdy tylko obliczy, iż kobiety te nie produkują ani nowych podatników, ani nowych technologii i znajdzie sposób, aby zdegradować je z ich obecnej „upodmiotowionej” pozycji, opartej na poczuciu, iż wszystko im się należy. jeżeli uważały, iż posiadanie zobowiązań wobec męża jest tak straszną perspektywą, niech poczekają, aż będą miały zobowiązania wobec państwa będącego substytutem męża.
Demografia ma znaczenie dla wszystkich faceta
Tkanka ludzkości się rozerwie
Ludzie tacy jak my istnieją od około 100 000 lat, a wcześniejsze hominidy podobne do nas istniały przez kolejne 1-3 miliony lat przed nami. Przez pierwsze 99,99% istnienia człowiekowatych podstawowy cel naszego gatunku był taki sam jak każdego innego gatunku, jaki kiedykolwiek istniał, to jest rozmnażać się. Kobiety są rzadszym zasobem prokreacyjnym, ponieważ liczba dzieci, które mogą przyjść na świat, nie spada choćby wtedy, gdy umrze większość mężczyzn, ale spada wraz ze śmiercią każdej kobiety (jak wspomniano wcześniej, w przeszłości ludzie zwykle nie żyli znacznie dłużej niż 40-45 lat). Z tego powodu ludzki mózg zachował ewolucyjne zaprogramowanie naszych przodków, nadając dobrostanowi kobiet szczególne znaczenie, podczas gdy mężczyźni pozostawali zasobem, który można poświęcić. Ponieważ kierowanie wszelkich możliwych zasobów do kobiet było ściśle skorelowane z przeżywalnością dzieci, zarówno mężczyźni, jak i kobiety wyewoluowali tak, by postrzegać ten stan rzeczy jako normalny. Kobiecy Imperatyw był imperatywem ludzkości.
Seksualna Cukrzyca – Rian Stone
Wraz z rozwojem ludzkiego społeczeństwa zmieniały się priorytety. Po pierwsze, postęp technologiczny i rosnący dobrobyt sprawiły, iż śmiertelność dzieci spadła z około 50% do bardzo niskiego poziomu, więc 12 urodzeń nie było już koniecznych, aby doczekać się 6 dzieci osiągających dorosłość.
Po drugie, wraz z przechodzeniem ludzi od rolnictwa do gospodarki opartej na wiedzy spadła pożądana liczba dzieci, a w tej chwili niemal wszystkie kraje o wysokich i średnich dochodach mają wskaźniki dzietności poniżej 2, przy czym wiele kobiet nie rodzi żadnego dziecka.
Po trzecie, stało się oczywiste, iż ludzie są w tej chwili pierwszym gatunkiem, który wytwarza coś więcej niż tylko potomstwo, ludzie wytwarzają teraz technologię. W rezultacie dawny bezpośredni związek między kierowaniem zasobów do kobiet a przeżywalnością dzieci, który obowiązywał przez 99,99% naszego istnienia, już nie istnieje.
Geny, Memy i Tremy – Susan Blackmore
Jednak nasze biologicznie zaprogramowane mózgi nie przystosowały się do tej bardzo niedawnej transformacji i być może nie są w stanie się przystosować. Kobiety są zaprogramowane, aby bez końca pozyskiwać zasoby, a większość mężczyzn jest zaprogramowana, aby im je zapewniać. Z tego niegdyś uzasadnionego, ale obecnie przestarzałego biologicznego powodu społeczeństwo przez cały czas bezrefleksyjnie kieruje zdecydowaną większość zasobów do kobiet. Jednak zamiast trafiać do dzieci, pieniądze te trafiają w tej chwili do produktów konsumpcyjnych skierowanych do kobiet oraz do państwa cienia zaprojektowanego tak, aby zdejmować z kobiet wszelkie koszty i konsekwencje. Większość ludzi uważa istniejące społeczeństwo za normalne, ale nie dostrzega, iż przekierowywanie pieniędzy do kobiet stało się już przestarzałe. W XXI wieku nie ma żadnego powodu, aby jakakolwiek redystrybucja zasobów, jeżeli w ogóle musi istnieć, odbywała się w proporcjach innych niż 50 na 50.
Wejdźcie do dowolnego domu towarowego albo centrum handlowego. Co najmniej 90% znajdujących się tam produktów to rzeczy, których żaden przeciętny mężczyzna choćby nie rozważałby kupić. Mimo to zajmują cenną przestrzeń na półkach, co dowodzi, iż sprzedają się w dużych ilościach. Kto je kupuje? Rozejrzyjcie się po dowolnym zamożnym kraju, a zobaczycie produkty skierowane do kobiet, opłacane pieniędzmi, które społeczeństwo przekierowało do kobiet. Od produktów w domach towarowych, przez mnożenie się restauracji oferujących jedzenie na wynos, po odsetki od kredytów hipotecznych i system sądowy ustawiony tak, aby subsydiować kobiecą hipergamię, wszystko to stanowi końcowy rezultat kierowania zasobów do kobiet w zamian za funkcję, którą kobiety w ogromnym stopniu ograniczyły. Jest to największa błędna alokacja zasobów w historii, a takie chybione inwestowanie zawsze kończy się korektą, gdy bańka pęka.

Na całym świecie kobiety zarabiają 18 bilionów dolarów, ale wydają 28 bilionów dolarów.
Nie oznacza to, iż powinniśmy powrócić do wskaźników dzietności wynoszących 12 dzieci, ponieważ nie jest to ani pożądane, ani konieczne. Szerszy obraz jest taki, iż istotna część ludzkiej psychiki stała się całkowicie przestarzała, a odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Kiedy nastąpi korekta tej sytuacji, będzie to najbardziej przełomowe i destabilizujące wydarzenie, z jakim ludzkość kiedykolwiek się zmierzyła. Niektórzy nazywają to odmianą „Osobliwości Technologicznej”, która nastąpi wiele dekad później niż rok 2020, ale choćby wybitni myśliciele unikają jakiejkolwiek wzmianki o oczywistej korekcie przepływów zasobów przechylonych na korzyść jednej płci, która będzie musiała nastąpić.
Czterej Jeźdźcy Emancypacji Mężczyzn
Wcześniej przeanalizowaliśmy, jak Cztery Syreny Feminizmu niespodziewanie połączyły swoje działanie i dały kobietom możliwości wyboru, o jakich wcześniej nie mogły choćby marzyć. Niektóre kobiety wniosły pozytywny wkład w społeczeństwo, ale całkiem sporo pozwoliło, by pochłonęły je mizandria i niepohamowana chciwość, doprowadzając do katastrofalnej sytuacji, którą w tej chwili obserwujemy. Technologia zawsze zakłóca istniejący porządek, z każdą kolejną falą tworząc nowych zwycięzców i przegranych. W minionych stuleciach Gloria Steinem byłaby guwernantką, a Mystery nadwornym błaznem.
Tytuł tego artykułu nie brzmi „Kryzys mizandrii” ani choćby „Wojna z mizandrią”. Brzmi „Bańka mizandrii”, ponieważ siły, które doprowadzą do zakończenia obecnego złego traktowania mężczyzn, są już na horyzoncie. Pozwólcie mi więc przedstawić Czterech Jeźdźców Emancypacji Mężczyzn jako połączenie wielu omówionych przez nas sił, które do 2020 roku rozszarpią obecny, niemożliwy do utrzymania porządek hierarchiczny:
1) Gra: Poznanie prawdy o tym, jak działa kobiecy umysł, jest dla wszystkich mężczyzny bezcennym i wykraczającym poza zwykłe doświadczenie zasobem wiedzy. Niezależnie od tego, czy wykorzysta ją, aby zostać w pełni zaangażowanym artystą podrywu, stworzyć więź bratnich dusz w trwającym całe życie monogamicznym małżeństwie, czy też angażować się jedynie w sporadyczne, ale skuteczne przygody z kobietami, mężczyzna uwalnia się od przygniatających ciężarów, pod którymi kapitulują niewtajemniczeni mężczyźni beta.
Kiedy mężczyzna dowiaduje się, iż nie ma żadnego powodu, by kupować samochód za 50 000 dolarów, pierścionek za 20.000 dolarów, urządzać za 50.000 dolarów festiwal „panny młodej z piekła rodem”, kupować przepłacony dom wbrew wszelkiej logicznej analizie finansowej ani opłacać prawnika rozwodowego, żeby ratował go przed ruiną, mimo iż to on był ofiarą przemocy ze strony współmałżonki, trudno o większe poczucie wyzwolenia i euforii, pod każdym obiektywnym i subiektywnym względem jest to odpowiednik otrzymania 2 milionów dolarów. Kiedy mężczyzna zdaje sobie sprawę, iż zmniejszenie dochodów o połowę będzie miało niewielki negatywny wpływ na jego powodzenie seksualne, może przejść do łatwiejszej pracy, z krótszym dojazdem i mniejszym stresem. Kiedy mężczyzna dowiaduje się, iż przypodobywanie się kobiecie jest dokładnym przeciwieństwem tego, co powinien robić podczas zabiegania o nią i uwodzenia jej, może wyrzucić za burtę cały ten upokarzający tor przeszkód złożony z rytuałów.
Ekstaza płynąca z dwóch, a choćby trzech równoczesnych związków z kobietami o urodzie znacznie powyżej przeciętnej jest jak najbardziej osiągalna dla mężczyzny, który wspiął się na sam szczyt, co dodatkowo pozbawia szans nieszczęsnych mężczyzn beta (ponownie: atrakcyjność mężczyzn dla kobiet jest grą o sumie zerowej w sposób, w jaki atrakcyjność kobiet dla mężczyzn nią nie jest). Tak więc, choć 80% mężczyzn nie ma intelektualnych zdolności, by pojąć i opanować Grę, jeżeli liczba solidnych praktyków zacznie choćby zbliżać się do 20%, można skutecznie odciąć od źródła utrzymania wiele pasożytniczych bestii, od kobiet żyjących cudzym kosztem, przez państwo opijające się podatkami, aż po skorumpowane branże nieruchomości i prawników rozwodowych.
2) Technologie rozrywki dla dorosłych roku 2020: A co z 80% mężczyzn, którzy nie potrafią pojąć ani opanować podstawowych umiejętności Gry? Czy będą skazani na życie pełne frustracji, upokorzenia i niemal niewolniczej egzystencji obywateli drugiej kategorii? Na szczęście te biedne dusze znajdą zadowalające ujście dzięki technologii, podobnie jak kobiety dzięki takim technologiom jak pigułki antykoncepcyjne, pralki i odkurzacze.
Z wielu powodów pornografia internetowa jest dla męskiego mózgu znacznie bardziej uzależniająca niż kasety VHS czy erotyczne programy w rodzaju „Skinimax” z lat 90. Kiedy kolejna generacja technologii upowszechni się na rynku, konsekwencje będą na tyle głębokie, iż rozerwą obecny rynek seksualny na strzępy.
Ta strona pisała już wcześniej o tym, jak technologie haptyczne, wykrywania ruchu i grafiki miały do 2012 roku wynieść gry wideo do rangi najważniejszej formy rozrywki. Obrazy 3D/holograficzne, w połączeniu z interfejsami haptycznymi i wystarczająco zaawansowaną sztuczną inteligencją, sprawią, iż prymitywny „wirtualny seks” stanie się technologią dostępną dla wielu mężczyzn na długo przed 2020 rokiem, ale do 2020 roku zobaczymy, jak przekroczy ona pewne progi, prowadząc do dramatycznego wpływu na rynek, znacznie większego niż pigułki antykoncepcyjne i pornografia internetowa razem wzięte. Znaczna część męskiej populacji popadnie w uzależnienie od wirtualnego seksu, choćby nie zdając sobie z tego sprawy.
Dla tych (głównie kobiet) którzy twierdzą, iż seks w wirtualnej rzeczywistości w 2020 roku nie będzie wystarczającym substytutem prawdziwego seksu, wada ta zostanie z nawiązką zrekompensowana przez nieunikniony fakt, iż wirtualna kobieta będzie mogła wyglądać na 10/10+, podczas gdy prawdziwe kobiety dostępne dla typowego użytkownika beta będą mieściły się w przedziale 4–7. Prawdziwa 10 > wirtualna 10 > prawdziwa 7, przez co bez znaczenia staje się twierdzenie, iż wirtualna dziesiątka nie jest równie dobra jak prawdziwa dziesiątka (mniej niż 1% wszystkich kobiet), skoro wirtualna dziesiątka tak naprawdę konkuruje z większością kobiet ocenianych na 7 i mniej. Kobiety nie zdają sobie sprawy, jak ogromnie różni się reakcja mężczyzny na kobietę będącą dziesiątką w porównaniu z siódemką, nie mówiąc już o kobietach ocenianych jeszcze niżej. Kiedy samotni mężczyźni będą wracać z pracy w piątkowy wieczór, po prostu automatycznie zanurzą się w wirtualnej rzeczywistości, nadając zupełnie nowe znaczenie pojęciu „testów beta”. Ci odizolowani mężczyźni będą wyraźnie nieobecni w barach i klubach nocnych, które wcześniej były miejscami ich wydatków i frustracji, przez co wiele takich lokali zbankrutuje. Mózgi tych mężczyzn zostaną wypaczone do tego stopnia, iż nie będą już w stanie wzbudzić w sobie libido wobec większości prawdziwych kobiet. Spowoduje to ogromny spadek wartości większości kobiet na rynku seksualnym, w wyniku czego ósemki będą traktowane jak piątki, a 35-letnie kobiety nie będą w stanie wzbudzić zainteresowania choćby 55-letnich mężczyzn. Moment Wilusia E. Kojota nadejdzie dla kobiet o kilka lat wcześniej, a alfy biegłe w Grze znajdą jeszcze łatwiejszy rynek zdesperowanych kobiet, z którego będą mogły korzystać.
Inną technologią rozwijaną w Japonii są realistyczne roboty przypominające kobiety. Nie sądzę, aby „seksroboty” były praktyczne lub ekonomicznie opłacalne w porównaniu z rozwiązaniami opartymi na oprogramowaniu i grach, po prostu dlatego, iż taki robot nie może konkurować z wirtualną rzeczywistością pod względem kosztów, prywatności, wszechstronności i możliwości modernizacji.
Niektóre „feministki” nie są ślepe na katastrofalną dewaluację seksualną, której doświadczą kobiety, gdy takie technologie trafią na rynek i już podejmują działania na rzecz ich zakazania. Takie zakazy oczywiście nie będą możliwe, ponieważ technologie seksu VR są nierozerwalnie związane z szerszymi technologiami gier wideo i kina domowego. Ich próby lobbowania za takimi zakazami będą jednak bardzo pouczające.
Inną pozytywną konsekwencją zaawansowanych technologii rozrywki dla dorosłych będzie to, iż kobiety będą musiały udoskonalić jedyną pozostałą cechę, której technologia nie jest w stanie zastąpić, to jest zdolność sprawienia, by mężczyzna czuł się kochany. Współczesne kobiety będą zmuszone ponownie zapoznać się z tym pradawnym pojęciem, aby uzyskać przewagę konkurencyjną. Ta konieczność może doprowadzić do powstania ruchu pragmatycznych kobiet, które całkowicie odrzucą mizandrię podszywającą się pod „feminizm”, która doprowadziła do obecnego stanu rzeczy, a tym samym stanie się wstrząsem przynoszącym korzyści zarówno mężczyznom, jak i kobietom.
3) Globalizacja: Trzeci Jeździec to rozległy temat obejmujący wiele zagadnień szczegółowych. Wspólnym motywem jest to, iż siły rynkowe działające na całym świecie ostatecznie znajdują sposób na obejście barier prawnych wzniesionych w pojedynczym kraju:
a) Islam: Oprócz wyższego wskaźnika urodzeń wśród muzułmanów zamieszkałych w tych samych zachodnich miastach co „feministki”, piętą achillesową lewicowców w ogóle, a mizandrystów w szczególności, jest ich niechęć do konfrontowania się z innymi kulturami, które rzeczywiście nakładają ograniczenia na kobiety. W Wielkiej Brytanii działają już sądy islamskie, rozstrzygające sprawy zgodnie z zasadami szariatu. Brytyjskie prawo rozwodowe pozostało bardziej mizandryczne niż amerykańskie, dlatego wielu brytyjskich mężczyzn w desperacji zwraca się do sądów szariackich, aby uniknąć ruiny, jaką zgotowałoby im brytyjskie prawo. Sądy islamskie z przyjemnością przyjmują tych mężczyzn, a „feministki” nie mają odwagi protestować zbyt głośno. Zmuszając brytyjskich mężczyzn do zwracania się ku sądom szariackim, mizandria w piękny sposób sama się unicestwia. Ironia polega na tym, iż grupa, która była naszym wrogiem podczas kryzysu poprzedniej dekady, staje się w tej chwili de facto sojusznikiem w kryzysie tej dekady. Nie mówię tego tylko dlatego, iż sam jestem muzułmaninem.
b) Emigracja: Choć Ameryka przez cały czas przyciąga największą liczbę i najwyższej jakości (legalnych) imigrantów, niemal każdy Amerykanin, który przeprowadza się do Azji lub Ameryki Łacińskiej, wystawia entuzjastyczne świadectwo jakości swojego nowego życia. Mężczyzna, który wyjeżdża do kraju bardziej przyjaznego mężczyznom i poślubia miejscową kobietę, w praktyce odcina od siebie łącznie trzy pasożyty w USA, to jest państwo, które otrzymywało jego podatki, potencjalną żonę, która zabrałaby mu środki do życia oraz branże, na które musiałby wydawać pieniądze (ślub, diament, nieruchomości, prawnik rozwodowy). Co więcej, takie działanie zmniejsza również liczbę dostępnych mężczyzn pozostających w Ameryce. Mizandryści, którzy projektują własną patologię na zewnątrz, nazywając takich mężczyzn „mizoginami”, są osobliwie zaniepokojeni tym, iż ci sami mężczyźni opuszczają USA. Czy „feministki” nie powinny być zadowolone, iż „mizogini” wyjeżdżają? Widzimy więc kolejny przykład „feministek” usiłujących zabierać mężczyznom, nie oferując im w zamian żadnych korzyści.
Im bardziej niesprawiedliwe staje się jakieś miejsce, tym częściej widzimy, jak utalentowani ludzie przenoszą się gdzie indziej. Kiedy wiedza o amerykańskim prawie rozwodowym stanie się powszechna w Indiach i Chinach, może to choćby zniechęcić niektórych przyszłych podatników do imigracji do Ameryki, co stanowi kolejny powód, dla którego państwo traci pieniądze wskutek mizandrii.
c) Turystyka medyczna: Łączny koszt komórek jajowych od dawczyni + zapłodnienia in vitro + macierzyństwa zastępczego wynosi w USA 150.000 dolarów lub więcej, ale w niektórych krajach można zrobić to za zaledwie 20.000 dolarów w najwyższej klasy klinikach, które budują sobie coraz lepszą reputację. Choć większość klientów zagranicznych klinik leczenia niepłodności stanowią pary, całkiem sporo samotnych mężczyzn decyduje się w ten sposób na posiadanie własnych biologicznych dzieci. Choć rozwiązanie to nie jest dla wszystkich, możliwość posiadania dziecka za 20.000 dolarów (a choćby dwójki dzieci równolegle, z dwiema różnymi surogatkami, w pakiecie „dwa w cenie jednego” za 35.000 dolarów) już istnieje. Biedna matka zastępcza w Indiach lub na Filipinach zarabia więcej, niż mogłaby zarobić przez 10 lat w swojej wcześniejszej pracy w budownictwie lub przy sprzątaniu domów. Wszyscy zaangażowani na tym zyskują, z wyjątkiem kobiety z Zachodu, która została cenowo wyparta z rynku małżeńskiego z tym mężczyzną.
Turystyka medyczna sprawia również, iż amerykański system opieki zdrowotnej przestaje być konkurencyjny w przypadku niektórych zabiegów, a system ten zatrudnia ogromną liczbę kobiet, szczególnie na stanowiskach administracyjnych i biurokratycznych, na których zarabiają ponad dwukrotnie więcej, niż mogłyby zarobić w sektorze prywatnym. Kobiety te doświadczą tego samego, czego pokolenie wcześniej doświadczyli mężczyźni pracujący w przemyśle, pomimo coraz kosztowniejszej bańki sektora publicznego, która przez tak długi czas chroniła zawyżone wynagrodzenia tych kobiet.
Jak więc widzimy, siły globalizacji są znacznie potężniejsze niż siły podtrzymujące obecny, jednostronnie przechylony status quo.
4) Ekonomiczne wycofanie się mężczyzn i wynikająca z niego erozja bazy podatkowej: Wcześniejsze fragmenty pokazały, iż choćby najbardziej zaciekla egomaniakalna „feministka” jest w ogromnym stopniu uzależniona od działalności mężczyzn. Powtórzę jeszcze raz: nigdy, przenigdy nie będzie istniało odnoszące sukcesy społeczeństwo ludzkie, w którym mężczyźni nie mają żadnej motywacji, aby dążyć do pełnego wykorzystania maksimum swoich możliwości produkcyjnych i przedsiębiorczych.
Kontrakt między płciami został zerwany w miejskiej Ameryce (choć w pewnym stopniu przez cały czas funkcjonuje na amerykańskiej prowincji). „Progresywna” skala podatku dochodowego w USA została ustanowiona przy założeniu, iż mężczyźni zdolni zarabiać dziesięciokrotnie więcej, niż potrzebują dla samych siebie, zawsze będą to robić dla swoich rodzin. Mężczyzna pozbawiony takich aspiracji rodzinnych może wybrać łatwiejszą i gorzej płatną pracę, kosztując tym samym państwo więcej, niż kosztuje samego siebie. Mniejsze wpływy podatkowe oznaczają nie tylko mniej subsydiów dla samotnych matek i mniej państwowych miejsc pracy dla kobiet, ale również mniej pieniędzy na egzekwowanie prawa. Mniejsze wpływy podatkowe oznaczają także mniej policjantów i mniej zasobów sądowych, dzięki których można więzić mężczyzn. „Feministyczna” hipergamiczna utopia nie finansuje się sama, ale jest niebezpiecznie uzależniona od tego, by każdy mężczyzna beta pracował na pełnych obrotach; bez tego bańka sektora publicznego, nierozerwalnie związana z bańką mizandrii, załamuje się. Mizandrii nie da się więc matematycznie finansować przez dłuższy czas. Państwo z małym rządem jest znacznie bardziej trwałe niż państwo dążące do nieustannego rozrostu aparatu rządowego, którego następnie nie jest w stanie finansować i które pogrąża się w masie sprzeczności będących dokładnym przeciwieństwem tego, czego chcieli etatyści. Spójrzcie na gangsterski kapitalizm dominujący we współczesnej Rosji.
Ci Czterej Jeźdźcy zbiegną się pod koniec tej dekady, przenosząc koszty mizandrii z mężczyzn na kobiety, a 1 stycznia 2020 roku ocenimy, w jaki sposób pękła bańka mizandrii oraz jakie konsekwencje ponoszą kobiety za popełnienie błędu polegającego na pozwoleniu „feministkom” na kontrolowanie ich losu (aktualizacja: artykuł z 1 stycznia 2020 roku znajduje się tutaj). Zauważcie, iż nie wymieniłem powstania żadnego Ruchu Praw Mężczyzn jako jednego z Czterech Jeźdźców, ponieważ z powodów przedstawionych wcześniej jest mało prawdopodobne, aby taki ruch powstał.
Tym, którzy podważają koncepcję Czterech Jeźdźców (chciałbym zobaczyć ich historię trafnych prognoz i porównać ją z moją), przypominam: kobiety miały swoje Cztery Syreny, a teraz wahadło musi wychylić się z taką samą amplitudą w przeciwnym kierunku. Miejcie Czterech Jeźdźców w pamięci przez całą tę dekadę i pamiętajcie, co przeczytaliście tutaj pierwszego dnia 2010 roku.
Kogo powinno to obchodzić?
Opuszczając dekadę, w której głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i dobrobytu Stanów Zjednoczonych był terroryzm islamski i wkraczając w dekadę, w której głównym zagrożeniem jest mizandria, każdy, kogo dotyczą którekolwiek z poniższych kwestii, powinien zwrócić na to uwagę:
— Każdy, kto ma syna, brata, siostrzeńca lub podopiecznego wchodzącego w małżeństwo, szczególnie bez częściowej ochrony w postaci intercyzy. Jak opisano wcześniej, może on zostać zrujnowany, oddzielony od swoich dzieci i uwięziony w sposób, którego mało kto spodziewałby się w jakiejkolwiek rozwiniętej demokracji. Wskaźnik samobójstw wśród rozwiedzionych mężczyzn jest szokująco wysoki.
— Każdy, kto zgadza się, iż cywilizacja, w której większość dorosłych żyje w rodzinach z dwojgiem rodziców, zawsze prześcignie i wyprze cywilizację, w której duża część dorosłych nie żyje w takich rodzinach.
— Każdy, kto ma niepełnoletnie wnuki, siostrzenice, siostrzeńców lub prawnuki. Prawo rozwodowe tworzy bodźce do wykorzystywania dzieci jako pionków podczas rozwodu, a żaden poważny myśliciel nie może kwestionować problemów, które przez wiele kolejnych lat prześladują dzieci rozwiedzionych rodziców. „Feministki” fabrykują fałszywe badania mające dowodzić, iż rola ojca jest zbędna, ale obserwacja rzeczywistych przykładów dowodzi czegoś przeciwnego.
— Każdy, kto posiada drogi dom w społeczności zamieszkanej przez rodziny. Rosnąca niechęć mężczyzn do małżeństwa doprowadzi do powstawania mniejszej liczby nowych rodzin, a tym samym do mniejszej liczby nabywców takich domów. Przypominam wszystkim, iż jeżeli macie 20% kapitału własnego w swoim domu i kredyt hipoteczny odpowiadający 80% jego wartości, to choćby 20-procentowy spadek cen nieruchomości oznacza 100-procentowy spadek waszego kapitału własnego, który może stanowić cały wasz majątek netto. Detroit, pierwsze duże amerykańskie miasto, które doświadczyło utraty perspektyw zatrudnienia dla mężczyzn beta, odnotowało spadek średniej ceny domu z 98 000 dolarów jeszcze w 2003 roku do zaledwie 14 000 dolarów obecnie. choćby znacznie mniejszy spadek zdewastowałby majątek netto pozostałych właścicieli domów i może nastąpić w każdej społeczności zdominowanej przez domy jednorodzinne. Jeżeli posiadasz dom, twój majątek netto jest nierozerwalnie związany z powstawaniem i trwałością rodzin z dwojgiem rodziców.
— Każdy, kogo niepokoi wzrost przestępczości. 72% afroamerykańskich dzieci rodzi się samotnym matkom, a wśród białych dzieci odsetek ten zbliża się do 30%. Co więcej, „męska recesja” ostatecznie sprawi, iż dla wielu mężczyzn jedynym sposobem na przetrwanie będzie tworzenie gangów i zdobywanie wartościowych rzeczy siłą. Niekochani mężczyźni, którzy w przeszłości zostaliby połączeni w pary z żonami, są łatwym celem rekrutacji zarówno dla gangów, jak i organizacji terrorystycznych.
— Każdy, kogo niepokoją rosnące deficyty budżetu federalnego i budżetów stanowych oraz koszty opieki zdrowotnej [Medicare], wobec których państwo przez cały czas nalega na podnoszenie podatków zamiast ograniczania wydatków. Mniejsza liczba mężczyzn decydujących się pracować przez długie godziny konieczne do osiągania wysokich dochodów załamie model, w którym górne 10% podatników płaci 75% podatków, a większa liczba mężczyzn trafiających do więzienia za zaległości alimentacyjne, za to, iż nie byli wystarczająco dobrzy w łóżku, albo za bronienie się przed przemocą ze strony współmałżonki będzie drenować państwową kasę. Utrzymanie jednego więźnia kosztuje 60.000 dolarów rocznie.
— Każdy, kto uważa Konstytucję Stanów Zjednoczonych za wartościowy dokument. Zasada „niewinny, dopóki nie udowodni mu się winy” nie obowiązuje w wielu obszarach prawa silnie ukształtowanego przez feminizm. Omówione wcześniej państwo cieni wykorzystuje „feminizm” do stosowania wszelkiego rodzaju potwornej tyranii wobec niewinnych mężczyzn, co poważnie podważa zdolność Ameryki do twierdzenia, iż przez cały czas jest krajem ludzi wolnych.
— Każdy, kogo niepokoi bezpieczeństwo narodowe. W miarę jak coraz więcej mężczyzn będzie czuło, iż to społeczeństwo ich zdradza, coraz mniej z nich będzie skłonnych ryzykować życie w wojsku tylko po to, by odkryć, iż podczas ich służby poza krajem prawnicy rozwodowi przekonywali ich żony do odejścia z małżeństwa. Powrót z jednego pola bitwy tylko po to, by zostać wrzuconym na kolejne, jest haniebną zdradą naszych najlepszych młodych mężczyzn. Co więcej, wspomniałem już, jak brytyjscy mężczyźni zwracają się ku sądom islamskim w nadziei na uniknięcie ruiny z rąk brytyjskiego mizandrycznego prawa. Całkiem wielu mężczyzn może dojść do wniosku, iż islam oferuje im więcej niż ich rodzime społeczeństwo, które zwróciło się przeciwko ich płci i zaczną działać w imię samozachowania.
— Każda kobieta, którą oburza sposób traktowania kobiet odstępujących od doktryny „feministycznej” i którą niepokoją słowa oraz działania samozwańczych „feministek” w dzisiejszych czasach. jeżeli wierzysz, iż każda akcja wywołuje równą i przeciwnie skierowaną reakcję, powinnaś martwić się tym, o co proszą się „feministki”, kopiąc przyjaznego psa o jeden raz za dużo.
— I wreszcie każdy, kto ma młodą córkę lub siostrę, która właśnie wkracza w świat, w którym wszystkim poza najpiękniejszymi kobietami znacznie trudniej będzie wyjść za mąż; świat, w którym koszty obłąkanego „feminizmu” niedługo zostaną przeniesione z mężczyzn na kobiety, choćby jeżeli ona sama nigdy nie interesowała się tą doktryną nienawiści. Jak stwierdzono w streszczeniu na początku, „feministki” prowadzą przeciętne kobiety w otchłań.
Mógłbym wymienić jeszcze więcej powodów, dla których powinno nas to obchodzić, ale sedno jest jasne. Największe wyzwanie tej dekady zostało właśnie przed nami podsumowane.
Aktualizacja (1 lipca 2012 r.):
Dzisiaj, 1 lipca 2012 roku, minęło dokładnie 25% dekady opisanej w tym artykule. Nie zamieściłem ankiety w dniu pierwotnej publikacji, 1 stycznia 2010 roku, ponieważ przedstawione tutaj koncepcje były zbyt radykalne dla większości czytelników. Teraz jednak, gdy idee te stały się bardziej powszechne, mogę zamieścić prostą ankietę dotyczącą tego, czy rzeczywiście znajdujemy się w Bańce Mizandrii (ankieta została zamknięta po 60 dniach).

Podsumowanie
Jestem tylko obserwatorem i nie zamierzam stawać się żadnego rodzaju aktywistą, chociaż, jak opisałem wcześniej, bycie „nie aktywistą” również ma swoją siłę. Jako futurysta muszę przewidywać rzeczy, zanim staną się oczywiste dla wszystkich innych. Stali czytelnicy znają historię trafnych prognoz tej strony i biorą moje słowa na poważnie, gdy mówię, iż dalsze nadmuchiwanie, a następnie gwałtowne opróżnienie bańki mizandrii zdefiniuje następną dekadę w Ameryce. Tak więc tutaj, pierwszego dnia dekady lat 2010., przedstawiam artykuł, który da początek tysiącu innych artykułów.
Jak wspomniałem na początku, to, co właśnie skończyliście czytać, jest odpowiednikiem sytuacji, w której ktoś w 1997 roku przewidziałby z najdrobniejszymi szczegółami całą wojnę z terroryzmem. Poziom szczegółowości, z jakim opisałem załamanie się bańki mizandrii, urzeczywistni się z dokładnością porównywalną do tej, z jaką mój współbloger przewidział bańkę na rynku nieruchomości dwa lata wcześniej oraz dokładny poziom, na którym rynek akcji osiągnie dno, sześć miesięcy przed tym, jak faktycznie do tego doszło. Podobnie mizandria jest najważniejszą bańką kulturową naszych czasów.
Ta strona przewidywała, iż Stany Zjednoczone przez cały czas będą jedynym supermocarstwem w 2030 roku, ale nie jestem już tego tak pewien, dlatego wprowadzę jedno zastrzeżenie: żywotność Stanów Zjednoczonych do 2030 roku zależy od zadowalającego i uporządkowanego opróżnienia bańki mizandrii. Dopiero się okaże, które społeczeństwo potrafi stworzyć dobrobyt gospodarczy, jednocześnie dbając o dobre traktowanie obu płci, a Stany Zjednoczone w tej chwili nie znajdują się pod tym względem na adekwatnej drodze. Z tego powodu mam mniejszą pewność, iż opróżnienie bańki mizandrii przebiegnie łagodnie. Opróżni się na pewno, ale może to przybrać postać gwałtownego huraganu. Tylko wiejska Ameryka może przeprowadzić resztę kraju przez bardziej pokojową transformację. Wielka Brytania może jednak być już nie do uratowania.
Chcę podziękować Instapunditowi, dr Helen, Kimowi du Toitowi, The Spearhead, RooshV oraz wielu innym za wsparcie tego artykułu.
Źródło: The Misandry Bubble
Zobacz na: Narodziny Feminizmu w 1848 roku, w Seneca Falls, w stanie Nowy Jork
Władcy rządzeni przez kobiety: Ekonomiczna analiza wzrostu i upadku praw kobiet w starożytnej Sparcie.
Dlaczego Większość Kobiet Sprzeciwia Się Prawu Wyborczemu Kobiet – Ohio Association Opposed to Woman Suffrage

![Wywiad z Paulem Tibbetsem o Hiroszimie: „Zrobiłbym to ponownie” [2001]](https://wybudzeni.com/wp-content/uploads/2026/09/Wywiad-z-Paulem-Tibbetsem-o-Hiroszimie-.jpg)
![Radykalna reinterpretacja ewolucji człowieka [2007]](https://wybudzeni.com/wp-content/uploads/2026/09/Radykalna-reinterpretacja-ewolucji-czlowieka-%E2%80%93-Czaszki-hominidow.jpg)





