Babcia, mama powiedziała, iż trzeba cię oddać do domu starców. Podsłuchałam rozmowę rodziców dziecko nie wymyśliłoby czegoś takiego.
Halina Nowak krokiem pełnym energii szła ulicami małego miasteczka pod Białymstokiem, by odebrać wnuczkę ze szkoły. Jej twarz promieniała radością, a obcasy głośno stukały po chodniku, tak jak w czasach młodości, gdy życie wydawało się niekończącą melodią. Tego dnia spełniło się jej marzenie wreszcie stała się właścicielką własnego mieszkania. Było to przestronne, jasne M2 w nowym domu, o którym marzyła od lat. Prawie dwa lata oszczędzała, odkładając każdą złotówkę. Sprzedaż starego domu na wsi dała tylko połowę potrzebnej sumy, resztę dołożyła córka, Krystyna. Halina Nowak przysięgła jednak, iż odda dług. Siedemdziesięcioletniej wdowie wystarczała połowa emerytury, a młodszym córce i zięciowi pieniądze były bardziej potrzebne.
W szkolnym holu czekała już wnuczka, Zosia, uczennica drugiej klasy z warkoczykami. Dziewczynka rzuciła się babci w ramiona, po czym razem ruszyły do domu, rozmawiając o drobiazgach. Ośmioletnia Zosia była światłem w życiu Haliny Nowak jej największym skarbem. Krystyna urodziła ją późno, prawie w czterdziestce, i wtedy poprosiła matkę o pomoc. Halina nie chciała opuszczać rodzinnego domu na wsi, gdzie każdy kąt przypominał przeszłość, ale dla córki i wnuczki poświęciła wszystko. Przeprowadziła się bliżej, zajęła się Zosią odbierała ją ze szkoły, pilnowała do wieczora, aż rodzice wrócą z pracy, a potem szła do swojego małego, przytulnego mieszkania. Mieszkanie zapisano na Krystynę tak, na wszelki wypadek, bo staruszków łatwo oszukać, a życie bywa nieprzewidywalne. Halina Nowak się nie sprzeciwiała: myślała, iż to tylko formalność.
Babciu nagle przerwała jej myśli Zosia, patrząc wielkimi oczami mama mówiła, iż trzeba cię oddać do domu starców.
Halina Nowak zastygła, jakby oblał ją lodowaty wiatr.
Do jakiego domu, kochanie? spytała, czując, jak chłód przenika ją do kości.
No, tam, gdzie mieszkają starzy ludzie. Mama mówiła tacie, iż tam będzie ci dobrze, nie będziesz się nudzić Zosia mówiła cicho, ale każde słowo uderzało jak młot.
Ale ja tam nie chcę! Wolałabym pojechać do sanatorium, odpocząć odparła Halina Nowak, a głos jej zadrżał. W głowie wirowały myśli. Nie mogła uwierzyć, iż słyszy to od dziecka.
Babciu, tylko nie mów mamie, iż ci powiedziałam szepnęła Zosia, tuląc się do niej. Podsłuchałam, jak rozmawiali w nocy. Mama mówiła, iż już się z kimś umówiła, ale zabiorą cię dopiero, jak trochę podrosnę.
Nie powiem, moja droga obiecała Halina Nowak, otwierając drzwi mieszkania. Głos jej drżał, a nogi się uginały. Coś mi niedobrze, głowa mi się kręci. Położę się chwilę, a ty się przebierz, dobrze?
Rzuciła się na kanapę, czująć, jak serce wali w piersi, a przed oczami wiruje. Te słowa, wypowiedziane dziecięcym głosem, rozerwały jej świat na strzępy. To była prawda okrutna, bezlitosna prawda, której dziecko nie mogło wymyślić.
Trzy miesiące później Halina Nowak spakowała rzeczy i wróciła na wieś. Teraz wynajmuje tam pokój, oszczędza na mały domek, by mieć choć trochę oporu. Wspierają ją stare przyjaciółki i dalsi krewni, ale w sercu pozostaje pustka i ból.
Niektórzy ją oceniają, szepczą za plecami: Sama sobie winna, powinna porozmawiać z córką, wyjaśnić sprawę. Ale Halina Nowak wie swoje.
Dziecko nie wymyśliłoby czegoś takiego mówi stanowczo, patrząc w przestrzeń. Zachowanie Krystyny mówi samo za siebie. choćby nie zadzwoniła, nie spytała, dlaczego wyjechałam.
Widocznie córka wszystko zrozumiała, ale milczy. A Halina Nowak czeka. Czeka na telefon, na wyjaśnienie, choćby na jedno słowo. Sama jednak nie dzwoni duma i uraza skuły ją jak kajdany. Nie czuje się winna, ale serce pęka od tej ciszy, od zdrady, która przyszła od najbliższych. I każdego dnia pyta siebie: czy to było wszystko, co zostało z jej miłości i poświęcenia? Czy jej starość była skazana na samotność i zapomnienie?









