Babcia faworyzowała jednego wnuka
A dla mnie, babciu? zapytała cicho.
A ty, Jagódko, przecież dobrze sobie radzisz. Spójrz tylko, jakie masz pełne policzki.
Orzechy są dla rozumu, Michałek musi się uczyć, on jest mężczyzną, podporą rodu.
A ty idź, przetrzyj kurz na półkach. Dziewczyna musi się przyzwyczaić do pracy.
Jaga, Ty poważnie? Przecież ona odchodzi. Lekarze mówią kilka dni, może godzin
Michał stał w drzwiach kuchni, ściskając w rękach kluczyki do samochodu. Wyglądał na przybitego.
Jestem całkiem poważny, Michał. Napijesz się herbaty? Jaga choćby nie spojrzała w jego stronę, dalej równo krojąc jabłko dla córki. Usiądź, zaparzę świeżą.
Jaką herbatę, Jaga? Brat wszedł głębiej do pokoju. Ona tam leży, wszędzie te rurki, ledwo oddycha…
Rano cię wołała. Jagódka mówiła gdzie Jagódka?. Serce mi się ścisnęło. Naprawdę nie przyjdziesz?
To przecież babcia! Ostatnia szansa, rozumiesz?
Jaga ostrożnie ułożyła cząstki jabłka na talerzyku i dopiero wtedy spojrzała na brata.
Dla ciebie babcia. Dla niej jesteś Michałkiem, oczkiem w głowie, jedynym dziedzicem i nadzieją rodziny.
A ja… ja dla niej nigdy nie istniałam.
Myślisz naprawdę, iż ja potrzebuję tego pożegnania?
O czym mamy rozmawiać, Michał? Co mam jej wybaczyć? Albo ona mnie?
No daj spokój z tym dziecięcym żalem! Michał rzucił kluczami o stół. Tak, może kochała mnie bardziej niż ciebie. I co z tego?
Jest stara, miała swoje dziwactwa. Ale umiera! Nie możesz być tak… zimna.
Nie jestem zimna, Michał. Po prostu nic do niej nie czuję. Idź sam. Posiedź z nią, potrzymaj za rękę, ona ciebie potrzebuje sto razy bardziej niż mnie.
Ty jesteś jej słoneczkiem, skarbem. To właśnie bądź przy niej do końca.
Michał spojrzał na siostrę, odwrócił się i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Jaga westchnęła, wzięła talerzyk z jabłkami i poszła do dziecięcego pokoju.
***
W ich domu wszystko zawsze było wyraźnie podzielone. Rodzice kochali ich równo, i Jagę, i Michała.
Zawsze było gwarno, radośnie, pachniało drożdżówkami i domowymi obiadami, nieustannymi wycieczkami za miasto.
Ale Bronisława, babcia, była człowiekiem z innej bajki.
Michałku, chodź tu do mnie, synku szepotała babcia, gdy przyjeżdżali do niej na weekendy. Zobacz, co dla ciebie schowałam.
Włoskie orzechy, sama łuskałam! I krówki zupełnie świeże!
Jaga, która wtedy miała siedem lat, stała obok i przyglądała się, jak babcia wyjmuje ze starego kredensu tajemniczą paczkę.
A dla mnie, babciu? cicho pytała.
Babcia rzucała jej szybkie, chłodne spojrzenie.
Jagódko, ty i tak jesteś zaradna. Spójrz tylko, jakie masz policzki, jedzenia ci nie brakuje.
Orzechy to dla rozumu, Michał musi się uczyć, on chłop, podpora domu.
A ty idź, wytrzyj kurz na półkach. Dziewczyna musi przywyknąć do pracy.
Michał, czerwony ze wstydu, brał paczkę i bokiem wychodził do przedpokoju, a Jaga szła wycierać kurz.
Nie było jej żal. Dziwnie, ale jako dziecko Jaga przyjmowała to jak pogodę.
No pada deszcz, a babcia kocha Michała. Tak już bywa…
W korytarzu zwykle czekał na nią brat.
Masz podsuwał jej połowę cukierków i garść orzechów. Tylko nie jedz przy niej, bo zaraz będzie narzekać.
Tobie bardziej potrzeba uśmiechała się Jaga. Do nauki.
Ach, tam nauka krzywił się Michał. Zresztą zwariowała chyba. Jedz, ale szybko.
Siedzieli na schodach prowadzących na strych i chrupali “zakazane” słodycze razem. Michał dzielił się wszystkim.
Nawet gdy babcia wciskała mu po kryjomu pieniądze na lody, to zaraz biegł do Jagi:
Wiesz, starczy na dwa śmietankowe i gumę do żucia z naklejką. Idziemy?
Brat był dla niej opoką, jego miłość tak skutecznie łatała babcin chłód, iż Jaga nigdy nie czuła niedoboru.
Lata mijały. Babcia Bronisława się starzała. Gdy Michał skończył osiemnaście, oznajmiła podczas rodzinnej narady, iż przepisuje na niego swoje dwupokojowe mieszkanie w centrum Krakowa.
Podpora rodu musi mieć własny kąt oznajmiła. Żeby żonę mógł sprowadzić, a nie się po kątach tułał.
Mama tylko westchnęła. Znała charakter matki i nie chciała się sprzeczać, ale wieczorem, gdy wszyscy poszli spać, przyszła do Jagi.
Córeczko, nie myśl, że… My z tatą wszystko widzimy. Postanowiliśmy tak: te pieniądze, które odkładaliśmy na samochód i na powiększenie mieszkania, oddamy tobie.
To będzie twój wkład na własne M. Żeby było sprawiedliwie.
Mamo, daj spokój Jaga objęła ją. Michałowi bardziej potrzebne mieszkanie, z Magdą już ślub planują. Ja na razie pomieszkam w akademiku.
Nie, Jaga. Tak nie może być. Babcia ma swoje fanaberie, ale my jesteśmy rodzicami. Nie możemy wyróżniać jednego, a drugieg opuszczać. Weź i nie dyskutuj.
Jaga nie wzięła.
Michał wprowadził się do mieszkania od babci zaraz po ślubie, a ich trzypokojowe rodzinne mieszkanie stało się przestronniejsze.
Jaga zajęła dawny pokój brata, ustawiła swoje książki, sztalugi i pierwszy raz poczuła, jak bardzo fajnie jest, kiedy nikogo nie faworyzuje się ani nie dzieli miłości na “zasłużoną” i “niezasłużoną”.
Relacje z bratem nie ucierpiały choćby przez tę sprawę z majątkiem. Wręcz przeciwnie Michał miał poczucie dziwnej winy.
Jaga, wpadnij do nas mówił, zaglądając z wizytą. Magda upiekła sernik. A babcia… Cóż, wiesz jaka jest. Wczoraj znów dzwoniła i pytała, czy nie przeznaczyłem jej pieniędzy na twoje zachcianki.
I co jej powiedziałeś?
Powiedziałem, iż wydałem wszystko na gry i drogi alkohol zaśmiał się Michał. Trzy minuty dyszała w słuchawkę, potem rzuciła: To cię Jaga nauczyła takich głupot!”
Pewnie, kto by inny, uśmiechnęła się Jaga.
***
Kiedy Jaga wyszła za mąż za Pawła i urodziła córkę, kwestia mieszkania stała się pilna. Mama wykazała się wtedy dużą mądrością.
Posłuchajcie dzieci powiedziała. Mamy duże trzypokojowe. Michał ma swoje dwa pokoje. Jaga i Paweł wynajmujecie.
Zróbmy tak: rozdzielimy nasze mieszkanie na jedynkę i dwójkę. Do jedynki my z tatą, wy z Pawłem do dwójki.
Mamo wtrącił Michał zrzekam się mojej części rodzinnego mieszkania. Mam swoje od babci, w zupełności mi wystarczy.
Niech Jaga ma większe, im bardziej się przyda. Mają córeczkę, im bardziej potrzebne.
Michał, ty poważnie? Paweł aż się zdziwił. To spore pieniądze. Jesteś pewien?
Jestem. Ja i Jaga zawsze wszystko dzieliliśmy na pół. Ona przez babcię już wystarczająco oberwała chłodem. Niech choćby nie próbują się sprzeczać. To moje ostatnie słowo.
Jaga rozpłakała się wtedy, ale nie z euforii o metry kwadratowe, tylko z dumy z brata. Był najwspanialszym człowiekiem na świecie.
Rozdzielili mieszkanie rodziców i każdy pozostał na swoim.
Mama często wpadała, by pomóc z wnuczką, Michał z żoną i synami bywali w weekendy.
A babcia Bronisława mieszkała sama. Michał załatwiał jej zakupy, naprawiał cieknące krany, wysłuchiwał narzekań na zdrowie i “niewdzięczną Jagę”.
Dzwoniła chociaż raz? pytała babcia, zaciskając usta. Chociaż raz zapytała, czy mi ciśnienie nie skacze?
Babciu, przecież sama jej nie chciałaś znać odpowiadał łagodnie Michał. Przez dwadzieścia lat ani jednego serdecznego słowa. Skąd ma dzwonić?
Chciałam ją wychować! mówiła dumnie starsza kobieta. Kobieta powinna znać swoje miejsce! A ona… Sama widzisz, mieszkanie złapała, matkę z domu wygoniła.
Michał wzdychał. Tłumaczenie było zbędne.
***
Jaga siedziała w kuchni, a wspomnienia wracały falami.
Oto babcia odpycha jej rękę od słoika z konfiturą. Tam chwali nieudolny rysunek Michała, a obok ignoruje świadectwo z olimpiady Jagi.
Na weselu Michała siedzi jak królowa, a na ślub Jagi choćby się nie pojawiła, tłumacząc się chorobą.
Mamo, czemu nie jedziemy do babci Broni? córeczka weszła do kuchni. Wujek Michał mówił, iż jest bardzo chora.
Bo babcia Bronia chce widzieć tylko wujka Michała, kotku Jaga pogłaskała córkę po głowie. Tak jej spokojniej.
Babcia jest zła? córka zmrużyła oczy.
Nie, Jaga zamyśliła się. Ona po prostu nie umiała wszystkich kochać. W jej sercu było miejsce tylko dla jednej osoby. Tak czasem bywa.
Wieczorem zadzwonił brat.
Już, Jaga. Godzinę temu.
Przyjmij kondolencje, Michał. Wiem, iż ci bardzo ciężko.
Do końca na ciebie czekała skłamał brat. Jaga wiedziała o tym kłamstwie; z dobroci, z chęci pojednania chociaż w tej chwili. Mówiła: Niech Jaga ma szczęście.
Dziękuję, Michał… Przyjedź jutro do nas. Siądziemy, wspomnimy. Upiekę szarlotkę.
Przyjadę… Jaga, żałujesz? Że nie przyszłaś pożegnać?
Jaga nie kłamała.
Nie, Michał. Nie żałuję. Po co udawać? Ani ona mnie, ani ja jej nie chciałyśmy…
Chwilę milczał.
Chyba masz rację. Ty zawsze byłaś najrozsądniejsza. Do jutra, siostrzyczko.
Pogrzeb był cichy. Jaga przyszła dla mamy i brata. Stała z boku w czarnym płaszczu, patrząc na szare niebo, które zawsze wisi nad cmentarzem w takie dni. Gdy trumna znikała w ziemi, nie płakała.
Brat podszedł, objął ją za ramiona.
Jak się trzymasz?
W porządku, Michał. Naprawdę.
Wiesz co… Grzebałem u niej w mieszkaniu… Znalazłem szkatułkę. Stare zdjęcia.
Twoje też są. Sporo. Wszystkie wycięte z grupowych, trzymała je osobno.
Jaga uniosła brwi.
Po co?
Nie wiem. Może jednak coś czuła, tylko nie umiała pokazać? Może się bała, iż jeżeli cię przyzna, to mnie mniej zostanie… Starzy ludzie są dziwni.
Być może Jaga wzruszyła ramionami. Ale już nie ma to znaczenia.
Szli razem w stronę wyjścia z cmentarza pod jednym parasolem wysoki, mocny Michał i delikatna Jaga.
Słuchaj odezwał się Michał, przy samochodach. Myślę, iż sprzedam to mieszkanie po babci.
Sobbie kupię trzypokojowe, dzieciom odkładam na jednoosobowe na przyszłość, a resztę… Może założymy jakiś fundusz? Albo pomożemy dziecięcemu szpitalowi? Niech te “babcine” pieniądze dadzą komuś trochę euforii po prostu.
Jaga spojrzała na brata i pierwszy raz od tych dni prawdziwie się uśmiechnęła.
Wiesz, Michał To byłaby najlepsza zemsta na Bronisławie. Najlepsza na świecie.
Zgoda?
Zgoda.
Pojechali w różne strony miasta. Jaga włączyła muzykę i poczuła w sercu całkowity spokój.
Chyba brat miał rację. Niech część tych pieniędzy wspomoże leczenie dzieci. Tak będzie sprawiedliwie.











