Babcia zawsze faworyzowała jednego wnuka — A co ze mną, babciu? — szeptała Katia. — Ty, Katerino, t…

polregion.pl 1 tydzień temu

Babcia zawsze wyróżniała jednego wnuka.

A mnie, babciu? szeptała cicho.
Ty, Małgorzato, jesteś i tak zaradna. Zobacz, jakie masz pełne policzki.
Orzechy one dla rozumu, Jaś musi się uczyć, on jest mężczyzna, oparcie.
A ty idź przetrzyj kurz na półkach. Dziewczynka musi przywykać do pracy.
Małgośka, poważnie? Przecież ona odchodzi. Lekarze powiedzieli: kilka dni, nie więcej. Może godziny

Jaś stał w progu kuchni, gniotąc w ręce kluczyki do samochodu. Minę miał rozmytą, jak za mgłą.

Jestem całkiem poważny, Jasiu. Herbaty chcesz? Małgosia choćby się nie odwróciła, dalej metodycznie kroiła jabłko dla córki. Usiądź, zaparzę świeżą.

Jaką herbatę, Gosiu? Brat wszedł głębiej do pokoju. Ona tam leży, podłączona do tych rurek, charka…

Rano cię wołała. Małgosiu, mówiła, gdzie Małgosia?. Serce mi się ścisnęło. Naprawdę nie przyjdziesz?

To przecież babcia! Ostatnia szansa, rozumiesz?

Małgosia starannie ułożyła plasterki na talerzyku i dopiero wtedy spojrzała na brata.

Dla ciebie babcia. Dla niej ty jesteś Jasiu, jej oczko w głowie, jedyny dziedzic i nadzieja rodu.

A ja… dla niej nigdy nie istniałam.

Naprawdę myślisz, iż potrzebuję tego pożegnania?

O czym mamy rozmawiać, Jasiu? Co powinnam jej przebaczyć? Albo ona mnie?

Daj spokój z tymi dziecięcymi żalami! Jaś rzucił kluczami o stół. Tak, nie kochała cię tak jak mnie. I co z tego?

Jest stara, miała swoje zasady. Ale przecież umiera! Nie bądź taka… oziębła.

Nie jestem oziębła, Jasiu. Ja po prostu nic do niej nie czuję. Idź sam. Posiedź z nią, potrzymaj za rękę, twoje towarzystwo sto razy ważniejsze dla niej niż moje.

Jesteś jej złotkiem, słoneczkiem. To świeć dla niej do samego końca!

Jaś spojrzał na siostrę, odwrócił się i wyszedł, trzaskając drzwiami.

Małgosia westchnęła, wzięła talerzyk z jabłkami i poszła do pokoju córki.

***

W ich rodzinie wszystko było zawsze wyraźnie podzielone. Rodzice kochali ich równo i Małgosię, i Jasia.

W domu było gwarno, pachniało drożdżówkami i niekończącymi się wyprawami.

Ale Apolonia, babcia, była osobą innego sortu.

Jasiu, chodź tu, mój ty skarbie szeptała babcia, gdy przyjeżdżali do niej na weekendy. Patrz, co ci schowałam.

Orzechy włoskie, sama łupałam! I cukierki Kukułki. Świeżutkie!

Małgosia, wtedy siedmiolatka, stała obok i patrzyła, jak babcia wyjmuje ze starego kredensu wymarzony woreczek.

A mnie, babciu? pytała cicho.

Apolonia rzucała na wnuczkę lodowate, ostre spojrzenie.

Ty, Małgorzato, jesteś zaradna. Tylko popatrz, jakie masz poliki.

Orzechy są dla rozumu, Jasiu musi się uczyć, to mężczyzna, podpora.

A ty idź, przetrzyj kurz na półkach. Dziewczynka powinna się przyzwyczajać do pracy.

Jaś, czerwony ze wstydu, chwytał woreczek i cichaczem wychodził do korytarza, a Małgosia szła ścierać kurz.

Nie była jej przykro. Dziwne, ale prawdziwe mała Małgosia odbierała to jak pogodę.

No bo deszcz pada, a babcia kocha Jasia. Tak bywa

W korytarzu zwykle czekał na nią brat.

Masz wciskał jej w dłoń pół cukierków i garść orzechów. Tylko nie jedz przy niej, bo znowu będzie narzekać.

Tobie bardziej potrzebne, Małgosia uśmiechała się. Dla rozumu.

A tamten rozum, krzywił się Jaś. Ona jest dziwna. Jedz, szybko.

Siedzieli razem na schodach na strych i chrupali wspólne zakazane. Jaś zawsze się dzielił. Bez wyjątku.

Nawet kiedy babcia wciskała mu po kryjomu stówkę na lody, od razu leciał do Małgosi:

Weź, starczy na dwa Bambino i choćby gumę z naklejką. Idziemy?

Brat zawsze był jej oparciem, jego miłość łatała babciny chłód tak skutecznie, iż Małgosia choćby nie zauważała deficytu.

Lata mijały. Apolonia starzała się. Gdy Jaś skończył osiemnaście, z dumą ogłosiła, iż przepisuje na niego swoje dwupokojowe mieszkanie w centrum Warszawy.

Oparcie rodziny musi mieć własny kąt obwieściła na rodzinnym zebraniu. Żeby sprowadził żonę do siebie, a nie pałętał się po kątach.

Mama tylko westchnęła. Znała temperament swojej matki i nie próbowała walczyć, ale wieczorem, gdy wszyscy się rozeszli, zajrzała do pokoju Małgosi.

Córeczko, nie martw się My z tatą wszystko widzimy. Postanowiliśmy tak: pieniądze, które odkładaliśmy na samochód i większe mieszkanie, przekażemy ci.

To będzie twój wkład na własne M. Żeby było sprawiedliwie.

Mamo, daj spokój, Małgosia ją objęła. Jasiowi bardziej potrzebne, on się z Irką żeni. Mnie starczy akademik.

Nie, Gosiulka. Babcia ma swoje dziwactwa, ale my rodzice. Nie możemy wyróżniać jednego i pomijać drugiego. Przyjmij i nie dyskutuj.

Małgosia nie przyjęła.

Jaś przeniósł się do babcinego mieszkania zaraz po ślubie. W trzypokojowym rodzinnym zrobiło się luźniej.

Małgosia zajęła dawny pokój brata, postawiła swoje książki, sztalugi i po raz pierwszy poczuła, jak dobrze być tam, gdzie nikt nie dzieli miłości na lepszą i gorszą.

Relacje z bratem nie poharatały się przez żadne spadki. Przeciwnie, Jaś czuł niepokojącą winę.

Małgoś, wpadaj do nas, mawiał, odwiedzając rodzinny dom. Irenka upiekła drożdżówkę. A babcia… sama wiesz. Znowu pytała, czy nie wydałem jej” pieniędzy na twoje zachcianki.

I co jej odpowiedziałeś?

Powiedziałem, iż wszystko przepuściłem w salonie gier i na whisky, Jaś zaśmiał się. Przez trzy minuty sapała w słuchawkę, a potem: To cię Małgosia nauczyła złych rzeczy!

No pewnie, Małgosia się uśmiechała. Kto by inny.

***

Gdy Małgosia wyszła za Michała i urodziła dziecko, kwestia mieszkania wyrosła jak drzewo. Mama znów wykazała się dyplomacją.

Słuchajcie, dzieci powiedziała. Mamy dużą trzypokojową. Jaś ma swoje dwa pokoje. Małgosia, wy z Michałem wynajmujecie.

Zróbmy tak: zamienimy naszą na jednopokojowe i dwupokojowe. My z tatą w jedynkę, Małgosia z rodziną do dwójki.

Mamo, wtrącił Jaś. Rezygnuję z mojej części w tej rodzinnej. Mam już od babci, mi wystarczy.

Niech Małgosia bierze. Mają dziecko, im bardziej potrzebne.

Jasiu, naprawdę? Michał był zaskoczony. Przecież to kupę pieniędzy. Jesteś pewien?

Pewien. Z Małgosią zawsze wszystko na pół. Ona i tak przez babcię dostała mniej uwagi. Bez dyskusji. To moje stanowisko.

Małgosia popłakała się nie ze szczęścia o metry, ale z poczucia, iż jej brat jest naprawdę najlepszym człowiekiem pod słońcem.

Mieszkania podzielili i każdy został przy swoim.

Mama wpadała pomagać z wnuczką, Jaś z żoną i synami byli u nich co weekend.

A Apolonia żyła sama. Jaś woził jej zakupy, naprawiał krany, wysłuchiwał narzekań o zdrowiu i o niewdzięcznej Małgosi.

Czy ona choć raz zadzwoniła? dociekała babcia, wydymając usta. Choć raz zapytała, jak moje ciśnienie?

Babciu, sama jej nie chciałaś znać, Jaś odpowiadał łagodnie. Przez dwadzieścia lat nie powiedziałaś jej miłego słowa. Skąd miałaby dzwonić?

Wychować ją chciałam! chwaliła się staruszka. Kobieta musi znać swoje miejsce! A ona… Mieszkanie zagarnęła, z domu matkę wygoniła.

Jaś tylko wzdychał. Tłumaczenie nie miało sensu.

***
Małgosia siedziała w kuchni, a wspomnienia nachodziły ją jak senne obrazy.

Tu babcia odsuwa jej rękę od słoika z konfiturą. Tu chwali Jasiowy bazgroł, a jej dyplom za olimpiadę omija milczeniem.

Tu króluje na weselu Jasia, a na ślub Małgosi choćby nie przyszła powiedziała, iż chora.

Mamo, a czemu nie jeździmy do babci Polki? zapytała córka, zaglądając do kuchni. Wujek Jaś mówił, iż jest bardzo chora.

Bo babcia Polka chce widywać tylko wujka Jasia, kocie, Małgosia gładziła córeczkę po głowie. Tak jej spokojniej.

Jest zła? córka zmrużyła oczy.

Nie, Małgosia się zamyśliła. Ona po prostu nie umiała kochać wszystkich naraz. W jej sercu było miejsce tylko dla jednego. Tak bywa.

Wieczorem zadzwonił brat.

Już po wszystkim, Małgoś. Godzinę temu.

Współczuję ci, Jasiu. Wiem, iż ciężko.

Do samego końca na ciebie czekała, skłamał brat. Małgosia wiedziała to z dobroci, jeszcze jedna próba pojednania. Powiedziała: Niech Małgosi się szczęści.

Dzięki, Jasiu Przyjedź jutro. Posiedzimy, upiekę ciasto.

Przyjadę Gosiu, a nie żałujesz? Że nie pożegnałaś się?

Małgosia nie skłamała.

Nie żałuję, Jasiu. Po co to udawanie? Ani ja jej, ani ona mnie nie chciała

Brat zamilkł na chwilę.

Pewnie masz rację, westchnął. Zawsze byłaś rozsądna. Dobra, do jutra.

Pogrzeb był cichy. Małgosia przyszła dla mamy i dla brata. Stała z boku, w czarnym płaszczu, patrząc na szare niebo, które jakby specjalnie na cmentarzu stawało się cięższe. Gdy trumna znikała w ziemi, nie płakała.

Brat podszedł, objął ją po ramionach.

Trzymasz się?

Tak, Jasiu. Naprawdę.

Wiesz, zawahał się. Przeglądałem jej mieszkanie… Znalazłem szkatułkę. Stare zdjęcia.

Twoje też były. Dużo. Starannie wycięte z rodzinnych fotografii. Trzymała je oddzielnie.

Małgosia uniosła brwi.

Po co?

Nie wiem. Może jednak coś czuła, ale nie umiała pokazać? Może bała się, iż jak ciebie przyzna, to mnie zabraknie? Starzy ludzie są dziwni.

Może, Małgosia wzruszyła ramionami. Ale już nie ma to znaczenia.

Szli do wyjścia z cmentarza pod jednym parasolem wysoki, solidny Jaś i drobna Małgosia.

Słuchaj powiedział Jaś, gdy podeszli do samochodów. Będę sprzedawał mieszkanie.

Kupię sobie trzypokojowe za swoje, dzieciakom po kawalerce na przyszłość, a reszta Może fundację założymy? Albo przekażemy szpitalowi dziecięcemu? Żeby te babcine pieniądze dały komuś euforia bezinteresownie.

Małgosia spojrzała na brata, pierwszy raz od dni uśmiechnęła się ciepło.

To byłaby najsłodsza zemsta na Apolonii. Najlepsza zemsta na świecie.

Czyli jesteśmy umówieni?

Umówieni.

Rozjechali się w przeciwne strony. Małgosia jechała przez miasto, słuchała radia i czuła, jak w jej środku robi się spokojnie i jasno.

Może brat miał rację. Niech część tych złotówek pójdzie na leczenie jakiegoś dziecka. Tak będzie sprawiedliwie.

Idź do oryginalnego materiału