Wiesz co, muszę Ci opowiedzieć historię o babci, która była dosłownie aniołem stróżem. Wszystko zaczęło się od mojej znajomej, Zuzi. Swoich rodziców praktycznie nie pamiętała. Ojciec odszedł od mamy, kiedy była jeszcze w ciąży, a potem wszelki ślad po nim zaginął. Mama zmarła, gdy Zuzia miała ledwo rok, nagle wykryli u niej raka i odeszła bardzo szybko.
Zuzkę wychowywała babcia Jadwiga, mama jej mamy. Dziadka nie było już od lat, więc całe życie babcia poświęciła córce i wnuczce. Od samego początku Zuzia miała z babcią niesamowitą więź wystarczyło, iż spojrzała, a babcia wiedziała, czego potrzebuje. Dogadywały się bez słów.
Wszyscy kochali babcię Jadzię od sąsiadek, przez sprzedawczynie w sklepie, aż po nauczycielki w szkole. Na wywiadówki zawsze przychodziła z koszyczkiem pierogów albo drożdżówek, bo, jak mówiła, nie wypada siedzieć głodnym, zwłaszcza po pracy, ze zmęczonymi nogami. Nigdy nie obgadywała ludzi, nie plotkowała, i każdy chętnie przychodził do niej po radę. Zuzia czuła się szczęściarą, iż trafiła na taką babcię.
Sama Zuzka jakoś z miłością nie miała szczęścia. Szkoła, studia, zaraz praca ciągle gdzieś biegła, coś trzeba było ogarniać. Chłopaków kilku było, ale to nie było to. Babcia trochę się martwiła.
Zuziu, no kiedy ty wreszcie znajdziesz kogoś porządnego, taka jesteś ładna i mądra dziewczyna! mawiała z czułością. Zuzka się śmiała, ale i sama czuła, iż czas najwyższy pomyśleć o własnej rodzinie. W końcu już trzydziestka na karku.
Śmierć babci była szokiem. Po prostu któregoś dnia nie obudziła się rano, serce przestało bić podczas snu. Zuzka długo nie mogła w to uwierzyć. Chodziła do pracy, robiła zakupy, ale tak naprawdę wszystko robiła mechanicznie, jakby jej nie było. W domu czekała już tylko kotka Kicia i ogromna pustka.
Któregoś dnia Zuzka wracała SKM-ką do domu, zatopiona w książce, aż naprzeciwko niej usiadł facet, na oko czterdziestka, zadbany, przyjemny typ. Patrzył tak intensywnie, ale jakoś jej to choćby schlebiało. Zagaił rozmowę o książkach, a Zuzka mogłaby o tym rozmawiać godzinami. No normalnie jak z filmu, pomyślała. Gdy przyszło jej się przesiadać, aż żal było wychodzić. Ten facet, Przemek, zaprosił ją do pobliskiej kawiarni, żeby dokończyć rozmowę. I Zuzka zgodziła się bez wahania.
Od tamtej pory kręcił się u niej taki zawrotny romans, aż jej samej trudno było w to uwierzyć. Rozmawiali i pisali codziennie, choć spotykali się rzadziej, bo Przemek często miał pracę. W sumie, kilka o nim wiedziała unikał tematów o sobie, rodzinie czy pracy, ale Zuzi to nie przeszkadzało po raz pierwszy czuła się taka szczęśliwa.
Pewnego dnia Przemek zaprosił ją na sobotni wieczór do restauracji i dał do zrozumienia, iż to będzie coś wyjątkowego. Zuzka od razu się domyśliła, iż szykuje się oświadczyny! Była prze-szczęśliwa mąż, dzieci, rodzina, tego zawsze chciała. Szkoda tylko, iż babcia nie dożyła tej chwili.
Wieczorem, leżąc na kanapie, zastanawiała się w co się ubrać, bo to przecież istotny dzień. Przeglądała sukienki w apce na telefonie, aż w końcu zdrzemnęła się przy tym.
I śni jej się, iż do pokoju wchodzi babcia Jadzia, w swojej ulubionej sukience, siada obok na kanapie i głaszcze Zuzkę po głowie. Zuzka aż się ucieszyła i zdziwiła: Babciu, przecież Ciebie już z nami nie ma, skąd się tutaj wzięłaś?. A babcia na to: Zuziu, ja cały czas przy Tobie jestem, widzę Cię, słyszę, a Ty mnie po prostu nie zauważasz. Chcę Cię tylko ostrzec nie wiąż się z tym mężczyzną. To zły człowiek, posłuchaj swojej babci. I babcia znikła jak mgła.
Zuzka obudziła się roztrzęsiona. Przecież przed chwilą widziała babcię, a jednak jej nie było Zrozumiała, iż to tylko sen, ale poczuła w środku taki niepokój, iż nie mogła się go pozbyć. Szukała jeszcze sukienki, ale w końcu zasnęła znów zmęczona i skołowana.
Dzień oświadczyn nadciągał, a Zuzka dalej nie miała wybranej kreacji i wszystko leciało jej z rąk. W głowie cały czas miała słowa babci. Nie wierzyła w prorocze sny, nigdy jej się nie przyśniły. Ale babcia? Może jednak rzeczywiście coś widzi tam, na górze?
W końcu przyszła ta sobota. Zuzka, w zwykłej sukience (na inną nie miała już siły), przyszła do restauracji. Nastroju nie miała, Przemek gwałtownie zauważył.
Coś się stało? zapytał. Nie, nic, wszystko okej skłamała. Przemek próbował ją rozśmieszyć, żartował, jakby chciał odgonić jej zły humor. Po kolacji, jak z amerykańskiego filmu, klęka, wyciąga pudełeczko z pierścionkiem
Zuzia nagle poczuła mętlik w głowie, szum w uszach, i, jak przez mgłę, widzi babcię, patrzącą na nią przez okno. Stała tam, po prostu patrzyła. Zuzia zrozumiała: to ten znak.
Przepraszam, Przemek, nie mogę wyszeptała. Jak to nie możesz? Co zrobiłem? Przemek wściekł się, chwycił ją za ramiona i zaczął potrząsać: O, to tak ze mną, tak? Nie chcesz wyjść za mnie, to sobie siedź sama z tą swoją Kicią! Nikomu nie jesteś potrzebna, głupia babo! i wybiegł z knajpy.
Zuzka siedziała zszokowana. Ten sam Przemek, który wydawał się taki wspaniały, wykształcony, troskliwy Aha, miała być rodzina, dzieci, szczęście
Następnego dnia poszła do swojego kolegi z liceum, Pawła, który był policjantem. Poprosiła, żeby sprawdził Przemka podała mu zdjęcie i resztę informacji.
Po dwóch dniach Paweł zadzwonił i mówi: Zuzka, muszę Ci coś powiedzieć Przemek to oszust, historia za nim się ciągnie. Poznaje samotne kobiety, żeni się z nimi, one przepisują na niego mieszkanie albo biorą kredyt na jego pseudobiznes, potem je wyrzuca i się rozwodzi. Był już skazany za takie rzeczy. Miałaś ogromne szczęście, iż się rozmyśliłaś w porę.
No, powiedz jak babcia mogła to wiedzieć? Magia czy co? Tylko cuda. Dzięki Ci, babciu, iż przez cały czas nade mną czuwasz.
Zuzka wracając zadowolona wstąpiła do Biedronki, zgarnęła parę rzeczy, kupiła Kici karmę i dziarskim krokiem wróciła do domu, już wiedząc, iż nie jest sama. Babcia zawsze czuwa gdzieś z góry.
Mówią, iż dusze bliskich stale nad nami czuwają, zostają naszymi aniołami stróżami i chronią przed złem. Chciałoby się w to wierzyć Może tak właśnie jest?











