Kilka godzin radni, aktywiści i dorożkarze dyskutują o tym, czy dorożki konne powinny zniknąć z krakowskiego krajobrazu. Dyskusja na środowej sesji jest burzliwa, momentami głośna i bliska awantury. Żadna ze stron nie przekonała się do argumentów przeciwników.
Impulsem do debaty na temat dorożek konnych był projekt uchwały Komisji Ochrony Środowiska. To zaproponowała ustalenie kierunków działania dla Prezydenta Miasta Krakowa dotyczących zastąpienia dorożek konnych alternatywnymi formami transportu turystycznego. projekt zakłada, iż prezydent rozważy likwidację dorożek konnych i zastąpienie ich np. dorożkami elektrycznymi.
Argumenty w obronie koni
Przewodnicząca tej komisji Joanna Hańderek przedstawiając projekt uchwały wymieniała problemy, z jakimi zmagają się konie dorożkarskie – m.in. uszkodzenia kopyt, choroby układu oddechowego, urazy i wypadki. Podkreślała, iż możliwości technologiczne są ogromne, więc prowadzący biznes polegający na wożeniu turystów mogą z nich skorzystać, np. z dorożek elektrycznych, nie muszą wykorzystywać do tego koni. Dodaje, iż miasta, które zrezygnowały z dorożek konnych nie straciły na tym finansowo.
Sabina Janeczko, rzeczniczka ds. zwierząt poinformowała, iż prowadzone były rozmowy z branżą dorożkarską w sprawie aneksowania umów, które obowiązują do 2027 roku. Przyznała, iż dorożkarze nie wyrazili zgody na zmiany w umowach. Podała, iż zdarzają się wykroczenia – przyłapywanie dorożkarzy na pracy w stanie nietrzeźwości. Przypominała, iż resort kultury odmówił wpisu dorożkarstwa na listę dziedzictwa kulturowego.
Radny Grzegorz Garboliński stwierdził, iż dorożki nie wnoszą niczego do krajobrazu Krakowa, wnoszą tylko pieniądze do kieszeni wąskiej grupy ludzi. Podkreślał, iż nie można zapewniać przyjemności garstce turystów kosztem dobrostanu zwierząt. Jego zdaniem trzeba już dziś zakończyć walkę w tej sprawie. – Budujmy tradycję opartą o szacunek do ludzi, ale i do zwierząt – apelowała Eliza Dydyńska-Czesak.
Aleksandra Owca przypominała, iż połowa koni, która pracowała w latach 2019-2022 nie kontynuowała pracy w kolejnych latach, a rotacja koni pracujących na Rynku w Krakowie była większa niż na drodze do Morskiego Oka. Radna Owca podkreślała, iż konie z Rynku też trafiają do rzeźni. Dodała, iż miasto bierze odpowiedzialność za męczenie zwierząt. Aleksandra Owca sugerowała, iż skoro dorożkarze nie zgodzili się na kompromis, to wraz z wygaszeniem umów nie należałoby podpisywać nowych.
W obronie dorożek
Radny Marek Sobieraj stwierdził, iż dorożki krakowskie to tradycja i takie same symbole miasta jak Sukiennice czy Wawel. Podkreślał, iż para koni pracuje raz w tygodniu, do każdej dorożki są trzy pary koni. Dodał, iż dorożki to także dochód dla miasta – 180 tys. złotych miesięcznie, a reklama to wartość dodana. Radny Sobieraj mówił też, iż konie dorożkarskie na Rynku Głównym to okazy zdrowia. – Nie wyobrażam sobie, by po Krakowie jeździło coś podobnego do dorożki. To byłby absurd – zaznaczył Marek Sobieraj.
Piotr Moskała zwracał uwagę na to, iż konie pracujące na Rynku są pod stałym monitoringiem i dozorem, a badania nie wykazują, by konie pracowały w stresie. Radny dodał, iż ciągnięcie powozu dla konia jest śmiesznym wysiłkiem.
Włodzimierz Pietrus uważa, iż jeżeli koń nie będzie miał opiekuna, który będzie na nim zarabiał, to taki koń trafi do rzeźni. – Zlikwidujemy klub w Swoszowicach, zlikwidujmy Cavaliadę, zlikwidujmy hipoterapię, zlikwidujmy przejazdy szwadronów konnych w czasie patriotycznych uroczystościach – żartobliwie proponował radny Pietrus. – Nie idźcie ta drogą – apelował już na poważnie.
– W trosce o dobrostan zwierząt zakażmy trzymania psów domach, rybek akwariowych i świnek morskich – drwił Mariusz Kękuś. – Konie pracujące na świeżym powietrzu maja lepiej niż te koty i psy trzymane w domach – dodał.
Jeszcze w środę Rada Miasta podejmie decyzję w sprawie ustalenia kierunków działania dla Prezydenta Miasta Krakowa dotyczących zastąpienia dorożek konnych alternatywnymi formami transportu turystycznego.






